Zdjęcia obiecane na dzisiaj niestety ukażą się dopiero jutro, o ile kolega znowu nie zapomni zabrać ze sobą nagranej już i przygotowanej płytki. Tymczasem z braku weny krótki misz - masz lekturowy z ostatnio przeczytanych książek.
W Wietnamie udało mi się przeczytać aż dwie książki. Aż, bo w porównaniu z wyjazdem do RPA to o dwie więcej. Pierwszą, już wspominaną we wcześniejszym wpisie była Lala Jacka Dehnela. Podejrzewam, że nie wyrządzę autorowi krzywdy krótkim opisem związanym z lekturą tej powieści, bo jak się domyślam, na pewno wielu bloggerów dało już upust zachwytowi na jej temat. A jak nie dało to ja krótko, ale na pewno oddam swój zachwyt. Przede wszystkim bliska mi jest cała Lala ze względu na miłość autora do Babci. Miłość, którą rozumiem w całej jej ważności i doniosłości, bowiem sama do mojej Babci i jej opowieści mam ogromną czułość i szacunek. Czytając opowieść tytułowej Lali, jej styl narracyjny, nie raz i nie dwa miałam przed oczami opowieści mojej własnej Babci, która w równie ciekawym stylu opowiada o swojej przeszłości. Niewątpliwie nie tak bujnej i bogatej w intrygujące znajomości jak Babci Jacka Dehnela, ale równie ciekawej i równie barwnie opowiadanej. Historie, które się splątują, krzyżują między sobą, historie jakby wyrwane z chaotycznej pamięci, wyciągnięte z kapelusza po raz kolejny, znane przez rodzinę na pamięć, a mimo to nadal wspominane i opowiadane, choćby nie wiem ile protestować, że tak, to już jest znane. Znacie? To i tak wam opowiem. I w ten sposób powstają kolejne odsłony zdarzeń z przeszłości, kolejne obrazy, wzbogacane o nowe wrażenia, gdy siła wspomnień jest wyjątkowo ogromna, a chwile na dzielenie się z nimi jeszcze bardziej magiczne. Nawet jeśli początkowo odczuwa się wrażenie chaosu to właśnie ten chaos potęguje odczucie naturalności. To jak spotkanie nie z autorem, ale właśnie z jego Babcią, która niczym Bajarka snuje kolejne historie, jak Szeherezada opowiada o o życiu swojej rodziny i swoim własnym. Książka zdecydowanie do wielokrotnego czytania.
Lala, Jacek Dehnel, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006
Drugą powieścią była napisana w tandemie mama - córka, książka Jodi Picoult i Samanthy Van Leer Between The Lines, którą udało mi się przeczytać w oryginale, z czego jestem dumna, a nawet podwójnie dumna, bo tym razem nie dysponowałam żadnym słownikiem. I podejrzewam, że w związku z tym jej lektura po polsku niekoniecznie by mnie tak interesowała, jak właśnie w oryginale. Główną bohaterką tej książki jest piętnastoletnia Delilah, która wychowuje się bez ojca. Jej mama jest ciężko pracującą kobietą, ale też starającą się być najlepszą mamą na świecie. Delilah nie należy do popularnych dziewcząt, jest raczek outsiderką, ma tylko jedną przyjaciółkę, też dziwaczkę no i jej ulubionym zajęciem jest czytanie. Ostatnio zaś szczególnie jest zafascynowana baśnią dla dzieci, której główny bohater, książę Oliver, również nie ma ojca i przez to staje się dla Delilah swego rodzaju bratnią duszą. Trzeba jednak przyznać, że to dodatkowo stawia Delilah na równi z wszelkimi dziwolągami szkolnymi. Kropką nad i było zapisanie się do klubu szachowego. Gdy zaś pewnego dnia Oliver zaczyna przemawiać do dziewczyny, prosto z kart książki, diagnoza o niekoniecznie zdrowej psychice wydaje się czymś oczywistym. Co w efekcie doprowadza Delilah do gabinetu psychiatry, a potem do brawurowej ucieczki, hm.. wycieczki z domu..
Powieść podzielona jest na trzy części. W jednej poznajemy baśń Between The Lines w jej oryginalnym brzmieniu, w drugiej narrację prowadzi Delilah, a w trzeciej.. pałeczkę przejmuje książę Oliver. Jak zatem łatwo się przekonać cała książka to współczesna baśń, której główną bohaterką jest skromna, choć dziwaczna dla swoich rówieśników dziewczyna, jest również książę z bajki, a także obowiązkowy happy end. A jak udało im się połączyć? On, przecież książę z bajki, tyle, że naprawdę z bajki, a ona nastolatka z problemami? Rozwiązanie tej fabularnej zagadki jest całkiem, całkiem sympatyczne, ale nie będę go zdradzać. Książka zdecydowanie dla młodzieży, choć myślę, że sporo dorosłych marzycielek odnajdzie się w niej również.
Between The Lines, Jodi Picoult, Samantha van Leer, Atria/Emily Bestler Books, 2012
Po powrocie z Wietnamu, szukając czegoś pozytywnego, sięgnęłam po Poradnik pozytywnego myślenia. Trochę obawiałam się tych części poświęconych futbolowi, o których czytałam w każdej niemalże recenzji tej książki, ale ku mojemu zaskoczeniu, nie było tego wcale dużo i w sumie, było to na swój sposób interesujące. Powiem więcej - w zasadzie nie ma w tej książce nic nużącego. Przynajmniej w mojej skromnej opinii.
