niedziela, 10 marca 2013

Poczta literacka, audycja ósma

  Mój znamienity kolega, Władysław Terlecki, suponuje, że sam kołatałem do jakiejś Poczty Literackiej, a na stare lata - proszę! - dochrapałem się godności pocztmistrza. Oj, pięknie by było i zgodnie z tradycją: terminator w jakimś fachu na koniec zostaje mistrzem... To znaczy, wreszcie fundują mu posadę mistrza. Ale nie u nas! O, nie! U nas mistrz, zanim czegokolwiek się dochrapie, ma nad sobą tylu dyletantów!.. Albowiem dyletantów u nas mrowie, a mistrzów mało. I dlatego prawie, w każdej dziedzinie powodzi nam się.. oj powodzi!
  Nie ma co daleko szukać.. W końcu ja też dochrapałem się posady pocztmistrza wskutek swojego dyletanctwa!.. Mnie się na przykład wydaje, że pocztówka z Krynicy nie powinna iść do Warszawy bite dwa tygodnie, a tak może myśleć tylko dyletant... Albo - że słowo pisane, mówione, każde ludzkie słowo nie powinno być rzucane na wiatr... A tak może myśleć tylko dyletant! Zresztą, czyż potrzebuję dostarczać dowodów swojego dyletantyzmu?

  Wyznam tylko, że do do Poczty Literackiej sam nigdy nie pisałem, przeto domysły mojego znamienitego kolegi są płonne... Słałem listy wprost do redakcji czasopism literackich - no i tak na tym wyszedłem, że przyszło mi pisaniem zarabiać na chleb, co nie jest tak dobrze.. Dobrze to miał Jan z Czarnolasu, tudzież Mikołaj Rey z Nagłowic. Ani linijki nie spłodził dla grosza! Pozazdrościć! Myślę, że zazdrość tę podziela również mój znamienity kolega Władysław Terlecki, gospodarz dzisiejszego programu "Niedzielnych spotkań"..
  Otóż - pro domo sua! Poczta literacka jest właśnie dla tych, co nie dla grosza.. I nie dla sławy, bodaj. A jeno - z potrzeby serca. Więc z duchowego, a nie materialnego przymusu. Ot, co!
  To nie byle jakie, to mocne credo pocztmistrza. Wyrosłe z kroci tych w końcu bezinteresownych listów, które otrzymał. Albowiem lepsza czy gorsza, udana bądź mniej udana, zgrabna czy wręcz nieporadna, jest to w końcu twórczość swobodna i radosna.. A nie żadne tam - dla chleba, panie, dla chleba.. Tak dobrze znane wszystkim literatom we wszelkich szerokościach geograficznych,, Ot, co!
  Koledzy po piórze pomyślą,że trochę się zagalopowałem. A bo ja wiem? A cóż by ze mnie był za pocztmistrz, gdybym nie bronił własnej firmy?

źródło zdjęcia
  Pora podać do publicznej wiadomości, co w tej chwili w firmie słychać. Żale nad korespondencyjną posuchą, którym niedawno pocztmistrz dał upust, zaowocowały koszem listów.. I sędziwy pocztmistrz poczuł się tak, jakby mu wiązankę kwiatów złożono pod spiżowym pomnikiem! Przy okazji pomyślał sobie tak: że w Polsce warto być zapomnianym pisarzem, bo Niezapomnianych zaraz tak oszpecą, jak biednego Prusa na Krakowskim Przedmieściu... Hm, tak. A w tym miłym koszu dużo, dużo wierszy. Ale i kilka tekstów pisanych mową niewiązaną, owoców żmudnego w końcu zajęcia, któremu sam poniekąd się poświęcam. Damy im dzisiaj pierwszeństwo, jako że pocztmistrz, mało że dyletant, wzorem ludzi na stanowisku, lubi uprawiać prywatę. Takie hobby, jakby kto o to pytał, proszę państwa.

