niedziela, 8 czerwca 2014

Spokojnie o cierpieniu. "Włoskie szpilki" Magdaleny Tulli

  I tak oto usiadłyśmy we trzy do lektury. Literaturoznawczyni pomrukiwała z zadowoleniem nad bogatymi zdaniami, ciekawymi sformułowaniami, przeskokami w narracji. Psycholog słuchała uważnie, nie parafrazowała, nie zadawała pytań pomocniczych. Może jedynie czasami wzdychała w duszy, ileż tu jest nieprzepracowanych traum. A ja wzruszona, trochę ze ściśniętym gardłem, myślałam o tym, jak bardzo chciałabym przytulić tamtą dziesięcioletnią, a potem już dorosłą, spisującą tę historię, Magdalenę Tulli. I o tym, jak niewiele to w ogóle by dało. I jednocześnie zaskoczona takim ciekawym stylistycznie i jednocześnie terapeutycznym powrotem do samej siebie, dziesięcioletniej, niekochanej, samotnej, której wersja dorosła dodaje skromną, ale bezcenną, otuchę ciepłym talerzem zwykłej zupy. Ileż w tym pięknej symboliki, a także kompletnej bezradności. Historia musi się potoczyć, tak jak się już potoczyła. Można, co najwyżej, spokojnie opisać to wielopokoleniowe cierpienie.

  Trudno nazwać tę pozycję do końca powieścią, sformułowanie, że to zbiór opowiadań również nie do końca jest adekwatne, bowiem jest tu pewna ciągłość historii, tylko narracja swobodnie przeskakuje między okresami, wydarzeniami, dowolnie żongluje czasem i bohaterami. Głównym bohaterem Włoskich szpilek jest rodzina, mocno pokiereszowana historią. Rodzina dziwna, trudna, polsko - włoska, rodzina pełna tajemnic, przemilczanych spraw, rodzina nieco sztuczna. Oglądamy ją oczami narratorki, która jest jedynym dzieckiem w tej dziwnej konfiguracji quasi rodzinnej. Dzieckiem chcianym, z tego prostego powodu, że dzieci wypada mieć, by być normalnym, nie zawracać na siebie uwagi i spokojnie dryfować dalej w powojennej rzeczywistości, pełnej przekłamań. Dzieckiem oddanym w okresie niemowlęctwa, bo za dużo krzyczało. Dzieckiem odtrącanym, bo ma tylko spełniać swoją rolę, nie przeszkadzać, nie przekraczać norm, ani granic, jakie się dziecku wyznaczyło. W końcu dzieckiem na tyle zahukanym w tym wszystkim, że nie potrafiącym w pełni funkcjonować w szkolnej rzeczywistości, dodającej swojej porcji okrucieństw i złośliwości, jakie tylko dzieci potrafią wyrządzać innym dzieciom, bo te są inne. Gdy do tego dodać koszmar matki, której udało się przeżyć obóz koncentracyjny, przeszłość przodków ojca i trudności w okresie PRLu, to można tylko sobie wyobrazić czerń tej chmury, która często pojawia się w jej życiu. A to życie to pewna umowność, nie ma jakiegoś ważnego początku, jednak to same dalsze ciągi bez żadnego początku, stare, zasupłane wątki wleczone nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokąd. Początek jest tam, gdzie tkwi chorągiewka, chyba że wyjmie ją ktoś i przeniesie gdzieś indziej. * Tak samo jak umowne jest miejsce wydarzeń i to, co spaja rodzinę dziewczynki. Umowne jest też życie w powojennej Polsce. Jedynie nieumowny jest niechciany spadek, jaki spadł na barki dziecka, bo jego ciężar odczuwa do dziś dorosła już bohaterka.


