sobota, 23 marca 2013

W Bohini u schyłku pewnego gorącego sierpnia..

Wracam z takim mozołem przez wydmy minionego czasu, przez trzęsawiska dni i puszcze godzin do mojej babki, Heleny Konwickiej, której ja nigdy nie widziałem i nikt z tych, co znałem, nie spotkał jej nigdy, nie spojrzał jej w oczy, nie dotknął ręki, nie obdarzył przyjaznym słowem. A może ścigam ją przez obszary przeczuć, przez jeziora tęsknot, przez gęste mgły niepewności. Dlaczego teraz, kiedy przeżyłem moich bliskich, kiedy jestem najstarszy i kiedy nie mogę doczekać się mojej godziny, mojego terminu, dlaczego ścigam cień, widmo, marę młodej kobiety biegnącej przez banalną sierpniową łąkę ku banalnemu białemu dworowi, przy którym trzyma wartę modrzew zamieniający się powoli w złotą pochodnię.*

Śladami własnej babki, trochę po omacku, trochę na wpół sennie, trochę wodzony bogactwem wyobraźni, Tadeusz Konwicki przenosi siebie i czytelnika do odległej przeszłości, ledwie dwanaście lat po powstaniu styczniowym, gdy jego echa nadal pobrzmiewają w ludzkich sercach; do Bohini, małego, białego dworku na Wileńszczyźnie, gdzie można jeszcze zaznać odrobiny staropolszczyzny. Gościnności i zwyczajów, podporządkowania ciągle prawom natury, która gdy zaczyna powoli zmierzchać, prowadzi mieszkańców dworu do spokojnego snu. A może jednak niekoniecznie spokojnego? Nie, ten sen nie jest spokojny. Bywa, że przerywają go szlochy złamanego serca pana Michała, ojca Heleny, który ciągle płacze po stracie żony i ojczyzny. Bywa, że dwór jest niepokojony przez Korsakowa, zruszczonego Polaka, obecnego właściciela byłego dworu Konwickich, który miotany sprzecznymi uczuciami, to pragnie odpuszczenia grzechów, to zemsty za wrogość i brak zrozumienia. I w środku nocy uderza do okien, do drzwi, by go wpuszczono. Pojawia się niczym zjawa, zmora nocna i nie odpuszcza, póki starczy mu sił. By kilka dni później udawać, że ot, gorączka go trawiła, nie wie co mówił do końca, za nachodzenie nocne przeprasza, tym tonem nieco butnym, nieco pokornym. Ale to nie on tak naprawdę zakłóci życie dworu, ani hrabia Plater, który próbuje nakłonić pannę Helenę na zostanie hrabiną Plater, ale on, ten dziwny, pojawiający się znikąd Eliasz Szyra. Jego ruda głowa płonęła w słońcu sierpnia niczym emocje jakie ze sobą przywiódł.

I tak pośród piękna lasów i rwącej rzeki, autor prowadzi czytelników przez tę krótką, ale jakże brzemienną w skutkach historię, swoją prahistorię, swój początek, który jednak nie jest sielski i anielski, mimo otaczającej Helenę bujnej i przecudnej przyrody, ale rodzi się z z miłości gwałtownej i niepożądanej, z mezaliansu, z krótkiego westchnienia nad losem osób z innych warstw społecznych, które wtedy, w drugiej połowie wieku dziewiętnastego, było ciągle źle widziane i unieszczęśliwiało tym niejednych kochanków.

