Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Haruki Murakami

Dawno, dawno temu, gdy byłam młoda, piękna..wróć, nie ta bajka. A zatem gdy byłam młoda i trochę bardziej egzaltowana, zaczytywałam się w "Lisie Przecherze" Goethego z lubością i smakiem. Wtedy jeszcze wszelkie wstępy i posłowia mnie nużyły i na ogół szybko przechodziłam do meritum. Tym razem jednak wstęp mnie zainteresował, a szczególnie historia jakoby Goethe miał nazywać swoją epopeję nieświętą biblią świata. Szalenie mi się spodobało to określenie. Zawierało w sobie to magiczne "coś". Gdy przeczytałam książkę Murakamiego, jedyną jego książkę, która po prostu przeleżała na moich półkach ponad trzy lata, otóż, gdy nareszcie ją przeczytałam, pomyślałam o niej trochę w podobny sposób. Trochę taka nieświęta biblia początkującego biegacza. Bo to, co wywołała we mnie ta książka mogę określić jednym zdaniem: dodatkowo zmotywowała do biegania.A może, nie tyle zmotywowała, co potwierdziła, że ten rok, wybór tego momentu na bieganie to był naprawdę dobry moment. I że nie tylko ja tak wybrałam. Miałem wtedy trzydzieści trzy lata. Wciąż byłem młody, choć nie byłem już młodzieńcem. W tym wieku Jezus umarł na krzyżu. W tym wieku Scott Fitzgerald zaczął się staczać. Ten wiek to być może życiowe rozstaje. W tym wieku zacząłem moje życie biegacza i spóźnioną karierę pisarską.* Innymi słowy, nie pozostaje mi nic innego jak jeszcze usiąść i napisać bestseller (w razie wątpliwości, dodam, że pisząc to serwuję jednocześnie uśmiech kota z Cheshire - oczywiście do wszechświata, który, jak będę mocno o tym marzyć na pewno spełni moje marzenie. Czy jak to tam szło..).


O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu nie jest poradnikiem dla biegaczy, nie jest to też do końca pamiętnik, jak sugeruje podtytuł, choć temu ostatniemu jest zdecydowanie najbliższe. Jest to zbiór wspomnień związanych z początkami biegania, pierwszym maratonem, przeplatanych z przygotowaniami do kolejnego, najbliższego w okresie pisania (listopad 2005 rok) maratonu, nowojorskiego. Murakami zaczął biegać w pewnym momencie swojego życia, zmieniając jednocześnie w tym życiu całkiem sporo (zamknął swój bar jazzowy i zaczął pisać) i biegał tak przez dwadzieścia trzy lata. Z podziwem i szacunkiem muszę powiedzieć, że tempo jakie sobie narzucił, czyli codzienny trening, oraz to z jakim uporem do tego podchodził mogą tylko wzbudzać.. ogromną chęć, by też mieć taki silny charakter. Co prawda wytrawny biegacz (a zatem nie ja - jeszcze) znajdzie tu pewnie jakieś mankamenty czy to techniczne (Murakami przyznaje się, że nie robi żadnego rozciągania czy rozgrzewek), czy innych treningowych wpadek, ale dla mnie, bardzo początkującej biegaczki, ta książka dodaje skrzydeł. Wszystkie rady od doświadczonych biegaczy biorę sobie do serca i słucham uważnie. Te spisane w tej książce również. (..) nie odstępuję od kardynalnej zasady treningu: nigdy nie mam więcej niż dwóch dni przerwy w bieganiu. Mięśnie są jak pojętne woły robocze. Jeśli ostrożnie, krok po kroku, zwiększa się obciążenie, uczą się je znosić. (..) Jeśli wszakże wstrzymamy na kilka dni załadunek obciążeń, mięśnie naturalną koleją rzeczy dojdą do wniosku, że nie muszą już tak ciężko pracować, i obniżą sobie wymagania.**Nie bez znaczenia jednak jest to, że to książka napisana przez Harukiego Murakamiego. Mam swoje słabości czytelnicze i Murakami do nich należy od lat. Zawsze najbardziej ceniłam w jego prozie introwertyczność jego bohaterów, skłonność do samotnictwa i upodobanie do muzyki klasycznej. I jak można się spodziewać, są to cechy również samego autora. Bieganie było jego świadomym wyborem właśnie dlatego, że może je uprawiać samotnie. Choć jak każdego biegacza cieszą go spotykani na drodze inni biegacze.

