czwartek, 25 września 2014

Pisząc na kolanie o "Gugułach"

  Najpierw jest ten dziwny tytuł. Wieloznaczny i nie do końca sprecyzowany. Potem nazwisko. Znane już, tylko z innym imieniem i pod szyldem innego gatunku, ostatecznie więc nieznane. Wreszcie okładka, z koronką na szkatule i kotem w dymku rozmowy. Na drugim planie figurka Jezusa, jakby odrealniona, a jednocześnie dopełniająca całości. Później już treść: zwarta w formie, nasycona poezją języka, a zarazem prozą życia, choć w świetle dzieciństwa, a więc dużej dawki wyobraźni i kolorów. Ostatnia strona już tylko zaskakuje, że ostatnia, bo wcale nie zaspokaja ciekawości, wprost przeciwnie, rozbudza i drażni. Chciałoby się powiedzieć, że to ledwie preludium do większej historii, ale nie, to już to, tylko tyle. Dlaczego tylko tyle? Dlaczego aż tyle?



  Guguły Wioletty Grzegorzewskiej to cudnej urody mieszanka wiejskiej ballady, poematu i prozy. Autorce udało się przekroczyć banał dziecinnych wspomnień i oddać to, co zwykłe w niezwykły sposób. Gdyby to streścić w paru zdaniach byłoby o dzieciństwie na PRLowskiej wsi, gdzieś w sumie, gdzie jak powiadają, diabeł mówi dobranoc, a kobiety zbierają się wieczorem przy skubaniu pierza. Wartością i niezwykłością prozy Grzegorzewskiej jest odmalowanie tego dzieciństwa w warstwie językowej. Przypomina to smakowanie niedojrzałego jeszcze owocu, jakim wszak są tytułowe guguły, powoli na języku pojawiają się różnorodne smaki, od cierpkości niedojrzałej maliny, po jej słodycz wydobytą na samym końcu, rozlewającą się leniwie na podniebieniu.

 Loletka przychodzi na świat na przekór temu światu, na przekór komunizmowi i matce ciężko pracującej, która próbowała ukryć odejście wód płodowych za betoniarką. Poród jest tylko wstępem, matce o mało nie odbiera życia, szczęśliwie obie przetrwają. Ojca pozna dopiero parę lat później, gdy nareszcie zostanie wypuszczony z więzienia. Smak słowa "tata" długo będzie się kojarzyć z oślepiającym słońcem i radosnym piskiem. Przyjacielem będzie Czarny, w nocy przytulony do małej, a w ciągu dnia czający się na wszystko, co można upolować. Przez swoje upodobania biedny kocur skończy żywot marnie i nawet figurka Jezuska wygrana na kościelnej loterii nie pomoże. Jednak jej dzieciństwo to przede wszystkim ciekawość świata i ludzi, obserwowanie otaczającego ją życia, czerpanie pełnymi garściami z doznań i możliwości życia na wsi. Tak jakby poza nią mogło już nie być ciekawszego świata.

  Pierwsze małe dramaty i pierwsze przyjaźnie. Dojrzewanie w słońcu i mrozie. Próby rozumienia świata i oglądania go przez pryzmat dziecięcego, a później dziewczęcego oka. Krótka forma, skondensowana treść i niezwykła dawka emocji i zapachów. Guguły są niczym mariaż między poezją a zwartością wypowiedzi. Zdawałoby się mezalians, a jednak jest to bardzo udane połączenie.


Guguły, Wioletta Grzegorzewska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014
Czytaj więcej

poniedziałek, 22 września 2014

Książkowe premiery jesieni: październik. Czyli o tym, czego wyczekuję niecierpliwie

Polskie wydawnictwa literackie najwyraźniej bardzo dobrze to rozumieją, że są takie mole książkowe, jak ja, które uwielbiają jesień, szczególnie za długie, sprzyjające czytaniu wieczory. Pewnie dlatego, to co zaplanowały na najbliższe miesiące, sprawa, że mam przyspieszony puls. Zdecydowanie króluje Wydawnictwo Literackie, które zapowiada ogromną i bardzo intrygującą powieść Olgi Tokarczuk Księgi Jakubowe.



