czwartek, 31 maja 2012

Mechanizm serca

Czyli według opisu - baśń dla dorosłych.
Chciałabym powiedzieć, że mnie porwała, że uwiodła słowem, że była piękna. Ale byłoby to lekką przesadą. Była strawna, choć momentami mdła niestety..

Edynburg, 1874r. Jack przychodzi na świat w najzimniejszy dzień świata i jak to w baśni bywa urodził się z zamarzniętym sercem. Madeline, akuszerka, która przyjmuje poród, to również swego rodzaju wynalazczyni, która szybko robi chłopcu mechanizm serca,  zegar, zastępujący, lub może inaczej - wspomagający prawdziwe serce. Odtąd Jack nosi w klatce piersiowej zegar, którego wskazówki dosłownie odliczają minuty jego życia. Pomysł iście butronowski, nie przeczę. Dorastanie Jacka w dziwnym laboratorium Madeline odbywa się bez większych przeszkód, oprócz tego, że nikt nie chce go adoptować. Wszyskich odtręcza dziwny mechanizm który pozwala Jackowi żyć. Zatem to Madeline spełnia się w roli przyszywanej matki, którą sama nigdy nie mogła zostać. Jednakże jest matką bardzo ostrożną, która nie pozwala Jackowi opuszczać domu. Gdy ten kończy 10 lat w końcu Madeline ulega i wtedy oczywiście musi zdarzyć się nieszczęście. Jack poznaje śliczną małą śpiewaczkę i zakochuje się z miejsca. A miłość nie jest czymś co Jack powinien przeżywać, gdyż może to uszkodzić mechanizm jego delikatnego serca. Madeline tym razem stawia twarde warunki, że nigdy więcej wychodzenia na zewnątrz. Sprytny Jack jednak odnajduje lukę w tej zasadzie i dzięki temu może pójść do szkoły, gdzie spodziewa się znaleźć małą śpiewaczkę Spotyka go rozczarowanie oraz ogromna postać niejakiego Joe, którego serce również skradła mała śpiewaczka. Jak się skończy ta przygoda? Oczywiście Jack w końcu spotka swoją miłość, przeżyje szereg uniesień i powie o wiele słów za dużo. A mechanizm serca okaże się..cóż, jeśli ktoś chce przeczytać nie będę zdradzać zakończenia ;)

W każdym razie parę rzeczy w tej książce razi. Niby mamy koniec XIX wieku a bohaterowie operują wyrażeniami rodem z wieku XX. Ale ok, to baśń, a w niej może być wszystko. Jedno do mnie nie przemówiło i zepsuło całą zabawę - przypisywanie namiętnej miłości 10-letniemu chłopczykowi.. Mało wiarygodne, mało wiarygodne są słowa płynące z jego ust. A chwilami niestety cały ten romantyzm jest nadto mdły w tej historii. Tak sobie myślę, że jako animacja cała historia mogłaby zrobić nieco większe wrażenie.



Mechanizm serca, Mathias Malzieu, Świat książki, Warszawa 2010
Czytaj więcej

środa, 30 maja 2012

Mr. Pebble i Gruda

Nie wiem nawet od czego zacząć. 900 stron żywego tekstu, pełnego historii kilku rodzin, kilku pokoleń i tej jednej najistotniejszej - historii o trudnej miłości, w trudnym czasie...


Dzieciaki urodzone w latach 50-tych w Polsce mają przed sobą trudny czas na dorastanie, dojrzewanie i pierwsze kroki w dorosłość. Ich jedyną obroną jest ich młodzieńcza wyobraźnia, ich ratunkiem - szkolne przyjaźnie. I tak choć w niewesołym okresie przyszło im żyć i poznawać twarde warunki polskiej rzeczywistości tworzą całkiem zgraną grupę. W liceum przeżywają już pierwsze prześladowania, gdy po obozie dla "bananowej" młodzieży i spektakularnym akcie buntu zostają gremialnie wyrzuceni z liceum. Ale na dobre zacznie się gdy już jako dorośli ludzie, którzy stoją w opozycji do aktualnego rządu, działający w podziemiu, zostaną aresztowani całą grupą.  Kto wsypał? Posądzenie pada na nią, Mariettę, piękną, rudowłosą dziewczynę, która pewnego dnia nie wytrzymuje oskarżeń i popełnia samobójstwo. Zostawia jego, męża, poetę,  Jana Kamyka i niespełna rocznego synka, Antosia.

Janek czuje się zdradzony przez przyjaciół. Porzucony i osamotniony po śmierci żony. Nie dochodzi prawdy, nie przeprowadza śledztwa, tylko emigruje do Stanów, gdzie osiada w małej miejscowości Deaborn i przyjmuje nazwisko John Pebble. I to tam zostaje odkryty sewantyzm Antosia, który utrudnia mu normalne uczęszczanie na zajęcia szkolne, naukę podstawowych rzeczy jak pisania czy czytania, jednocześnie ujawniając niesamowity talent do śpiewu, dźwięków i obliczania rożnych miar -odległości, czasowych, tylko na podstawie wyczucia. We dwóch, razem z psem Bośką, prowadzą całkiem ustabilizowane życie w Ameryce, korzystając z dobroci i życzliwości swoich sąsiadów.

Przeszłość to jednak parszywa sprawa. Nie da się od niej uciec, nie tak ostatecznie. Czasami odzywa się sama, czasami nie daje o sobie zapomnieć przez sączące się jak jad wspomnienia. U Janka przeszłość wraca wraz z jednym z przyjaciół z paczki, który postanowił nie zamykać sprawy śmierci Marietty i dojść w końcu do sedna wydarzeń z czasów aresztowania w 1982 roku.

Zanim czytelnik pozna prawdę przejdzie przez zawiłą historię zarówno rodziny Janka, jak i Marietty, historia na przemian przeplata teraźniejszość z przeszłością, z coraz dalszą przeszłością, sięgając do początku XX wieku..

Książka intrygująca. Miejscami wciągająca, miejscami przegadana. Chwilami refleksyjna, chwilami zabawna. Na pewno warta spędzonego nad nią czasu, choć przyznaję, że koniec jest dla mnie nieco..zbyt holywoodzki ;) Ale po tylu przejściach, pobiciach, torturach, cierpieniu i stracie szczęśliwe zakończenie wydaje się koniecznością. Bo może goryczy byłoby za dużo?




Mr. Pebble i Gruda, Mariusz Ziomecki, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011
Czytaj więcej

poniedziałek, 28 maja 2012

30 dni z książkami

Późno, bo późno, ale dopiero teraz dokopałam się do pełnej listy pytań dzięki blogowi prowincjonalnej nauczycielki :)

Dzień 1 - Twoja ulubiona książka

Nie ma takiej, bo jest ich za dużo, aczkolwiek ukochanymi są:
Mistrz i Małgorzata Bułhakowa
Księga Diny Hjerborg Wassmo
książki Yaloma, Murakamiego, Majgull Axellson, Elif Safak, Joyce Carol Oates..
dużo by wymieniać ;)


Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej

nie wiem prawdę mówiąc jaką książkę można lubić najmniej - jak nie lubię to po prostu nie lubię, a słabo lubić? hm..


Dzień 3 - Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła

Cmentarz w Pradze Umberto Eco - pod pozorami błazenady i czarnego charakteru Eco świetnie pokazuje niezmienną brzydką rysę ludzkiej natury: bezzasadną nienawiść, knowania, zabijanie, zarabianie na czyjejś niedoli, omamianie i tak można wymieniać i wymieniać..


Dzień 4 - Książka, która przypomina Ci o domu

Opowieści z ulicy Broca - bo czytałam ją (miałam 8 lat) gdy jeszcze miałam coś w rodzaju namiastki rodziny..


Dzień 5 - Książka non-ficiton, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność

Nie jestem pewna do końca czy można ją zaliczyć do non-fiction, ale jeśli tak to Bezsenność w Tokio Marcina Bruczkowskiego


Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz

Niezmiennie, od lat - Love story Ericha Segala


Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć

Trzy części zwane trylogią Władca Pierścieni Tolkiena - próbowałam wiele razy, stoją na półce z niemym wyrzutem, że ciągle nieprzeczytane ;(


Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być

Bezapelacyjnie: Księga Diny Hjerborg Wassmo


Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez Ciebie czytana

Mistrz i Małgorzata Bułhakowa
Księga Diny Hjerborg Wassmo
cała Jeżycjada
cztery tomy przygód Rudolfa autorstwa Joanny Fabickiej
Sto lat samotności i Miłość w czasach zarazy Marqueza


Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie

Nie pamiętam, miałam 6 lat..


Dzień 11 - Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem

To nie konkretna książka niestety zaraziła mnie czytaniem, to dziadek, który nauczył mnie czytać gdy miałam 4 lata :)


Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.

Nędznicy Victora Hugo


Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa

Mało oryginalnie - Kubuś Puchatek A.A. Milne ;) kupiona za kieszonkowe od dziadka :)


Dzień 14 - Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej

Szczerze mówiąc zawsze mnie mierziło narzucanie lektur jako obowiązkowe, bo wtedy nawet najciekawsza książka wzbudza protest. Ja bym w ogóle zniosła coś takiego jak obowiązkowość czytania ;) wtedy może dzieciaki chętniej by sięgnęły po książki


Dzień 15 - Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach

Bezsenność w Tokio Marcina Bruczkowskiego


Dzień 16 - Ulubiona książka, którą sfilmowano

Nie lubię ekranizacji książek. Bardzo nie lubię. Zdarzają się co prawda wyjątki, ale jest to naprawdę rzadkie.