Temat biegania, choć zdecydowanie najważniejszy w tej krótkiej historii o bieganiu, nie jest tu jednak jedynym wątkiem. Oprócz niego Murakami porusza też ten, którym może zainteresować się każdy jego czytelnik, czyli o pisaniu. Ba, nawet w kontekście biegania. Bowiem pisanie, które postronnym wydaje się tak mało wymagającym zawodem jest jednak bardzo trudnym procesem myślowym. Wymaga skupienia, samodyscypliny i tego co najważniejsze w tym wszystkim - talentu. Rzecz jasna, pisze Murakami, są pisarze, którzy wytężoną pracą, ogromną samodyscypliną, potrafią wypracować sobie tak dobry styl pisarski, który nawet ma znamiona talentu. Ale takich ludzi jednak jest zdecydowanie dużo mniej. W każdym razie w przypadku Murakamiego i pisanie i bieganie mają ze sobą ścisły związek. Podejmując decyzję o zawodowym pisaniu Murakami musiał zrezygnować ze swojego dotychczasowego, wymagającego i aktywnego trybu życia, który narzucało prowadzenie baru. Zmiana codziennej aktywności wymusiła decyzję o uprawianiu sportu. Zatem obie aktywności, zarówno pisanie, jak i bieganie, pojawiły się w jego życiu niemalże równocześnie.

Dla mnie ta książka to czysta przyjemność. Choć nie wiem, czy mogę ją polecać komuś, kto z bieganiem nie ma nic wspólnego. Sama nie sięgałam po nią dopóki temat nie stał mi się w jakiś sposób bliski. Dla wielbicieli Murakamiego to może być całkiem interesująca pozycja, bo jest tu sporo jego osobistych przemyśleń, nie tylko o bieganiu, czy pisaniu. Tak sobie jednak myślę, że to pozycja bardziej dla pasjonatów, bo nie ma tu typowej dla Japończyka fabuły, choć, o niespodzianko, nawet tu można znaleźć jego stały motyw przejścia w jakiś inny wymiar/świat, Pojawia się on w opowieści o ultramaratonie (dystans 100km) i momencie przekroczenia siedemdziesiątego piątego kilometra. Od siedemdziesiątego piątego kilometra czułem się tak, jakbym przez coś przechodził. Jakby moje ciało przechodziło przez kamienny mur. Tak to odbierałem. "Przechodzenie przez coś" to jedyny sposób,  w jaki umiałem to wyrazić. Dokładnie nie pamiętam chwili, w której zdałem sobie sprawę, że już przez ten mur przeszedłem, ale nagle zauważyłem, że jestem po drugiej stronie. Byłem absolutnie przekonany, że przeszedłem. Nie umiem wyjaśnić logiki, jaka się za tym kryła, ani procesu, ani metody, byłem po prostu przekonany o tym, że p r z e s z e d ł e m.***

Osobiście mogę tylko polecać, choć wiem, że nie każdego zainteresuje tematyka biegania. Swoją drogą ciekawa jestem jaką opinię tej książce mógłby wystawić taki zaprawiony biegacz, jak sam Murakami.. Hm..

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, Haruki Murakami, Muza SA, Warszawa 2010
* str. 54
** str. 79
*** str. 121
Czytaj więcej

wtorek, 2 kwietnia 2013

Pan Nakano i kobiety

Pan Nakano jest już statecznym panem po pięćdziesiątce, co jednak nie przeszkadza mu ani w trzecim małżeństwie, ani w posiadaniu kilku kochanek. Ma też w sobie mnóstwo pomysłów, które realizuje w zależności od nastroju. W tym momencie jego życia padło na otwarcie sklepu ze starociami. Nie mylić z antykami, to jednak trochę inny typ sklepu. Są tu przeróżne rzeczy, które już dawno znudziły się właścicielom  albo zostały przejęte po czyjejś śmierci, a których wartością samą w sobie jest to.. no właśnie, że są stare i używane. I o dziwo sklep ma całkiem niezłe obroty. W prowadzeniu sklepu pomagają panu Nakano Hitomi, stojąca na ogół za kasą, Takeo, który najczęściej pomaga przy licytacjach i transakcjach z właścicielami rzeczy sprzedawanych do sklepiku, oraz pani Masayo, starsza siostra pana Nakano, artystka, która wolne chwile spędza w sklepie, przyciągając samą swoją obecnością nieco więcej klientów niż w zwykłe dni, gdy jej nie ma.



Całość w zasadzie stanowi zbiór historyjek, które dotyczą całej czwórki. Narrację prowadzi Hitomi i to z jej perspektywy poznajemy zarówno sklep jak i jego bywalców. Główną osią historii wbrew tytułowi, nie są historie miłosne pana Nakano, które pojawiają się w formie przypadkowego spotkania czy przypadkowej rozmowy, ale właśnie funkcjonowanie sklepiku i relacje między jego pracownikami. Najtrudniejsza i najdziwniejsza jest ta pomiędzy Hitomi i Takeo, kiedy to zaczynają spotykać się nie tylko w pracy, ale i relacja między rodzeństwem, panem Nakano i panią Masayo, którzy troszcząc się o siebie załatwiają wiele spraw przez pośredników. Jednym z nich zostaje właśnie Hitomi, próbując za brata zorientować się jak wygląda nowy związek pani Masayo, czy za siostrę, gdy stara się porozmawiać z kochanką pana Nakano.