Otóż - są to opowiadania, napisane przez trzy panie. Ani jednego mężczyzny! O czym to świadczy , lepiej nie mówić. Potem się dziwią, że kobiety są wszędzie, wieczni chłopcy... A tu trzy utwory prozą, stanowiące piękne świadectwo kobiecej cierpliwości. I tak po kobiecemu związane z przyrodą i życiem. Pomówmy najpierw o dwóch. Jedno jest o grzybach, drugie o kuchni polskiej. Na przystawkę zacznijmy od grzybów, od opowieści leśnej, której autorką jest pani Eleonora Lemańska z Człuchowa.
  Nasza autorka pisze o grzybach z taką cudowną czułością i znajomością rzeczy, jakby pisała o dzieciach, o poczęciu. No bo proszę - zacytujmy:

Ciepło i wilgoć dają początek ich krótkim dniom - ich życiu, które rodzi się tuż pod powierzchnią leśnej gleby, w pobliżu korzeni przyjaznego drzewa. Tam, w ciemności ziemnego ukrycia, tworzy się ich przyszły kształt - biały pąk uśpionego wzrostu. Gdy ciepły dotyk słońca obudzi go z wczesnego snu, rozwija się po kilku dniach w nieruchomy kwiat i wypływa z dna lasu na jasną powierzchnię zielonego dnia, by milcząco rozkwitnąć wśród szelestu drzew. Od rodzaju zaś drzewa, z którego korzeniami wchodzą w zażyły związek mikoryzy, zależy koloryt i typ urody borowików - ich rasa..

Nie pięknie? Czyż nie jest to genesis - z ducha i materii? Opowiadanie nazywa się "Dabrowa". Ciekawe, gdzie jej poszukać? - spyta niejeden grzybiarz w tym kraju. Więc pójdźmy w ślad za autorką:

źródło zdjęcia
Dróżka ta bowiem zaprowadziła mnie w zieloną głąb dąbrowy osłoniętej od strony drogi sosnowym zagajnikiem, na tyle gęstym, że nie zachęcającym wcale do zanurzenia się  w jego kłujący dotyk. Możliwe, że ta nieprzystępność chroniła dąbrowę przed intruzami - trafiłam najwidoczniej do grzybowego ogrodu samego króla lasów! Stałam tam i rozglądałam się opanowana atawistycznym lękiem, jaki ogarnia naw wobec zjawisk na pograniczu rzeczywistości i przywidzenia: cała bowiem przestrzeń lasu, jaką obejmowałam wzrokiem - porośnięta przeważnie dębami, ale urozmaicona obecnością buków,sosen i świerków - roiła się od borowików!...


  Dość, dość! Bo do radia zaczną sypać się telefony - a gdzie to? Gdzie to tak? w którym to nadleśnictwie? Choć do sezonu jeszcze dość daleko.. A zleci nam miesiączek, dwa i tłumy rodaków pomkną w las w pogoni za runem, za każdym grzybkiem, za muchomorem sromotnikowym na czele... Oj, droga pani, u nas nawet pisanie o grzybach niebezpieczne.. Mikologia w powijakach! A już wskazywanie ludziom drogi, zachęta do grzybobrania to kryminał - ze względu na brak borowików i szczególne wzięcie, jakim wśród naszych amatorów cieszy się muchomor sromotnikowy... Rozumiem więc, dlaczego na koniec przezornie informuje pani o ścięciu tej cudownej dąbrowy. W ten sposób rzeczywiście najlepiej podwyższyć statystykę demograficzną.

  Pani Lemańska pisze w liście załączonym do opowiadania o królewskim rodzie grzybów: "Już dawno przestałam traktować je jako wyłącznie potrawę, chociaż zbieranie ich jest pewną namiastką polowania. Z myśliwską pasją łowów łączy je podobieństwo wrażeń - pokrewny odcień owej namiętności tropienia i dopadania zdobyczy, a radość ze spotkania z pięknymi okazami jest często celem samym w sobie!"
  Zgoda. Tylko analogia z polowaniem na zwierzynę w jednym tu szwankuje. Dziś na krwawym polowaniu dubeltowi i sztucerowi niczym nie ryzykują, chyba że przez pomyłkę, jeden drugiego kropnie. A polowanie na grzyby? Ehe, tutaj trup pada gęsto. Z obu stron. Coś o tym wiem. Sam zbieram grzyby. Pani wybaczy.