Nie jestem wielką admiratorką prozy Tokarczuk, znam zaledwie jedną powieść i zbiór opowiadań, w związku z czym wcale nie mam pewności, że Księgi Jakubowe to będzie właśnie to. Jednakże przekonuje sam tytuł, opis, oraz zachęcająca ilość stron - prawie tysiąc! Co mogłoby być niemałą ucztą, o ile wyczekiwana książka okaże się tak dobra, jak to przedstawia w opisie wydawca:
Niemal tysiąc stron, kilkadziesiąt wątków i postaci — Księgi Jakubowe imponują literackim rozmachem,  wielością poziomów i możliwych interpretacji. Olga Tokarczuk pełnymi garściami czerpie z tradycji powieści historycznej, poszerzając jednocześnie jej granice gatunkowe. Z ogromną dbałością o szczegóły przedstawia realia epoki, architekturę, ubiory, zapachy. Odwiedzamy szlacheckie dwory, katolickie plebanie i żydowskie domostwa, rozmodlone i zanurzone w lekturze tajemniczych pism. Na oczach czytelników pisarka tka obraz dawnej Polski, w której egzystowały obok siebie chrześcijaństwo, judaizm, a także islam. (źródło; zdjęcie okładki pochodzi z tego samego źródła). W każdym razie niezależnie od tego, jaki będzie wynik lektury, wiem, że muszę ją przeczytać.

Kolejnym smaczkiem, jaki zapowiada WL jest powieść nagrodzona Bookerem, o czym dowiedziałam się zanim książka w ogóle została zaplanowana do przetłumaczenia ( i ciesze się, że wyjdzie nakładem WL właśnie)  na jednym z ulubionych blogów, czyli bezszmerze, już wtedy żałując, że przyjdzie mi czekać na nią tak długo! A mowa o powieści Eleanor Catton Wszystko, co lśni, powieści równie monumentalnej co Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk. Fabuła ma nas cofnąć do lat 60. XIX wieku, a przenieść do Nowej Zelandii, gdzie właśnie wybuchła gorączka złota. Sam temat gorączki złota średnio mnie interesuje, zachwalanie jakoby powieść łączyła w sobie elementy zarówno klasycznej powierci wiktoriańskiej jak i literackiego thrillera działają na mnie raczej zniechęcająco niż odwrotnie, to jednak, ponieważ ciekawość tej powieści narastała we mnie od prawie roku czasu, czuję, że nie mogłabym jej sobie odpuścić. Czytane dotąd relacje na jej temat są pełne zachwytów, chwali się umiejętność łączenia powieści historycznej z przygodową, kryminału z opowieścią o duchach, w związku z czym ciężko przejść wobec tego tak po prostu obojętnie. Szczególnie, że mam ciągle jedenaście dni urlopu do wykorzystania i jakieś takie silne przeczucie, że część z nich przeznaczę na samo czytanie, bez konieczności przerywania lektury, bez skrępowania dzikim tłumem w pociągu, bez przymusu zamykania książki w najciekawszym momencie. Aż brzmi niewiarygodnie.

WL jest dla mnie cennym wydawnictwem także z tego powodu, że ciągle wydaje i popularyzuje postać Sławomira Mrożka. Jestem bardzo ciekawa i wyczekuję niecierpliwie książki wspomnieniowej o Mrożku, w której mają być zawarte wypowiedzi na jego temat wszystkich tych, którzy go znali, współpracowali z nim, a wreszcie przyjaciół i bliskich mu osób. Szczególnie jestem ciekawa konfrontacji tych wspomnień z książką biograficzną Małgorzaty Niemczyńskiej Mrożek. Striptiz neurotyka, bowiem już zapowiada się, że Mrożek w odsłonach może pokazać zupełnie inne cechy charakteru słynnego ponuraka, niż to przedstawiła Niemczyńska. A w każdym razie masę przeciwstawnych cech, mogących prowokować wrażenie, że albo Mrożek był niezłym aktorem, albo naprawdę ciężko jest go oceniać jednoznacznie. Tak czy inaczej postać Mrożka, nadal fascynująca i wywołująca ciągle sporo zainteresowania jest mi ogromnie bliska, niezależnie od tego, co może wyłonić się z tych wspomnień. Co ciekawe, falę zainteresowania wywołała książka Niemczyńskiej, a dziś, przy ponownej lekturze, jestem pewna, że postrzegałabym zarówno książkę, jak i jej bohatera, zupełnie inaczej. Niemniej, to dzięki Niemczyńskiej wróciłam do opowiadań Mrożka, a potem to już wpadłam jak śliwka w kompot w jego listy, dzienniki, eseje i sztuki i ciągle lubię do Mrożka wracać (literacko i teatralnie; wstydzę się publicznie przyznawać ile razy widziałam Tango). (źródło zdjęcia okładki)