Historyjki w jednej historii, które spaja miejsce akcji i podobieństwo czasu, oraz bohaterowie, choć chwilami wydają się jakby oderwane od siebie. Część jest ciekawsza, część nieco powszedniejsza, ale każda z nich napisana jest w podobnym stylu jak Manazuru, gdy dialogi splatają się z narracją, relacje między postaciami gęstnieją w niewidoczny sposób, by dotrzeć do momentu bez odwrotu, co jednak nadaje im wymiaru zwyczajności w nadzwyczajnych okolicznościach. Otwarcie i zakończenie spowite w jedną klamrę, która otwiera i zamyka powieść wspólnym posiłkiem wszystkich bohaterów. Mimo, że powieść jest ciekawa i czyta się ją szybko, to jednak Manazuru podobało mi się zdecydowanie bardziej. Polecam zainteresowanym literaturą japońską, jej rożnymi obliczami i niejednorodną tematyką.


Pan Nakano i kobiety, Hiromi Kawakami, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012
Czytaj więcej

piątek, 22 lutego 2013

Słuchając pieśni wiatru

“There’s no such thing as perfect writing. Just like there’s no such thing as perfect despair.” *

Nie istnieje coś takiego jak doskonałe pisarstwo, tak sam jak nie istnieje coś takiego jak doskonała rozpacz. (tłum. własne, bardzo możliwe, że niedoskonałe)

Ponieważ dotąd udało mi się zapoznać z większością przetłumaczonych pozycji jednego z moich ulubionych pisarzy, do jakich zaliczam Harukiego Murakamiego, sięgnięcie po te nieprzetłumaczone było kwestią czasu. Trudnością była jedynie blokada językowa, ale trudności trzeba w końcu pokonywać..Hear the Wind Sing jest pierwszą nowelą jaką napisał Haruki Murakami i jedną z niewielu nieprzetłumaczonych dotąd na inne języki, oprócz angielskiego, ale również w tej wersji dostępną tylko na terenie Japonii. Pierwszy raz ukazała się w czerwcu 1979 roku w magazynie literackim "Gunzo" i stanowi pierwszą część "Trylogii Szczura" (Trylogy of the Rat), której kontynuacją jest Pinball, również nieprzetłumaczona, oraz wydana już w języku polskim, Przygoda z owcą.

Gdybym miała ocenić w skrócie o czym jest Hear the Wind Sing powiedziałabym, że o pisarzu, który opowiada historię swojej inspiracji i początku trudnego powołania jakim jest pisanie powieści. Byłoby to jednak spłaszczeniem tej wielowymiarowej historii, choć niewąptliwie przedstawieniem jej najważniejszego wątku.

Nowela jest zbudowana z drobnych rozdziałów, w zasadzie czegoś w rodzaju podrozdziałów. Są one przerywane w dowolnym momencie, choć na ogół każdy z nich ma choć drobną puentę. Można by wymienić kilka części, jakie są przewijane przez tę krótką opowieść -  część główną, dziejącą się tu i teraz, część poboczną o przeszłości głównego bohatera, część marginalną, zawierającą fragmenty audycji lokalnego radia, oraz część spinającą całość, swego rodzaju klamrę, czyli historię pewnego pisarza, który zainspirował bohatera Hear the Wind Sing do pisania.

Część główna dzieje się latem 1970 roku, dokładnie w sierpniu, między szóstym, a dwudziestym szóstym sierpnia, latem upalnym, przekraczającym rekordowe temperatury, z ogromną wilgotnością powietrza. Miejscem akcji jest małe miasteczko, położone z jednej strony nad oceanem, z drugiej w pobliżu gór. Lokalizacja niemalże arkadyjska, z całym dobrobytem krajobrazu i gorącego lata. Lata, które główny bohater, bezimienny, najprawdopodobniej alter ego autora, próbuje jakoś przetrwać wraz ze swoim przyjacielem, Szczurem, przed wyjazdem na studia do Tokio. Na ogól zabijają czas przesiadując w barze J-a, pijąc piwo, jedząc frytki i grając na automatach. Czasami prowadzą dziwne rozmowy. Jak te o czytaniu, gdy Szczur pyta swojego przyjaciela po co ten czyta książki ("a po co pijesz piwo?"), czy o pisaniu własnej powieści o rozbitkach. Dziwne dialogi, bez puenty, tradycyjnie przewijające tematy trywialne z tymi naprawdę ważnymi, są zapowiedzią tych wszystkich dziwnych rozmów, jakie będą odbywać bohaterowie Murakamiego w następnych powieściach.

