sobota, 10 sierpnia 2013

Niczym powrót do przeszłości

Zaczęło się od dziadka. Podejrzewam, że gdyby urodził się kilka dekad później zostałby pisarzem i to naprawdę dobrym pisarzem fantastyki. Miał dar do opowieści. Znajome legendy, przypowieści obrabiał na własny użytek. Historię narodzin małych diablątek pamiętam do dziś, tylko już nie ma miejsca, gdzie owe narodziny miały dojść do skutku. Intencja chyba wtedy przyświecała mu taka, żeby mnie odwieść od wałęsania się po różnych dziwnych miejscach, ale zadziałało na odwrót. I jeszcze ta lektura Mickiewicza. Rozpasana wyobraźnia goniła za Świteziankami, upiorami, za duchami biednych porzuconych dziewczyn. W końcu Adaś fenomenalnym fantastą był i piękne wszystkie mity słowiańskie i legendy przerobił, przy okazji sobie program ustanawiając.
Gdy już wyrosłam z ballad wieszcza, pałeczkę przejął znakomity zastępca - Bolesław Leśmian. Dusiołki, Zmory, Strzygi, Południce, ach ileż tam tego było! prostą drogą dotarłam do tej wielkiej księgi: Kultury ludowej Słowian Moszyńskiego i części o wierzeniach i pamiętam do dziś, trzeba było mnie z czytelni wypraszać, bo zapomniałam o całym świecie. Chyba w żadnej kwestii ludzka wyobraźnia nie była tak twórcza, jak w tej związanej ze śmiercią, życiem po śmierci, a już szczególnie, ze złą śmiercią, która naznaczała duszę na zawsze i zamieniała w jakiś rodzaj upiora. Możliwości było jak się okazuje bez liku, bo nawet samobójstwo mogło zakończyć się rozmaicie w zależności od tego, kto się na swoje cenne życie targnął, na jakim etapie życia i z jakiego powodu. I tak powstały dziwne Zmory, Strzygi, Płanetnice, Dusiołki.  Zawsze, ale to zawsze rodziły się po zmroku i miały związek z siłami zła, nawet jeśli same złe za życia nie były.


Czytając Starą Słaboniową i Spiekładuchy cofnęłam się w czasie. Była ciemna noc, za oknem grzmiały pioruny, dodatkowo wzmacniając atmosferę, a Joanna Łańcucka umiejętnie wciągnęła mnie ponownie w ten świat z piekła duchów, które same stając się niewolnikami złego, zniewalały żyjących swoją siłą. I chociaż patrzę na świat przez szkiełko i oko, co tak gromił nasz wieszcz, to nadal lubię historyjki rodem z lat dziecięcych, w których czai się groza i mrok, i jest taka jedna Słaboniowa, która tego mroku i walki z nim się nie boi. Trochę taki Wędrowycz w spódnicy, popijający miętę zamiast bimbru.