Głównym bohaterem jest Pat, który właśnie opuścił szpital psychiatryczny, zamieszkując ponownie z rodzicami, próbujący doprowadzić ten film, zwany życiem, do szczęśliwego zakończenia, a więc do ponownego zejścia się z jego żoną Nikki. Pat ma w sobie dużo entuzjazmu i pozytywnego myślenia, wierzy, że dzięki temu osiągnie swój upragniony szczęśliwy koniec. Dlatego ostro trenuje, bo Nikki nie była zadowolona z jego nadwagi, nadrabia zaległości w literaturze amerykańskiej, bo Nikki jest nauczycielką, choć jest mocno zdziwiony, że każe się młodzieży czytać tak przygnębiające lektury. Jednak Pat przeżył prawdziwe załamanie psychiczne, jego problemy są trochę bardziej złożone niż on sam sądzi, a pobyt w szpitalu.. cóż, trwał nieco dłużej niż się Patowi zdaje. Z pomocą rodziny i przyjaciół Pat powoli zaczyna wychodzić na prostą, z jednym małym wyjątkiem. Nie chce przyjąć do wiadomości że nie może wrócić do Nikki. I wtedy pojawia się Tiffany, z nieco podobnymi problemami, z podobną sytuacją życiową, która w trochę przewrotny sposób spróbuje pomóc Patowi zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło w jego małżeństwie.
Powieść ma wiele atutów, od lekkości pióra, po ciekawe relacje między bohaterami, ale najważniejszym jest przybliżenie w prosty i przystępny dla każdego czytelnika sposób, problemu związanego ze zdrowiem psychicznym, a w zasadzie z okresowym brakiem tego zdrowia. Z całą związaną z tym chwiejnością, ze skrajnymi emocjami, z przeżyciami, jakie kłębią w środku człowieka, gdy właśnie boryka się z tego typu problemami. Szczerze polecam każdemu, dla kogo ta problematyka jest ciągle czymś z czym trudno się zmierzyć. A także każdemu kto ma ochotę na odrobinę pozytywnego myślenia.
Poradnik pozytywnego myślenia, Matthew Quick, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2013
Poradnik pozytywnego myślenia dostałam ostatnio w prezencie i tak sie zbieram do przeczytania, ale jakoś mi nie idzie. W ogóle jak myślę, ile mam książek na półkach, które czekają, to chciałabym przeczytać wszystkie naraz, a to jest niestety niewykonalne:(
OdpowiedzUsuńPopatrz, jaki zbieg okoliczności, bo też dostałam w prezencie ;) Odczucia też mamy zbieżne odnośnie przeczytania wszystkiego naraz.. :) Ale w sumie, gdyby tak się udało to potem trzeba by było kolekcjonować kolejne książki do przeczytania ;) więc chyba nie ma tego złego. Czasami sobie myślę, że to nawet dobrze, mieć tak szeroki wybór, bo w końcu zachcianki czytelnicze bywają kapryśne :)
UsuńZupełnie mnie Lala nie zachwyciła. Za to całkiem podobał mi się "Poradnik..". Czasem warto zrozumieć, że szczęściem nie jest to, czego od losu oczekujemy :)
OdpowiedzUsuńTo jesteś pierwszą osobą, od której to słyszę :) dotąd spotykałam się z samymi pozytywnymi wrażeniami. Ale wiadomo, co czytelnik to inne gusta :) A "Poradnik.. " jest świetny. Bardzo pozytywny :)
UsuńZ wena tak bywa. Pierwsza i ostatnia by mnie zainteresowały z pewnością.)
OdpowiedzUsuńNo bywa ;) a pierwsza i ostatnia zdecydowanie najciekawsze :)
Usuńmyślę, że masz właśnie dużo weny, skoro machnęłaś od razu trzy notki za jednym zamachem
OdpowiedzUsuńjednak na to, żeby opisać każdą oddzielnie już zabrakło ;) ale spróbuję na to spojrzeć z tak pozytywnej perspektywy jak Twoja :D
UsuńLalę mam na półce, patrzy na mnie jak wyrzut sumienia. Cieszę się na nią ze względu właśnie - na miłość do Babci:)
OdpowiedzUsuńO, to nie pozwól jej dłużej czekać :)
UsuńKiedy tyle tych książek czeka! Czasem porwie Cię taki nurt, że musisz się z niego dopiero wyzwolić...
UsuńOj, to jest naprawdę, naprawdę bardzo mi bliski problem :)
UsuńZdecydowanie jestem w gronie zachwyconych Lalą. Z przeczytanych książek pana Jacka ta zdecydowanie podoba mi się najbardziej, choć i Saturn jest bardzo dobry. Poradnika nie znam- notuję tytuł.
OdpowiedzUsuńZ perspektywy czasu muszę przyznać, że "Lala" jest przyjemniejsza w odbiorze od "Saturna", choć ten z kolei ma w sobie zupełnie inny klimat, więc trudno mi je porównywać, która podoba mi się bardziej. Póki co jestem ogólnie zachwycona prozą Jacka Dehnela, a felietony również mi się podobają (choć nie wszystkie i nie wszystko). A "Poradnik".. To już wiesz, polecam. Sympatyczna lektura z optymistycznym zakończeniem :)
UsuńMając do porównania Lalę i Saturna to Lala mi się lepiej podoba, a Saturn moim skromnym zdaniem jest lepszy :) Ale masz rację, że czasami trudno to porównać, bo książki w zupełnie innym klimacie, zupełnie innej treści. Felietonów jeszcze nie czytałam.
OdpowiedzUsuńJakbyś miała ochotę poznać felietony, ale niekoniecznie kupować książkę ;) to wszystkie są tu:
Usuńhttp://ksiazki.wp.pl/aid,6937,nazwisko,Jacek-Dehnel,autor.html?ticaid=110887
i jeszcze na stronie felietonów Polityki :)