Częścią poboczną są relacje głównego bohatera z kobietami. Tutaj historie jego trzech byłych dziewczyn  trochę przypominały mi te z Norwegian wood, a więc nieudane związki, żal za dawno zmarłą dziewczyną, która popełniła samobójstwo, brak umiejętności zrozumienia dlaczego w danej chwili podjęło się takie, a nie inne decyzje. I dziewczyna poznana również w tej dziwnej, spowolnionej upałem codzienności, spotkana przypadkiem również w barze J-a, która przypomina nieco w zachowaniu Midori** i z którą relacje również nie zostaną spuentowane.

Klamra spinająca całość i dla mnie też dość istotna część tej noweli, to historia wymyślonego pisarza, Dereka Hartfielda. Oprócz szczegółów biograficznych, związanych z fascynacją samym pisarzem, czy tych związanych z nauką wszystkiego, co najważniejsze o pisaniu, co sprawiło, że nasz bohater zaczął pisać, jest tu fragment powieści Hartfielda, który w pełni wyjaśnia znaczenie tytułu noweli. Myślę, że każdy kto zna choć trochę książki Murakamiego odnotował jego upodobanie do tworzenia przejść między światami (na przykład w Kronice ptaka nakręcacza jest to studnia, w Kafce nad morzem - las), nie zabrakło tego elementu również tutaj. W tej historii są także studnie (choć, tak, trzeba dodać, że to w zasadzie w Kronice ptaka nakręcacza są także studnie), ale są one wyjątkowe, bowiem są bezdenne, wykopane na powierzchni Marsa, przez Marsjan we własnej osobie. Jednak Marsjanie kopiąc te studnie nigdy nie dokopali się do wody. Studnie więc są zagadką, którą bada bohater tej historii. Zagadka pozostaje bez rozwiązania, toteż pewnego dnia, zmęczony atmosferą Marsa, schodzi do jednej ze studni, a tam, znajdując jaskinię, idzie długo prosto przed siebie. Gdy odnajduje wyjście po jej drugiej stronie okazuje się, że świat się nieco zmienił.. I tylko wiatr śpiewał o tym, co się wydarzyło..

Na początku czytanie po angielsku szło mi opornie. Z jedną ręką w słowniku (ale dla utrudnienia, angielsko - angielski), a z drugą w książce, czytałam dość wolno. Z czasem, gdy historia zaczęła mnie wciągać, gdy angielski przestał być tak uciążliwy, odkryłam, że czytanie w tym języku sprawia mi coraz mniej trudności! Jest ogromną przyjemnością odkrywać swoje własne możliwości językowe, sprawdzać, ile jest się w stanie zrozumieć, no i co najważniejsze, spostrzegać, że po angielsku, czy tłumaczony na polski, to ciągle ten sam, dziwaczny nieco z pewnego punktu widzenia Murakami. Wielbicielom autora polecam w ciemno. W tej noweli są wszystkie charakterystyczne elementy jego prozy. Dzięki niej zresztą też widać, jak rozwinął się jego warsztat, ale jednocześnie, że już od początku miał to charakterystyczne coś w swoim pisarstwie.



Hear the Wind Sing, (oryg. 風の歌を聴け Kaze no uta o kike) Haruki Murakami, Kodansha International, 1997, tłumaczył Alfred Birnbaum
* str. 3
** bohaterka Norwegian Wood
Czytaj więcej

poniedziałek, 4 lutego 2013

"Gdy cierpię widzę we śnie ciąg dalszy tego, co na jawie"

Ach, czyż małżeństwo nie jest obrzydliwym bagnem, które skrywa bez przerwy zło, jakie małżonkowie czynią sobie nawzajem?


Głos góry jest opowieścią staruszka, jak sam siebie określa Shingo Ogata, choć myślę, że to określenie nieco na wyrost. Zaledwie sześćdziesięcioletni odbiera swój aktualny stan zdrowia i ducha, jako zmierzch własnego życia, tym bardziej, gdy tak często ostatnimi czasy jego znajomi rówieśnicy umierają. W związku z tym stanem i samopoczuciem, jak również z chwiejną pamięcią, Shingo uważniej obserwuje swoje otoczenie, oraz dziwne sny, jakie od jakiegoś czasu go nawiedzają. Dzięki temu mamy niezwykłą okazję przyjrzeć się typowej japońskiej rodzinie, z typowymi zwyczajami i zachowaniami. Czyli pełen obrazek patriarchalnego stylu japońskiej rodziny, gdzie kobieta, żona, podpisuje się pod listem pożegnalnym męża i idzie za nim popełnić samobójstwo, nawet jeśli sama nie chce już żegnać się z życiem.

