środa, 30 kwietnia 2014

"Pożegnania" w Teatrze Narodowym

  Jeśli jeszcze tego nie wiecie, nie zauważyliście, nie zostało to dosadne powiedziane to chciałabym powiedzieć, że kocham teatr. Moje zainteresowanie nim zaczyna graniczyć ze swoistą obsesją. Interesuje mnie wszystko, co jest z nim związane, czytam sztuki, nawiązania, oglądam Teatr Telewizji, na co czasami naprowadza mnie lektura Dialogu, ale też poprzez teatr docieram do książek, o których wcześniej nie słyszałam. A przez Marcina Hycnara chodzę na spektakle, o których pewnie bym nawet nie pomyślała. Zatem teatr i Marcin Hycnar to ostatnio ważne połączenie. Właśnie przez niego wybrałam spektakl oparty na powieści Stanisława Dygata Pożegnania. Pomimo nazwiska Agnieszki Glińskiej, której reżyserii opartej na wrzucaniu do spektaklu udziwnień w postaci somnambulicznego tańca, czy odruchów paralityka raczej nie lubię. Nie wiem, co ma być przesłaniem tych dodatków w niektórych spektaklach, na szczęście tym razem dostrzegłam w tym pewien, dziwaczny to dziwaczny, ale jednak sens.

 Pożegnania to powieść mająca być swego rodzaju pożegnaniem z przedwojenną rzeczywistością. Jest w niej wyraźny podział na to co przed wojną - głównie zabawa i beztroska, i to co po - głównie trauma, zmartwienie i konieczność przetrwania. Podobnie jest podzielony spektakl na dwie przeciwstawne sobie części. Ciężar narracji przejmuje główna postać męska, Paweł (w tej roli oczywiście niezrównany Marcin Hycnar), który najpierw wprowadza nas w świat swojej koszmarnej w jego odczuciach codzienności. Zamknięty w jej schematach, rutynie, swoistej teatralności związanej z koniecznością stosowania odpowiednich formułek, ale również zakłamaniu, ucieka do lokalu, gdzie spotyka ją, Lidkę (Patrycja Soliman), fordanserkę. Mezalians murowany, ale Paweł nie ma zamiaru wiązać się z Lidką. Traktuje tę znajomość podobnie jak późniejsze w Paryżu, przelotnie, swobodnie, bez zobowiązań. I tak samo właśnie bawi się w stolicy Francji. Tu owe, charakterystyczne już mam wrażenie dla Agnieszki Glińskiej, dodatki spełniają w moim odczuciu dodatkowo rolę uwypuklenia tej beztroski i wyluzowania. Alkohol, taniec, spanie na trawie. Jest pięknie i beztrosko, a problemy mają tylko ludzie ubodzy. Paweł jednak ubogi nie jest, pieniądze ma jego ojciec, a więc ma je i Paweł i tak oto może nawet nie wiedzieć, jak wygląda budynek jego uczelni, bo to studiowanie w końcu było głównym celem jego wyjazdu do Paryża.

Marcin Hycnar jako Paweł i Patrycja Soliman jako Lidka, fot. Krzysztof Bieliński, źródło
  Przemiana zachodzi już po wojnie. Znika beztroska, jest czas szukania nowego miejsca dla siebie na świecie, czas przemian społecznych. Inteligencja zamienia się rolami ze swoimi dotychczasowymi służącymi, wcześniejszy jaśnie panicz zostaje kelnerem w restauracji swojego wcześniejszego lokaja. Sentymentu więc za przeszłością jako widz nie odczuwam. Wprost przeciwnie, ta część z teraźniejszością pochłania mnie najbardziej. Jednakże sama odmiana sytuacji nie zmienia rzeczy podstawowych. Nadal obowiązują sztywne formy, schematy, nadal zakłamanie jest obowiązującą formą relacji. Nie mówi się zbyt wiele wprost, wiele się udaje. Zmieniają się warunki życia, ale nie zmienia się sam człowiek, choć zapewne nie taki obraz miał się wyłonić z samej powieści, której jeszcze nie zdążyłam przeczytać.

