Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iris Murdoch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iris Murdoch. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2013

"Dzwon" Iris Murdoch

Wygląda na to, że czytam Iris Murdoch z niedbałością o chronologię, rzucając się na kolejno dostępne tytuły w antykwariatach. Najpierw poznałam Morze, morze, a więc powieść doświadczonej pisarki, bo z roku 1978, gdy Iris nie tylko była już dojrzałą kobietą, ale i pisarką z niezwykłym dorobkiem. Drugą powieścią jaką poznałam był Czas aniołów. Ona z kolei jest z roku 1966, co biorąc pod uwagę odległość między powieściami powinno było już dawać odczucie znaczącej różnicy w jej odbiorze. I faktycznie, pamiętam, że ta powieść zdecydowanie bardziej do mnie przemówiła. Oczywiście po przeczytaniu Czarnego Księcia zupełnie straciłam głowę dla tej ostatniej, a moment jej wydania, datujący się na rok 1973 potwierdza tylko, jakimi przypadkowymi przeskokami w chronologii powstawania utworów poznawałam powieści Iris Murdoch. Teraz cofnęłam się zupełnie w czasie, docierając do początków pisarstwa autorki, a dokładnie roku 1958. I właśnie zaczynam dostrzegać niezwykłą różnicę pomiędzy dojrzałą Iris z okresu Morza, morza, a Iris z okresu, gdy powstawał Dzwon. I choć nie chodzi tu o jakość, bo ta w każdym przypadku była wysoka, to jednak podejście do wielu tematów, jak chociażby homoseksualizm, czy lekkie traktowanie obowiązków małżeńskich (przypominam: rok 1958) przez kobietę mówi czytelnikowi jedną, niewątpliwą rzecz o autorce - że była młoda i bardzo otwarta na świat i ludzi. Dużo bardziej podejrzewam, niż jej ówczesny czytelnik, który w dzisiejszych czasach pewnie pozwałby ją do sądu za obrazę uczuć religijnych. Podoba mi się Iris w każdym ze swoich okresów w twórczości.

Mój egzemplarz jest skromny stąd pożyczam zdjęcie z sieci. Pochodzi z zarchiwizowanej aukcji Allegro - brak linku bezpośredniego..
Dzwon w Dzwonie pełni szczególną rolę. Pierwotnie jest krążącą w okolicy Gloucestershire legendą o zatonięciu wiekowego dzwonu, na którego bokach były wyrzeźbione sceny z Ewangelii, a któremu nadano imię Gabriel. Po jego zatonięciu, żeński klasztor w Gloucestershire, Imber Abbey, sąsiadujący z upadającą posiadłością Imber Court, nie posiadał dzwonu od dawna. Powstałe na terenie posiadłości świeckie bractwo pragnęło ofiarować klasztorowi nowy dzwon. Ten nowy dzwon jest zatem ważnym tematem rozmów w bractwie i bardzo oczekiwanym przedmiotem. Wraz z dzwonem, który będzie przywoływać wiernych na msze, oczekuje się nie tylko zmiany w otoczeniu, ale też swego rodzaju przypieczętowania istnienia bractwa. Jednak stary dzwon nie da o sobie zapomnieć, choć to nowy stanie się katalizatorem do eskalacji wielu dotąd tłamszonych emocji.

Można by zatem rzec, że powieść Iris Murdoch, oprócz kilku ważnych głównych postaci ma również bohatera milczącego, nieco posępnego, pokrytego szlamem i patyną czasu, ale bardzo ważnego w toku fabuły.
A kim są owe istotne z punktu widzenia fabuły postacie? To na pewno Dora, pojawiająca się już na pierwszym planie, pierwszym już zdaniem z powieści rozbrajająca czytelnika:

Dora Greenfield rzuciła męża, ponieważ się go bała. W sześć miesięcy później postanowiła wrócić do niego z tego samego powodu.*