Japonia drugiej połowy lat czterdziestych jest tu ukazana nieco podobnie jak u Kazuo Ishiguro, choć nie ma motywu wojennych rozrachunków. Jest raczej stan jaki pozostawiła po sobie wojna, jak na przykład trauma u syna Shingo, żołnierza, który przeżył i w związku z tym nie potrafi ułożyć sobie normalnego życia ze swoją żoną Kikuko, a zamiast tego żyje z kochanką, z kolei wojenną wdową, która nie może pogodzić się ze swoją stratą. Pojawia się w fabule też wątek obawy o przyszłość kraju w postaci przeczytanej w gazecie historii prawdopodobnie samobójstwa (zniknięcia) pewnej pary staruszków, która przeżyła już dwie wojny i nie chce patrzeć na to co się będzie działo dalej z ich krajem (Japonia była jeszcze pod Amerykańską okupacją w tym czasie). W fabule Głosu góry jednak kładzie się nacisk na relacje rodzinne, zawirowania, wynikające z podejmowanych decyzji oraz na przemijający bezlitośnie czas.

Shingo przez pryzmat zachowań syna i cichego cierpienia synowej, również ocenia własne małżeństwo i relacje ze swoją żoną Yasumi, z którą ożenił się niejako z poczucia obowiązku. Choć jak twierdzi, nigdy tego nie żałował. Tak naprawdę jednak kochał młodszą siostrę Yasumi, piękność w kontraście ze starszą siostrą i odrodzenia tej piękności najpierw oczekiwał we własnej córce, która jednak urodę odziedziczyła po matce, a później we wnuczkach. Osią całej fabuły jest dziwna, zażyła, ale bez żadnych dwuznaczności, relacja z synową, dla której Shingo ma o wiele więcej serdeczności i wyrozumiałości niż dla swojej córki.

W tej powieści czas płynie równomiernie, choć w jakiś osobliwy sposób, trochę jak w rzeczywistości, gdy przegapia się moment kiedy z lata zrobiła się jesień, a z jesieni zima. Powtórzenia pewnych wydarzeń dodatkowo oddają sposób funkcjonowania pamięci Shingo, co również uwidacznia parę urwanych scen, które czytelnik może wyreżyserować do końca w swojej wyobraźni, lub zostawić to jak opisał autor.

Gorzka, dość specyficzna, szczególnie gdy bliżej przyjrzeć się dialogom, relacjom rodzinnym, pytaniom o zakres odpowiedzialności rodzicielskiej za małżeństwa dzieci, jest to powieść  osobliwa, choć krótka i mimo wszystko łatwa w odbiorze. Jednak jesień życia w jakiej znajduje się główny bohater ma w sobie sporą dawkę melancholii, która mimochodem wpływa na czytelnika. Za walory poznawcze, za dialogi, za sny jakie ma Shingo warta jest jednak takiej odrobiny czytelniczego poświęcenia. Choć, tu warto zaznaczyć, nie ma jasnego zamknięcia fabuły. Wydaje się takim wycinkiem z życia rodziny Ogata, którego tłem są zmiany pór roku, więdnięcie bądź kwitnienie przyrody, pojawianie się ptaków i innych zwierząt i fragmenty z życia innych, otaczających ich ludzi. Wycinek, do którego można samodzielnie wymyślić zakończenie.


Głos góry, Kawabata Yasunari, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1982
*str. 111- 112
cytat z nagłówka - str. 229
Czytaj więcej

czwartek, 31 stycznia 2013

O kobiecej bezwględności w dwóch opowieściach Jun'ichirō Tanizaki

Jest coś takiego w literaturze japońskiej, co ma na mnie pozytywny, nieco magiczny wpływ. Jeśli zgodzę się, że reaguję czasami emocjonalnie, jak na kobietę przystało, na wzmianki o miłości, to mogę za przykład podać tego typu literaturę. Dwie opowieści o miłości okrutnej, Jun'ichirō Tanizaki wyszukane pieczołowicie na Allegro, trafiły do mnie w wersji po usunięciu jej z księgozbioru pewnej biblioteki, a więc z zatrzęsieniem pieczątek, ale za to w bardzo dobrym stanie. Szczerze mówiąc ostatnio darzę takie wydania ogromnym sentymentem. Taki mój mały wehikuł czasu, gdy okładka nie krzyczała do czytelnika natłokiem wykrzykników o bestselerze, miała skromną oprawę i nie strzelała drukiem jak dla małych dzieci. Coś niezwykłego..