  Opowiadanie drugie, którego autorką jest pani Maria Krakus z Włocławka, dotyczy kuchni polskiej. Nazywa się "Tatar". Sądząc po tytule miałem prawo mniemać, że podejmuje temat historyczny, coś z dziejów naszego średniowiecza, zwłaszcza gdy na samym wstępie trafiłem na taki opis: "Goście zasiedli przy trzech półmiskach, solidnie obłożonym mięsem. Na jednym różowiała szynkowa kiełbasa, na drugim zimna pieczeń, na trzecim pieczeń rzymska, w domu rodzinnym zwana klopsem..". Otóż to! Właściwe słowo we właściwym miejscu. Dlatego urwijmy na tym klopsie! Bo znów się posypią telefony z prośbą o dokładny adres..solenizantki, która "wniosła następny półmisek, a na jego widok wydobyło się z piersi zebranych westchnienie uwielbienia.. Był to tatar! Ale jak podany - to był ogród, park na półmisku!"
  Dość! Kończ, waśćka, wstydu oszczędź. Dość, powiadam, bo wszystkie telefony w tej sprawie byłyby nie tylko bezprzedmiotowe, ale całkiem nie a'propos. Dlaczego? Ano z tej przyczyny, że cały ten opis gastronomicznych bachanalii jest wstępem do żarliwej filipki przeciwko zabijaniu zwierząt, na rzecz wegetarianizmu, mleka, jarzyn, sera, jaroszostwa. Wypada zauważyć, że podjęcie akurat tak niepopularnego tematu jest świadectwem prawdziwej odwagi cywilnej. A propagować wegetarianizm w tym karju, świecąc na dodatek własnym przykładem? To zafundować sobie cierniową koronę na codzienny użytek. Nie dziwota, że autorka przywołuje Ormuzda i Arymana, potem Biedaczka z Asyżu, świętego Franciszka. Wszystko to darmo. Polak bez schaboszczaka to żaden Polak. I kwita. Nic tu nie wskóramy.

Pozostaje naszej autorki sprawa serdeczna. To co naprawdę i bardzo boli. Pani Maria nie cierpi zabijania zwierząt. Wręcz metafizycznie. "Dlaczego to tak głupio urządzone - powiada - czy nie mogłyby kurczęta rosnąć jak grzyby i zasypiać w określonym czasie?" A w swoim liście pyta mnie wręcz: "Czy zabijał pan własnoręcznie kury, kaczki? Ciekawa byłabym odczuć. Mimo wszystko więcej mam szacunku dla tych, co sami zabijają, a nie jak ja i mnie podobni robią to cudzymi rękami". Pani Mario. Sam nie zabiłem żadnego żywego stworzenia prócz insektów. I ryb. Dziś tego drugiego się wstydzę. Powiem pani, że w młodości cztery lata żyłem wśród Hindusów, w Indiach. Nie radzę oglądać padających z głodu bawolic obok mrących z głodu ludzi. Sam jadam mięso, choć nie muszę. Tyle spowiedzi. A jeśli chciałaby pani zajrzeć do literatury przedmiotu - to proszę przeczytać reportaż Janusza Krasińskiego "Metafizyka uboju", pomieszczony w jego książce pt. "Przerwany rejs Białej Marianny". Proszę mi wierzyć, pisarzom też bywa przykro, aż skóra cierpnie.

  Na koniec słówko od autorki "Suity scytyjskiej", pani Marii Kapuścińskiej z Warszawy, która już raz gościła u nas swoimi wierszami. Pospieszyła nadesłać dwa opowiadania, ponieważ jęczałem, że torba pocztyliona taka chuda. Przeczytałem i odnoszę wrażenie, że wena poetycka lepiej służy pani Marii Kapuścińskiej niż żmudna a niewdzięczna Musa prozaica. Tak to bywa. A za pamięć dziękuję.




Poczta literacka, Jerzy Krzysztoń, Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik", Warszawa 1985, str. 39- 43
Czytaj więcej

sobota, 9 marca 2013

Był czarny, czarny las, a w tym czarnym, czarnym lesie..

Skandowałam ten wierszyk jako mała dziewczynka. Był przerażający i jednocześnie przynosił ze sobą jakiś przyjemny dreszczyk oczekiwania. Że może w tym czarnym, czarnym domu nie będzie wcale czarna, czarna trumna.. Ale finał był zawsze taki sam. Czerń zalewająca wszystko i najbliższa jej w rodowodzie - śmierć.