Historia niczym z niejednego romansu, który wzbudza tkliwość w sercu i wywołuje łzę w oku, ale też historia bez zbędnego użalania się nad tym, co musiało być i nie mogło nic tego odwrócić. Bo przecież, jak pisze Konwicki, nie mógł ostrzec swej nieznanej babki i nie mógł opowiedzieć tej historii inaczej. Choć to tylko historia, z lekka oniryczna, z lekka niepewna i ospała niczym owocująca jabłoń, powoli zrzucająca z siebie brzemię owoców. A w tym pięknie jeden zgrzyt, jedno ale, które dla humanisty, za jakiego się poczuwam, jest niczym rysa na szkle. Antysemickie powiedzonka, wplatane jak staropolskie przysłowia w dialogi bohaterów, postawa jakiejś wyższości, bo jak to tak Żydek do szlachcianki, jakby ten Żydek, to nie był człowiek z krwi i kości, jakby nie miał praw przyznanych ogółowi człowieczeństwa. Ech, boleśnie panie Konwicki to zabrzmiało, boleśnie. Ale wiem, pewnie tak się mówiło, pewnie niektóre zwroty weszły na stałe w krwiobieg człowieka, który przestał zwracać uwagi na ich znaczenie, a powtarzał mechanicznie, jak pacierz. A może nie? Może faktycznie w to wierzono i ten antysemityzm tylko rósł wraz z kolejnymi pokoleniami? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wiem, że strącałam te ukłucia, jakimi mnie trafiały niektóre zdania, jak natrętne muchy, w niebyt, w nicość, w zapomnienie, bo tak poza tym piękna to opowieść, piękna, choć bolesna ta tęsknota, za czasem utraconym, za miejscem utraconym, gdzie leży zapomniana przez świat i ludzi mogiła ojca Konwickiego. Czytajcie Konwickiego, ma dar jakich mało wśród polskich pisarzy. Pisze sercem, ale i pięknym językiem.


Bohiń, Tadeusz Konwicki, Czytelnik, Warszawa 1987, str. 74
Czytaj więcej

piątek, 22 marca 2013

"Jezioro Bodeńskie" Stanisława Dygata

Tymczasem wybuchła wojna i dostałem się do niewoli. Była to dziwna niewola, zupełnie różna od owej niewoli męskiej, pełnej powagi, gdzie wojenne trudy otrzymują w zagrodzonym drutem kolczastym terenie od nieprzyjaciela pełną satysfakcję za cnoty męstwa, a palmę męczeństwa od rodaków.* Tak rozpoczyna swoją historię narrator Jeziora Badeńskiego i w ten mniej więcej sposób ją zakończy. Powtarzające się nieustannie zdanie o wybuchu wojny i dostaniu się do niewoli po pierwszym, irytującym wrażeniu, zaczyna stawać się jak niema kropla drążąca skałę. To drążenie doprowadza do wniosków zgoła odmiennych niż to sugeruje pierwsza warstwa fabularna powieści.

A w tej wierzchniej warstwie jest opisany obóz internowanych z Polski Anglików, Francuzów i Polaków. Obóz, który przypomina jakieś dziwaczne kolonie dla dorosłych, umiejscowiony w szkole gimnazjalnej w małej miejscowości, o której Dygat pisze "Konstancja", gdzie zniewolenie polega głównie na przetrzymywaniu internowanych w jednym miejscu. Tak poza tym nie mogą jednak narzekać. Są regularnie karmieni, mają względną swobodę osobistą, mogąc rozmawiać ze sobą bez żadnych przeszkód, spotykać się, spacerować, a nawet romansować. Czas płynie tu wolno, pogawędki są mniej lub bardziej burzliwe, chwilami powstają dyskusje o charakterze międzynarodowym, w których przedstawiciele różnych narodów sypią sobie nawzajem docinkami. Są to jednak kulturalne rozmowy, z wzajemnym szacunkiem, przypominające stylem salonowe rozgrywki. Jedyną codzienną rozrywką są posiłki i plotkowanie o sobie nawzajem. Wróg jest tutaj jakąś postacią abstrakcyjną, działania wojenne co najwyżej można sobie wyobrazić. Całe wojenne plugastwo jest odległe i bliższe mitowi niż rzeczywistości.