Dzień 17 - Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle

Patrz- dzień 16 ;)


Dzień 18 - Twoja ukochana książka, która już nie można kupić

Można już chyba tylko na Allegro, za ciężkie pieniądze -
Księga Diny Hjerborg Wassmo


Dzień 19 - Książka, dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat

Kuracja według Schopenchauera Yaloma- bo zmieniła moją koncepcję terapii grupowej
Kiedy Nietzsche szlochał Yaloma - zupełnie inaczej spojrzałam na Nietzschego!


Dzień 20 - Książka, którą byś poleciła osobie o wąskich horyzontach myślowych

Jakakolwiek tak naprawdę, bo każda książka poszerza choć trochę horyzonty myślowe ;)


Dzień 21 - Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś
Dziennik Brigdet Jones Helen Fielding - wstydzę się, bo przedstawia kobiety jako naprawdę głupiutkie istoty skupione tylko na ciuchach, odchudzaniu i zakupach, ale jest tak zabawna, że nawet mimo tego za każdym razem czytanie jej sprawia mi przyjemność ;)


Dzień 22 - Ulubiona seria wydawnicza

W.A.B. seria Z miotłą


Dzień 23 - Ulubiony romans

Nie lubię romansów w ogóle, chyba, że do takiego gatunku zalicza się Jane Austen czy siostry Bronte, wtedy odpowiem, że wszystkie ich książki ;)


Dzień 24 - Książka, która okazała się jednym wielkim oszustwem

Albo nie czytałam takiej, albo nie pamiętam aktualnie..


Dzień 25 - Ulubiona autobiografia/biografia

Frida Hayden Herrera


Dzień 26 - Książka, którą chciałabyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana

Jest tyle już napisanych książek, które jeszcze mam do przeczytania, że wolę nie myśleć o tych, które mają dopiero powstać ;)


Dzień 27 - Książka, którą byś napisała, gdybyś umiała

Gdybym umiała to bym ją napisała ;P



Dzień 28 - Książka, której przeczytania bardzo żałujesz

Szansa, którą dałam panu Coelho... Zgodnie z zasadą, że lepiej przeczytać i wyrobić sobie osąd dałam mu szansę az czterokrotnie. Żal, że dałam, ale przynajmniej wiem, że więcej nie ma co próbować i że to autor absolutnie nie dla mnie.



Dzień 29 - Autor, którego omijasz

patrz: dzień 28


Dzień 30 - Autor, którego wszystkie książki czytasz

Joyce Carol Oates
Majgull Axellson
Elif Safak
Irvin Yalom
Haruki Murakami
Terry Pratchett
Jodi Picoult


Czytaj więcej

Głodowych Igrzysk ciąg dalszy

Gdy Katniss i Peeta precedensowo wygrywają siedemdziesiąte czwarte Igrzyska Głodowe wydaje się, że wszystko zmierza do dobrego zakończenia. Dobrego dla Katniss i Peety, gdzie będą mogli w końcu zapomnieć o okropnych przeżyciach i wrócić do swojego codziennego, biednego, ale w miarę normalnego życia. Niestety, pozorny spokój po wygranej, szybko burzy niezadowolenie prezydenta Snowa, który uważa, że każdy z mieszkańców Dystryktu musi wiedzieć, kto tu rządzi, i  że nie można bezkarnie kpić sobie z władzy w Kapitolu. Pogróżka i ostrzeżenie jakie otrzymuje Katniss są jednoznaczne i prowadzą do kolejnej rozgrywki, tym razem mającej na celu zahamowanie gniewu prezydenta i uniknięcia wybuchu rebelii. Katniss nie wie jednak, że iskra już poszła i że to ona stała się jej żródłem.. Zemsta zaś przybiera wyrafinowaną formę zasad kolejnych Igrzysk.. Jeśli kiedykolwiek tropikalna wyspa z dżunglą i rajską plażą wydawała się idealnym planem na spędzenie wakacji ta część Igrzysk zweryfikowała ten pomysł i sprawiła, że tropikalna wyspa kojarzy mi się już tylko ze śmiertelną pułapką.. Zakończenie powieści jest tak skontruowane, że jak przy pierwszej części można było spokojnie przeczytać kolejne nieco później, tak tutaj od razu strzeba sięgnąć po część kolejną..

W której rozgrywa się ostatnia i najważniejsza batalia o wolność państwa Panem, o zniesienie Igrzysk i zmianę władzy. Dytrykt Dwunasty został zniszczony a garstce ocalałych udaje się zbiec do Dytryktu Trzynastego, który jak się okazało nadal istniał, a dezinformacyjna dla całego kraju kampania Kapitolu na temat jego kompletnego zniszczenia miała na celu uniknięcie ujawnienia prawdy o zawartym układzie między Kapitolem a Dytryktem Trzynastym. Katniss i Peeta zostają brutalnie rozdzieleni - Katniss zostaje uratowana i wraz z matką, siostrą i przyjaciółmi trafia do Dytryktu trzynastego. Peetę przetrzymuje prezydent Snow, wykorzystujący chłopaka do własnej kampanii przeciwko rebeliantom. Sytuacja staje się jeszcze groźniejsza, a Katniss znowu musi stanąć przed kamerami, tym razem w roli twarzy rebelii, w roli Kosogłosa, którego śpiew ma poprowadzić do walki...

Przepadłam na dwa dni. Zniknęłam najpierw w Dytrykcie Dwunastym, potem podróżowałam po Dystryktach wraz z Katniss i Peetą, uciekałam przed pułapkami na wyspie, przeżywałam kolejne wydarzenia w powstaniu o wolność Panem, innymi słowy wsiąknęłam.. Dawno nie przeżyłam podobnego zanurzenia w świat książki, takiego kompletnego, że miałam wrażenie, jakbym odbyła jakąś podróż. Ostatni raz chyba tak było z trylogią Stiega Larssona. A wcześniej z Księgą Diny. Nie spodziewałam się, że się tak przyjemnie rozczaruję ;)




W pierścieniu ognia, Suzanne Collins, Media rodzinna, 2009
Kosogłos, Suzanne Collins, Media rodzinna, 2009
Czytaj więcej

piątek, 25 maja 2012

Igrzyska śmierci

        Tak, czytałam wiele recenzji. Tak, ostrzegano mnie z okładek, reklam itd. Pisano że wciągająca, że zapewnia bezsenną noc, a co najmniej wyrwanie z życiorysu na parę dobrych godzin. Nie wierzyłam. Na okładkach pisze się różne bzdury żeby przyciągnąć czytelnika, a na opiniach blogowych kiedyś zdarzyło mi się zawieść się przy lekturze Atrofii do której właśnie zachęciły mnie pozytywne recenzje (choć do Igrzysk zachęciły mnie dziewczyny z blogów co do których mam większe zaufanie, a tamta przygoda mogła wynikać z tego, że mniej znałam blogowiczki polecające Atrofię) . Dlatego sądziłam, że komu jak komu, ale mi nie grozi nic z opisanych przez zachęcających rzeczy. Ha! No i zaliczyłam nieprzespaną noc. Skończyłam czytać o 1 w nocy. Dokładnie była 1:10 gdy spojrzałam na zegarek telefonu, bo tylko takiego używam w domu jako wróg śmiertelny wszelkich tykaczy.
        Nie czytajcie tego jeśli macie tydzień pracujący, a na wekend poważne plany, jak moje stażowe. Nie czytajcie tego gdy w perspektywie jest pobudka o 5 rano, żeby zdążyć na pociąg. Zaspałam dziś permanentnie, bo gdy budzik bezlitośnie zadzwonił po zaledwie 4 godzinach snu ja się zastanawiałam co się dzieje.. A i nie kupujcie od razu całej trylogii!! Bo to już naprawdę zapewni Wam wyrwanie z życiorysu na dobrych parę dni. Ja juz tkwię po uszy w drugim tomie..;) I nie, nie będę kłamać, że jest to arcydzieło, bo nie jest. Ale autorka opanowała do perfekcji sztukę żonglowania emocjami czytelnika. Łzy miałam w oczach już przy stronie 28, a miało się to powtórzyć później jeszcze kilka razy.. A w sumie czego trzeba więcej żeby móc powiedzieć o książce - wyjątkowa?



     Doroczne dożynki w państwie Panem, skłądającym sięz dwunastu różnych Dytryktów, to nie jest wesołe święto, z czym może się kojarzyć słowo dożynki. Nie, ten dzień jest dniem smutku i bezsilnej rozpaczy, bowiem w tym dniu zostanie po raz kolejny przypomniane, że w takim państwie jak Panem, państwie totalitarnym, nie można wznosić buntu. Nie można podżegnywać do rebelii, nie mam mowy o rewolucji. Ostatnia, ta 74 lata skończyła się zniknięciem Dytryktu Trzynastego, ktrórego zgliszcza złowieszczo nadal dymią. Przypomnienie jest w postaci Głodowych Igrzysk, do których jest losowanych po dwoje dzieci z każdego z Dytryktów w wieku 12-18 lat. Zasady Igrzysk są proste - musisz zabić wszystkich uczestników żeby wygrać. I przeżyć. Jak się okazuje nie do końca siła czy zręczność uczestników ma największe znaczenie na arenie Igrzysk. Dobra taktyka tez może zapewnić przetrwanie.