Murdoch, wszechstronnie utalentowana w kreowaniu złożonych ludzkich charakterów, powiedziała o swojej bohaterce w zasadzie wszystko tym jednym zdaniem. Co absolutnie nie umniejsza przyjemności z obierana tej cebuli warstw w jakie ubrała swoją bohaterkę autorka. Dora jest sumą własnych przeciwieństw, które nieodmiennie powodują oscylowanie uczuć ze skrajności w skrajność. Na zmianę czytelnik ma ochotę dosadnie przemówić jej do rozsądku, by po chwili chcieć wysłuchać jej wersji wydarzeń. Jest odbierana dokładnie tak, jak miotające nią uczucia. Gwałtowne, irytująco, a czasami ze wzruszeniem. Taka Dora, kobieta pełna emocji i prostego podejścia do życia, w którym ważne jest, żeby po prostu było jej dobrze, trafiająca do bractwa, gdzie szanuje się pracę, ciszę i drugiego bliźniego, bardzo szybko może wpaść na jakiś genialny pomysł, którego efekt może zaskoczyć nawet jej najśmielsze wyobrażenia. Jednak trafia tam, bo tam właśnie przebywa jej mąż, od którego odeszła, a teraz właśnie zdecydowała się wrócić. Na miejscu w Imber Court, oprócz złego i rozczarowanego żoną Pawła, poznajemy również Michała Meada. Warto wspomnieć o Michale, bowiem to do niego tak naprawdę czytelnik się przywiązuje i jego losy są mu bliskie sercu. Michał, niedoszły kapłan, zmaga się z własną grzeszną, jak uważa, naturą i próbuje ją jeśli nie zwyciężyć, to chociaż pokonać przez zaniedbanie. Nie może mu się to powieść z dwóch powodów...Pierwszy osiadł niedawno w Imber Court powodując poruszenie swoim stylem bycia i brakiem dbałości o relacje społeczne. Drugi wysiadł z pociągu wraz z Dorą.

W tym całym wciągającym zaczytaniu można się zapomnieć. Właśnie bym to zrobiła i popchnęła fabułę za bardzo do przodu, a przecież nie o to chodzi! Chcę tu przestawić kawałek, niczym scenę w księżycową, jasną noc, dwoje ludzi i dzwon.. Resztę, cóż, resztę musicie przeczytać już sami.

Źródło zdjęcia





Dzwon, Iris Murdoch, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972
* str. 5
Czytaj więcej

piątek, 3 maja 2013

Podróż w krainę absurdu

Gdyby cierpienia świata były - co można sobie wyobrazić - mniej dojmujące, gdyby nuda i zwykłe życiowe rozczarowania były naszym najgorszym doświadczeniem i gdybyśmy - w to trudniej uwierzyć - mało przejmowali się stratą najbliższych i szli na śmierć, jak teraz układamy się do snu, cała nasza moralność byłaby w ogromnym stopniu, a może całkowicie różna. To, że ten świat jest sceną wszelkiej okropności, musi wpływać na każdego poważnego twórcę i myśliciela - mącąc mu myśli, rujnując system nerwowy, czasem doprowadzając go do szaleństwa.*

Opowieść o artyście może przynieść niezmierzone morze odczuć. Odcienie skrajnych emocji i meandry przemyśleń, które przyprawiają rozgorączkowany umysł o refleksje, co w konsekwencji wymusza przerwę w lekturze. Przynosi również zachwyt. Rozpacz. Uśmiech. Żal. I w efekcie powtórną lekturę historii o tej podroży z biletem tylko w jedną stronę. Podróży w krainę absurdu. Czyżby? Powinniśmy nieustannie rozmyślać o absurdalnościach przypadku, bo jest to temat może bardziej pouczający od tematu śmierci** jak pisze Bradley, i jak sądzę, warto poznać historię tego jednego przypadku, gdy Francis Marloe pojawił się w drzwiach mieszkania Bradleya z niekoniecznie interesującą tego drugiego nowiną.


Bradley Pearson, główny bohater i narrator powieści, jest niespełna sześćdziesięcioletnim, niestety niezrealizowanym pisarzem, z dorobkiem zaledwie kilku powieści, nieszczególnie docenianych przez czytelników.  Jako pisarz zatem się nie dorobił, ale przez większość życia pracował w biurze podatkowym, z ciągłym uczuciem, że jego wielka powieść jest jeszcze ciągle przed nim, jeszcze nie powstała, ale na pewno dotrze do tego momentu, by ją stworzyć. Obecnie, po przejściu na emeryturę pragnie jedynie samotności, w której jak wierzy, uda mu się właśnie stworzyć owo dzieło życia. Artysta w stanie łaski twórczej ma pogodny stosunek do czasu. Realizacja jest kwestią czekania. Dzieło zapowiada się samo, wyłania się niemal gotowe - kiedy nadejdzie czas i jeśli okres nauki przebiegał należycie. (..) Czułem, że potrzebna mi jest tylko samotność.*** Plan Bradleya ulegnie pewnym modyfikacjom, gdy Francis Marloe, jego były szwagier, pojawia się pewnego dnia niezapowiedziany, z informacją, że Krystiana, była żona Bradleya, wróciła do Anglii. Ta dziwna, pozornie mało interesująca Bradleya nowina, uruchomi całą lawinę wydarzeń, która zniweczy pierwotny plan samotnego wyjazdu do nadmorskiej miejscowości, aby tam w ciszy i spokoju pisać. Choć Bradley długo będzie się jeszcze trzymać jego oryginalnej wersji i długo wierzyć, że w końcu wyjazd dojdzie do skutku. Jest o tym wciąż przekonany, gdy była żona próbuje nawiązać z nim ponownie zażyłe relacje. I wtedy, gdy jego siostra, Priscilla pojawia się roztrzęsiona i w stanie skrajnego załamania nerwowego bo właśnie odeszła od męża. I nawet gdy żona jego najbliższego przyjaciela zaczyna robić mu awanse. Plan runie w posadach dopiero przez Julianę, córkę owego przyjaciela, która okaże się piękną, młodą i naiwną, a jednak może właśnie przez ową młodość i naiwność, dość okrutną nemezis niedoszłego twórcy wielkiego dzieła.

Ta fabularna część, z irytującymi znajomościami, nachalnymi kobietami, złożonymi relacjami w sieci tych dziwnych powiązań między nimi, jest ważnym  fragmentem tego ogromnego dzieła. Jego znacznie ważniejszą, w moim odczuciu, i bardzo interesującą częścią są przemyślenia Bradleya - te związane z pisaniem, tworzeniem, sztuką a także tematem miłości, która powoli, acz konsekwentnie jest coraz bardziej podobna do obłędu. Przemyślenia te dojrzewają i zmieniają się wraz z Bradleyem, a więc są naturalną konsekwencją wydarzeń, w jakich bierze udział nasz dziwny, oszalały z miłości Czarny Książę, dając jednocześnie czytelnikowi niezwykłą pożywkę intelektualną i emocjonalną.

Powieść Iris Murdoch Czarny Książę jest tak wielowątkowa, że trudno jednoznacznie opowiedzieć wrażenia z jej lektury, z obszernej tematyki i filozoficznych przemyśleń. Przyjmijmy jednak za słuszne stwierdzenie z przedmowy, że jest to historia o miłości. Trudno oprzeć się swego rodzaju egzaltacji w tym temacie - to jest naprawdę dobra historia o miłości, która naprawdę wywołuje prawdziwe emocje, od chęci by mocno potrząsnąć bohaterami żeby obudzili się ze swego rodzaju szaleństwa, w jakie popadli, przez żal nad ich losem, aż do zaskoczenia, że można tak niezwykle rozstrzygnąć tę opowieść fabularnie. Doprawdy, Iris Murdoch stworzyła niezwykłe książki i muszę z uznaniem dołączyć na stałe do grona jej wielbicieli.



Czarny Książę, Iris Murdoch, Czytelnik, Warszawa 1977
* str. 601
** str. 14
*** str. 328

Czytaj więcej

niedziela, 23 grudnia 2012

"Czas aniołów" Iris Murdoch

 Ten rodzaj atmosfery zmierzchu bogów doprowadzi sporo ludzi do obłędu (..)*

Czas aniołów to nie jest łatwa lektura - nie jest lekka, choć paradoksalnie czyta się ją lekko i szybko, ale zaliczam ją raczej do tych trudniejszych, które wymagają od czytelnika skupienia. Daje też niebywałą satysfakcję z lektury. Jej siłą są dialogi i problematyka - utrata wiary w Boga.

Powieść ta przypomina nieco teatr telewizji. Scenografia zostaje zawężona do plebanii, osnutej mgłą i w związku z tym odciętej w pewien sposób od świata, do krajobrazu rzeki ukrytej w tej mgle oraz fragmentarycznie, do paru londyńskich ulic. Bohaterowie nieliczni, ale wyraziści i każdy z bogatą historią. Spoiwem dla nich wszystkich jest Karel, kapłan, który ma opinię dziwaka, kapłan, który jest bratem, ojcem, wujem, gospodarzem i nareszcie kimś w rodzaju pana i władcy. Jest to też kapłan, który z ambony, podczas prowadzonej przez siebie mszy pyta swoich wiernych: "A co by się stało, gdybym powiedział wam, że Boga nie ma?".

Wszystko zaczyna się od tego, że Karel przenosi się na plebanię do Londynu, choć można też uznać to za etap, że wszystko się zaczęło kończyć właśnie od tego momentu. Wraz z nim w przeprowadzce biorą udział jego córka Muriel, bratanica Elżbieta, oraz osoba nie mniej znacząca, gosposia Pattie. Na plebanii zaś oczekują ich Eugeniusz Pieszkow z synem Leonem. Każdą z bohaterek i bohaterów poznajemy jakby w kolejnych odsłonach aktów, każdy akt też narasta w znaczące szczegóły, powoli historia ta nabrzmiewa od zadawanych ran, trudnego życia z chimerycznym i zdaje się, niekoniecznie zdrowym na umyśle kapłanem. Karel odcina się od świata, podobnie odcina od świata całą plebanię, czyniąc z Pattie swoistego cerbera, który ma za zadanie przeganiać wszelkich interesantów. Również brat Karela, Marek, nie ma dostępu do tego świata. W ciemni tych aktów pojawia się delikatny przebłysk, chwila nadziei na coś wspaniałego miedzy Pattie i Eugeniuszem, ale jak to z przebłyskami bywa, zgasł zbyt szybko. Niezdrowa atmosfera na plebanii narasta ze strony na stronę, by przyjąć niespodziewany obrót i w rezultacie rozproszyć bohaterów tego dramatu w różne strony miasta. Finał, jak na dramat przystało, z ofiarą śmiertelną, zamyka tę sztukę aktem końcowym.

Siłą przekazu jest utrata wiary w Boga. Wiarę tę stracił Karel, który jednocześnie sam siebie zamienia w swoiste bóstwo czyniąc siebie panem i władcą garstki kobiet na plebanii. Dla osób religijnych jego zachowanie będzie po prostu bluźniercze. Niczym obłęd, bo ciężko to wyjaśnić w kategoriach rozumu. Jego brat Marek, od dawna twierdzi że nie ma Boga, ale wiara brata była dla niego ważna, toteż uświadomienie sobie, że on tę wiarę traci zagraża fundamentalnym przekonaniom Marka. Karel syci się wiarą dobrej, niewinnej, naiwnej Pattie. Daje mu ona siłę i opromienia boską chwałą. Pattie jest swoistą Matką Boską w oczach Karela, który ma odwagę, by wymawiać słowa znanej modlitwy do Pattie, nie do Matki Boskiej. I wreszcie utracona wiara Eugeniusza. Ona jest najsilniej sprowokowana przez los, jaki spotkał Eugeniusza. Utrata majątku rodziny na skutek rewolucji, długie, stracone lata w obozach pracy., śmierć żony, samotne wychowywanie syna i emigracja do kraju, w którym nigdy nie pozwolił sobie poczuć się jak w domu. Życie jako takie uznaje jako jeden wielki obóz, jedynie umiejscawiany w różnym środowisku.

Dla kogoś wierzącego niektóre dialogi, czy twierdzenia bohaterów mogą być trudne. Dla mnie ta książka to istne morze tematów do dyskusji. Polecam umysłom otwartym, nie zrażającym się bluźnierczymi teoriami, które wygłaszają bohaterowie. Summa sumarum przekaz książki jest jasny -utrata wiary to utrata czegoś ważnego, czegoś, czego człowiek wierzący mógł się uchwycić w ciężkich chwilach. I nieważne w co wierzy tak naprawdę, ważne, że zostało to utracone.


Czas aniołów, Iris Murdoch,  Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970
*  str. 19

Czytaj więcej

sobota, 29 września 2012

"Morze, morze" Iris Murdoch

Krótko o inspiracjach i morzu ;)

To co podoba mi się w blogach książkowych to nie tylko to, że za ich pomocą można odkryć ciekawe pozycje literackie, ale także to, że za ich pomocą można odkrywać kolejne blogi. Tak właśnie trafiłam na blog Patrycji Barczyńskiej o ślicznej nazwie Bezszmer, który zainspirował mnie do poznania twórczości Iris Murdoch. Zatem gdy zobaczyłam w bibliotece tytuł Morze, morze.. wybór pierwszej książki tej autorki był przesądzony ;)

Mielno, 2007
Uwielbiam patrzeć na morze. Jest coś  niezwykłego w jego spokoju, bo choć nim napawa, również jest on podszyty nutą niepokoju, związanego z jego bezkresem. Kocham szum fal, pianę, gdy zderzają się z brzegiem, spacery wybrzeżem, oglądanie zachodu słońca. Zdarzyło się nam kiedyś spędzać wakacje nad morzem w lipcu. Rzadkość, bo nasza tradycja już wieloletnia każe nam spędzać tam czas we wrześniu. Ale wtedy studiowaliśmy, mieliśmy tylko jednego Potwora, Pestkę i akurat złożyło się, wyjechaliśmy w lipcu. Nad morzem tradycyjny tłum. Nie lubimy spędzać czasu na leżaku, plackiem do słońca, więc często robiliśmy kilometry wzdłuż brzegu. Pewnego dnia, słońce jak zwykle prażyło, pogoda zaczęła gwałtownie się zmieniać. Silny wiatr przyniósł ze sobą ciemne chmury, dosłownie z chwili na chwilę zrobiło się ciemno i zaczęło lać. Deszcz przemoczył nas w kilka sekund do suchej nitki. Ludzie uciekli z plaży w parę minut. Zostaliśmy sami w tej mrocznej ulewie. Patrzyliśmy z zachwytem na tę zmianę, ale wtedy pojawiło się coś co nas przyprawiło o dreszcze - pioruny. Najpierw na linii horyzontu, ale potem coraz bliżej, aż w końcu któryś z przytłumionym hukiem uderzył w piasek. Hipnotyzujące zjawisko. Oczywiście wtedy daliśmy już nogi za pas, ale nadal gdy wspomnę tamten wyjazd przypominam sobie to wydarzenie z taką wyrazistością, jakby miało ono miejsce przed chwilą..

Morze, morze

Dotąd raz mi się zdarzyło spotkać tak antypatycznego bohatera literackiego, że niemalże zacierałam ręce z uciechy, gdy coś mu groziło. Był to Simonini wykreowany przez Umberto Eco w Cmentarzu w Pradze. W książce Iris Murdoch, przyznaję, sytuacja się powtórzyła. Bo choć Chalres Arrowby nie jest wściekle zapalonym antysemitą, to jednak jest potwornym megalomanem, któremu wydaje się, że wszystko się mu należy. Nabzdyczony, pompatyczny i podobnie jak Simonini, nękający mnie częstymi wstawkami z informacją co zjadł i w jakiej ilości. Obaj obrzydliwie się obżerają, co we mnie, ciągle na dietach wszelkiego typu, może wywoływać tylko zawiść ;) Ale z drugiej strony Charles Arrowby skojarzył mi się z tą szaloną zmianą jaka zaszła wtedy nad morzem. Ze spokoju prosto w niepokój związany z  piorunami i hukiem burzy. Tak samo Charles z pozornego spokojnego emeryta zamienia się w człowieka pełnego zaślepienia i obsesji.