Rzecz oczywista największym moim zainteresowaniem cieszą się premiery polskich książek. I tak oprócz nowej powieści Tokarczuk i wspomnień o Mrożku, wyczekuję jak kania dżdżu zapowiadanej nowości sygnowanej nazwiskiem Jacka Dehnela. Znam opinie i przekonanie niektórych recenzentów/czytelników, jakoby Dehnel był przeceniany i zmanierowany i trudno i darmo, choć uważam, że każdy ma prawo do swojej opinii tak zgadzać się z nimi nie muszę. Lubię wszystko, co dotąd przeczytałam, lubię czytać ponownie i lubię zakładać, że wszystko inne, co wyjdzie spod jego pióra będzie na mnie działało dokładnie tak samo. Zapowiadana przez W.A.B. powieść to Matka Makryna, która będzie miała swoją premierę dopiero pod koniec października, ale jest szansa, że doczekam w miarę cierpliwie, przeznaczając czas wreszcie na czekającą spokojnie na półce Niewidzialną koronę Cherezińskiej, a następnie na dwa opasłe tomiszcza wspomniane we wpisie powyżej. W.A.B. opisuje temat najnowszej powieści Dehnela krótko i treściwie: 

Matka Makryna to monolog przeoryszy klasztoru bazylianek  w Rzymie, matki Makryny Mieczysławskiej.
W latach 40-tych XIX wieku stała się obiektem fascynacji i uwielbienia polskiej emigracji i europejskiej prasy, kiedy opowiedziała o prześladowaniach, jakie spotkały ją ze strony władz rosyjskich. Sięgnęła szczytów władzy, zarówno świeckiej jaki kościelnej. (źródło; zdjęcie okładki pochodzi z tego samego źródła)

   Ku mojemu zaskoczeniu najnowsza powieść Magdaleny Tulli ma być wydana przez wydawnictwo Znak Literanova (a jak wiadomo Znaku to ja nie lubię i nie będę przestawać wytykać najbardziej aspołecznej książki w rzekomo społecznej misji, czyli Bezdomnej, dopóty mi tchu starczy), co psuje mi trochę szyki w szykanowaniu i bojkotowaniu wydawnictwa. Już Beksińskimi "napsuli" mi krwi, a teraz proszę, najnowsza Tulli, już zapowiadana jako najlepsza powieść autorki, ma być wydana właśnie u nich! Obawiam się, że może dojść do kompromitacji i trzeba się będzie ze Znakiem pogodzić, przynajmniej na moment zakupu Szumu. A potem wrócić grzecznie do bojkotu i szykan, ewentualnie przyznać, że każdy z nas popełnia błędy, prawda? Albo  ostatecznie pogodzić się z tym, że wydawca też musi na czymś zarobić, żeby wydać powieści mniej bestsellerowe, jak Tulli na przykład (żal i złamane serce). W każdym razie nowa powieść Magdaleny Tulli zapowiada się równie intensywna emocjonalnie, jak i Włoskie szpilki, oraz w równie skondensowanej formie, na zaledwie 192 stronach. Jeżeli będzie to treść równie potężna jak Włoskie szpilki to i przy 90 stronach Magdalena Tulli wbiłaby mnie w fotel ponownie (ciekawa metafora swoją drogą, bo oczywiście nie mam fotela w ogóle). Enigmatyczny opis wydawcy tylko podsyca takie podejrzenie, aczkolwiek nauczona doświadczeniem wiem, że takie opisy trzeba dzielić najmniej na trzy, a najlepiej w ogóle ich nie czytać. (źródło zdjęcia okładki).