- Nigdy nie zabiłam człowieka.
- A właściwie co to za różnica? - pyta Gale ponuro.
Najgorsze jest to, że jeśli zdołam zapomnieć, że poluję na ludzi, nie będzie żadnej różnicy.*

    W zasadach Igrzysk nie ma nic sprawiedliwego. Mogą w nich brać udział ochotnicy, którzy przygotowują się do walki od dłuższego czasu. Takich uczestników nazywa się zawodowcami i to oni zapewniają widowni największą rozrywkę zostając w ostatniej ósemce uczestników. Jak w takiej sytuacji może poradzić sobie  12-letnia dziewczynka? Katniss nie może pozwolić na to, by to jej wylosowana podczas dożynek siostra, Prim, wzięła udział w Igrzyskach i dlatego zgłasza się przerażona na ochotnika. Jednakże inna drobna 12-letnia dziewczynka nie uniknie tego losu i będzie musiała się zmierzyć z rzeczywistością areny oraz umiejętnościami zawodowców. I może dlatego Rue stała się postacią, od której nie mogłam odkleić oczu, a której los spowodował wiele odczuć, z gniewem na pierwszej linii.

     Najwięcej czasu spędzamy podczas lektury z 16-letnią Katniss, główną bohaterką, a zarazem narratorką powieści. Jej życie już przed losowaniem było ciężkie - straciła ojca gdy miała 11 lat i w swoich snach ciągle ostrzega go przed wybuchem w kopalni. Zostaje opiekunką i jedyną żywicielką rodziny, ponieważ jej matka pogrązyła się w bólu i depresji po stracie męża, a młodsza siostra była za malutka żeby cokolwiek przedsięwziąć. Katniss nauczyła się polować, strzelać z łuku, zastawiać wnyki, bo w Dystrykcie Dwunastym bezpiecznie się umiera z głodu**. Ma dziewczyna charakter i niezwykle silną wolę przetrwania, toteż przebieg Igrzysk nie powinien wywoływać aż takiego zaskoczenia. A jednak to wszystko co wydarzyło się na arenie jest zaskakujące i trzymające w napięciu.

Zdenerwowanie przeradza się w przerażenie. Coraz wyraźniej sobie uświadamiam, co mnie czeka. Już za niespełna godzinę mogę leżeć martwa. Zimny trup. ***

    Cała książka jest zaskakująca. Niby napisana lekkim językiem, a dotyka przerażającego tematu. Niby nie jest najwyższych lotów, a jednocześnie wywołuje mnóstwo emocji. Wybuchowa mieszanka. Polecam!


I jeszcze trochę o Battle Royale, wspomnianej w poprzedniej notce.

    
Książki niestety nie czytałam, więc trudno mi się wypowiedzieć do końca na temat różnic między obydwiema pozycjami. Obejrzałam tylko film, którego książka jest inspiracją. To co je łączy to na pewno element Igrzysk/Bitwy do której zmuszani są młodzi ludzie. Zasady są podobne - może przeżyć tylko jeden uczestnik. Podobnie walka jest transmitowana w całym kraju i podobnie zwycięzca wyjeżdża w glorii i chwale z areny. Podobnie zawierane podczas walki koalicje nie mają szans przetrwania. Jednak Suzanne Collins zdecydowanie złagodziła bezduszność Igrzysk dzięki wątkom przyjaźni i miłości. Nadała całości trochę więcej wymiaru ludzkiego. Pokazuje bezduszność państwa Panem, które narzuca swoim mieszkańcom takie, a nie inne zasady. Ale po jednym i po drugim została we mnie dość ważna, choć wcale nie nowa refleksja-każdy z nas może zostać zabójcą jeśli stawką jest własne życie.





*Igrzyska śmierci, Suzanne Collins, str. 41
** Igrzyska śmierci, Suzanne Collins, str. 11
** *Igrzyska śmierci, Suzanne Collins, str. 141

Igrzyska śmierci, Suzanne Collins, Media Rodzinna, 2009

Czytaj więcej

czwartek, 24 maja 2012

Czytam

Tak, wiem, nic nowego ;)
Chciałam powiedzieć tylko, że czytam Igrzyska śmierci i przypomniałam sobie, dlaczego nie chciałam tego przeczytać wcześniej ;)
Otóż parę lat temu obejrzałam film.. Nosił tytuł Battle Royale i zaczął się bardzo niewinnie - wycieczką klasy 9-tej w bliżej nieokreślonym kierunku, ale nadal zwykłą klasową wycieczką. Wycieczka kończy się permanentną rąbanką na jakiejś wyspie, gdzie dzieciaki mają się nawzajem powybijać w pień. Dodam, że cała impreza jest nagrywana i emitowana w TV. Brzmi znajomo? :)



Rozlew krwi zaprezentowany w filmie, brutalna dehumanizacja ludzkich zachowań, kompletny brak empatii sprawił, że po obejrzeniu tego dziwnego obrazu długo dochodziłam do siebie..Nastolatki rzucające w siebie siekierami, przeładowujące broń, stosujące wszelkiego rodzaju sztuczki by wygrać - przetrwać. Gorzka pigułka. Gdy jakiś czas później znalazłam Igrzyska śmierci na półce w księgarni byłam zaskoczona, że ktoś napisał o tym książkę.. Pomyślałam nawet, że może to była książka na podstawie której powstał film, ale nie, zanim Suzanne Collins wpadła na swój pomysł książkę napisał  japoński pisarz Koushuna Takami. I to na jej podstawie powstał scenariusz Battle Royale. Aż się prosi zapytać ile jest oryginalnego pomysłu w Igrzyskach jego autorki, a ile..inspiracji ;)

Ale już po paru stronach mogę powiedzieć, że  Igrzyska trzymają poziom :)



Battle Royale, 2000r.
Reżyseria: Kinji Fukasaku
Scenariusz: Kenta Fukasaku
Zdjęcia: Katsumi Yanagishima
Muzyka: Masamichi Amano, Jan Sebastian Bach

Czytaj więcej

Niuch

Trochę trudno mi być obiektywną wobec pisarza, którego książki czytam od ponad 17 lat; na którego kolejne tłumaczenie każdej powieści rzucam się niczym wygłodniałe stworzenie na żywność i który stworzył mojego prywatnego bohatera wszechczasów - sir Samuela Vimesa. Ale szczerze muszę przyznać, że chwilę dłużej czytałam tę książkę, niż normalnie mi to zajmuje. Mimo, że uwielbiam każdą książkę poświęconą Vimesowi, tak jednak tutaj coś nie do końca zagrało. Co nie oznacza, że mogłabym porzucić książkę bez doczytania! Szczególnie, że jak zwykle końcówka u Pratchetta wywołuje uśmiech na twarzy, dlatego zawsze, zawsze warto, nawet gdy wyjątkowo nie do końca wciąga!


W tym odcinku przygód komendanta Straży Miejskiej Ankh Morkporok, diuka Ankh Samuela Vimesa mamy niecodzienną okazję zobaczyć jak komendant wybiera się na urlop i co podczas owego urlopu się wydarzyło. Oczywiście, to nie on jest pomysłodawcą idei urlopu, idei, która sama w sobie wywołuje autentyczny protest i zdziwienie, że tak w ogóle to po co? Ale zarówno on jak i Vetinari podlegają sile wyższej, która jak wiemy, przyjęła postać żony Vimesa, lady Sybil. A ta niewzruszenie uważa, że jej mąż, oraz syn, potrzebują trochę świeżego wiejskiego powietrza, oraz odpoczynku. Że Vimes odpoczywać nie potrafi to wie już każdy i nawet Sybil musiała w końcu przyjąć to do wiadomości, gdy już podczas pierwszych dni urlopu Vimes natyka się na zwłoki. Jak to mawiają, jest policjant, znajdzie się i przestępstwo. Tu zaś jest ich cała moc, której podwaliną jest nietolerancja i rasizm.

W świecie Dysku pojawia się wiele różnorodnych ras i gatunków. Czasem nie wiem do końca jak niektóre zaklasyfikować. Krasnoludy, trolle, wampiry, wilkołaki to przeciętna populacja Ankh Morporok (ludzie też oczywiście..). Są również gobliny, które uważa się raczej za gatunek zwierząt, mimo, że potrafią mówić i myśleć, a nawet wytworzyły własną kulturę i wierzenie Unggue Had (inna sprawa, że dość obrzydliwe..). A jednak zostały zepchnięte głęboko pod ziemię, gdzie mieszkają i próbują kultywować swoje tradycje. Jak wiemy jednak człowiekowi nie wystarczy zwykłe upodlenie jakiejś podrzędnej według niego istoty, więc wymyśla dodatkowe rozrywki, jak wykorzystywanie goblinów jako niewolników. Albo bardziej kreatywnie, zamordowanie goblinki, ot tak, bez powodu. Ale tu wkracza Vimes, który.. No dobra, jakby to był czasy dworskie, panny i rycerze to ja bym była tą omdlewającą panną na widok Vimesa. Serio, serio, poważna konkurencja dla mojego meża, tylko cii, nie wydajcie mnie :) Dobrze, że to postać fikcyjna :) W każdym razie Vimes jest swego rodzaju idealistą (trochę jak ja..) który uważa, że prawo jest po to żeby go przestrzegać. I nie, nie, żadnych odstępstw proszę państwa, tylko dlatego, że pochodzicie z jakiegoś wysokiego rodu, czy macie majątek wart całego Ankh Morporok. Vimes uważa, że sprawiedliwość być musi i po wielu przygodach, łącznie z uratowaniem Wielkie Pipki, przepraszam, Pięknej Pipki i przetrwaniem na wodach Zdradzieckiej Staruchy do tej sprawiedliwości w wielkim stylu doprowadzi.