Kolejną odsłoną powieściowej fikcji są rozmyślania bohatera o jego dotychczasowym, dość leniwym i raczej mało oryginalnym, codziennym życiu. Wspomnienia związane z rodziną i jej francuskimi korzeniami, z rożnymi zdarzeniami z życia codziennego, a wreszcie z dziwnego związku z Ludką, dziewczyną w wielodzietnej rodziny, która trzyma się starych, dawnych zwyczajów. Co jednak jest bardzo pozorne, bowiem w zwyczajach tych jest również ignorowanie niepełnosprawnego dziadka, czy docinanie sobie nawzajem. Jednak rodzina Ludki wyróżnia się tym, że jej członkowie skupiają się wokół wspólnego, rodzinnego stołu i spędzają ze sobą czas, wbrew modzie, która wyciąga ludzi na ulice. Związek z Ludką jest pełen sprzeczności i teatralności we wzajemnych relacjach, brakuje w nim szczerości i zrozumienia. Zakończenie związku, równie teatralne, zamyka ten epizod w życiu naszego bohatera. Ciąg myślowy prowadzi więc coraz częściej do tematu polskości, narodowości, pytania o tę narodowość i zobowiązania wobec kraju. Trwa w tych myślach nieustanna walka z wpojoną tradycją, że Polak, niezależnie od oceny sytuacji, powinien walczyć i bronić swojego kraju, a własnymi przekonaniami, że walka i wojna to ogromne barbarzyństwo. Walka z wpojonym mesjanizmem własnego narodu, a niechęcią do uczestniczenia w nim. I gdy nareszcie pojawia się możliwość ucieczki z obozu, niespodziewanie zwycięża chęć, by z niej skorzystać. Ba, uniesiony na fali zwycięskiej ucieczki i patriotycznych odczuć główny bohater planuje nawet założyć legion polsko - francuski, by uwolnić oba zniewolone przez okupanta kraje. Jednak niewola, do której trafił narrator była o wiele potężniejsza, bo była to niewola własnego, wygodnego umysłu, który mimo wpajanych od lat dziecięcych tradycyjnych postaw narodowych, okazała się silniejsza. Można to podsumować jako nietypowa walka jednostki z przekonaniami ogółu. Jednak chwila, gdy narrator odkrywa, że tak naprawdę nie ma drogi ucieczki innej jak przepłynięcie wpław przez jezioro Bodeńskie i odczuwa ogromną ulgę i usprawiedliwienie dla swojego powrotu do obozu, sprawia, że wszystkie jego przemyślenia tracą impet i nośność, jako zwykłe przeintelektualizowane gadanie człowieka, skupionego tylko na swoim tu i teraz. Jakkolwiek zgadzam się że wojna i zabijanie to ogromne barbarzyństwo, tak postawa głównego bohatera była mi momentami obrzydliwa.

Dygat pisze niezwykle interesującym językiem, tworząc zdania o ciekawym, nieco przestawnym szyku. Intrygująco i chwilami poetycko, jakby ukazując w ten sposób odrywanie się myśli od codziennej nudy obozu do ciekawszego świata, ot chociażby drogi, przyrody, swobody w spotkaniach z ludźmi. Chwilami pisze bardzo interesująco  że trudno się oderwać, momentami przemyślenia bohatera nużą. Choć nie da się ukryć, że często są celne odnośnie oceny polskiego narodu. Polecam jako lekturę ciekawostkę, jako inne spojrzenie na internowanie, obóz, jeńców wojennych, a także oryginalny sposób pisania.


Jezioro Bodeńskie, Stanisław Dygat, Świat Książki, Warszawa 2008
* str. 5
Czytaj więcej

wtorek, 19 marca 2013

Lekcja z dorastania

Taka niepozorna jest ta książeczka, że w zasadzie pewnie bym ją przeoczyła na półkach rodziców Marcina, skąd ją porwałam z krzykiem do mamy Marcina "pożyczam!", gdyby nie znajoma szata graficzna:


Książki dla młodzieży z tego cyklu dotąd mnie nie zawiodły i na ogół okazywały się całkiem przyjemną lekturą. Niektóre pochłaniałam w zawrotnym tempie (jak Koniec wakacji Janusza Domagalika), niektóre może nieco wolniej smakowałam, ale też wywierały pozytywne wrażenie (jak Romeo, Julia i błąd Szeryfa Ewy Lach), jednak każda przywodziła dość skuteczne wspomnienia własne z dzieciństwa. A ta powieść jeszcze mocniej, ponieważ miejsce akcji, Suwalszczyzna, kanał Augustowski, to w końcu moje rodzinne klimaty, wśród jezior i lasów, gdy każde wakacje to było moczenie się w wodzie, co nigdy, przenigdy nie mogło się znudzić. Do dziś pływanie jest dla mnie jedyną możliwą formą ruchu, która zawsze, ale to zawsze mnie pociąga. Bo tak poza tym to jestem leń patentowany. Ale pływać mogę godzinami.

I nie tylko jeziora i lasy, ale i pływanie właśnie jest motywem przewodnim powieści Zofii Chądzyńskiej. Nadal jednak ta niepozorność jest wyjątkowo w tym przypadku złudna, bowiem podczas lektury zagryzałam paluchy z niepokoju o los głównych bohaterów i naprawdę bałam się zawierzyć serii, że w końcu dla młodzieży, toteż i zakończenie powinno być łagodne. Szczęśliwie - było, ale treść wciągnęła mnie niczym fabuła kina akcji i jej skromne sto czterdzieści stron przeczytałam w mgnieniu oka. Zaskoczona! Bardzo pozytywnie.