  Jest tu dużo symboli, jak przedmioty, które pełnią funkcję wytrychów (włoskie szpilki, włoski magazyn dla dzieci, stale gubiony klucz do mieszkania) do innego świata, gdzie obowiązują inne reguły. Dziewczynka rozdwojona zarówno językowo, jak i krajami, ma możliwość konfrontacji tego, co się dzieje w Polsce, jak również tego, co się dzieje we Włoszech, gdzie spędza co roku wakacje. Widzi zatem szarość i zakłamanie, w kontraście z kolorami i dobrobytem. Może zaobserwować zmianę reguł życia codziennego, zasad postępowania. Nie wie jednak co jest w tym przypadku lepsze, czy gorsze, może tylko odczuwać, co daje jej życie w tych dwóch różnych światach. Jest na tyle mała, że nie do końca rozumie polowania na "farbowane lisy" (wydarzenia z Marca 1968), ale na tyle duża, by rozumieć, że nie wolno palić ludzi. Nie wolno? Matka odpowie z całą stanowczością, że nie można, tylko jej zaciśnięte usta będą znaczącą wskazówką.

 Jest tutaj również dryfowanie w przeszłość, cofanie się, odbywanie się jej na przekór fizyce, od końca wstecz, by ożywić dawnych zmarłych, wrócić do obozu. To choroba matki, choroba Alzheimera wywołuje tę podróż do początku. Wracają zadawnione konflikty rodzinne, zatajone historie obozowe, przemilczane sprawy. Wydaje się, że wojna nigdy się nie skończyła, że nadal trwa.. Wojna, jeśli już się zacznie, nie ma końca. W każdym razie nie dla każdego. Generałowie podpiszą akt kapitulacji, w niebo wystrzelą kolorowe fajerwerki, szeregowcy upiją się ze szczęścia, że ocaleli. I do cywila. A dla cywili dalej trwa cicha, niewidoczna wojna. Wykrwawiają się w niej samotnie dzień po dniu, noc po nocy, rok po roku. Do końca swoich dni, a niektórzy znacznie dłużej. Wojna, jak masa upadłościowa, przechodzi na własność potomnych **. Czy jednak ta wojna, nadal tkwiąca w umyśle matki, pustosząca jej psychikę, tłumaczy zaniedbywanie dziecka? Zostawiam to pytanie bez odpowiedzi, bo trudno mi orzec, czy jakaś byłaby prawidłowa.

  W zasadzie odczuwam kompletną niemoc, bo chciałabym napisać więcej i nie wiem czy słusznie zrobiłabym pisząc aż tyle. Włoskie szpilki są pełne różnorodnych historii, które można by opowiadać w nieskończoność. Bolesna jest spokojna narracja autorki, która mówi wprost, że nawet do cierpienia można się przyzwyczaić. Poza tym, takie drobne przykrości, to żadne przykrości. A jednak terapeutyczna potrzeba, by choć trochę pocieszyć samą siebie z okresu dzieciństwa ujawnia się w ważnym fragmencie. Cóż z tego, gdy zostaje jednak zepchnięta, przez codzienne potrzeby własnej już rodziny, zajęcia, obowiązki, już nie ma czasu, by przepracować nieszczęsne dzieciństwo. Psycholog jedynie zmarkotniała nad zmarnowaną szansą.

  Włoskie szpilki nie przerażają rozmiarem. Na zaledwie 143 stronach Magdalena Tulli zamieściła jednak ogromny ładunek emocjonalny, na dodatek, podany na pięknym literackim półmisku. Płakać, czy zachwycać się? Oto jest pytanie. Na pewno jednak czytać, koniecznie czytać Magdalenę Tulli.