W międzyczasie Fred Colon natknie się na urnę goblina, przez co będzie mieć kłopoty, lady Sybil wyda kilka towarzyskich przyjęć, podczas których Vimes..zabłyśnie ;) i poznamy panią od kupek, która nosi w sobie również sporo ideałów i dzięki temu pewna goblinka może olśnić publiczność piękną grą na harfie. Wszystko to razem przystrojone typowym dla Pratchetta ciętym humorem, przypisami i świetnymi dialogami. Innymi słowy kolejna udana historia. Tylko trochę mniej wciągająca niż zwykle :)

Ale co tam - Pratchetta czytać trzeba! ;)



Niuch, Terry Pratchett, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Czytaj więcej

wtorek, 22 maja 2012

Czytanie jako zaburzenie..

Od lat, a nawet dziesięcioleci, w moim kręgu osób bliskich, jestem znana jako mól książkowy. Często czułam się przez to kompletnie odstająca od społeczeństwa, bo zawsze gdy miałam wolną chwilę szukałam okazji do czytania. Nie do biegania po plaży, opalania się, pływania, czy cokolwiek innego co się robiło na przykład podczas wakacji, czy ferii, ale zawsze - do książki. Całe lato potrafiłam przechodzić tak samo blada jak zimą. Chyba, że zdarzyło mi się zaczytać gdzieś na pełnym słońcu, co kończyło się nie opalenizną, a serią czerwonych poparzeń na skórze nieprzyzwyczajonej do działania promieni słonecznych. Ogółem, często mi wyrzucano, że coś ze mną nie tak. Dzięki internetowi poznałam ludzi, którzy przeżywali podobne sytuacje i którym podobnie jak mi tylko czytanie w głowie. Uwielbiam każdego mola książkowego, którego blog znajdę na stronach internetowych, nawet gdy ksiązki, które czyta niekoniecznie mnie interesują. A teraz dzięki artykułowi Tomasza Pindela potrafię zdiagnozować ilość zaburzeń, jaka dotyczy nas, moli książkowych (co ciekawe, sama jako psycholog co najwyżej znalazłam socjopatię ;D):

Fetyszyzm..

Oczywiście kazdy psycholog wie, że fetyszyzm to jedno z parafilii, do których zaliczane są wszelkie zaburzenia seksualne ;)

    Czytelnicy są fetyszystami: ich stosunek do książek bywa często zaprzeczeniem minimalnie choćby zdrowego podejścia do przedmiotów, bądź co bądź, martwych. No hej, książka to jest plik zszytych kartek z nadrukiem, a tu całe to chuchanie, dmuchanie, pieszczenie, żeby się rożek nie zagiął, stroniczka nie zaplamiła, i na półeczce równo mają stać.

Nie mogę się nie zgodzić, bo to przedstawia dokładnie moje traktowanie przedmiotów i odróżnianie od tego książek. Książki muszą mieć miejsce - w tym celu została zbudowana nasza biblioteka; o książki trzeba dbać - jeśli komuś pozyczę książkę i odda z choć jednym zagiętym rogiem, na ogół już takiej osobie nie pożyczę, bo właśnie znalazła się na mojej czarnej liście. Za to cała reszta? Niespecjalnie zwracam uwagę na to co noszę na grzbiecie (niedawno odkryłam, że niektóre bluzki to już naprawdę muszą być odesłane na emeryturę), buty kupuję z konieczności - bo w śniegu ciężko chodzić boso, ale gdyby była taka możliwość to i tego bym nie kupowała..

Pedanteria

Nie ma nic złego w byciu człowiekiem uporządkowanym. Ja jestem typową bałaganiarą. Ostatnio nawet mąż zaczyna mnie za to ganić, a to już źle, bo mąż też bałaganiarz ;)  Za to książki.. Książki są równo poukładane, zgodnie z własnym wewnętrznym podziałem. Osoby, które mają odwagę pożyczyć ode mnie książkę znają reguły jasno i bez pretensji - choć potulny ze mnie człowiek to w kwestii nieterminowego oddawania książek zamieniam się w predatora. Tak, ja wegetarianka nota bene.

Socjopatia

Bez dwóch zdań, nawet nie ma co dodawać. Autor wyjaśnił to wystarczająco:

   bo jak inaczej nazwać kogoś, kogo ulubionym zajęciem jest siedzenie w samotności, żeby najlepiej nikt nie przeszkadzał

:)

Zaniedbanie i autoerotyzm

Nie da się ukryć, bóle w kręgosłupie jakie odczuwam od kilku miesięcy mają bezpośredni związek z pozycją w jakiej czytam. Ciężko mi znaleźć czas na dbanie o kondycję fizyczną, gdy ciągle jest tyle do przeczytania. A życie stanowczo za krótkie! Próby czytania na rowerku treningowym zakończyły się schodzeniem z rowerka w celu dokończenia lektury ;)
Do autoerotyzmu Tomasz Pindel zalicza fakt, że mole książkowe nie tylko dużo czytają książek, ale też czytają teksty (o zgrozo) o książkach, sami piszą o tym, co przeczytali i udzielają się na różnych forach czytelniczych. Nie pozostaje mi nic innego jak z pokorą przyznać się do winy. Cierpię na intelektualny autoerotyzm, a ten blog jest tego dowodem! :)


Gdy tak już sobie to wszystko poukładałam, z odpowiednią dawką autoironii i dystansu do własnej osoby, stwierdzam, że lektura artykułu przyniosła mi niesamowitą frajdę i sporą dawkę (u)śmiechu.


http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/835/czytanie-jako-forma-zboczenia

Czytaj więcej

niedziela, 20 maja 2012

Głos serca

A właściwie Pieśni humbaka, została opublikowana dokładnie 20 lat temu. Jest to pierwsza książka Jodi Picoult i bardzo się cieszę, że wydawnictwo Prószyńki i S-ka sobie o niej przypomniało :) W ten sposób pozostaje do przetłumaczenia już tylko marcowa powieść Lone wolf, którą wydawnictwo zapowiada na listopad.
Moje angielskie wydanie leży przeczytane zaledwie do połowy. niestety mój angielski nie jest jeszcze na tyle płynny, żeby móc swobodnie czytać, bez przeszkód w postaci nowego słowa (ale przynajmniej już wiem jak po angielsku opisać humbaka i poznałam parę innych ciekawych określeń), ale bardzo mnie ucieszyło, gdy czytając początek ponownie po polsku odkryłam, że moje zrozumienie dla czytanego po angielsku tekstu, kolejnych wydarzeń pokrywało się z tym co czytałam teraz po polsku. Zatem nie jest tak źle, choć na pewno mogłoby być dużo, dużo lepiej.

Czytając tę powieść wyraźnie się czuje, że to pierwsze kroki młodej pisarki (Jodi miała wtedy 25 lat) ale już daje o sobie znać charakterystyczny styl tej autorki - podział kolejnych części na głosy poszczególnych postaci, trudny temat, brak możliwości wydania jednoznacznego osądu na temat zachowań bohaterów czy zachodzących między nimi interakcji. Dużym mankamentem w mojej ocenie jest chronologia wydarzeń - i nie chodzi o to, że są często odkrywane w sposób "od końca", ale o to, że najważniejsze, przełomowe wydarzenie, zostało odkryte przedwcześnie, bo prawie w środku książki, co dla niecierpliwego czytelnika mogłoby być zakończeniem czytania.

Głównymi bohaterami jest Jane, jej mąż Oliver, córka Rebeka i brat Jane Joley, oraz jego pracodawca Sam i współpracownik Hadley. Jane i Oliver są małżeństwem od ponad 15 lat. Oliver jest naukowcem, w którego kręgu zainteresowań są wieloryby, przez co większość czasu spędza poza domem - albo tropiąc wieloryby na morzu, albo w biurze opisując odkryte zachowania i sposób tworzenia swoistych pieśni. Jane jest oddaną żoną, która na ogół cierpliwie znosi pasję męża i jego ciągła nieobecność. Pracuje jako logopeda, nade wszystko kocha córkę.
Ale pewnego dnia cierpliwość Jane się wyczerpuje, dochodzi do kłótni, przykrego zdarzenia i ucieczki - matki i córki, przez kilka stanów do brata Jane. Ucieczka w zasadzie nie ma określonego celu, Jane nie zastanawia się nad tym co będzie dalej gdy już dotrze do brata, na razie po prostu w zaślepieniu chce uciec jak najdalej od męża. Listy brata odnajdywane na pocztach odwiedzanych miasteczek są dla niej kolejnymi wskazówkami jaką drogę wybrać, a przy okazji, co wartościowego jest do obejrzenia w kolejnych stanach. Dzięki listom Joleya i przemyśleniom Jane dowiadujemy się sporo na temat ich trudnego dzieciństwa i ofiary jaką poniosła Jane by ratować brata przez karzącą ręką ojca..

Sam i Hadley pracują razem przy hodowli jabłek na stuakrowej ziemi należącej do Sama. Tu pracę i swoisty raj odnajduje Joley, który uprzedza wszystkich o wizycie siostry. I właśnie tutaj cała szóstka odkryje swoje życie w jakiś sposób na nowo.

Byłabym nieszczera, gdybym powiedziała, że ta książka podobała mi się tak jak np. Dziewiętnaście minut czy Krucha jak lód. Ale jak każda powieść Picoult ma w sobie to interesujące coś, co sprawia, że chce się przeczytać do końca. Ale niestety nie zostawia tego dziwnego śladu, jakie pozostawia większość jej książek - mnóstwa myśli o przeczytanej historii, o opowiedzianym problemie, o hipotetycznym reakcjach własnych na daną okoliczność. Może właśnie dlatego, że najbardziej dramatyczna sytuacja jest ukazana w środku powieści, przez co jej przerażająco smutny wydźwięk gdzieś tak po drodze traci na swojej sile i łagodnieje? Być może.
Tak czy inaczej myślę, że warto jednak poznać pierwszą powieść Jodi Picoult, chociażby po to, żeby zobaczyć jak fenomenalnie się rozwinęła w swoim pisarskim stylu.


Głos serca, Jodi Picoult, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012


Czytaj więcej

piątek, 18 maja 2012

Gwiazdy nad Afryką

To trzeba powiedzieć otwarcie - nie chciałam jechać. Każdy z moich bliskich wiedział jak się miotam przed tym wyjazdem. W noc przed wylotem do Kapsztadu tłukłam się po mieszkaniu głównie wściekła, w poszukiwaniu rzeczy, które powinnam spakować. Wściekła na siebie, na cały świat. Afryka Afryką, ale co to za wyjazd bez męża? Było nam ciężko i cieszę się, że mamy to za sobą.
Ale był taki wieczór, zdaje się ze nasz przedostatni już w Afryce, który spędzaliśmy w rezerwacie Sanbona. Nasi strażnicy (których ulubiony kolega uparł się nazywać randżersami ;D) tego wieczora w drodze powrotnej z safari zatrzymali się i kazali nam wysiąść. Światła samochodów zostały zgaszone, a my mielismy spojrzeć w niebo. I ten zapierający dech w piersi widok chyba zrekompensował wszystko co czułam przed wyjazdem. Diamenty usiane na aksamicie nieba. Mleczna Droga. Krzyż Południa. Pas Oriona. Mars i Wenus. I opowiadana kobiecym głosem piękna legenda o tym jak powstałą Mleczna Droga. Coś niezapomnianego.
Dlatego gdy przeglądając ofertę wydawniczą Świata Książki zobaczyłam Gwiazdy nad Afryką wiedziałam, że muszę to przeczytać :)


Jest rok 1906. Kobiety nie mają prawa do głosowania, ich jedyną rolą w społeczeństwie jest być czyjąś matką i żoną. I nikim więcej. Możliwości zawodowe są mocno ograniczone, kobietom niezamężnym pozostaje do wyboru bycie guwernantką czy służącą. Wiele kobiet przyjmuje tak ustanowione przez mężczyzn zasady jako coś naturalnego i cieszy się z bycia np. panią doktorową. Ale są też takie, którym taka rola nie wystarcza. Chcą się kształcić, zdobywać doświadczenie zawodowe. Taką kobietą jest właśnie Amelia von Freyer, która postanawia zostać lekarką. Trzeba naprawdę sporej odwagi i determinacji, by w świecie zdominowanym przez mężczyzn robić karierę lekarki. Niestety mimo tych imponujących cech charakteru Amelia nie może wpłynąć na mentalność mężczyzn, którzy traktują kobiety jako osoby nadto uczuciowe, by mogły kierować się rozsądkiem, którym brakuje logiki w sposobie myślenia i które częściej kierują się emocjami niż wiedzą czy doświadczeniem. Dlatego gdy zostaje wyśmiana podczas przedstawiania wyników swojej pracy podczas konferencji w Berlinie, gdy jej propozycja by uczestniczyć w wyprawie profosora Kocha została przyjęta z pobłazliwością, Amelia postanawia wrócić tam, gdzie się wychowywała - do Niemieckiej Afryki Wschodniej.

W długiej podrózy na statku Amelia poznaje kilka nowych osób z otoczenia kapitana, prowadzi towarzyskie konwersacje, opowiada historię z dzieciństwa, gdy zupełnym przypadkiem udało jej się poskromić lamparta  i uratować małego chłopca, Davida. Podczas właśnie takiej rozmowy pojawia się mała dziewczynka, Marie, która zaprowadzi panią doktor do umierającej matki i w ten oto sposób w zyciu Amelii pojawi się jej siostra krwi, Hermina, która jak się okaże odegra w zyciu lekarki ciekawą rolę..

Pierwotny plan podróży, by zostać w Salamie, zbudować razem z bratem szpital, zmienia oszałamiająca dla kobiety lekarki propozycja poznanego na statku kupca by wzięła udział w naukowej ekspedycji, której zadaniem będzie badanie działania leku o nazwie atoksyl na chorobę zwaną śpiączką afrykańską...

Długie safari przez busz, sawannę, niespodziewane wydarzenia, oraz charakter pani doktor, sprawiły, że na chwilę ponownie znalazłam się w Afryce i ponownie zobaczyłam te wszystkie gwiazdy. Ale też przeżyłam przygodę, zobaczyłam Afrykę nowym spojrzeniem. Czas kolonizacji nie był dla niej najlepszym okresem. Autochtonów traktowano jako podgatunek, nie liczono się z ich wierzeniami, ani z ich życiem. Pacjenci byli dla niektórych lekarzy raczej przedmiotami do eksperymentowania z nowym lekiem i jego właściwościami. Ludzie słabego charakteru zaczęli upatrywać przyjemność w zabijaniu. Ci którzy chcieli naprawdę pomagać i leczyć musieli walczyć ze swoimi rodakami, uczestnikami ekspedycji, o możliwość leczenia.

Podoba mi się jak pisarka wprowadza w tło historyczno-społeczne, podoba mi się też postać Amelii, choć czasami wydawało mi się, że jest zbyt bierna w swoich zachowaniach, bo jednak ciężko było mi się oswoić z jej sytuacją - ze to mężczyźni decydowali o jej zawodowym być albo nie być. Ale gdy weźmie się na to poprawkę, trzeba jej przyznać, że zachowała dużo zimnej krwi. Jest tez parę romantycznych wątków, ale podoba mi się, że ksiązka nie została nimi przytłoczona, ani, że nie okazały się watkiem najważniejszym.

Polecam goraco!
:)


Gwiazdy nad Afryką, Ilona Maria Hilliges, Świat Książki, Warszawa 2011


Mała aktualizacja dla niewtajemniczonych - wyjazd do Afryki był niestety wyjazdem służbowym z klientami.
Czytaj więcej

czwartek, 17 maja 2012

Wyjątek..który może ustanowi regułę.. czyli stosik

Gdy okazało się, że w tym miesiącu mam trochę więcej gotówki, postanowiłam spożytkować to na cele ważne i dawno zaplanowane jako "koniecznie do zrobienia na wczoraj"..
I wygląda na to, że nie mam silnej woli.
I chociaż jestem skąpcem absolutnym w kwestiach wydawania pieniędzy na pierdoły, ubrania czy buty, tak jednak jeśli chodzi o książki.. To czasem mi samej ręce opadają nad moją potworną słabością, nad magnetycznym, hipnotyzującym czarem wszelkich księgarni, tanich książek, czy okazyjnych wyprzedaży..
I oto dlaczego takim osobom jak ja powinno się zabraniać w ogóle brania kart kredytowych czy debetów (których się słusznie pozbyłam już dawno temu..) ;D
 


Zatem od góry kolejno.. ;)


Mama odeszła czyli wygrzebana na Allegro kolejna książka Joyce Carol Oates :) jako że jest to autorka której w ciemno biorę wszystko tak nie mogłam się oprzeć, gdy znalazłam książkę w tak okazyjnej cenie!


Czterdzieści zasad miłości to wyczekiwana długo kolejna powieść Elif Safak, którą również wpisałam na listę "ulubione" i również czytam bez zastanowienia wszystko co uda się zdobyć

Tristan 1946 Kuncewiczowej to ta niespodzianka znaleziona zupełnie przypadkiem w Taniej Książce podobnie jak leżący pod nią Mechanizm serca Mathiasa Malzieu, którego w związku z porównywaniem do filmów Tima Burtona, od dłuższego czasu byłam ciekawa

Trzy części o państwie Panem (kolejno Igrzyska śmierci, W pierścieniu ognia i Kosogłos) zostały zamówione na skutek wielu pozytywnych recenzji blogowych - mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

Niuch bo nowy Pratchett jest zawsze obowiązkowy ;)

Dziewczęta z Szanghaju - bo chciałam w końcu poznać ulubioną książkę mojej przyjaciółki :)

Północ i Południe trochę dlatego, że byłam zaskoczona, że książka powstała pod koniec XIX wieku, a ja jeszcze o niej nie słyszałam (chlip..) i trochę po kilku fajnych recenzjach na blogach ;)

Głos serca i Jesień cudów - bo to ostatnie jeszcze nie przeczytane książki Jodi Picoult, a na tłumaczenie Song of the Humpback whale nie mogłam się już doczekać ;)

Charlotte Isabel Hansen , Tore Renberg, podobnie jak Dziewczęta z Szanghaju, chciałam poznać książkę, którą polecała mi moja druga przyjaciółka ;)

Na zdjęciu brakuje Gwiazd nad Afryką którą właściwie za chwilę skończę czytać.. Odwlekam ten moment, bo za szybko mi się to czyta, a nie lubię, gdy fajne książki tak szybko się kończą..

