Czy można posklejać to co nawet nigdy nie było całością? Czy można oczekiwać, że z grupy obcych ludzi powstanie rodzina, która zainteresuje się własnym losem? Oczywiście że nie można. Nie da się. A Anne B. Ragde pięknie to opisała. Surowo. Bezwarunkowo. Bo ludzie to nie świnie, nie da się zamknąć w jednym chlewie i kazać im ze sobą koegzystować w miarę spokojnie i bez większych ofiar.
------------
Raki pustelniki, kontynuacja Ziemi kłamstw jest zdecydowanie mocniejsza emocjonalnie, a jej zakończenie jest tak wstrząsające, tak budzące zgrozę, że za część ostatnią, Na pastwiska zielone, chwyciłam od razu, nie zwracając uwagi na fakt, że godzina późna, a rano, bez zmian, trzeba za pomocą usłużnego budzika, wstać do pracy.. Myli się jednak ten, kto osądzając po pięknych okładkach tej serii uzna, że historia w niej zawarta może być równie piękna. Nie jest piękna. To w zasadzie współczesna baśń Braci Grimm, bez szczęśliwego zakończenia co prawda, ale wychodząc z jednego punktu zatacza pełne koło i wraca do niego w niemalże niezmienionej scenerii, ponosząc jedynie konieczne dla historii ofiary.
Tytuł Raki pustelniki pozornie nawiązując do figurek jakie kolekcjonuje Erlend (figurek wykonanych z kryształów Svarovskiego, na które zresztą wydaje niefrasobliwie ogromne kwoty) tak naprawdę wiernie odwzorowują życie rodziny Neshov. Każdy podąża swoją ścieżką, która jest za wąska, by pomieścić na niej pozostałe osoby. Są samotni, prowadzą pustelnicze życia, nie potrafią się ze sobą komunikować, ani okazywać ciepła czy serdeczności. Trudno zresztą, żeby to potrafili. W domu nie zaznali normalnego ciepła rodzinnego, matka od dziecka uczyła ich pogardy do ich ojca, miłością darzył ich jedynie dziadek Tallak, który jak to okazało się na końcu Ziemi kłamstw, był tak naprawdę ojcem chłopców, a mężczyzna, którego traktowali jak ojca, był w rzeczywistości ich najstarszym bratem. I z całej tej rodziny najbardziej pokrzywdzonym przez nich wszystkich.
Po pogrzebie Anny, matki trzech braci (Margida, Tora i Erlenda) wszyscy wracają do swoich domów. Torunn do Oslo, do swojej kliniki i swoich spraw, Erlend z Krumme do Kopenhagi, szczęśliwi że nie muszą dłużej przebywać w Byneset, a Margido do Trondheim, do swojego zakładu pogrzebowego. Tor wraz z ojcem, a właściwie swoim najstarszym bratem, zostają na gospodarstwie sami. Wydaje się, że teraz, gdy Tor jest uwolniony od toksycznej relacji z matką, oraz otrzymał zgodę braci na dziedziczenie gospodarstwa i ich zrzeczenie się ze swoich części, będzie mógł rozpocząć w miarę normalne życie. Wypadek z siekierą przekreśla te możliwości. Uszkodzona noga wymaga opatrunku i unieruchomienia, a Tor musi poddać się okresowi rekonwalescencji. I tu zaskakuje odpowiedzialnością Torunn, która po prostu decyduje się na przyjazd do Byneset i opieką nad ojcem i dziadkiem. Przejmuje obowiązki w chlewie, zajmuje się domem i wysłuchiwaniem narzekań Tora. A ten niestety jest bardzo uciążliwy. Nie może pogodzić się z własną bezużytecznością w gospodarstwie, nie potrafi porozmawiać z Torunn o swoich uczuciach, a gdy w końcu stawia córkę pod ścianą i każe jej decydować natychmiast o tym czy przejmie gospodarstwo, Torunn nie potrafi mu jednoznacznie odpowiedzieć. Odtąd ta rozmowa będzie najgorszym wspomnieniem w życiu Torunn, ponieważ to po niej Tor postanowił odebrać sobie życie.
To dlatego tak szybko musiałam sięgnąć po Na pastwiska zielone. jeszcze miałam nadzieję, jeszcze się łudziłam, że może Tora uratowano, że Torunn wróciła wcześniej, że zajrzała do chlewu.. Niestety ostatnia część trylogii szybko rozwiewa te złudzenia. A zatem Torunn zostaje z tym pytaniem - "co dalej z gospodarstwem?" i z ogromnym poczuciem winy, że to ona była bezpośrednią przyczyną śmierci ojca. Pozostali bracia, zajęci własnym życiem i planami (Erlend z Krumme oczekujący swoich dzieci, Margido rozwijający swój zakład) przerzucają tak naprawdę odpowiedzialność za Byneset i za ojca, na barki Torunn, nie udzielając jej wsparcia innego oprócz materialnego. Ale też planując własne sprawy z przebudową czy eksploracją gospodarstwa. Jak długo można wytrzymać coś takiego?..
Jest to chyba jedna z najbardziej życiowych książek (piszę książek bo mam poczucie jednej całości, choć rozbitej na trzy tomy) jakie ostatnio czytałam. Można by ją określić jako sagę o goryczy. Bo jest w tej powieści jej bardzo wiele. Mówi o rozpadzie, którego nie dało się uniknąć, gdy podstawą utworzenia rodziny jest kłamstwo. I bardzo mi się podoba, że jedyną osobą, która potrafiła sobie ułożyć życie, która żyje w szczęśliwym związku, która postanawia powiększyć rodzinę, jest Erlend, homoseksualista, do niedawna ogromna hańba rodziny. A paradoksalnie on jedyny z całej rodziny Neshov jest naprawdę szczęśliwym, kochającym i kochanym człowiekiem. Przesłanie bardzo wyraźne.
Raki pustelniki, Anne B. Ragde, smak słowa, Sopot 2011
Na pastwiska zielone, Anne B. Ragde, smak słowa, Sopot 2012
Czytaj więcej
------------
Raki pustelniki, kontynuacja Ziemi kłamstw jest zdecydowanie mocniejsza emocjonalnie, a jej zakończenie jest tak wstrząsające, tak budzące zgrozę, że za część ostatnią, Na pastwiska zielone, chwyciłam od razu, nie zwracając uwagi na fakt, że godzina późna, a rano, bez zmian, trzeba za pomocą usłużnego budzika, wstać do pracy.. Myli się jednak ten, kto osądzając po pięknych okładkach tej serii uzna, że historia w niej zawarta może być równie piękna. Nie jest piękna. To w zasadzie współczesna baśń Braci Grimm, bez szczęśliwego zakończenia co prawda, ale wychodząc z jednego punktu zatacza pełne koło i wraca do niego w niemalże niezmienionej scenerii, ponosząc jedynie konieczne dla historii ofiary.
Tytuł Raki pustelniki pozornie nawiązując do figurek jakie kolekcjonuje Erlend (figurek wykonanych z kryształów Svarovskiego, na które zresztą wydaje niefrasobliwie ogromne kwoty) tak naprawdę wiernie odwzorowują życie rodziny Neshov. Każdy podąża swoją ścieżką, która jest za wąska, by pomieścić na niej pozostałe osoby. Są samotni, prowadzą pustelnicze życia, nie potrafią się ze sobą komunikować, ani okazywać ciepła czy serdeczności. Trudno zresztą, żeby to potrafili. W domu nie zaznali normalnego ciepła rodzinnego, matka od dziecka uczyła ich pogardy do ich ojca, miłością darzył ich jedynie dziadek Tallak, który jak to okazało się na końcu Ziemi kłamstw, był tak naprawdę ojcem chłopców, a mężczyzna, którego traktowali jak ojca, był w rzeczywistości ich najstarszym bratem. I z całej tej rodziny najbardziej pokrzywdzonym przez nich wszystkich.