Dwie opowieści są faktycznie dwiema historiami, których już same tytuły przyciągają wzrok, swoją malowniczością i z drugim dnem: Ashikari, czyli źle mi bez ciebie i Shunkinsho, czyli rozmyślania nad życiem Wiosennej Harfy. Samo słowo Ashikari, występuje tu w podwójnym znaczeniu jako "źle mi bez ciebie" i "ścinanie trawy"*, co z kolei unaocznia że i treść tej opowieści można rozumieć dwuznacznie. Wprowadzenie do tej historii nieco zdumiewa historycznymi nazwami miast takich jak Kioto czy Tokio, czy wspomnieniami o poezji i wydarzeniach sprzed wieków, jakie prowadzi narrator - główny bohater. Jest Święto Księżyca i poszukuje on dla siebie miejsca na samotność. Ląduje na piaszczystej ławicy zbiegu rzek Katsura i Yodo i poznaje niezwykłą postać i jego niezwykłą powieść, w której pojawia się pierwsza bezwzględna kobieca postać, Oyu, rozpieszczona najpierw przez rodzinę, a potem przez męża i jego rodzinę, żeby w swoim egoizmie wykorzystać również zakochanego w niej beznadziejnie mężczyznę. Jej uroda, urok, blask i piękny głos zdają się być wszystkim, czego potrzeba by ją pokochać. Nie ma znaczenia jej próżność, rozpieszczenie, zachowanie księżniczki, eksperymentującej dowolnie na innych ludziach.

Opowieść druga Shunkinsho, czyli rozmyślania nad życiem Wiosennej Harfy jest historią quasi biograficzną nauczycielki muzyki, Shunkin i jej relacji z jej pierwszym i najbardziej oddanym uczniem, Sasuke. Podobnie jak w opowieści pierwszej uroda kobiety staje się wielkim zagrożeniem dla mężczyzny, tak też Sasuke, jeszcze trzynastoletni, szybko zakochuje się w dziesięcioletniej Shunkin, która straciła wzrok ledwie rok wcześniej. Chłopiec od lat dziecięcych pełnił rolę jej sługi, odprowadzał na lekcje nauki gry na koto i samisenie*, wyręczał w wielu czynnościach, co nie zmieniło się przez całe ich wspólne życie. I jak całe życie spędzili razem, tak też całe życie Shunkin traktowała go podle, bijąc go, traktując z góry i poniżając. Biła go za czasów nauczania, co niejako było zgodne z tradycją nauczycielstwa w tamtym okresie, ale też dziwne dla dziewczynki, która sama nie była nigdy bita przez swojego nauczyciela. Podkreślała różnice stanowe między nimi - ona panna z bogatej, a więc znaczniejszej rodziny, on zaledwie sługa, niegodny tego, by być nie tylko jej mężem, ale nawet kochankiem.

Relacja pani - sługa pojawia się w obydwu tych opowieściach. Kobieta jawi się jako rozpuszczona przez wychowanie wyniesione z bogatego domu, bardzo egocentryczna istota, mężczyzna zaś, kochający ją bardziej od siebie, jako pokorny i łagodnie znoszący jej trudny charakter wierny sługa. Nieco dziwna kombinacja w kontekście współczesnej kultury, gdzie częściej demonizowało się podły charakter mężczyzn i niedolę pokornej kobiety. A opowiadania te zostały napisane na początku lat 30-tych ubiegłego wieku! Kłóci się to również ze stereotypowym obrazem japońskiej kobiety, cierpliwiej, łagodnej, posłusznej żony, swiadomej kochanków męża i przyjmującej z pokorą jego trudny charakter. Literacka prowokacja? Własne spojrzenie na świat relacji damsko - męskich? Chęć odwrócenia ról? Trudno mi powiedzieć. Niewątpliwie pozycja godna uwagi. Poprzez opisy dawnych zwyczajów, poezji, urody kobiecej i piękne wplecione przedstawienie przyrody, do historii dwóch miłości okrutnych  Jun'ichirō Tanizaki przekazuje czytelnikowi kawałek świetnej prozy. Nieco dziwnej, bo mogą dziwić te egzaltowane wypowiedzi o wielkiej, poddańczej miłości. Jednakże nie da się ukryć, naprawdę dobrze skomponowanej.



Dwie opowieści o miłości okrutnej, Jun'ichirō Tanizaki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971
* objaśnienie znaczeń słów pochodzi z posłowia książki, str. 184
** koto - japoński narodowy instrument muzyczny: 13 strun rozciągniętych nad długim, poziomym pudłem rezonansowym, a wprawianym w drgania plektronami nałożonymi na palce jak naparstki; samisen - popularny w Japonii od XVII wieku trzystrunowy instrument muzyczny, szarpany plektronem, rodzaj bałałajki, str. 184-189
Czytaj więcej