 A zatem jest polska, głucha wieś, gdzieś w zamierzchłych czasach PRL-u. Wieś pełna tego co ze wsią tak niegdyś było bardzo związane - hodowlą zwierząt, uprawą pól, znajomością grzechów sąsiada lepiej od własnych. Swojsko, sielsko, anielsko. O ile nie pojawi się nagle jakiś dziwny stwór, z piekła rodem, który nęka jej biednych mieszkańców. I tak Słaboniowa ma ręce pełne roboty starając się uchronić mieszkańców przed upiorami, przy tym ma w sobie ogromną mądrość życiową i doświadczenie, które umiejętnie wykorzystuje. Wie jak pozbyć się Kikimory, zna sztuczki na Zmorę, niejedno widziała, niejedno wie. Przewija się opowieść o Słaboniowej przez wszystkie pory roku, przez wiele lat, przez zmianę ustrojową i nadejście nowego, gdy ze wsi młodzi coraz częściej uciekają, gdy coraz mniejsze hodowle, gdy wszystko idzie ku przyszłości, przez rozmowy błahe i znaczące, słowami archaicznymi, ale jak widać ciągle zrozumiałymi. Tylko zmory i upiory nie ulegają tej zmianie, od wieków w ten sam sposób pojawiając się w życiu ludzi, ciągle mącąc, ciągle niszcząc. I tak mamy zbiór tych dziwnych opowieści, każda osobno poświęcona innemu rodzajowi opętania, zmagania ze złem, innemu upiorowi, w każdej jednak ważną postacią jest Stara Słaboniowa i jej najbliższe otoczenie, które wszak nie jest tak liczne. Co nie zmienia faktu, że to Anetka, córka krzestna Słaboniowej, ma tych problemów ze złym najwięcej. Uczepił się jej już gdy była małą dziewcznką, obietnicę wymógł, a potem skutecznie starał się wyegzekwować jej spełnienie..
 W pewnym momencie ten ciąg opowiadań może się wydać nieco już schematyczny, bo ciągle coś, bo ciągle jakiś stwór gdzieś, komuś wytrąca z równowagi dotąd spokojne życie, ale ten nostalgiczny nastrój opowieści grozy nie pozwala przerwać czytania do ostatniej strony. Do tego powoli wyłaniająca się przeszłość Słaboniowej, jej historia i jej słabości mają siłę przyciągającą, wciągającą w fabułę. I potem jakoś tak dziwnie się robi pusto, że to już ostatnia historia, że już się skończyło lekturę..

Czekam na następne książki Joanny Łańcuckiej!


Stara Słaboniowa i Spiekładuchy, Joanna Łańcucka, Oficynka, Gdańsk 2013
Czytaj więcej

piątek, 9 sierpnia 2013

"To nie jest zawód dla cyników" Ryszarda Kapuścińskiego

     Temat życia studenckiego coś natarczywie do mnie wraca ostatnimi czasy. Najwyraźniej siła zwana przymusem do nauki znowu wpływa na mnie z każdej strony, czy to ze świadomych źródeł, czy to podyktowana potrzebami podświadomymi.
    Pamiętam jak szalenie ceniłam wykłady prof. Cierpiałkowskiej, które przecież zawierały w sobie cały ogrom wiedzy, realnych scen wziętych z doświadczenia pani profesor (a to była chyba najciekawsza część wykładu). Do dziś pamiętam parę przykładów, jakie przytoczyła wykładowczyni na temat trudów związanych z procesem terapeutycznym, o wybiegach pacjentów (np. tzw. pacjenci klamkowi, czyli po opowiedzeniu całej historii swojego, zdawałoby się poukładanego i bezproblemowego życia, na wyjściu, już trzymając klamkę, rzucają hasłowo prawdziwy problem, jaki ich sprowadził do gabinetu terapeutycznego), o tym jak też trzeba zadbać o siebie w całym procesie i wiele, wiele innych. Siła wykładu nie pozostaje we mnie bez echa. Zapis z wykładu, choć to nie to samo co jego wysłuchanie, może trochę wprowadzić w tę atmosferę, rozbudzić wyobraźnię, która zabierze czytelnika na salę i pozwoli mu wsłuchać się w głos prelegenta. To nie jest zawód dla cyników to właśnie taki zbiór wykładów, warsztatów, ale i wywiadów przeprowadzonych z Kapuścińskim, kolejno w Ameryce Łacińskiej i we Włoszech. Podzielona na dwie części książka, z której część wykładowa nosi tytuł Pięć zmysłów dziennikarza, a część z włoskich spotkań To nie jest zawód dla cyników zawiera w sobie swoiste kompendium wiedzy o wykonywaniu zawodu, czyli dziennikarstwa. Część najciekawsza to zdecydowanie warsztaty o dziennikarstwie, taka próbka przekazania młodym adeptom sztuki dziennikarskiej, swojego doświadczenia, zebranej wiedzy, prób znalezienia jakiegoś zestawu recept, jak być dobrym dziennikarzem, jak najlepiej wykonywać swój zawód, jak rozmawiać z innym, jak nazywa Kapuściński swoich rozmówców, mieszkańców krajów Trzeciego Świata.


 Czym jest współczesne dziennikarstwo? Wydaje się, że w epoce globalnej wioski, życia wirtualnego, zawód dziennikarza stracił rację bytu, bowiem informacje docierają do wszystkich w każdym zakątku świata w błyskawicznym tempie. Wiadomości są przygotowywane przez cały sztab ludzi, w związku z tym trudno znaleźć autora efektu końcowego, trwa ciągłe manipulowanie sposobem myślenia ludzi, bo informacja jest na wagę złota, a więc dotarcie do niej również. Co za tym idzie wszyscy, żeby na pewno dysponować dokładnie tą samą informacją, co konkurencja relacjonują na przykład zdarzenia z jednego miejsca, pilnując siebie nawzajem, podczas gdy ważne rzeczy dzieją się w innym i są przemilczane. Co sprawia, że jakby nie zaistniały.. Dlatego jak podkreśla Kapuściński dziś dziennikarz stając przed wyzwaniami współczesności musi w dwójnasób się starać. Przede wszystkim nie ustawać w kształceniu. Na każde napisane sto stron poświęcić lekturę wielu książek. Musi mieć kontakt z ludźmi, bo tylko dzięki nim pozyska żywe, prawdziwe relacje. Musi mieć w sobie dużo empatii i absolutnie nie wolno mu być cynikiem, bo dziennikarstwo to nie zawód dla cyników.

(..) dziennikarstwo nie może być uprawiane przez cyników. Trzeba jednak odróżnić cynizm od ostrożności, sceptycyzmu, czy realizmu. Te cechy są absolutnie potrzebne, bez nich nie da się wykonywać tego zawodu. Cynizm to cecha nieprzystająca do dziennikarstwa. Cynizm to cecha niegodna człowieka, cecha, która automatycznie wyklucza z dziennikarstwa. Mówimy tu tylko o wielkim dziennikarstwie, bo to jedyne, którym warto się zajmować, a nie o odrażającej jego formie, z którą często mamy do czynienia.*

Oddając tak wiele z własnego doświadczenia, jednocześnie Kapuściński udowadnia ogromną wiedzę o świecie, polityce, literaturze, a nawet odrobinę w psychologii, świadomy konieczności budowania związku z człowiekiem, zawiązywania więzi, niezbędnej do pozyskania zaufania, a co za tym idzie, relacji ze zdarzeń. Bogatej, prawdziwej, tej z pierwszej ręki, dzięki czemu jest ona dużo bardziej wiarygodna, niż ta poznana ze źródła pośredniego. Czyta się to wszystko bardzo przyjemnie i nie da się ukryć, że mogę tę lekturę polecać każdemu, kto chciałby bliżej poznać Kapuścińskiego i jego podejście do zawodu. Parę minusów tej pozycji jednak warto nadmienić. Nie wiem w jakim odstępie czasu odbywały się warsztaty w Buenos Aires, ale pojawia się element powtórzeń. Być może miał to być celowy zabieg, nie wykluczam tego, w końcu chodziło o to, żeby czegoś nauczyć, coś wpoić, ale w pewnym momencie jest poczucie, że można by z tego wyciągnąć pewną esencję i już jej tak bardzo nie rozwadniać o masę przykładów. Dzieciństwo autora przywoływane jest chyba z dwa razy, jak również jego początki pracy reporterskiej. Rozumiem ważność tego tła autobiograficznego, ponieważ kto wie, może gdyby nie ten moment w historii i takie jej zawirowania, Kapuściński zostałby na przykład lekarzem, a nie reporterem, ale powtórzone w tak krótkim tekście powoduje poczucie zapętlenia w lekturze. W drugiej zaś części, relacjonującej spotkanie zainspirowane przez Marię Nadotii z Kapuścińskim i Johnem Bergerem, miałam wrażenie, że obaj panowie boją się porozmawiać, więc zarzucają się nawzajem masą komplementów przez parę stron, co zresztą przerywa im nareszcie autorka spotkania, by zachęcić do rozmowy na temat i jak to sama określiła, przywołać do rzeczywistości.

A co można znaleźć w tej książce o Cesarzu?

Niekiedy decyzje podejmowane przez autora prowadzą go w rejony, o których mu się nawet nie śniło. Na przykład w Cesarzu nie pisałem o życiu o Hajle Sellasje. Jego tam nie ma. Książka pokazuje, jak władza zmienia ludzi, w jaki sposób ulega wynaturzeniu zachowanie człowieka, który wchodzi do polityki. Polegając na własnym instynkcie, zamiast pisać książkę o Hajle Sellasje, skoncentrowałem się na psychologicznych, zakulisowych mechanizmach władzy, na funkcjonowaniu instytucji i ludzi, którzy nimi kierują.**

Wspomnień o Cesarzu jest kilka. Wracanie do tej pozycji jest swoistą mantrą powtarzaną przez autora, co nie znaczy, że nie wymieniał pozostałych swoich książek. Widać jednak, że Cesarz miała dla niego szczególnie znaczenie, chociażby ze względu na związany z nią wieloletni pobyt w Etiopii i fenomen wydawniczy i translatorski tej pozycji. Chwilami zastanawiające było to, że Cesarz jest i nie jest reportażem. Jest prawdziwy, bo Kapuściński spisał prawdziwe relacje, ale jednocześnie skonstruował na własny użytek archaiczne wypowiedzi swoich rozmówców. Jest i nie jest o Hajle Sellasje: jest, bo mówi o stylu jego władzy, nie jest, bo cesarz nie był z gruntu złym człowiekiem, tylko zmieniła go sama władza i jej ogromny wpływ na ludzką psychikę. Pozostaje nadal masa znaków zapytania.

Tak czy inaczej, książka warta czasu jej poświęconego. Szczególnie, że rady dotyczące zawodu dziennikarskiego mają wbrew pozorom dość uniwersalny wymiar. Przekaz można bowiem streścić tak: ucz się, rozwijaj w sobie empatię, ceń drugiego człowieka, nie ustawaj w wysiłkach, by się rozwijać, dojrzewać. W moim odczuciu, zestaw rad wart do podążania za nimi, niezależnie od tego, jaki zawód ktoś wykonuje.


To nie jest zawód dla cyników, Ryszard Kapuściński, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2013
* str. 163
** str. 75
Czytaj więcej

środa, 7 sierpnia 2013

"Cesarz" Ryszarda Kapuścińskiego

   Człowiek studiujący ma masę rzeczy na głowie. Szczególnie, jeśli do studiowania podchodzi na serio, a nie na zasadzie prześliźnięć między egzaminami*. I jak się okazuje, czasami nie zdąży z czymś i skorzysta z pomocy (odwzajemnionej!) innego studenta/tki. A potem zapomni, że dopisek obok - "notatki od X "- to ważna informacja...
  A zatem nie czytałam Cesarza, a moja pamięć nie ma się aż tak źle, jak sądziłam. Co najwyżej sama się zakręciłam, bo zapomniałam o drobnym epizodzie, gdy przed egzaminami okazało się, że czasu jest za mało, nawet gdy się nie sypia przez 24h i nie dam rady przeczytać pełnej listy wymaganych lektur. Padło wtedy zupełnie przypadkiem na Cesarza. A to, że mętnie kojarzyłam, że czytałam wynikało raczej z tego, że dobrze się z tych notatek przygotowałam do egzaminu.

   W każdym razie dziś, po kilku reportażach, po wiedzy jaką człowiek przyswoił przez studencką osmozę i nieprzespane noce, sama lektura Cesarza nie robi takiego wrażenia, jakie zapewne robiła świeżo wydana. Gdy świat dopiero miał szansę poznać kulisy władzy ostatniego cesarza Etiopii Hajle Sellasje I (albo świetnie skomponowaną na ten temat fikcję literacką) i powoli otrząsać się z szoku po lekturze. Bo nawet gdy poznało się wnikliwie mechanizmy działania komunizmu, ciche wyzyskiwanie sił roboczych, epokę donosów na własną rodzinę, to nadal gdy czyta się tego typu relacje człowiek wciąż nie przestaje się dziwić temu, że można pozwalać umierać drugiemu człowiekowi z głodu, podczas gdy samemu opływało się w bogactwa. Już mniejsza o te donosy, etykietę dworską i masę ludzi zatrudnionych tak naprawdę do niczego. Bo czymże jest rola pana od poduszek, czy tego, który ściera psi mocz z generalskich butów? To jest nic wobec tysiąca umierających z powodu suszy, bo plony nie obrodziły, a spekulanci, patrz: najbliższe otoczenie cesarza, wywindowali ceny zboża do granic możliwości biednych rolników.


Książka jest zbiorem rozmów z byłymi pracownikami dworu, pełniącymi różne, najdziwniejsze role, jednakże traktujący te role mniej więcej z  taką czcią i godnością, jakby byli ludźmi odpowiedzialnymi za czyjeś życie, podczas gdy tak naprawdę dbali tylko o cesarski podnóżek, albo otwieranie drzwi sali audiencyjnej. Potęga siły magicznej, jaką prosty lud obdarza ludzi u władzy spowodowała nie tylko ogromny szacunek wobec tej władzy, ale również szacunek dla własnej, bardzo przyziemniej i w zwykłych warunkach niewiele znaczącej roli. Cesarz jest zatem reportażem z ostatnich chwil działania dworu, do momentu gdy doszło do obalenia władzy Hajle Sellasje.

Atutem całej lektury jest język i kompozycja utworu. Dbałość o bezpieczeństwo swoich rozmówców, nawet jeśli pan od poduszek, lub woreczkowy mieliby zostać rozpoznani po samej roli pełnionej w pałacu, powoduje, że większość rozmówców mówi w podobny sposób (z nielicznymi wyjątkami), a całość sprawia wrażenie tak naprawdę jednej wypowiedzi, którą się tylko dzieli na masę innych pseudonimów, co by mocniej zawęzić krąg poszukiwań. Wypowiedź jednej postaci jest kontynuowana przez następną, co potęguje to wrażenie, dodatkowo, ponieważ wszyscy używają tej samej maniery powtarzania pewnych metafor, rozciągania jednego znaczenia w wielość wypowiedzi, rozbuchania słownego w celu uwypuklenia siły i znaczenia tego, co zostało powiedziane, zdaje się, że Kapuściński rozmawia z jednością, jaką jest całość narodu Etiopczyków. Wszyscy oni pod pozorami szacunku dla mądrości i boskości cesarza opowiadają jakim człowiekiem był on naprawdę, jakie miał wyczucie czasu i proporcji czynów, jak dbał o zachowanie pozorów, jak rozumiał niuanse tak absolutnej władzy. A jednocześnie pozwalał by jego ministrowie wprowadzali w życie zabójcze ustawy, powodujące w kraju coraz większą biedę i związaną z nią umieralność.

Powstaje pytanie na ile Kapuściński sporządził wierny reportaż na podstawie tego co usłyszał od swoich rozmówców, a na ile swobodnie skomponował treść bazującą na ich wypowiedziach? Na ile pokazał na tym przykładzie działanie państwa totalitarnego, a na ile rzeczywiście chciał przedstawić Etiopię taką, jaką była za czasów ostatniego cesarza. Podczas lektury nie raz i nie dwa pojawiają się takie wątpliwości, a to jest coś, co uważnego czytelnika prowadzi do poszukiwań. Te póki co nie doprowadziły mnie do jednoznacznej odpowiedzi. Co czyni sprawę jeszcze ciekawszą, ale też rodzi kolejne pytania o samego autora. Wygląda na to, że jest wokół jego postaci sporo niejasności. Ale mówiąc szczerze, to właśnie takie niejasności powodują, że człowiek jest jeszcze bardziej ciekawy i nienasycony wiedzy w temacie. Cesarza polecam bez dwóch zdań. Jako ciekawy twór literacki, nieco gombrowiczowski w stylu, nieco zamydlający oczy, a jednocześnie potwierdzający, że Kapuściński miał literacką smykałkę.


Cesarz, Ryszard Kapuściński, Kolekcja Gazety Wyborczej, Warszawa 2005

* spójrzmy jednak prawdzie w oczy, może i byłam solidną studentką, ale tylko w zakresie zainteresowań własnych - a więc w zakresie l i t e r a t u r y, co oznaczało omijanie szerokim łukiem zajęć z gramatyki (czy to opisowa, czy historyczna) i robienie ładnych min do złej gry na egzaminie.. zaliczanych na najniższych notach, ale przynajmniej przy pierwszym podejściu ;)
Czytaj więcej

wtorek, 6 sierpnia 2013

"Dzwon" Iris Murdoch

Wygląda na to, że czytam Iris Murdoch z niedbałością o chronologię, rzucając się na kolejno dostępne tytuły w antykwariatach. Najpierw poznałam Morze, morze, a więc powieść doświadczonej pisarki, bo z roku 1978, gdy Iris nie tylko była już dojrzałą kobietą, ale i pisarką z niezwykłym dorobkiem. Drugą powieścią jaką poznałam był Czas aniołów. Ona z kolei jest z roku 1966, co biorąc pod uwagę odległość między powieściami powinno było już dawać odczucie znaczącej różnicy w jej odbiorze. I faktycznie, pamiętam, że ta powieść zdecydowanie bardziej do mnie przemówiła. Oczywiście po przeczytaniu Czarnego Księcia zupełnie straciłam głowę dla tej ostatniej, a moment jej wydania, datujący się na rok 1973 potwierdza tylko, jakimi przypadkowymi przeskokami w chronologii powstawania utworów poznawałam powieści Iris Murdoch. Teraz cofnęłam się zupełnie w czasie, docierając do początków pisarstwa autorki, a dokładnie roku 1958. I właśnie zaczynam dostrzegać niezwykłą różnicę pomiędzy dojrzałą Iris z okresu Morza, morza, a Iris z okresu, gdy powstawał Dzwon. I choć nie chodzi tu o jakość, bo ta w każdym przypadku była wysoka, to jednak podejście do wielu tematów, jak chociażby homoseksualizm, czy lekkie traktowanie obowiązków małżeńskich (przypominam: rok 1958) przez kobietę mówi czytelnikowi jedną, niewątpliwą rzecz o autorce - że była młoda i bardzo otwarta na świat i ludzi. Dużo bardziej podejrzewam, niż jej ówczesny czytelnik, który w dzisiejszych czasach pewnie pozwałby ją do sądu za obrazę uczuć religijnych. Podoba mi się Iris w każdym ze swoich okresów w twórczości.

Mój egzemplarz jest skromny stąd pożyczam zdjęcie z sieci. Pochodzi z zarchiwizowanej aukcji Allegro - brak linku bezpośredniego..
Dzwon w Dzwonie pełni szczególną rolę. Pierwotnie jest krążącą w okolicy Gloucestershire legendą o zatonięciu wiekowego dzwonu, na którego bokach były wyrzeźbione sceny z Ewangelii, a któremu nadano imię Gabriel. Po jego zatonięciu, żeński klasztor w Gloucestershire, Imber Abbey, sąsiadujący z upadającą posiadłością Imber Court, nie posiadał dzwonu od dawna. Powstałe na terenie posiadłości świeckie bractwo pragnęło ofiarować klasztorowi nowy dzwon. Ten nowy dzwon jest zatem ważnym tematem rozmów w bractwie i bardzo oczekiwanym przedmiotem. Wraz z dzwonem, który będzie przywoływać wiernych na msze, oczekuje się nie tylko zmiany w otoczeniu, ale też swego rodzaju przypieczętowania istnienia bractwa. Jednak stary dzwon nie da o sobie zapomnieć, choć to nowy stanie się katalizatorem do eskalacji wielu dotąd tłamszonych emocji.

Można by zatem rzec, że powieść Iris Murdoch, oprócz kilku ważnych głównych postaci ma również bohatera milczącego, nieco posępnego, pokrytego szlamem i patyną czasu, ale bardzo ważnego w toku fabuły.
A kim są owe istotne z punktu widzenia fabuły postacie? To na pewno Dora, pojawiająca się już na pierwszym planie, pierwszym już zdaniem z powieści rozbrajająca czytelnika:

Dora Greenfield rzuciła męża, ponieważ się go bała. W sześć miesięcy później postanowiła wrócić do niego z tego samego powodu.*

Murdoch, wszechstronnie utalentowana w kreowaniu złożonych ludzkich charakterów, powiedziała o swojej bohaterce w zasadzie wszystko tym jednym zdaniem. Co absolutnie nie umniejsza przyjemności z obierana tej cebuli warstw w jakie ubrała swoją bohaterkę autorka. Dora jest sumą własnych przeciwieństw, które nieodmiennie powodują oscylowanie uczuć ze skrajności w skrajność. Na zmianę czytelnik ma ochotę dosadnie przemówić jej do rozsądku, by po chwili chcieć wysłuchać jej wersji wydarzeń. Jest odbierana dokładnie tak, jak miotające nią uczucia. Gwałtowne, irytująco, a czasami ze wzruszeniem. Taka Dora, kobieta pełna emocji i prostego podejścia do życia, w którym ważne jest, żeby po prostu było jej dobrze, trafiająca do bractwa, gdzie szanuje się pracę, ciszę i drugiego bliźniego, bardzo szybko może wpaść na jakiś genialny pomysł, którego efekt może zaskoczyć nawet jej najśmielsze wyobrażenia. Jednak trafia tam, bo tam właśnie przebywa jej mąż, od którego odeszła, a teraz właśnie zdecydowała się wrócić. Na miejscu w Imber Court, oprócz złego i rozczarowanego żoną Pawła, poznajemy również Michała Meada. Warto wspomnieć o Michale, bowiem to do niego tak naprawdę czytelnik się przywiązuje i jego losy są mu bliskie sercu. Michał, niedoszły kapłan, zmaga się z własną grzeszną, jak uważa, naturą i próbuje ją jeśli nie zwyciężyć, to chociaż pokonać przez zaniedbanie. Nie może mu się to powieść z dwóch powodów...Pierwszy osiadł niedawno w Imber Court powodując poruszenie swoim stylem bycia i brakiem dbałości o relacje społeczne. Drugi wysiadł z pociągu wraz z Dorą.

W tym całym wciągającym zaczytaniu można się zapomnieć. Właśnie bym to zrobiła i popchnęła fabułę za bardzo do przodu, a przecież nie o to chodzi! Chcę tu przestawić kawałek, niczym scenę w księżycową, jasną noc, dwoje ludzi i dzwon.. Resztę, cóż, resztę musicie przeczytać już sami.

Źródło zdjęcia





Dzwon, Iris Murdoch, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972
* str. 5
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.