Głównym bohaterem jest podobnie jak u Domagalika, chłopiec, niespełna czternastoletni  podobnie mamy okres wakacji, podobnie, poznaje dziewczynę, a właściwie dziewczynkę Helenę. Ale na tym kończą się podobieństwa, bo Marek ma znacznie trudniejszą sytuację, osierocony przez ojca jeszcze gdy był kilkulatkiem, pozostawiony samemu sobie przez matkę, która pogrążyła się w rozpaczy po stracie męża, próbuje radzić sobie najlepiej jak umie. Nauczony głównie szorstkości i nieuprzejmości również w ten sposób traktuje swoje otoczenie. W klasie jednak imponuje jego styl bycia i Marek staje się jej niepisanym hersztem, z nauczycielami wojuje głupimi żartami i wagarami, jednak gdy objawia się jego talent pływacki, wszystko to uchodzi mu na sucho. Nauczyciele przeciągają go za uszy z klasy do klasy, byle tylko pływał nadal i reprezentował szkołę. W końcu to taki talent, taki prestiż.. Jednak gdy przychodzi nowa wychowawczyni, bardzo zasadnicza i surowa w ocenie Marek w końcu otrzymuje bezcenną lekcję od życia, ale również traci szansę na udział w zawodach. Co jest największą przyczyną jego smutku i niepokoju. Jednak chłopiec nie umie uczyć się na swoich błędach, a przynajmniej nie potrafi tego od razu, dopiero gdy poznaje drobniutką Helenkę, dopiero gdy trener podsuwa mu w żartach pewien pomysł, wszystko się zmieni, a to co wymyślą dzieciaki, żeby jednak uratować pozycję pływacką Marka.. No właśnie spowodowało, że się mocno zdenerwowałam i ostatnie strony pochłaniałam bardzo emocjonalnie.

Szybka lekcja dorastania i dojrzałości. Bardzo szybka, dziejąca się w mgnieniu oka, ale tak potężna w swym działaniu, że nie trzeba będzie nawet jej powtarzać. Nauczyła Marka nie tylko większej odpowiedzialności, ale też rozumienia i docenienia czegoś tak ważnego jak przyjaźń. Ta lekcja również stała się dobrą lekcją dla matki Marka, która nareszcie obudziła się z wieloletniego letargu i zaczęła dostrzegać nie tylko syna, ale i swoje błędy. Świetna pozycja dla młodzieży! Absolutnie nie poddająca się sile czasu, aktualna, na dodatek przekazująca ważne wartości bez moralizowania na siłę. Raczej opowiadająca historię chłopca, który popełnia błędy, a ich konsekwencje odbierają mu ważną dla niego rzecz. Ucząca czegoś, czego jak zaobserwowałam, nawet niektórzy dorośli nadal nie rozumieją, że wiele wydarzeń w życiu człowieka, jest konsekwencją jego czynów, a nie jak lubią sobie to wmawiać, pecha, czy złego losu. Warto przypominać takie książki. Nawet gdy korekta nieco kuleje, a język używany przez autorkę nie jest najwyższej próby, to nadal - warto. Polecam!


Życie za życie, Zofia Chądzyńska, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1979

Czytaj więcej

poniedziałek, 18 marca 2013

Erudyta o okupacji

O wojnie i okupacji zostały zapisane przeróżne świadectwa. Najczęściej te pełne jej okrucieństw. Pisane różnym stylem, czasami jako beznamiętne świadectwo, czasami pełne rozpaczy, czasami zupełnie bezsilne. Były już świadectwa dotyczące pola bitwy, okrucieństw holocaustu, a także beznadziei partyzantki ukrywającej się w lasach, podziemia, które choć trochę próbowało się nie poddawać, walczyć pomimo niebezpieczeństw ze strony okupanta. Na tym tle opowieść Jana Parandowskiego początkowo przypomina bajkę. Jest piękna wrześniowa noc. Pod ciężarem jej zapachu świat wydaje się pełen oczekiwań na coś dobrego. Nic, ale to absolutnie nic nie wskazuje na to, że za chwilę rozpęta się szaleństwo. Podróż wozem ze zwykłym rolnikiem prowadzącym konia zdaje się sielanką. Gdy dodać poetycką polszczyznę, jaką opisuje ten moment autor, wydaje się, że tak naprawdę przenosi nas ponownie w świat Hellady i mitu. Że za chwilę rozpocznie bajania o boginkach skradających serca śmiertelnikom, o Dzeusie, który ponownie zdradził Herę. Ale nie. Tym razem to nie mit. Choć tak, wchodzimy w świat utraconej tradycji. Tym razem, naszej własnej.