  Lubię patrzeć na Marcina Hycnara i słuchać jego głosu. Pod tym względem wybór tego spektaklu był strzałem w dziesiątkę. Scena przy Wierzbowej jest nieduża, miejsce przy samej scenie oznacza względną bliskość aktorów, więc mogłam cieszyć się w pełni każdym epizodem Pożegnań. Niektóre sceny miały swój niepowtarzalny smak, niektóre zniechęcały, niektóre wywoływały masę skojarzeń i nawrotów do sielskich, swojskich klimatów. W każdym razie Pożegnania nie pozostawiają żadnego widza obojętnym. Są momenty zabawne i trudno się powstrzymać przed wybuchami głośnego śmiechu, są momenty refleksyjne i trudno się powstrzymać przed pewnymi obrazami. Jednak Dygat podobnie jak w Jeziorze Bodeńskim bardzo symbolicznie mówi o traumatycznych zdarzeniach wojennych. Jest to ledwie dotykanie powierzchni tematu, jakby samo stwierdzenie, że bohater przeżył Oświęcim było wystarczającym opisem przeżyć wojennego koszmaru. Istotniejsza jest zamiana ról, degradacja ze społecznej drabiny, niż to, że wojna tak silnie wpłynęła na psychikę człowieka, który ją przetrwał. Sam ten przekaz spektaklu niespecjalnie przypadł mi do gustu. Jednak wykonanie, aktorzy, scenografia pozostawiły we mnie bardzo pozytywne wrażenia. Zabrakło mi Dominiki Kluźniak, którą uwielbiam oglądać na deskach teatru. Jej rolę przejęła gościnnie Anna Smołowik, która zagrała ją świetnie, ale i tak wiem, nie ujmując nic Annie Smołowik, że to Dominika Kluźniak byłaby najlepszą Dodo. Pozostaje mi cierpliwie czekać na jej powrót na scenę.

scena zbiorowa, fot. Krzysztof Bieliński, źródło
  Spektakl mogę polecać w zasadzie w ciemno, bo jest świetnie przygotowany, a przy tym miejscami naprawdę zabawny. Niedostatki fabularne świetnie uzupełnia gra aktorska, gra świateł, muzyka i klimat przedwojennej epoki. Jest to jeden z tych spektakli, które po prostu można, a ja dodam, warto obejrzeć.


Pożegnania, Stanisław Dygat, Teatr Narodowy, reżyseria Agnieszka Glińska, scenografia  Magdalena Maciejewska

Obsada:
Paweł: Marcin Hycnar
Ojciec: Piotr Grabowski (gościnnie)
Lola:  Ewa Konstancja Bułhak
Lidka: Patrycja Soliman
Barman / Kelner/ Lokaj: Grzegorz Kwiecień
Gospodyni: Dorota Landowska (gościnnie)
Dodo: Anna Smołowik (gościnnie)
Cachard: Karol Pocheć

17 komentarzy:

  1. Hycnara też b. lubię, ostatnio niezmiernie spodobał mi się w Królowej Margot.
    Nie miałam pojęcia, że Smołowik trafiła do Narodowego, to dość specyficzna aktorka, ale też ją lubię - podobnie jak Kluźniak i Soliman. Czy wiadomo coś więcej o tym zastępstwie? Chwilowe czy długoterminowe?

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama sobie odpowiem - z plotkarskich portali wynika, że zastępstwo nieco dłuższe, bo dziecko w drodze.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hycnara widziałam już w kilku róznych rolach i co rola to podoba mi się coraz bardziej! :) Wczoraj widziałam go w "Tangu" i owacja była na stojąco :)
      To już nie muszę tłumaczyć nieobecności Dominiki Kluźniak :) Powiem Ci, że w marcowym spektaklu ("Sprawa" na podstawie Samuela Zborowskiego Słowackiego) grała z dużym brzuszkiem i była genialna!

      Usuń
    2. Widziałam "Sprawę" kilka lat temu - role Bonaszewskiego i Kluźniak wybitne. Spektakl zresztą też. Trudny, ale genialny, bo można się nim cieszyć bez względu na ulubioną opcję polityczną.;)

      Usuń
    3. Bonaszewski gra fenomenalnie! Na widowni było sporo aktorów, którzy z zachwytem oglądali kolegów na scenie, a o Bonaszewskim, jak niechcący podsłuchałam, grupa studentów pisała pracę magisterską i przyszli na spektakl tylko z jego powodu :)
      Zgadzam się, obie role wybitne, a Kluźniak mnie po prostu podbiła tym jak pięknie grała rolę męską mimo ciążowego brzuszka, którego jednak trudno było do końca zamaskować kostiumem. Do tej pory jeszcze rozmyślam jak opisać ten spektakl :)

      Usuń
    4. Kluźniak widziałam w dwóch innych rolach męskich: krótko po jej dyplomie (albo przed) w b. niszowym spektaklu "Wynajmę pokój" i później w "Bambini di Praga" (rola niema, o ile dobrze pamiętam;)). Szczególnie spodobała mi się w "Lulu na moście", bo wreszcie grała kobietę z charakterem, tak jak w "Pippi" zresztą.;)
      "Sprawy" nie podejmuję się opisać, bo musiałabym ją chyba najpierw jeszcze kilka razy obejrzeć, dużo materiału do omówienia.
      Praca magisterska o Bonaszewskim? Chciałabym ją kiedyś przeczytać. Fantastycznie gra, wygląda i równie fantastyczny ma głos.;)

      Usuń
    5. Jejku, zazdroszczę Ci tych spektakli! Niestety widziałam ją tylko raz w męskiej roli, właśnie na "Sprawie" i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ale też bardzo mi się podobała w "Mewie"! Wręcz zachwyciła mnie swoją rolą.
      Własnie z tym podejmowaniem się opisywania to mam podobnie, że chciałabym obejrzeć i przeanalizować sobie jeszcze raz. Tylko nie wiem kiedy ja na to znajdę czas, już mam trzy spektakle, które bym chętnie powtórzyła.. Eghrr..
      Tak, właśnie o nim. Ciekawie to wyglądało jak te dzieciaki (matko, dobiłam do etapu, gdy nazywam dwudziestolatków dzieciakami ;D) wręcz się przytulały do sceny by widzieć jak najwięcej. Też bym to chętnie przeczytała..;) popieram, że fantastycznie gra i wygląda. Swoją drogą kondycję ma też.. fantastyczną ;)

      Usuń
    6. O tak, niejednokrotnie podziwiałam jego kondycję. On ma na tyle ciekawy typ urody, że może grać i łajdaka (np. Jago w "Otellu") i ciepłego, czułego ojca/partnera ("Matka Teresa od kotów" trochę tu pasuje). Może zagrać i Piłsudskiego, i Wyspiańskiego.;)

      Usuń
    7. Tu też nie mogę zaprzeczyć :-) Ma w sobie coś takiego.. A ten jego głos! :)

      Usuń
    8. Właśnie - głos! Rozpoznawalny po kilku słowach, miód na ucho.;)

      Usuń
    9. Pamiętam swoje zmęczenie w pewnym momencie na "Sprawie", bo po pracy, w piątek, późna godzina, a spektakl wymagający. I właśnie ten jego głos trzymał mnie w pionie :D

      Usuń
    10. Głos plus wewnętrzny ogień bohatera.;)
      Sprawdziłam audiobooki, które czyta: "Żar" Maraia postawił mnie w stan gotowości.;)
      A tu coś specjalnie dla Ciebie, Kasiu:
      https://www.youtube.com/watch?v=jMpxydWC_eM
      ;)

      Usuń
    11. A! Dziekuję! Muszę mieć tego audiobooka! :-) :-) :-)

      Usuń
  3. Pisałam ci chyba już kiedyś, że muszę sobie wszystkie twoje recenzje zanotować przed kolejną wizytą w stolicy. I jak już zabraknie mi musicali, koncertów i recitali zacznę chadzać do teatru :) Jak cudnie się czyta ludzi, którzy mają pasje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak mi miło za każdym razem, gdy tak piszesz :-) i cieszę się, że podoba Ci się moje pisanie o teatrze. Lubię zarażać pasją, więc chętnie się nią dzielę :-) A jak już kiedyś się zdecydujesz na mały maraton teatralny w stolicy i będziesz potrzebowała przewodnika to wiesz, pamiętaj o mnie :)

      Usuń
    2. I vice versa, gdybyś potrzebowała rad dotyczących podróży do Italii lub Paryża polecam swą skromną osobę. A z propozycji na pewno skorzystam :)

      Usuń
    3. Odnośnie tego Paryża to nawet już bym chciała skorzystać, byłam tylko raz i zdecydowanie za krótko! Dziekuję :-) jak się nadarzy okazja to również skorzystam :-)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.