Włoskie szpilki, Magdalena Tulli, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2012
* str. 22-23
** str. 64

17 komentarzy:

  1. Czytałam jakiś czas temu. Nie wszystko z niej pamiętam, ale wiem na pewno, że to była świetna, mądra, głęboka proza. Byłam też na spotkaniu autorskim z Tulli, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To taka ciepła, urocza, mądra osoba, która o swojej twórczości opowiadała z taką prostotą, taką szczerością... Potem kupiłam którąś jej książkę, chyba "Skazę", bo stwierdziłam, że chcę więcej, ale na razie czeka na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że zostało tak dużo z pozytywnych wrażeń :) Mnie interesuje ta książka, którą wydała pod pseudonimem Marek Nocny pt. "Kontroler snów".
      Na spotkanie chętnie bym się wybrała, jeśli będzie okazja to na pewno pójdę. Cieszę się, że dostała sporo nagród za "Włoskie szpilki", że jej proza nie przeszła bez echa.

      Usuń
  2. Aż się musiałam zalogować do mojego umartego bloga żeby napisać komentarz. Przeczytałam parę postów i zatęskniłam do siebie samej piszącej bloga. Nigdy nie pisałam o książkach tak dobrze jak Ty więc łatwiej było mi pisanie (i tak rzadkie o książkach) zarzucić. No ale nie o tym. Zachwyciła mnie moja recenzja i zachwycił mnie język Tulli we Włoskich szpilkach. Przychodzi mi na myśl słowa skondensowany. Ta proza jest gęsta jak gąszcz i wciąga jak bagno. Jednocześnie pieści pięknem słowa. Czytając podobnie jak Ty myślałam o tym ile krzywdy wyrządzono tej dziewczynce, ile ma w sobie nieprzepracowanych traum, ile zostało tego w ciele. Aż dreszcz przechodzi człowieka. Do tego niesie chcąc nie chcąc obozową traumę matki. Takie doświadczenie nie może przecież przejść bez echa, bez konsekwencji nawet dla następnych i jeszcze następnych pokoleń
    Cieszę się, że tu trafiłam na dłużej i idę buszować dalej.
    Pozdrawiam serdecznie Papryczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniam to zalogowanie się! :-) i reanimację bloga, bo przy okazji sobie zajrzałam, choć jeszcze nie miałam czasu tak pobuszować, jak Ty u mnie ;-) Zatęsknij, zatęsknij, może wróć do pisania? Będę kusić :-) Poszukam Twojej recenzji o książce Tulli, jestem jej bardzo ciekawa.
      Masz naprawdę ciekawe skojarzenia odnośnie tego tytułu i przyznaję, coś jest na rzeczy odnośnie tej kondensacji. W tak niewielkiej ilości słów zapisać taki ładunek zarówno emocjonalny, jak i wydarzeń, tak, to trzeba mieć talent! Chęć przytulenia jest u mnie cały czas, aż taka bolesna. Co pomyślę, to jakoś tak robi mi się smutno..
      Też się cieszę z Twoich odwiedzin. Dawno nie przeżyłam tak zmasowanego ataku tylu pięknych komentarzy. Dziękuję! :-)

      Usuń
    2. A ja jestem pod wrażeniem, że odniosłaś się do wszystkich komentarzy, które wczoraj w szale zostawiłam. Kawał roboty hihi. Ja teraz tak rzadko zaglądam na bloga, że aż wstyd. w ogóle rzadko odpalam kompa (znaczy laptopa). Jak coś chce poczytać w necie (czasem też zaprzyjaźnione najbardziej blogi) to zachodzę przez telefon. Od wczoraj siedzę w Twoim blogu bom w pracy na drugiej zmianie mogę sobie na to pozwolić. A że drugą zmianę mam bardzo rzadko (teraz w zastępswie za kolegę) to i sposobności dłuższego siedzenia na kompie mniej. W domu jakoś mnie nie ciągnie. Bloga pisałam jakoś dwa lata dość mocno. Potem coraz mniej, coraz rzadziej aż zamilkłam. Źle mi z tym, ale też zmuszać się nie będę. Niewiele jest recenzji książek i filmów więcej codziennych postów. Ale zapraszam do mnie. Bardzo zapraszam. Niech blogaskowi nie będzie smutno, że taki nie czytany, taki zaniedbany przez panią.
      Acha nie znajdziesz recenzji Tulli nie odważyłam się jej napisać, choć słowa merdały mi się po głowie szaleńczo. Może gdzieś coś wspomniałam kilka zdań w którymś poście zbiorczym albo w rocznym podsumowaniu.