Wrześniowa noc to ledwie czternaście szkiców, na ledwie ponad stu stronach. Krótkie, dotyczące różnych momentów okupacji, łącznie z jej zakończenie, nie mówiące o brutalności wojny, przynajmniej nie o takiej jaką znamy z innych przekazów. Jest tu groza i niebezpieczeństwo również, choć Parandowski znajdował się w znacznie lepszym położeniu niż inni Polacy, ponieważ był chroniony niczym bezcenne dzieło literatury. Ukrywany, ostrzegany, wspomagany na wszelkie możliwe sposoby, przetrwał wojnę w zasadzie bez szwanku. Ale nie siedział bezczynnie, jedynie próbując się ukrywać. Starał się wspomóc kraj jak potrafił najlepiej - nauczając w miejscach, gdzie jest można było uczyć, ponieważ Niemcy zamykali wszystkie szkoły, które nie nauczały odpowiedniego fachu rzemieślniczego, zamieniając je w swoje urzędy. I notował obserwacje z okupacji. Nocne wizyty Niemców. Przeszukiwanie otrzymywanych zza granicy paczek z żywnością  Nieudana próba ostrzeżenia francuskiego Żyda, jednego, któremu na chwilę udało się wysiąść z wagonu, wiezionego do Treblinki, któremu niemiecka propaganda została tak zaszczepiona, że nie chciał uwierzyć w grożące mu niebezpieczeństwo i odmówił zaoferowanej pomocy. Umierający w polu żołnierz, do którego nikt nie chciał podejść, aż w końcu zawstydziła wszystkich starsza kobieta, za którą dopiero poszło więcej osób, by zabrać umierającego. Opisane krótko, bez zbędnego patosu, po prostu, obrazki z obserwacji. Tak było. Nie nie dodając, nic nie ujmując Parandowski opowiada o tym, co sam przeżył, lub poznał z opowieści innych ludzi.

Sceny, które jakoś szczególnie przemawiały mi do serca to te związane z decyzjami Parandowskiego. O pozostaniu w kraju, mimo wielu ofert pomocy w emigracji ze strony znajomych i przyjaciół. Patrzenie z bólem serca na mapę własnego kraju. Chodzenie po popiołach zniszczonej biblioteki. Jednak nie mi oceniać pewne sceny i aspekty. Nie mi osądzać pewną bezradność z jaką obserwował swój niszczejący świat Parandowski. Ale jakoś ciężko mi przejść obojętnie nad losem dzieci z getta, o których Parandowski wspomina niczym o jakimś egzotycznym okazie, który pojawił się na klatce schodowej jego mieszkania, okazie, który był na tyle egzotyczny, że warto o nim napomknąć.. i resztę przemilczeć. Czy autor próbował pomóc w jakikolwiek sposób tym dzieciom? Nie wiem niestety. Oczywiście, może nie mógł im pomóc. Sam miał w domu dwójkę dzieci, na których uratowaniu na pewno zależało mu najbardziej. Ale pozostaje jakaś zadra w sercu. Choć może Parandowskiego tłumaczyć, że jeszcze nikt nie rozumiał, jeszcze nikt nic nie wiedział, każdy mógł mieć nadzieję..* Być może tak właśnie było..

Jednak piękny język polski jakim pisze Parandowski, piękna czysta, niczym nieskażona polszczyzna, jest czymś czym nie potrafię się do końca nasycić. Niektóre akapity czytałam po kilka razy. Niektóre pachną poezją i lasem. Tęsknię za takim pięknym językiem polskim. Mogłabym czytać po wielokroć. Dlatego polecam, bo walory tej pozycji są oczywiste, a jej długość może zachęcić nawet najbardziej opornych na lekturę tego typu. Polecam z całego serca.


Wrześniowa noc, Jan Parandowski, Iskry, Warszawa 1968
* str. 55
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.