Gdy ten wierszyk we wspomnieniach Alicji Tabor również przewija się niczym jakieś dziwne ostrzeżenie, odczuwałam podobnie jakiś przerażający, ale i przyjemny dreszcz - oczekiwania, na ciąg dalszy fabuły, na więcej informacji z jej przeszłości, na rozwiązanie zagadki. Apetyt narastał w miarę czytania kolejnych stron i do ostatniej, był ciągle zaostrzony.


Alicja Tabor jest dziennikarką od spraw beznadziejnych. Zajmuje się dzieciobójczyniami, domowymi mordercami, rozmawia z nimi zainteresowana ich wersją wydarzeń. Słucha, nawet gdy sama ocenia rozmówcę surowo. Ma w sobie jakąś niezwykłą siłę przebicia do rozmów z takimi ludźmi, z tego też powodu szybko dostaje przezwisko Alicja Pancernik. I podobne zlecenia. Gdy zatem w Wałbrzychu giną bez śladu małe dzieci, zostaje wysłana przez swoją redakcję w celu przygotowania reportażu w tym temacie. Jednak Alicja nie korzysta z możliwości pobytu w hotelu, jaki jest gotowa jej opłacić redakcja, ponieważ, choć nikt z jej współpracowników o tym nie wie, Alicja ma gdzie zamieszkać w Wałbrzychu. Stoi tam opuszczony od czasu śmierci jej ojca, pusty, pełen wspomnień i duchów, dom, do którego klucz nosiła przy sobie przez cały czas. Choć nie była w Wałbrzychu już od ponad dwudziestu lat.

Prowadząc wywiady z opiekunami zaginionych dzieci - małej Andżeliki, Patryka z elfimi uszami i Kalinki, nieszczęsnego owocu kazirodczej miłości - Alicja mimowolnie przeżywa jeszcze raz własne dzieciństwo. Niezwykłą więź z siostrą, wiecznie nieobecnego ojca, poszukiwacza skarbów i brak śladu po matce, o której nic nie wie i której istnienia nie może w ogóle sobie przypomnieć. Jednak musiała istnieć jakaś matka, jakaś historia z nią związania, tyle, że Alicja nie wie, co mogło się z nią stać. Odkrywając zatem kolejno zagadki zaginięć dzieci, oraz zagadkę własnego dzieciństwa i pochodzenia, Alicja przekracza drugą stronę lustra. Tam kotojady są prawdziwe, zło panoszy się jak panisko, a złowieszcze proroctwa wypływają z ust kociar.  I bluzgi, wieczne, nienapasione bluzgi, które muszą znaleźć ujście.

Narracja zabiera nas ze świata rzeczywistego, w którym przebywamy z dziennikarką, do krainy niby czarów, niby ułudy, jakby uzależnionej od kąta spojrzenia. Rzeczywistość staje się płynną magmą, która łatwo przybiera formę odrealnioną. Gdy jednak jest zwykłą rzeczywistością, odziera nas ze złudzeń. Świat jest pełen głupoty, nienawiści i nietolerancji. Nie ma w nim nic różowego. Matki sprzedają swoje dzieci, krzywdzą swoje dzieci, ludzie nienawidzą wszelkiej odmienności, płoną schroniska dla zwierząt. Rzeczywistość magiczna pozwala przez chwilę się łudzić, że to jakaś nieznana nam zła siła zawładnęła człowiekiem, powołując do życia potwora, bestię. Że tak naprawdę nie ma w człowieku tego dawnego człowieka, że to zło nim rządzi, że nosi w sobie kotojady. Prawda jest jednak taka, że winien jest zawsze tylko człowiek i w poczuciu tej winy z ogromną ulgą szuka innego winowajcy..

Niezwykła powieść. Ni to horror, ni to kryminał, ni to realizm magiczny. Nawet nie chcę próbować ubierać ją w formę gatunkową. Świetnie napisana, ciekawie skonstruowana, prowadzi czytelnika z taką samą ogromną ciekawością, w jaką go wprowadziła od pierwszej strony. Dobra, mocna, polska proza. Poproszę więcej!