Po pogrzebie Anny, matki trzech braci (Margida, Tora i Erlenda) wszyscy wracają do swoich domów. Torunn do Oslo, do swojej kliniki i swoich spraw, Erlend z Krumme do Kopenhagi, szczęśliwi że nie muszą dłużej przebywać w Byneset, a Margido do Trondheim, do swojego zakładu pogrzebowego. Tor wraz z ojcem, a właściwie swoim najstarszym bratem, zostają na gospodarstwie sami. Wydaje się, że teraz, gdy Tor jest uwolniony od toksycznej relacji z matką, oraz otrzymał zgodę braci na dziedziczenie gospodarstwa i ich zrzeczenie się ze swoich części, będzie mógł rozpocząć w miarę normalne życie. Wypadek z siekierą przekreśla te możliwości. Uszkodzona noga wymaga opatrunku i unieruchomienia, a Tor musi poddać się okresowi rekonwalescencji. I tu zaskakuje odpowiedzialnością Torunn, która po prostu decyduje się na przyjazd do Byneset i opieką nad ojcem i dziadkiem. Przejmuje obowiązki w chlewie, zajmuje się domem i wysłuchiwaniem narzekań Tora. A ten niestety jest bardzo uciążliwy. Nie może pogodzić się z własną bezużytecznością w gospodarstwie, nie potrafi porozmawiać z Torunn o swoich uczuciach, a gdy w końcu stawia córkę pod ścianą i każe jej decydować natychmiast o tym czy przejmie gospodarstwo, Torunn nie potrafi mu jednoznacznie odpowiedzieć. Odtąd ta rozmowa będzie najgorszym wspomnieniem w życiu Torunn, ponieważ to po niej Tor postanowił odebrać sobie życie.
To dlatego tak szybko musiałam sięgnąć po Na pastwiska zielone. jeszcze miałam nadzieję, jeszcze się łudziłam, że może Tora uratowano, że Torunn wróciła wcześniej, że zajrzała do chlewu.. Niestety ostatnia część trylogii szybko rozwiewa te złudzenia. A zatem Torunn zostaje z tym pytaniem - "co dalej z gospodarstwem?" i z ogromnym poczuciem winy, że to ona była bezpośrednią przyczyną śmierci ojca. Pozostali bracia, zajęci własnym życiem i planami (Erlend z Krumme oczekujący swoich dzieci, Margido rozwijający swój zakład) przerzucają tak naprawdę odpowiedzialność za Byneset i za ojca, na barki Torunn, nie udzielając jej wsparcia innego oprócz materialnego. Ale też planując własne sprawy z przebudową czy eksploracją gospodarstwa. Jak długo można wytrzymać coś takiego?..
Jest to chyba jedna z najbardziej życiowych książek (piszę książek bo mam poczucie jednej całości, choć rozbitej na trzy tomy) jakie ostatnio czytałam. Można by ją określić jako sagę o goryczy. Bo jest w tej powieści jej bardzo wiele. Mówi o rozpadzie, którego nie dało się uniknąć, gdy podstawą utworzenia rodziny jest kłamstwo. I bardzo mi się podoba, że jedyną osobą, która potrafiła sobie ułożyć życie, która żyje w szczęśliwym związku, która postanawia powiększyć rodzinę, jest Erlend, homoseksualista, do niedawna ogromna hańba rodziny. A paradoksalnie on jedyny z całej rodziny Neshov jest naprawdę szczęśliwym, kochającym i kochanym człowiekiem. Przesłanie bardzo wyraźne.
Raki pustelniki, Anne B. Ragde, smak słowa, Sopot 2011
Na pastwiska zielone, Anne B. Ragde, smak słowa, Sopot 2012