Nie chciałabym, żeby mnie posądzano tylko o literaturę poważną, w związku z czym spieszę donieść, że najintensywniej to ja i tak czekam na kontynuację Czarownicy piętro niżej, czyli na Tuczarnię motyli. Nie pomyli się ten, kto będzie mnie podejrzewać o uwielbienie dla Marcina Szczygielskiego, pomyłką będzie jednak założenie, że książka mnie interesuje tylko ze względu na jego nazwisko. Oczywiście, nie będę nawet udawać, że wszystko, co napisze Marcin Szczygielski na pewno przeczytam, nawet jeżeli przyjdzie mu do głowy taka fantazja, żeby napisać o sposobie wyrabiania cementu, istotne jednak jest również to, że ja autentycznie lubię książki dla dzieci. Ponieważ nie mam wymówki w postaci dzieci własnych, którym to mogłabym udawać, że czytam wszystkie te książki, toteż nie udaję, a przyznaję wprost: naprawdę lubię. Jeżeli zaś fabuła stworzona jest w tak interesujący sposób, jak to wyczynia z historiami dla młodszego odbiorcy Szczygielski, to czerpię z takiej lektury jeszcze większą przyjemność. Dość dodać, że Czarownica piętro niżej podobała mi się tak bardzo, że już po lekturze liczyłam na kontynuację. A z opisu wydawnictwa Bajka, któremu staram się zawierzyć, można łatwo się przekonać, że dokładnie tyle można się spodziewać:
   Spotkacie w tej książce dobrych znajomych z „Czarownicy piętro niżej”: Maję, ciabcię, Monterową, Marka i gadającego kota. Jednak nie zabraknie też niespodzianek! Wkrótce po przyjeździe Majki do Szczecina okaże się, że ciabcia nie jest wiekową staruszką, a Monterowa…  
   Ale tego na razie nie zdradzimy! Powiemy tylko, że Maja wpadnie (dosłownie!) w sam środek toczonej przez setki lat wojny motylołaków, pozna carycę, cesarza, króla i diuka oraz... stanie na czele rewolucji. Przy okazji rozwiąże kryminalną zagadkę (ktoś ukradł Zdradliwe Lilie!) i natrafi na ślad kolejnych magicznych wskazówek pozostawionych przez jej zaginioną prapraprababcię Ninę…

Uff, sporo jak na jedne, nawet przedłużone zimowe ferie, a to i tak zaledwie część tej historii.
Będzie strasznie, zabawnie i ciekawie… A jeśli nie – to niech nas larwa pożre!
(źródło; zdjęcie okładki pochodzi z tego samego źródła)

Oczywiście, to nie wszystkie tytuły, na jakie czekam. To są tylko książki października! A przecież po nim jest piękny listopad, po którym nastąpi pełen wolnych dni grudzień.. Ach, pięknie się jesień i zima przedstawiają!

Wiem, że na Wszystko co lśni czeka też parę osób, ba, kilka już z tego co widzę nawet czyta przedpremierowe egzemplarze. Ciekawa jestem, czy Wy też czekacie na któryś z wymienionych tytułów? A może podrzucicie jakieś swoje typy? 


Czytaj więcej

niedziela, 21 września 2014

Szczękościsk, czyli o co nie zapytałam Karpowicza

 Najpierw ucieszyłam się. 
 Pomyślałam "oho, dobry moment, może reaktywuję pisanie na blogu, trochę go odkurzę, ruszę ponownie z pisaniem" (co jak widać zakończyło się tylko życzeniowo). Mina mi zrzedła, gdy pojawiło się to słowo nielubiane, obce, jakieś takie wstrętne i ogólnie zniechęcające: "spotkanie będzie nagrywane". Nagrywane. Aha.