Ciemno, prawie noc, Joanna Bator, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012
Czytaj więcej

wtorek, 5 marca 2013

Z drugiej ręki

Joanna Fabicka, przez serię o Rudolfie Gąbczaku, kojarzyła mi się jedynie z uśmiechem. Jednakże fabuła Second hand nie wywołuje uśmiechu, w każdym razie nie w ogólnym ujęciu. Bo jak owszem jest parę scen nieco komicznych, tak ogólny jej wydźwięk jest przerażająco smutny, tchnący beznadzieją powtarzanej w każdym pokoleniu kobiet, niczym mantry, ostatecznej przegranej na loterii życia. Czy taki los spotka również Femi, najmłodsze pokolenie?

Femi to dziwne dziecko. Rośnie jak nie przymierzając drożdże, szybko i na wyrost, przelewa się z miski swojego ciała, wystaje paluchami zza małych skarpetek. Dziwne dziecko i jeszcze to imię, jak skaranie boskie, kto je w ogóle wymyślił? Femi nie wie kim są jej rodzice, otoczona trzema ciotkami - nie ciotkami, które dźwigają bagaż własnych klęsk życiowych, przelewając frustrację na dziewczynkę. Celuje w tym przede wszystkim Celina, która nie oszczędza Femi, nie stosuje dyplomatycznych uników jak Edzia, czy Marlenka, ale wali z grubej rury, że takie dziecko to tylko w szafie zamknąć. Pewnie życie Femi byłoby jeszcze gorsze gdyby nie Jovanka, ukochana przyjaciółka, do której trzeba przez gęsie zasieki się przedostawać, walczyć z kuprami, dziobami i pierzem, ale ta przeprawa zawsze jest warta zachodu. Bo Jovanka pachnie placuszkami, jest przemiła i można jej mówić wszystko co tylko niesie ze sobą nieszczęśliwa mała dusza, wszystkie skrajne emocje, przelewające się jak w przepełnionej butli, która zdaje się, za chwilę uleje się, straci bezcenną zawartość.

Każda z ciotek ma swoje tajemnice i swoje przeżycia. Najmłodsza, Marlenka nieszczęsnego Bodzia, który kocha ją miłością zachłanną, ogromną i niemalże samobójczą. Najstarsza, Edzia, dźwigająca swój ciężar karlicy, którą wszyscy traktują jako podgatunek, istotę, która nie może uważać, że ma te same prawa co inni ludzie, starająca chować się sama w sobie, żeby jeszcze bardziej się zmniejszyć, skurczyć, zniknąć. Żeby już jej nie dostrzegano. I Celina, która młodość przehulała na estradzie, po ucieczce od męża, po której to młodości zostało jedyne dziecko Marii, Marlenka. Maria, siostra Edzi i Celiny, dawno temu zbiegła z kraju, by w Hiszpanii spróbować złamać ten przeklęty krąg nieszczęść. I udaje się jej to spektakularnie, gdy wreszcie podejmuje się powrotu do Polski.

Dziwne dziecko, dziwna książka, dziwne dziwy. Kalejdoskop obrazów i życiorysów. Pięknie napisana, piękne skonstruowana, choć momentami może wywierać wrażenie chaosu, szaleństwa, ale tak, to szaleństwo, o tak, ma metodę. Zgrabnie skonstruowana historia trzech pokoleń kobiet, trzech pokoleń smutku, biedy i niedoli na każdym kroku, chwilami przypominająca realizmem magicznym i sposobem nawarstwiania życiorysów Sto lat samotności Marqueza, jest nie tylko obrazkiem polskiej, podupadłej wsi w okresie zmierzchu PRLu ale również próbą zakończenia tego błędnego koła nieszczęść, które być może, zainauguruje ta mozolna wspinaczka Femi.  Choć smutna, to jednak piękna to opowieść. Trudno się od niej oderwać, trudno odłożyć choć na minutę. Skutkuje przegapieniem przystanku w pociągu, spóźnieniem się na tramwaj i zatraceniem w jej rzeczywistości. Nie muszę chyba dodawać, że gorąco polecam?