Ale po kolei.
Charles Arrowby to emerytowany aktor teatralny, scenarzysta i reżyser. Po latach współpracy z londyńskim teatrem postanawia odejść na emeryturę. Kupuje więc domek w spokojnej nadmorskiej osadzie i tam postanawia mieszkać sam w spokoju i ciszy, przerywanej szumem fal. Początki tej emerytury są niemalże sielankowe. Kąpiele w morzu, obfite posiłki, samotność, spokój i wspomnienia, które Charles spisuje w swoim dzienniku, być może docelowo autobiografii? Wspomina swoje dzieciństwo, kuzyna Jamesa, kobiety, które odegrały ważną rolę w jego życiu, jak Klementyna, wspaniała aktorka, która go niejako odkryła i stworzyła. Ale potem pojawiają się kolejno kobiety, które Charles w jakiś sposób niszczył - rozbijał im małżeństwa, nie odwzajemniał ich uczuć, a przynajmniej tak twierdził, aż w końcu znudzony porzucał na rzecz kolejnej zdobyczy. Nigdy się nie ożenił, ponieważ w ogóle nie rozumiał idei małżeństwa. Zresztą, tak naprawdę na całe jego życie miało wpływ zdarzenie z dzieciństwa, kiedy to pierwsza jego miłość, Hartley, po prostu od niego odeszła. Ta pierwsza miłość we wspomnieniach Charlesa jawi się jako ideał najczystszej, najpiękniejszej miłości. Wspomnienia o niej w tej samotni w jakiej znalazł się na własne życzenie Charles, ożywają i stają się mu jeszcze droższe. Jakie więc jest jego zdumienie, gdy pewnego dnia odkrywa, że Hartley mieszka wraz z mężem w tej samej wsi co on.. I właśnie to odkrycie jest niczym uderzenie pioruna. Nagle Charles jest nie tylko przekonany o tym, że jego miłość do Hartley jest nadal tak mocno jak dawno temu w ich dzieciństwie, ale że ona, Hartley, na pewno czuje to samo. I tak powoli rodzi się obsesja, która prowadzi Charlesa do coraz bardziej dziwnych działań, łącznie z porwaniem samej Hartley i przetrzymywaniem jej przez kilka dni w domu. Jego przekonanie o słuszności swoich działań jest tak ogromne, że ignoruje prośby kobiety o powrót do domu, do męża. Dalsze wydarzenia są równie dziwnie i pewne swoistego obłąkania. Oczekiwanie na jakieś takie przywrócenie rozsądku głównemu bohaterowi trwa w zasadzie do ostatnich stron powieści.

Jest w tej powieści dużo dziwnych rzeczy. Opisy morza barwne i plastyczne. Dialogi chwilami miałam wrażenie, teatralne - pełne ekspresji i mocy. Rozmowy refleksyjne, głębokie. Narracja nieśpieszna. Upodobałam sobie postać Jamesa, kuzyna, którego w powieści nie ma za wiele, ale to jego mogę nazwać głosem rozsądku w całej historii. Całość najlepiej czytać powoli, najlepiej poświęcić tej książce więcej czasu. Bez odrywania się, jak czasami musiałam to uczynić wysiadając z pociągu. Teraz, gdy mogłam na chwilę utonąć w pościelowej szalupie i oddać się jej treści, cieszę się, że mogłam jej poświęcić ten spokojniejszy czas. Polecam bez dwóch zdań.


Morze, morze, Iris Murdoch, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.