Czasami nie wiem co kocham bardziej. Czytać o książkach, kupować je, czy czytać ;) Bo naprawdę uwielbiam każdą z tych czynności. Choć niewątpliwie, najbardziej, najbardziej kocham czytać :)


Czytaj więcej

wtorek, 15 maja 2012

Czarnoksiężnik z Północy

Zastanawiałam się czy w ogóle cokolwiek pisać o Zwiadowcach bo dla mnie samej to, że czytam ten cykl jest niecodzienne. Podejrzewam, że nigdy bym nie sięgnęła po te ksiązki, bo okładki sugerują raczej typowe powieści fantasy, co już jakiś czas temu przestało mnie interesować. Ale córka ulubionego kolegi z pracy cykl pochwaliła, a nawet była tak uprzejma, że pożyczyła mi pierwsze tomy. I okazało się, że to absolutnie żadne fantasy, choć jak fantasy z lubością sięga do czasów średniowiecznych. Nie ma tu jednak żadnych magicznych stworzeń, żadnej magii, ani zdolności paranormalnych (co nie oznacza, że w ogóle takich elementów nie lubię). Jest za to odwaga, zdolności wyćwiczone przez lata pracy, przyjaźń i niesłychane wprost oddanie przyjaciołom. I nietypowa sceneria błoni, zamków, lasów i skromnej chatki zwiadowcy..:) Czyli cykl przygodowy dla młodzieży jak się patrzy. A że do literatury dla młodzieży mam słabość to i tej dałam się porwać :)

Zamysł na cykl powstał zresztą z bardzo konkretnego powodu. Syn autora, Johna Flanagana, jest chłopcem niedużej postury. Ojciec więc wymyślił dla niego historię o niewysokim, szczupłym chłopcu, któremu nie udaje się dostać co prawda do Szkoły Rycerzy, ale za to jego umiejętności, spryt oraz odwaga zapewniły mu miejsce w elitarnym korpusie Zwiadowców. I tak zaczęła się przygoda Willa, który marzył o tym, by zostać rycerzem, a nieoczekiwanie okazał się bardzo dobrym i mądrym zwiadowcą.

W księdze 5 Czarnoksiężnik z Północy Will jest już mianowanym Zwiadowcą i własnie otrzymał swoją pierwszą placówkę na wyspie lenna Seacliff.  W drodze na miejsce zyskuje wierną przyjaciółkę - czarno białą sunię, którą ktoś zranił i zostawił na pastwę losu w leśnej gęstwinie. Na miejscu zaś niestety zyskuje sobie wroga w postaci byłego własciciela psa. Nie zdąży jednak na długo zagrzać tam miejsca, bowiem szybko okazuje się, że musi ruszyć z ważną misją do lenna Norgare, a wiadomość o tym przekazuje mu dawna przyjaciółka, a obecnie kurierka w Słuzbach Dyplomatycznych, Alyss.

Akcja w książce zmienia się niczym w kalejdoskopie. W jednej chwili Will ma objąć swój przydział w następnej musi nauczyć się udawać rybałta i znowu udać w drogę. Na dodatek zaczyna się ciężka zima. W zamku zaś nie dzieje się za dobrze, misją Willa zaś jest odkrycie co stoi za dziwnymi zdarzeniami jakie są raportowane przez lokalnego zwiadowcę. W zamku Macindaw bowiem jego władcę dopadła przedziwna choroba, w której miejscowi coraz częściej upatrują zemstę Czarnoksiężnika o imieniu Malkallam. W lasach wokół zamku można zobaczyć dziwne światła i usłyszeć dziwne głosy. Mieszkańcy okolicznych wiosek, zabobonni i wierzący w magię, są coraz bardziej przerażeni. Pojawienie się zatem młodego minstrela, który tylko trochę fałszuje na swojej mandoli jest małą odskocznią od codziennych kłopotów, pozwala na chwilę rozrywki ze znanymi melodiami, a przy okazji na odrobinę pogawędki z kimś kto jeszcze nie zdążył zetknąć się z mroczną tajemnicą lenna. Misja Willa okazuje się trochę bardziej skomplikowana niż to się wydawało na początku.

Ta część podobała mi się chyba najbardziej, a ponieważ skończyła się w sposób brutalnie przerywający całą akcję szybko sięgam po część następną, czyli Oblężenie Macindaw. Każda część jest napisana bardzo lekko, przyjemnie, czyta się jednym tchem. Taka fajna odskocznia od powazniejszych lektur :)



Zwiadowcy. Księga 5 Czarnoksiężnik z Północy. John Flanagan
Czytaj więcej

środa, 9 maja 2012

Zgubieni

W dzieciństwie wydawało mi się, że mojej rodzinie nic nie grozi, a później mój ojciec stracił pieniądze i strzelił sobie w łeb. Matce wystarczyło jedno spojrzenie na krew rozlewającą się po wyfroterowanej podłodze, by wypuścić z rąk paczkę świeżo wyhaftowanej pościeli i niemal w jednej sekundzie oszaleć. Myślałam, że Cesarzowa Aleksandra jest bezpieczna. Przez jeden krótki moment naiwnie sądziłam, że mam wszystko, czego potrzebuję, a nawet więcej, lecz i to okazało się przyjemną ułudą. Zastanawiałam się, czy jedyne, na co może liczyć człowiek, to iluzja i ślepy traf. Zostałam bowiem zmuszona do konkluzji, że świat jest z gruntu niebezpieczny i przerażający. Tej lekcji nigdy nie zapomnę.*

Niegdyś zafascynowana tematem, który tak naprawdę nigdy nie ma końca i ostatecznego rozwiązania, nad ludzką skłonnością do zła i dobra zaczytywałam się w różnorodnych książkach próbujących rozwikłać ten problem. Czy zło jest w nas naturalne, czy rozwija się dzięki jakimś specyficznym okolicznościom? Czy to predyspozycje osobowościowe, czy może wychowanie lub genetyka? Oczywiście możemy wchodzić w dywagacje na temat tego kto określa co jest złe a co dobre, w sytuacjach gdy człowiekowi zagraża życie. Bo właśnie w takich okolicznościach wszystko co dotąd wydawało się oczywiste, dawno ustalone, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Grace Winter jest jedną z osób ocalałych po zatonięciu statku Cesarzowa Aleksandra. Na szalupie ratunkowej, która według oznaczeń powinna zmieścić 40 osób, a w praktyce może zmieścić ledwie 70% tej liczby, znajduje się 39 osób. W przeważającej większości są to kobiety, jest również kilku mężczyzn i jedno dziecko. Początkowo zszokowani nową sytuacją, chaosem, potwornymi wydarzeniami jakich byli świadkiem (i w jakich brali udział..), zaczynają skupiać się na tu i teraz i konieczności przetrwania. Mają sporo szczęścia, ponieważ wśród nich jest jeden z marynarzy John Hardie, doświadczony i jak się wydaje początkowo rozsądny i twardo stąpający po ziemi człowiek. Przejmuje niejako dowództwo nad garstką ocalałych korzystając ze swojej wiedzy oraz doświadczenia na morzu. Wydziela porcje wody i jedzenia tak, aby wystarczyło wszystkiego na jak najdłuższy czas. Steruje łodzią i kieruje nią w taki sposób by jak najmniej wody dostawało się na jej pokład.
Ale główny problem w postaci nadliczbowej ilości pasażerów, przez co łodzi, a więc i wszystkim pasażerom, grozi zatonięcie, cały czas jest palącą kwestią do rozwiązania.
I teraz pada pytanie.. Czy ktoś się zgodzi na ochotnika opuścić szalupę?

Po 21 dniach spędzonych na pełnym morzu Grace ma problemy, żeby poskładać całą historię w chronologiczną całość. Powoli jednak odtwarza kolejne wydarzenia, podkreślając przy tym, że nie ufa do końca ani własnej pamięci, ani przekazowi pozostałych ocalałych. Historie opowiadane na szalupie bowiem żyją swoim własnym życiem, wracając do głównego opowiadającego z całą serią nowych detali. Obserwacje rozmywają się, nie wiadomo na ile coś jest obiektywnie zasłyszanym bądź widzianym faktem, a na ile iluzją udręczonego ciała. Wszystko więc jest niczym potworny koszmar, do którego Grace musi wracać, żeby móc obronić się przed postawionymi jej zarzutami o zabójstwo pierwszego stopnia..

Trudno jednak jest jednoznacznie polubić Grace, bo wywołuje w czytelniku sporo ambiwalentnych odczuć. Jej postawa jest w dużej mierze bierna. Bardziej obserwuje niż działa, biorąc jedynie aktywny udział w usuwaniu zbierającej się na dnie szalupy wody.Szuka ratunku w spojrzeniach, gestach, upatruje siłę i moc najpierw w panu Hardiem, a potem w pani Grant. Może dlatego tak zaskakuje, gdy w końcu ruszy do ataku?..

Lifeboat to jedna z tych książek, które czyta się jednym tchem i nie można się oderwać. Narracja budująca napięcie, odsłaniająca wydarzenia w sposób konsekwentnie obnażający bezlitośnie ludzką naturę i najważniejszy z instynktów - samozachowawczy..  Przypomina mi się z Zimbardo, który w Efekcie Lucyfera wracając do swojego eksperymentu więziennego i porównując go do wydarzeń w więzieniu Abu Ghraib stwierdza, że to określone sytuacje i role  społeczne jakie są nam narzucane mogą sprawić, że ktoś kto na co dzień jest łagodną osobą, zmienia się w znęcającego się nad innymi strażnika więziennego. Że może jest tak, że jest w nas i zło i dobro i określone warunki mogą z nas wyzwolić jedno albo drugie.. Ale czy tak jest do końca? Pewności nie mam. Jakby nie patrzeć temat rzeka.. Autorka zaś interesująco sobie z nim poradziła.  





*Zgubieni, Charlotte Rogan, Znak, Kraków 2012, str 87
Czytaj więcej

Z Potworami

na spacerze nigdy nie jest nudno.
A to coś wyniuchają i zaczynają kopać. W cudzym ogródku na przykład, albo pod czyjąś furtką.. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, serio.
A to Bruno się zmęczy i kładzie gdzie akurat mu się najbardziej spodoba i nie ma takiej siły, która by go ruszyła. Trzeba czekać, aż szanownemu panu przejdzie zadyszka i zdecyduje się na podjęcie wysiłku wstawania.
A to spotkamy innego psiarza i Bruno łaskawie obślini mu ręce, a Pestka ubrudzi spodnie.
A to z kolei próbują udawać, że wcale nie znalazły mięska które samo przypełzło..
Ale i tak to chyba jest najprzyjemniejsza chwila dnia, gdy wracam w wielkim pędzie z pracy, z rozwianym włosem wybiegam z pociągu i zabieram Potwory na spacer.
Jeszcze tylko parę godzin..
;)
Czytaj więcej

wtorek, 8 maja 2012

Kłamca

No kłamie. Oszukuje.
Ściemnia!
Na potęgę.
Jak to Loki. 

I chociaż powinnam właśnie wypełniać księgę skarg i zażaleń skierowaną do pana Jakuba Ćwieka, za to, że kazał mi czekać TAK DŁUGO na kontynuację przygód (ale jestem miękka i łatwa kobieta, bo wystarczyła dedykacja ..i wszystkim tym, którzy czekali i dałam się przebłagać), a także dzielić włos na troje bo i Gaiman i Karpowicz i popkultura w pełnej krasie, panie Ćwiek, ale co tam. Uwielbiam Lokiego. Kto czytał poprzednie części - ten wie. Kto nie czytał.. Cóż, niech żałuje i nadrabia! :)

Muszę tu od razu powiedzieć, że nie jestem specjalną fanką fantasy, science-fiction, a już trzymam się z daleka od wszelkiej literatury pokroju space -opera. Nie i już. Jak fantasy to tylko Pratchett, jak science-fiction to tylko Lem (choć dziś większość to już nie fiction..) i w zasadzie tyle.. Może jeszcze Neila Gaimanna powinnam tu wymienić, bo też znajduje się na liście bardzo-mocno-lubianych, ale jego powieści (przepraszam, jeśli moje odczucia kogoś urażą) wpisują się bardziej w klasykę dobrej, mocnej baśni.. Noo dobrze, Amerykańscy bogowie może już nie, ale.. Ale ciągle mam gdzieś to ale, ale może to przy okazji jakieś książki Gaimana ;)
No ale wracając do meritum - fanką fantasy nie jestem, a jednak Loki sprawił, że czekałam na każdą kolejną część dość niecierpliwie..

Czwarta część jest jedną wielką wybuchową mieszanką, w której główną rolę odgrywają Apokalipsa, która rozkręca się na całego, Lucyfer w ciele nastolatka, grupa młodych ludzi, która tylko jechała do Paryża na spotkanie ze Stepehenem Kingiem  oraz parę mitycznych postaci, Mikołaja Świętego wliczając.. I hm..już na czwartej stronie płakałam ze śmiechu. A bohaterom wcale nie jest do śmiechu! Zastępy anielskie walczą z diabelską kohortą, w Paryżu grasują zombie, Loki udaje króla Elfów i w ogóle, dzieje się dużo dziwnych rzeczy, które prowadzą do konkluzji, że trzeba było uważać na lekcjach religii, bo to od jabłka wszystko się zaczęło..;) I tak autor przerzuca nas z Piekła do Doliny, z Paryża do Nowego Yorku, z Australii na Biegun Północny. Razi chwilami ilością porównań do popularnych filmów, seriali i bajek Disneya.. Sypie porównaniami, które mam ochotę wypisać i cytować przy każdej nadarzającej się okazji..Sięga po wszelkie możliwe mitologie, wrzuca do wielkiego kotła i nieźle miesza.


Ale nie chcę psuć zabawy, tym, którzy ciągle czekają na ciąg dalszy..;)


Kłamca. Kill'em all, Jakub Ćwiek, Fabryka Słów, Lublin 2012


Czytaj więcej

Kwadrans przed pociągiem

To mój ulubiony kwadrans. Rzadko udaje mi się go wywalczyć, bo w tym celu muszę wyjść wcześniej z pracy, ale zdarza się, że udaje mi się dokonać tej sztuczki. I wtedy wpadam na Peron 1 na stacji PKP Śródmieście do Cafe&Bookstore. Czyli chyba najfajniejszej Taniej Książki w stolicy ;) bo łączy dwie moje miłości - książki i kawę ;) Rzecz jasna przetrzebiłam jej półki już wielokrotnie, wykupując wszystko to co było według mnie godne uwagi. Ale i tak ciągnie mnie tak jak magnes, więc nawet gdy jestem przekonana, że już wszystko widziałam, wszystko to znam i tak zaglądam, gdy mam kwadrans do pociągu. I właśnie wtedy gdy jestem już pewna, ze nic mnie tam nie zaskoczy pojawia się kolejna niespodzianka. Dziś przeglądając już tak naprawdę z nawyku wszystkie półki po raz setny, zobaczyłam Tristana 1946 Kuncewiczowej i od razu zapaliła mi się lampka. Jedna z ulubionych książek z czasu liceum, do której nie wracałam od wielu wielu lat. Cena - 9zł - spowodowała natychmiastowe skierowanie się do kasy, opłacenie cennego łupu i szybką ucieczkę z miejsca zbrodni. Bo przecież miałam już nie kupować książek w tym miesiącu..;)
Czytaj więcej

poniedziałek, 7 maja 2012

Zniknięcia Esme Lennox

Książki związane z tematyką chorób psychicznych są niejako moim konikiem, ściśle związanym z planowaną przyszłością zawodową. Każda więc która w swojej treści zawiera specyfikę tego obszaru interesuje mnie od razu, czasami bezrefleksyjnie, bo w końcu nie jest powiedziane, że każda książka opowiadająca o zmaganiach z chorobą psychiczną, lub z osobą zmagającą się tego typu chorobą, będzie ciekawa, lub napisana w interesujący sposób. Na szczęście dotychczas się nie zawiodłam :)

Zniknięcia Esme Lennox to historia tak naprawdę o kobietach, siostrach, oraz "ich" wnuczce, a choroba psychiczna, a w zasadzie podejrzenie o nią, jest tutaj akurat tematem marginalnym, choć niewątpliwe to ona - choroba - jest przyczyną dramatu dla wszystkich tych postaci. Tyle, że przez całą lekturę zadawałam sobie pytanie o dokładną diagnozę..

Esme  Lennox to postać oryginalna, wyróżniająca się na tle swoich koleżanek, siostry, rodziny. Dziewczyna z pasją, bogatą wyobraźnią, szalenie wrażliwa, mądra, z aspiracjami do kontynuowania nauki, zamiast wybrania stałej ścieżki życia dla dziewcząt z jej otoczenia - zamążpójścia i rodzenia dzieci. Nie, Esme chce czegoś innego, nie przystaje ani do swojej epoki - te wszystkie dziwaczne wymagania, żeby pamiętać o założeniu rękawiczek, kapelusza, pamiętaniu o codziennych rytuałach.. nudy, jeszcze raz nudy; ani do pomysłów jakie ma dla niej rodzina - chodzenie na przyjęcia, pokazywanie się w towarzystwie i najlepiej - szybkie zamążpójście. Nie, Esme jest inna. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia.. i płakałam nad jej losem..Esme zostaje umieszczona w zakładzie dla obłąkanych w wieku 16 lat. Pozostanie tam przez kolejnych 60..

Kitty Lennox jest ładną, choć przeciętną dziewczyną. Nie pragnie niczego innego jak wyjść za mąż, mieć dzieci. Dokładnie tak jak ją wychowywano, grzeczna, kulturalna. Gdy w jej życiu pojawia się młody James Dalziel wydaje się, że ta bajka może się ziścić..

Gdy James Dalziel poznaje Esme wszystko wywraca się do góry nogami.

Jest w tej książce scena, która rozdarła mi serce. Scena, która chyba żadnej kobiety nie pozostawi obojętną, scena, gdy dziecko zostaje odebrane przemocą matce. Ten moment w powieści spowodował, że na chwilę odłożyłam książkę na bok. Miałam łzy w oczach. Nie mogłam otrząsnąć się z siły tych emocji, jakie mną zawładnęły..Maggie O'Farrel zaskoczyła mnie mocą swojej narracji i już wiem, że będę szukać kolejnych jej książek.

Minusem powieści jest brak rozwinięcia ważnego wątku, który powoduje spory niedosyt czytelniczy. Ale kto by się skupiał na takim drobnym minusie..Gdy przewinęłam ostatnią stronę powieści czułam potworny żal. To książka z rodzaju tych nigdy nie jej nie zapomnę.



Zniknięcia Esme Lennox, Maggie O'Farrel, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2008
Czytaj więcej

niedziela, 6 maja 2012

Niebieski ptak

Joyce Carol Oates czyta mi w myślach. Szarpie strunami emocji, przeciąga je czasami za mocno, dobiera słowa niczym wirtuoz, mistrz, celnie trafia we właściwą nutę... Zakochana w niej od pierwszego przeczytania nie umiem być chyba obiektywna i czytam wszystko - pożyczone, kupione, sprezentowane, czy wygrzebane gdzieś w straganach z tanią książką za bezcen - co tylko wpadnie mi do niecierpliwych rąk. Co jest dziwne, bo tematyka jaką wybiera Oates jest na ogół trudna. Smutna. Skomplikowana emocjonalnie. Często przygnębiająca i pozostawiająca czytelnika z głębokim smutkiem w sercu. A jednocześnie przeświadczeniem zetknięcia się z czymś ważnym..