sobota, 19 stycznia 2013

"Malarz świata ułudy" Kazuo Ishiguro

Pisarz, który potrafi pisać o Japonii, jakby był Japończykiem, jednocześnie noszący japońskie nazwisko, może wywołać parę pytań natury technicznej - zaliczyć jego powieść do literatury japońskiej, skoro o Japonii i Japończykach, czy jednak do literatury angielskiej, bo napisana jest w tym języku i w tym kraju wychował się autor? Kazuo Ishiguro jest dla mnie w tym momencie literacką zagadką. Gdybym nie przeczytała jednak krótkiej notki biograficznej na tylnej okładce książki, pewnie nigdy bym nie podejrzewała, że autor nie wychował się w Japonii. Bo pisze o Japonii tak jakby przeżywał jej historię na równi z rodakami. A w Malarzu świata ułudy podjął się trudnego dla Japonii historycznie momentu, gdy po wojnie, pod amerykańską okupacją, powoli próbuje odbudować swój świat na nowo. Akcja powieści bowiem rozpoczyna się w październiku 1948 roku w bliżej nieokreślonym japońskim mieście i obejmuje okres niepełnych dwóch lat, kończąc opowieść w czerwcu 1950 roku.

Masuji Ono jest emerytowanym malarzem, niegdyś w przeszłości cenionym, otaczanym przez pełnych podziwu uczniów i poważanym. Obecnie przebywa na emeryturze, mieszkając w swoim wielkim domu wraz z córką, Noriko. Wojna odebrała mu żonę i syna, ale nie niezachwianą wiarę i ufność w słuszność własnych ideałów. Jednak świat który współtworzył w przeszłości stracił rację bytu, okazał się porządkiem, któremu nie udało się uniknąć kompromitacji, a pewne zdarzenia z tej przeszłości mogą stanąć na drodze do szczęścia Noriko. Ponieważ młoda kobieta w Japonii, gdy wychodziła za mąż, była oceniania nie tylko indywidualnie, ale przede wszystkim w kontekście rodziny z jakiej się wywodziła.

Małżeństwo Noriko jest aranżowane zgodnie z tradycją. Swat zajął się znalezieniem rodziny odpowiedniej dla przyszłej małżonki i teraz trwają pertraktacje. Jak wiadomo podczas tych pertraktacji rodzina potencjalnego pana młodego może skorzystać z pomocy detektywa, w celu rozeznania się w historii rodziny przyszłej kandydatki na żonę ich syna. I właśnie taka możliwość sprawia, że obie córki, również przebywająca z wizytą starsza, Setsuko, zaczynają być nerwowe i obawiają się, że przeszłość ojca może wpłynąć na wynik pertraktacji. Co w sposób zawoalowany dają ojcu poznać, wywołując u niego najpierw gniew, a potem potrzebę, by córce jak najbardziej ułatwić wszystkie starania o małżeństwo, szczególnie, że pertraktacje z poprzedniego roku zostały tak nagle zerwane.

Rozrachunek z własną przeszłością prowadzi Ono nie tylko do wspomnień z okresu wojennego, ale również z lat dziecięcych, gdy odkrywał w sobie pasję do malarstwa, lat dorastania, gdy sprzeciwił się woli ojca, oraz lat terminowania u mistrza Mori, spod którego kurateli też ostatecznie się wyrwał. Wspomnienia te naprowadzają go powoli na momenty, z których sam nie był dumny i które sprawiają, że uda się w odwiedziny do dawnego ucznia. To te odwiedziny są momentem przełomowym w jego przemyśleniach.

Narracja pierwszoosobowa prowadzona jest lekko, ze wspomnień z przeszłości płynnie przechodząc do czasu teraźniejszego w powieści. Kazuo Ishiguro opowiada historię starego malarza delikatnie i z wyczuciem, jakby należała ona do kogoś mu bliskiego. Jest w tej historii pewna doza idealizacji starego świata, ale z błogosławieństwem dla przyszłości młodych, którzy ten stary świat chcą zamienić na nowy, stworzony niejako od nowa. Naturalnie, że czasem - gdy wspominam niegdysiejsze jasno oświetlone bary i tamto mrowie ludzkie zgromadzone pod lampionami, śmiejące się może trochę bardziej hałaśliwie niż ci młodzi ludzie wczoraj, ale tak samo dobrodusznie - odczuwam pewną nostalgię za przeszłością i za tą dzielnicą, taką, jaką była kiedyś. Ale gdy widzę, jak się odbudowało nasze miasto, jak szybko w ciągu tych ostatnich paru lat wszystko stanęło na nogi, szczerze się raduję. Mam wrażenie, że nasz naród, pomimo takich czy innych błędów w przeszłości, ma teraz nową szansę utorowania sobie lepszej drogi. Można tylko życzyć tym młodym ludziom pomyślności.*


Malarz świata ułudy, Kazuo Ishiguro, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000
*str. 191
Czytaj więcej

czwartek, 17 stycznia 2013

"Manazuru" Hiromi Kawakami

 Morze to nic nadzwyczajnego. Napływają fale i to wszystko. Usiadłam na niewielkiej skale i patrzyłam na otwartą wodę. Wiał silny wiatr. Od czasu do czasu dosięgały mnie rozbryzgi fal, mokłam. Choć według starego kalendarza wiosna dawno się już zaczęła, tego dnia było zimno. Pod skałę wpełzały i wypełzały spod niej wszy morskie.
 Nie planowałam tu przyjeżdżać*