  Kilka razy zbierałam się do tego, by napisać e-maila wyjaśniającego, że "przepraszam, ale nie mogę jednak przyjechać, bo..". Problematyczne okazało się to całe "bo", ponieważ w ściemnianiu zawsze byłam kiepska, na ściąganiu przyłapywana, toteż szybko zaprzestałam tego nieszczęsnego procederu całe wieki temu, a powiedzenie wprost, że nie znoszę kamer, robienia zdjęć i tym podobnych czynności, mających na celu rozreklamowanie spotkania, wydawało mi się co najmniej marudzeniem niegodnym wszak dzielnego mola książkowego. Bo przecież gdy przychodzi temat książek, to jakoś jednak się spinam, robię szaleństwo poszukiwań w szafie, biorę kilka książek na drogę, w ramach odruchu samoobrony (jak wiadomo dwojakiego znaczenia) i wsiadam w pociąg. Nic to, że potem się krzywię na wszystkie zdjęcia, na których wypadło mi pokazać swe paskudne oblicze, nawet gdy towarzystwo obok jest najzacniejsze na świecie. Skupiam się więc na towarzystwie, bo moje oblicze to naprawdę marginalna sprawa, a towarzystwo zdecydowanie warte uwagi i przełknięcia obaw związanych z owym paskudnym słowem "nagrywanie".

Blogerzy książkowi na spotkaniu w Agorze (fot. Ann RK)


  A mowa o wczorajszym spotkaniu w siedzibie Agory, spotkaniu, które w czasach bohaterów Wojny i pokoju Tołstoja zapewne by nazwano "na salonach", z całą śmietanką towarzyską. Oczywiście, z tą, która mogła porzucić swoje obowiązki, sprawy rodzinne i inne tematy i przybyć do Warszawy, by poznać innych blogerów książkowych, posłuchać redakcji magazynu "Książki", zadać pytania Ignacemu Karpowiczowi i wysłuchać Mariusza Szczygła, który nawet gdy mówił, jak uwieść czytelnika, uwodził jednocześnie swoją publiczność.  Zdradził nam przy tej okazji, jak wykorzystywać zebrany materiał, jak absolutnie nie pisać, jak najlepiej przyciągnąć uwagę czytelnika i jakie... Domyślam się, że jesteście ciekawi szczegółów, jednakże sami rozumiecie, sekrety warsztatu powinny zostać tylko między blogerami książkowymi. W końcu każdemu z nas zależy na tym, żeby uwieść swojego czytelnika.

  Redakcja magazynu "Książki", a przede wszystkim organizatorka całego zamieszania, Ela Zdanowska, spisali się na medal. Co prawda, trochę ciężko jest rozruszać mole książkowe, które nic, tylko spędzają czas z nosem w książce (byli tacy, którzy weszli do sali, usiedli, wyjęli książkę i czytali spokojnie dalej), niespecjalnie mający skłonności do gwiazdorzenia, a już tym bardziej, do występowania przed kamerą, nie mieli również za bardzo odwagi zadawać pytania autorowi, którego książki owszem znają, czytają, nawet może i chwalą (ganią), ale jakoś tak siedzą cicho i jedynie jedna, czy dwie osoby tę ciszę przerywają. A ja pytanie miałam, o tak!, pytanie nie padło ani z moich ust, ani z innych, bo być może tylko mnie interesowało, ile Ignacego Karpowicza jest w Igorze/Ignacym, bohaterze Sońki. Niestety, szczękościsk związany z zachwytem, że widzę ulubieńca na żywo kompletnie odebrał mi zdolność mowy. Moja nieśmiałość w kontakcie z ulubionymi autorami zakrawa na ponuractwo i niezdolność komunikacji jako takiej w ogóle. Bywa.

  Dzień pełen wrażeń zakończyło spotkanie zupełnie niespodziewane (co zawdzięczamy temu, że chyba już każdy polski pisarz zna Agnieszkę Taterę), nieplanowane, odejmujące mi mowę zupełnie, potem ustawiające do pionu, by jednak się zmusić do mówienia... Dobrze się stało, że było w tak wąskim gronie, w związku z czym mniej osób widziało, jako wygląda prawdziwa psychofanka, gdy zobaczy obiekt swojego uwielbienia. A Elżbieta Cherezińska jest nie tylko świetną pisarką, ale i świetną osobą, która spokojnie i z wyrozumiałością zniosła moje akty uwielbienia.

 Dziękuję za ten wspaniały dzień! Takich integracji nigdy za wiele.

 Z Moniką jako Proustem i Karpowiczem, jako Olgą Tokarczuk (fot. Padma)


 
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.