Niebieski ptak to historia pewnej zbrodni, ale ukazana w nietypowy sposób..Często gdy słyszmy za pośrednictwem mediów o brutalnym morderstwie zastanawiamy się jak mogło dojść do tak potwornej tragedii. Kto mógł zrobić coś tak okropnego. Dlaczego człowiek odbiera życie drugiemu człowiekowi. Słyszymy rożne hipotezy, czekamy na wyniki śledztwa. Współczujemy rodzinie zabitej osoby, ale tak poza tym, przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Codziennie dzieje się coś złego. Codziennie ktoś, gdzieś.. Joyce Carol Oates podchodzi do tego tematu od drugiej strony, tej najważniejszej. Odsłania rodzinę ofiary, oraz rodzinę głównego podejrzanego, pokazując obie sytuacje oczami ich dorastających dzieci.

Gdy w małym miasteczku zostaje zamordowana lokalna piosenkarka powstaje kilka teorii na temat tego, kto mógł być sprawcą i jakie były motywy. Zoe Kruller, byłą pracownica cukierni pani Honeystone, żona Derlaya Kruller oraz matka Aarona, została zamordowana lutowej nocy 1983 roku- pobita, a następnie uduszona we własnym łóżku. Ciało kobiety odnalazł jej syn.. Sensacja, tragedia, niewiarygodne zdarzenie, które powoduje duże zainteresowanie mediów, narastającą ilość plotek, powiększające się grono podejrzanych. Ale to dwóch - męża zamordowanej kobiety, oraz jej kochanka Eddiego Diehla, policja podejrzewa najbardziej. W rezultacie rujnując ich rodzinom życie. Żona Eddiego Diehla postanawia rozstać się z mężem. Warsztat samochodowy Derlaya traci klientów. Tragedia staje się początkiem kolejnych dramatów..

Krista Diehl oraz Aaron Kruller zetknięci w ten zupełnie przypadkowy, ale i okrutny sposób, przeżywają swoje trudności trochę inaczej, z różną intensywnością, ale oboje jednakowo wierzą w niewinność swoich ojców. Rozdzieleni na ponad 17 lat mają okazję dowiedzieć się co tak naprawdę wydarzyło się podczas owej nieszczęsnej lutowej nocy..

I jak zwykle to co odczuwam po zakończeniu lektury, mimo, że momentami trudnej  i wymagającej, to wielki niedosyt..

I gdy przechodzę obok naszej ulubionej cukierni zastanawiam się czy nie spotkałabym tam Zoe Kruller mówiącej do mnie swoim zmysłowym głosem jak mogę ci dziś służyć? Za każdym razem gdy przechodzę obok myślę o tej książce..


Niebieski ptak, Joyce Carol Oates, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2010
Czytaj więcej

sobota, 5 maja 2012

Pocztówki z wakacji..

dziś takie nieco słabsze, z telefonu - jutro będą lepsze, w końcu wyciągnęłam aparat! :)
Wakacje w toku, co prawda blisko końca, ale nadal cieszymy się słońcem, rzeką, lasem.. Nasz wodołaz Bruno chyba najbardziej ;)
Pestka wody nie lubi, przez rzekę musiałam ją przenosić, ale dała się namówić na parę zanurzeń ;)

Pestka "nie cierpię wody" :)
Bruneczek się pasie ;)
Rzadki widok, oboje razem w wodzie! :)

Czytaj więcej

Przypadki pani Eustaszyny

Gdy w wakacyjne popołudnie spadnie niespodziewany deszcz, gdy zrobi się nieco chłodniej a Potwory są przeszczęśliwe, że słonce już tak nie pali.. Otóż to jest całkiem dobry moment na lekką lekturę.
Moją ogromną wadą, od lat, jest czytanie kilku książek na raz. I tak jest teraz, gdy czytam Mr. Pebble i Grudę Mariusza Zieniewicza i Niebieskiego ptaka Joyce Carol Oates. Wadą tej wady jest to, że czasem sięgnę jeszcze po tę trzecią..;)
I tak stało się wczoraj, gdy rozleniwiona po słonecznym dniu nie bardzo miałam ochoty wracać do szarości PRLu czy zmagań młodej dziewczyny z obciążającymi jej ojca oskarżeniami o morderstwo kochanki. I sięgnęłam po czekającą od czasu urodzin Panią Eustaszynę. Pierwsze wrażenie - za łatwa, za prosta, za banalny język, zbyt przewidywalna. I nawet nie wiem kiedy skończyłam czytać :) i nie wiem w zasadzie czemu polubiłam tę postrzeloną kobietę!

Pani Eustaszyna, a dokładnie Jadwiga Krzewicz- Zagórska, żona pana Eustachego Krzewicz- Zagórskiego, to chodzący wulkan energii, niebanalnych pomysłów, oraz iście ułańskiej fantazji. Do pełni obrazu trzeba dodać, że pani Eustaszyna jest starszą panią, która już jakiś czas temu świętowała siedemdziesiąte urodziny ;) Jest to osoba umiejętnie wykorzystująca swój wiek - gdy zajdzie taka potrzeba i trzeba poudawać w długiej kolejce starszą, styraną życiem panią; umiejętnie zarządzająca całą rodziną - choć to rodzinie się wydaje, że tak świetnie umie "pokierować" kochaną ciocią.

Tę ciekawą, momentami bezczelną osobę, poznajemy gdy szuka dla swego męża kardiologa, po śmierci dotychczasowego lekarza. Sprawa z początku zawiła, napotykająca opór w postaci długiej kolejki pacjentów czekających na swoją kolej, dla pani Eustaszyny nie jest absolutnie żadnym problemem. Przecież wystarczy wziąć taksówkę i zameldować się u pani Minister Zdrowia, czyż nie tak? Dalej idzie już gładko, nie ma już kolejki a lekarz znajduje się w tempie ekspresowym. Ponieważ zaś lekarz jest młody, przystojny i z obiecującą karierą, warto go zeswatać z siostrzenicą (w zasadzie bratanicą, ale kto by dbał o takie detale), której obecny kawaler to safanduła i trzeba zadbać o stateczną przyszłość prawie córki :) Ale nie, nie będę zdradzać więcej szczegółów :)

Może trochę za dużo tu ślubów, ciąż i porodów (bo człowiek rozdrabnia emocje na ich niespodziewaną ilość i nie może się cieszyć jakby się cieszył przy każdej pojedynczej takiej okazji), może czasami zbyt na siłę autorka próbuje w czytelniku wywołać śmiech, ale i tak naprawdę książkę czyta się z absolutną przyjemnością - właśnie dzięki lekkości jaką charakteryzuje się prawdziwa, wakacyjna lektura :)

Zatem, gdy podczas wakacji spadnie niespodziewany deszcz i spowoduje lekkie zachmurzenie nastroju.. zapoznajcie się z panią Eustaszyną :) Ja na pewno będę do niej wracać w pochmurne dni! :D



Przypadki pani Eustaszyny, Maria Ulatowska, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012

Czytaj więcej

piątek, 4 maja 2012

Siódmy dzień..

Poranna kawa.
Po porannym spacerze.
Potwory leżą przede mną, tylko Pan Kot ułożył się obok mnie. Łapka wyciągnięta do przodu, łebek na boku, oczy lekko zmrużone, ale czujne.
Słońce palące aż nadto..
Mr. Pebble i Gruda czekają na mój powrót - książka ciekawa, emocjonująca, szczególnie historie z lat dziecięcych, szkolnych, za czasów sławetnej komuny, co po raz kolejny udowadnia mi jak ludzka pamięć ma wiele luk, zachowuje tylko co dobre, szybko przekreśla te złe rzeczy.. Przecież za komuny wszystkim było tak dobrze, nikt nie pamięta represji, braku wolności słowa, narzuconych trendów w sztuce.. Ale wiele znanych osób rzuca jak to było szczęśliwie. Każdy miał pracę przecież! I wspominają z nostalgią.. Nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać.
Ale nie, nieważne.
Poranna kawa to moja ulubiona kawa. Ta pierwsza, jeszcze zaspana, jest najsmaczniejsza ;) Potem chyba przestaję czuć smak kawy, chyba za dużo jej piję..
Dzień siódmy wakacji.
Powoli zbliżamy się do smutnego końca, ale nie, nie będę tym sobie zawracać głowy. Jeszcze trzy dni wakacji. Mam zamiar wykorzystać to maksymalnie :)

Czytaj więcej

środa, 2 maja 2012

Pierwszy- po raz kolejny

Pamiętam słodki zapach lata na pasiece mojego taty. 
Rój pszczół, które nigdy nie użądliły. Ratowanie każdej, która próbowała napić się ze słoja z sokiem, albo herbatą i nieszczęsna, o  mały włos nie utonęła w jego zawartości. 
Lepkie powietrze tuż przed burzą. 
Grzmot i ciemność gdy ulewa runęła z hukiem na ziemię, na ramiona, włosy i nagle już nie było nigdzie suchego miejsca. 
I szybką jazdę na rowerze, w deszczu, kałużach, które powstawały w imponującym tempie na leśnej drodze.
Chciałabym tu odnaleźć moją pasiekę.
Przylądek Dobrej Nadziei
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.