Second Hand, Joanna Fabicka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013


Czytaj więcej

poniedziałek, 4 marca 2013

Kolejne oblicze Krzysztonia - "Poczta literacka"

Odkrywanie kolejnych twarzy Krzysztonia jest niesamowitą przygodą. Poznałam chłopca zmuszonego do emigracji wraz z rodziną, ale też zachwyconego kazachskim stepem, a potem zdruzgotanego utratą ręki. Dorosłego mężczyznę pogrążonego w chaosie choroby psychicznej. Autora słuchowisk radiowych ("Sakramencka ulewa" jest jednym z przykładów, a rewelacyjna interpretacja w wykonaniu Mariana Opanii sprawia, że można się zasłuchać). A wreszcie, prowadzącego własną audycję, w niedzielne poranki o godzinie 9:25, którą nazwał Pocztą Literacką. Zadaniem, a właściwie zamiarem Poczty Literackiej było zachęcenie wszystkich pisarzy i poetów amatorów, którzy dotychczas pisali tylko do szuflady bądź dla nielicznego grona najbliższych, by wydobyli na światło dzienne swoje utwory i podzielili się nimi z pocztmistrzem, jak nazwał siebie w pierwszej audycji Krzysztoń. I choć korespondencja miała działać w jedną stronę  to znaczy w kierunku Poczty, a odpowiedzi miały być udzielane tylko na antenie, zainteresowanie ogółu piszących amatorów zaskoczyło i zachwyciło prowadzącego.

Poczta Literacka działała na antenie Radiowej Dwójki w latach 1979 - 1981, a w jej dorobku są dokładnie 44 audycje. Została zamknięta 1 września 1981 roku. Początkowo prowadzona była co dwa tygodnie, by przejść z czasem na tylko jedną, krótką  bo ledwie dziesięciominutową, audycję miesięcznie. Poczta Literacka to wierny zapis każdej z tych audycji, wraz z cytowanymi utworami, nazwiskami wykonawców i omówieniami poszczególnych dzieł w wykonaniu Krzysztonia. Ta świadomość sprawia, że czytanie tych audycji jest jak słuchanie Krzysztonia, słuchanie jego głosu, specyficznego stylu wypowiedzi i akcentowania. Szczególnie, gdy już ten głos jest osłuchany w głowie, gdy zna się ten ciepły, jednocześnie trochę nieśmiały sposób wypowiedzi. Wrażliwy, delikatny, pełen zrozumienia. Pochylający się nad utworami amatorów z troską, by nie zniechęcać do pisania, a jedynie zachęcać całą mocą, by rozpalać tę iskrę Bożą, jak nazywa każdy samorodny talent. Taki objawia się Krzysztoń w tych audycjach, które kończą się na kilka miesięcy przed jego śmiercią.

Poczta Literacka obfitowała głównie w poezję, głównie przesyłaną od osób starszych, które doświadczone przez życie spisywały swoje emocje w zeszytach pełnych wierszy, pamiętnikach i wspomnieniach. Częściej wierszem i rymem, czasami prozą, która jednak nie znajdywała wśród przysyłających swoją twórczość amatorów zbytniego zainteresowania. Ale i takie utwory trafiały do Poczty Literackiej. Z biegiem czasu młodzi twórcy również zaczęli nadsyłać swoje dzieła. Tematyka była różnorodna, od tej najbardziej osobistej po komentowanie historii, która odmieniła i naznaczyła ludzkie losy, do tej teraźniejszej jak wydarzenia z sierpnia 1981, czy śmierć kardynała Wyszyńskiego. Widać było po tej korespondencji, że wiele osób bacznie obserwuje świat w jakim żyje, oraz ludzi z którymi przyszło współtworzyć rzeczywistość.  Obserwuje i odważnie komentuje, co jak sądzę przesądziło o losie Poczty bo Krzysztoń w ogóle tego nie cenzurował. Za co pewnie (to tylko mój domysł) została w końcu zdjęta z anteny.

Marzec to dla mnie miesiąc Krzysztonia. Przede wszystkim ze względu na kolejną rocznicę jego urodzin. Dlatego pozwolę sobie przez kilka niedziel podzielić się z Wami jego audycjami, co już zainaugurowała wczorajsza audycja.. Mam nadzieję, że ten pomysł przypadnie Wam do gustu i zainspiruje Was do sięgnięcia po cały zbiór. Do czego zachęcam z całego serca.


Poczta literacka, Jerzy Krzysztoń, Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik", Warszawa 1985


Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.