Narracja w Manazuru to spowolnienie. Półpłynna substancja przypominająca powoli roztapiający się wosk. Zmuszająca do biernego podążania za niewysłowioną myślą postaci. Korzystania z przystanków. Gdy na autobus trzeba czekać dziesięć minut. A te dziesięć minut trwa w nieskończoność. Jak spadanie kropli w przybliżonym kadrze. W y h a m o w a n y m do granic możliwości, gdy kropla wydaje się nie odrywać od całości, płynąć, delikatnie o p a d a ć. Oddalać się z ogromnym opóźnieniem od macierzy. I czytelnik pozostaje w środku tej kropli, w tym spowolnieniu.

Manazuru to miejscowość nad Wewnętrznym Morzem Japońskim. Ma w sobie jakiś magnetyzm i dziwność. W drodze powrotnej obserwowałam Manazuru z okien pociągu. Zasnute było chmurami. A przecież w Atami świeci słońce. Manazuru tonie w zamęcie. Jednak mieszkający tam ludzie tego nie dostrzegają. Czują to tylko ci, co przekroczyli pewną granicę.** To dziwne miejsce przywołuje w niewytłumaczalny sposób do siebie Kei. Kei która znalazła to tajemnicze słowo w dzienniku swojego męża  Zaginionego przed trzynastu laty. Co mimo tak wielu lat nie daje jej nadal spokoju.

Kobieta w japońskiej literaturze to mógłby być ciekawy temat badawczy. Manazuru na tym skromnym etapie znajomości japońskiej literaturypotraktowałabym jako jedną ze zmiennych badania w tym temacie. Kobieta z wydm w odwróconej konfiguracji. To jej mąż zaginął, a ona zamknięta we własnym wnętrzu przeżywa dramat związany z zagadką jego odejścia. A Manazuru jest niczym przejście do innego świata, jak studnia u Murakamiego, dzięki której można skontaktować się z innymi bytami, próbować dotrzeć do zaginionego w sposób nie podlegający ani fizycznym ani ludzkim prawom. Na ile jednak jest to rzeczywiście kontakt, a na ile wspomnienia splecione z marzeniami, lub inaczej, marzenia, które zostały pomylone ze wspomnieniami?

Kei wychodzi za mąż z miłości, ogromnej i namiętnej za Rei. Owocem tej miłości jest Momo. Jednak Momo nie pamięta ojca, ponieważ ten zniknął gdy miała ona zaledwie trzy lata. Wtedy Kei poprosiła o pomoc swoją matkę. Dziś Momo jest dorastającą nastolatką, którą opiekują się dwie kobiety i widać, że brakuje jej ojca. Chciałaby dowiedzieć się o nim więcej, ale dla matki temat męża ciągle jest bolesny i nadal ciężko jest jej mówić o tym swobodnie. Kei jest trudną kobietą, wiele emocji dzieje się w jej głowie, niewiele przedostaje się na zewnątrz. Pozostaje więc swoistą zagadką nawet dla swoich bliskich. Również dla kochanka, z którym spotyka się od dziesięciu lat. Częste myśli o zaginionym Rei i wielokrotne czytanie jego dziennika spowodują, że odwiedzi Manazuru trzy razy. Za każdym razem towarzyszy jej dziwna kobieta, poza Kei, niewidoczna dla ludzkich oczu. Manazuru staje się miejscem gdzie rzeczywistość zostaje zatarta, miesza się z fikcją, z wyobrażonymi wydarzeniami, jest głosem myśli Kei, nie prawdziwych zdarzeń. To tu świat zamiera. Znika. A Kei może odbyć nieodbyte rozmowy.

Początek i zakończenie w Manazuru są jedynie kolejnymi akapitami, koniecznymi dla utrzymania porządku fabuły. Ale ta opowieść nie ma początku i końca, tak naprawdę jedyne co można zrobić, to przeczytać ją ponownie.

--------------

Hiromi Kawakami

Urodziła się w 1958 roku w Tokio. Powieściopisarka i eseistka, laureatka wielu japońskich wyróżnień literackich (poza nagrodą Akutagawy otrzymała także nagrodę Shikibu Murasaki oraz nagrodę Pascala za najlepszy debiut). Ukończyła biologię na Uniwersytecie Ochanomizu w Tokio. Jej prozę charakteryzuje subtelny styl („tak delikatny, że aż zapiera dech” – jak pisała „Télérama”), odrealnienie świata przedstawionego, a także inspiracja naukami ścisłymi i przyrodniczymi (źródło)





Manazuru, Hiromi Kawakami, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2011
*str. 11
**str. 51

Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.