      Usuń
    3. Ogólnie staram się odpowiadać na wszystkie komentarze, ale tak entuzjastyczne i szczegółowe jak Twoje to coś dla mnie zupełnie nowego. Bardzo miłego zresztą :-)
      Zmuszać się do pisania nie ma sensu, to fakt, ale może jeszcze kiedyś najdzie Cię ochota by pisać ;-)
      A widzisz, zrozumiałam z Twojego pierwszego komentarza tutaj, że napisałaś już o Tulli ;-) Jeśli gdzieś wspomniałaś to pewnie znajdę. Na razie zachwycałam się muzyką jaką wrzuciłaś u siebie :-)

      Usuń
    4. Cieszę się, że dźwięki Ci podpasowały!

      Usuń
    5. Dzięki Tobie zajrzałam na pierwszejsze posty zamieszczone na blogu i się wzruszyłam samą sobą z roku 2011. Że też ja te drugie zmiany w pracy mam tak rzadko. Na pewno bym zachodziła częściej na różne blogi i odkrywała zapewne nowe. Na pierwszej jak wszyscy się kręcą nie da rady. A w domu nie chcę mi się w ogóle laptopka odpalać. Ech!

      Usuń
    6. A, to może jednak wrócisz do pisania?
      Z niechęcią odpalania laptopa rozumiem Cię doskonale. Ostatnio przez pracę w ogóle nie mam ochoty zasiadać do komputera. Wczoraj, gdyby nie konkurs (walczę o"Dożywocie" Marty Kisiel), w ogóle bym nie odpaliła komputera.
      Życzę Ci w takim razie więcej drugich zmian! :)

      Usuń
  3. Ja z kolei zaglądam już po raz kolejny i nie wiem, co napisać, a chcę napisać choćby to, że zaglądam. Nie znam książki, autorki, współczesnej literatury. Czyli nic konstruktywnego, ale jestem. I tylko ci jeszcze napiszę, że wypożyczyłam Wielbłąda na stepie z biblioteki :) Nie podejrzewałam Krzysztonia o tak poetycki język.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę, że zaglądasz. I że nie tylko raz :-) Autorkę zawsze możesz kiedyś po prostu poznać, o ile będziesz miała na to ochotę :)
      I jak mnie ucieszyłaś! :-) Zawsze, ale to zawsze się będę cieszyć tym, że Krzysztoń jest jednak czytany, wypożyczany ;-) A język ma bardzo poetycki, "Wielbłąd.." jest w tym względzie szczególny, choć i "Obłęd" obfituje w poezję :-)

      Usuń
  4. Z tego co piszesz wynika, iż autorka opisała międzypokoleniowy przekaz traumy (sytuację gdy emocjonalny wpływ urazów wojennych trwa w kolejnym pokoleniu i zbiera swoje żniwo, pomimo iż dawno się skończyła).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj dosyć ciekawie też na podstawie książki Agnieszki Tulli zostało to opisane http://joannachmarzynska.com/artykuly/8-artykuly/17-bylo-nie-minelo-miedzypokoleniowy-przekaz-traum

      Usuń
    2. Tak, dokładnie, jest to przykład międzypokoleniowej traumy; to jest właśnie ten nieszczęsny spadek jaki otrzymała autorka i zarazem bohaterka "Włoskich szpilek".

      Dzięki za artykuł, właśnie się zaczytuję! :)

      Usuń
  5. Nie myślałam o tym, by te książkę czytać, gdy ją widziałam, ale Ty potrafisz tak zachęcić, ze będę pytac w bibliotece o nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie ma milszego komentarza od takiego właśnie :-*

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.