Przechodząc jednak do meritum: lubię mówić rzeczy, które z założenia wywołają zaskoczenie, choć zajęło mi trochę czasu, by zrozumieć, że to właśnie wywoła ów efekt. Bo przecież każdy zna Ryana Goslinga, więc jak ja mogłam nie znać? Nie znałam, wywołałam znowu zaskoczenie. Nie, nie znam też wielu osób, które widuję na bilbordach. Nie oglądam telewizji od szesnastu lat, trudno, żebym znała gwiazdy telewizyjnych programów. Jak również nigdy nie widziałam filmu "Czułe słówka". I poważnie zastanawiam się, czy po lekturze książki jest w ogóle sens oglądać, skoro opis filmu nijak ma się do fabuły powieści.
![]() |
Kadr z filmu "Czułe słówka", a przynajmniej tak zapewnia strona http://fdb.pl/film/13494-czule-slowka |
Wyobrażenie Aurory
Zdjęcia z filmu zaczęłam przeglądać dopiero po lekturze, dlatego moje wyobrażenie głównych bohaterek i wszystkich postaci pobocznych było wolne od reżyserskiej wizji. Dzięki temu Aurora w moim wyobrażeniu wyglądała zupełnie inaczej niż Shirley MacLaine, ponieważ sugerując się opisem autora, miałam wizję kobiety o pełnych kształtach, nie zaś szczupłej sylwetki znanej aktorki. A taki wizerunek zmienia też obraz wielu scen.
Wizja dość pulchnej Aurory w wieczorowej sukni, zapewniam, jest znacząco inna od tej filmowej. W mojej głowie pojawił się kiczowaty obrazek, który szalenie mnie rozbawił. Tym bardziej, że powieściowa Aurora należy do tego gatunku kobiet, których osobiście nie znoszę. Nie rozumiałam przez całą powieść, jak męscy bohaterowie powieści McMurtrego mogą traktować Aurorę w ogóle poważnie? Ogólnie także zastanawiałam się skąd popularność tej powieści, ponieważ jest ona na wskroś zwyczajna i opisująca banalne i smutne życie dwóch kobiet.
Dwie matki
Aurora i Emma to dwie główne bohaterki "Czułych słówek", najpierw w roli matki i córki, a później obie w rolach matek, gdy Emma sądząc, że wyrywa się spod kurateli Aurory ucieka w niekoniecznie udane małżeństwo. Jak łatwo z tego wywnioskować relacja matki z córką nie jest wzorcowa. Aurora to prawdziwa hedonistka skupiona na tym, co życie ma jej do zaoferowania, a nie na tym, co ona mogłaby dać od siebie. Emma zaś dorasta w domu, w którym najważniejsza jest matka. Matka i jej samopoczucie, jej zdanie, jej adoratorzy, jej decyzje. Trudno się dziwić Emmie, że chciała uciec.
Jednakże jak to w życiu bywa, gdy człowiek nie przemyśli swoich decyzji, gdy rzuca się w głową w dół w coś nowego, byle jak najdalej od starego, to cóż, można się zderzyć z twardym gruntem. Emma nie była szczęśliwym dzieckiem, nie była kochaną córką, a na koniec nie będzie także kochana przez własne dzieci.
Czułe słówka bez czułych słówek
Przez całą powieść czekałam na ów mityczny przełom, widoczny w każdym opisie książki i filmu. Na ocieplenie stosunków między obydwiema kobietami. Nie doczekałam się. Aurora jak była zakochana w sobie, tak Narcyzem została do końca, jak Emma była samotną dziewczynką, tak równie samotnie umierała.
I zostałam z mieszanymi uczuciami po lekturze. Nie to, że miałam jakieś specjalne oczekiwania, nie to, że książka jest źle napisana, ani nawet nie to, że była nudna. Była po prostu zwyczajną historią, na dodatek z bardzo smutnym zakończeniem. I chyba gdzieś zgubiłam, o co w "Czułych słówkach" tak naprawdę chodziło...
"Czułe słówka", Larry McMurtry, Tłumaczenie: Jolanta Mach, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015
Fajnie Cię tu znowu spotkać.
OdpowiedzUsuńJa w przeciwieństwie do Ciebie oglądałam film i to zanim przeczytałam książkę.
Zabierałam się za tę książkę dwukrotnie, gdyż nijak nie mogłam odnaleźć tego czego szukałam w niej, gdy porównywałam ją z filmem. I nie znalazłam. A na dodatek, gdy sama uważam, że książka nie może być gorsza od filmu i razi mnie, gdy inni stwierdzają, że film jest lepszy niż książkowy pierwowzór to w tym przypadku miałam takie odczucie, bo w filmie akcja się nie wlokła i ta Emma nie wydawała mi się taka nijaka. A poza tym ja uwielbiam Shirley McLaine, jej temperament i tego też w książce nie odnalazłam.
I tu kłania się zasada...wpierw książka a później ewentualnie film.
Ciekawa jestem jak bym ją odebrała, gdybym ją przeczytała jeszcze raz.
I faktycznie o czym ta książka jest.... chyba o braku uczuć a może raczej o braku ich okazywania. A tytuł jest po prostu przewrotny.
Miło mi, że wpadłaś, pomimo mojego ostatnio rzadkiego pisania. Próbuję jednak troche nadgonić.
UsuńMożliwe jest, że czasami taka odwrotna kolejność nie robi krzywdy książce, a w tym konkretnym przypadku nawet dodała książce sławy. I jak też czasami krzywię się na stwierdzenie, że film jest lepszy od książki, tak jestem skłonna się zgodzić, że można z zaledwie dobrej książki wyciagnąc takie ciekawe fragment do scenariusza, że powstanie dużo lepszy film.
Aczkolwiek to jest właśnie ciekawe, jak by się odebrało książkę, gdyby poznało się ją w pierwszej kolejności? Ale wiesz, dzieki filmowi masz o tym tytule lepsze mniemanie, więc nie ma tego złego.
Tytuł jest zdecydowanie przewrotny ;)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń