czwartek, 20 września 2012

"Jeździec miedziany" Paulliny Simons

Rozumiem, akceptuję i przyjmuję do wiadomości fakt, że fabuła romansu osnuta jest wokół wątku romansowego, uwypuklonego do granic obrzydliwości i w związku z tym z całą otoczką fabularną naginaną do owego wątku. Już dawno w związku z tym obiecałam sobie, że za romanse brać się nie będę, bo przewidywalność ich fabuły i schematyczność zdarzeń jest za bardzo łatwa do przewidzenia i nie jestem w stanie tego zdzierżyć. Dlatego też na własny użytek oddzieliłam ziarna od plew i podzieliłam książki na romanse i na powieści o miłości.  Do tych pierwszych niewątpliwie zaliczam książkę Kolory tamtego lata Richarda Paula Evansa, czy Nadzieję Katarzyny Michalak. Do drugich np. Love story czy Dziwne losy Jane Eyre. W ten sposób sama dla siebie stworzyłam podział, dzięki któremu unikam wpadek. Ale nie zawsze udaje mi się przewidzieć, że dana książka okaże się romansem, a nie powieścią o miłości. Przyznaję, że dałam się potężnie nabrać porównaniu, które znalazłam na stronie wydawcy, cytuję "Epopeja chwytająca za serce jak Doktor Żywago” (źródło tu) . Nie wiem kto napisał to zdanie, ale Doktora Żywago nie czytał/a. Ewentualnie zna parę wątków z fabuły i dodał/a sobie dwa do dwóch i wyszło jemu/jej pięć. Bo w Jeźdźcu miedzianym nie tylko fabuła nie ma nic wspólnego z książką Pasternaka, ale również jest to najzwyklejszy romans, w którym fabuła jest naciągana do wątku romansowego do granic możliwości, do zatracenia realizmu sytuacyjnego oraz historycznego. Nie jestem historykiem i nie mam zamiaru udawać, że historię Rosji mam w małym paluszku, ani że wiem jak wygląda wojna, czy oblężenie miasta. Jednak pewne fakty z lekcji historii w głowie pozostają, pewne sceny z filmów czy zdjęć dokumentalnych ciągle mam przed oczami. I nijak ma się to do tego co zaserwowała mi Paullina Simons.

Fabuła jest prosta: miejsce akcji - Leningrad, poznaje się dwoje ludzi, Tatiana, przeciętna nastolatka z przeciętnej rodziny, w wieku lat siedemnastu, oraz Aleksander, żołnierz Armii Czerwonej, lat dwudziestu dwóch. Oczywiście poznają i zakochują, to nie ulega wątpliwości. Problemem jest Dasza, siostra Tanii, która pierwsza zaczęła spotykać się z Aleksandrem, oraz Dima, przyjaciel Aleksandra, który wyraźnie jest zainteresowany Tanią, a oprócz tego zna niewygodną tajemnicę Aleksandra. A tłem historycznym jest 22 czerwca 1941 roku, kiedy to Niemcy wypowiedziały Rosji wojnę. Początek jest dobry, dalej robi się ze strony na stronę coraz gorzej. Jak jestem w stanie zrozumieć, że na początku działań wojennych miasto mogło jeszcze nie odczuwać skutków wojennej zawieruchy i stąd Tatiana i Aleksander mogą sobie codziennie wieczorem spacerować i zajadać lody, tak gdy po 12 września Leningrad jest w stanie oblężenia, godzina policyjna została ogłoszona już dawno temu, miasto jest cyklicznie bombardowane, a czwórka osób wychodzi sobie na krótki spacer, co by żołnierzy odprowadzić, to już zaczyna mi to zgrzytać. Gdy dotarłam do momentu, gdy nieszczęśliwa Tatiana, nieszczęśliwa, bo nie może ze względu na siostrę być z ukochanym, chodzi sobie na dach oglądać bombardowanie miasta, zaczynam mieć uczucie, że zaszła jakaś wielka pomyłka i może autorce chodziło o fajerwerki, a nie o bomby? Zresztą, to, że autorka sama pogubiła się we własnych wątkach fabularnych zostało nawet odnotowane przez wydawcę, ale pozwolę sobie to już pominąć. Jednak Leningrad był oblężony. Jak było ciężko potwierdza to zdanie "Podczas trwającego blisko 900 dni oblężenia Leningradu w wyniku głodu, mrozu, bombardowań i ostrzału artyleryjskiego życie straciło prawdopodobnie ponad milion osób, choć oficjalne źródła radzieckie mówią o 670 tysiącach ofiar" (źródło tu). A Tatiana oglądała bombardowanie z dachu własnego domu. Pysznie!

Oczywiście nie jest tak, że autorka pominęła zupełnie te fakty historyczne. Bohaterów również dotyka głód, mróz i strach przed śmiercią, która jednak dotyka po kolei członków rodziny Tatiany. Gdyby zupełnie pominęła to wszystko, to myślę że odpuściłabym czytanie w połowie. Szczęśliwie jednak wszystkie te nieszczęścia Tatiany nie dotykają i nawet gdy jest bombardowany dworzec, na którym Tatiana czekała na pociąg w tłumie ludzi, nawet gdy wszyscy ci ludzie giną, Tatiana szczęśliwie unika śmierci. W ogóle Tatiana to super bohaterka. Najpierw przechodzi niezwykłą przemianę. Na początku przedstawiona jako samolubna nastolatka, która nawet nie potrafi zrobić zwykłych zakupów, Tatiana przeobraża się nagle w odpowiedzialną i mądrą gospodynię domową, która nie tylko nagle nauczyła się robić mądrze zakupy, ale również osiągnęła biegłość kulinarną oraz stałą się odpowiedzialna za całą swoją rodzinę. Oczywiście poświęca wszystko tej rodzinie, choć oni ewidentnie mają ją w nosie i sami nie dzielą się z nią niczym. Ma też niezwykłą intuicję psychologiczną - bardzo szybko rozszyfrowała przyjaciela Aleksandra! Potem unika śmierci po raz kolejny, co już mnie zafascynowało, bo jak się okazuje gruźlica, na którą zachorowała Dasza jest chorobą śmiertelną, ale gruźlica na którą zachorowała Tatiana chorobą śmiertelną już nie jest.  Najbardziej jednak intryguje to, że ciężarna Tatiana czołga się po lodzie, w trakcie akcji ratowniczej, potem oddaje półtora litra krwi ukochanemu, nadal głoduje i słania się z wycieńczenia, nie tylko ciążę donosiła, ale jeszcze urodziła zdrowego chłopca, mimo że ponownie zapadła na gruźlicę.

Perełkami w tej książce zaś są zdania takie, jak..:
Włączała radio z nadzieją, że beznadziejność sytuacji na froncie choć trochę ją rozweseli (str. 208)

Gdzie jest teraz najbezpieczniej? Ilekroć idę do sklepu, zawsze mnie ostrzeliwują. To takie.. niewygodne (str. 282)

Jęcz tak głośno, jak chcesz. Oprócz mnie, nikogo tu nie ma, a ja przejechałem tysiąc sześćset kilometrów, żeby usłyszeć jak jęczysz. (str. 472) (dotyczy rzecz jasna sceny erotycznej)

Mój mąż wczoraj nazwał mnie masochistką. "Po co ty nadal czytasz tę książkę?" pytał gdy po raz kolejny odkładałam ją z hukiem ze zwrotem "o żesz!!!". Przeczytałam ją po to, żeby móc z czystym sumieniem powiedzieć, że przeczytałam i że moja ocena wynika z tego, że tak, poznałam treść, wiem. Ale uparcie czytałam do końca, bo się do końca łudziłam, że autorka mnie jednak zaskoczy. Fakt, zaskoczyła. Gdy zapomniała co zrobiła z obrączką Aleksandra.


Jeździec miedziany, Paullina Simons, Świat Książki, Warszawa 2007

18 komentarzy:

  1. I widzisz to wszystko o czym napisałaś to prawda. Tatiana jest irytująca, wprawdzie bardziej jeszcze irytuje w tomie drugim, blokada Leningradu, jest tylko jakby pretekstem a nie tłem. Zgadzam się! Ale mnie mimo wszystko uwiódł Aleksander, pal sześć sceny erotyczne, ale facet niesamowity jest... i to mnie najbardziej uwiodło. Przy reszcie przymykałam oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, gdybym umiała przymknąć oczy na to co mnie irytowało to przyznaję, że Aleksander mógłby uwieść :)

      Usuń
    2. Nie mógł, a musiał. Ja w realu jestem taką realistką, że w światach literackich zmieniam się w nieuleczalną romantyczkę. A to co połączyło Aleksandra i Tanię było... piękne, później zdecydowanie przesłodzone, ale na etapie "Jeźdźca miedzianego" po prostu piękne

      Usuń
    3. Musiał powiadasz? ;) Ze mną to ciężka przeprawa w kwestii uwodzenia jest ;)

      Usuń
  2. O widzisz! Ja też właśnie oczekiwałam powieści z miłością w tle i dlatego całą trylogię tej autorki miałam w planach. Przyznaję, że mnie skutecznie wyleczyłaś, nie cierpię romansów i coś czuję, że mdłości by mnie przy tej książce nie opuszczały:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sądziłam, że przeczytam całą trylogię :) A tu niespodzianka :)

      Usuń
  3. Chociaż nie, uznaję jedynie romanse Jane Austen!:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zrobiłam sobie ten swój mały wewnętrzny podział na romanse i powieści o miłości. Jakoś to lepiej brzmi. Bo przecież uwielbiam Jane Austen :D

      Usuń
  4. Mój zapał do książki osłabł prawie do zera, zwłaszcza po tych niefortunnych zdaniach, które zacytowałaś. Miałam zamiar kupić tą książkę, ale jak dobrze, że ostudziłaś mój entuzjazm, bo bym tylko zła była. Nie lubię romansów, choć historie pisane przez Sparksa mi się podobają, ale może też mam jakiś wewnętrzny podział na historie o miłości warte uwagi i te, które należy omijać szerokim łukiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja Sparksa nie znam, ale przyznaję bez bicia, że okładki i opisy wpisują się w mój wewnętrzny opis dla romansu ;) Ale kto wie, może spróbuję, żeby wiedzieć na pewno :)

      Usuń
  5. Twoja recenzja rozbawiła mnie do łez :) widzę, że jezdziec baardzo nie przypadł Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz zaś baaardzo mnie ucieszył :D

      Usuń
  6. Pod wpływem rozmaitych pozytywnych opinii sięgnęłam po to tomiszcze parę lat temu i to wystarczyło bym się zniechęciła do kontynuacji lektury :) Mimo pozorów realności, ta ksiązka nie mówi nam nic o Rosji. Twoja opinia jest bardzo trafna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, swego czasu czytałam same zachwyty nad tą książką i wpisałam sobie na listę "koniecznie przeczytać". A potem trafiłam na jakąś recenzję, która przyznawała, że to po prostu romans, zwykłe czytadło i tło historyczne naprawdę niewiele tu zmienia - i wtedy mi się zapaliła czerwona lampka, że może nie warto rzucać się na tę książkę. Teraz już jestem pewna, że na pewno po nią nie sięgnę :p

    Sparks jest chyba najlepszy ze wszystkich piszących romanse, swego czasu zaczytywałam się w jego książkach i innych podobnych (gimnazjum i trochę liceum). Wieki już nic nie czytałam i nie wiem, jak odebrałabym te książki teraz, ale kiedyś bardzo mnie wzruszały ("Pamiętnik", "Jesienna miłość", "List w butelce" - to te najbardziej znane i zekranizowane i trzeba przyznać, że chyba najlepsze, przynajmniej z tych które czytałam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      To przyznaję, że trochę mnie do Sparksa zachęciłaś :) Może spróbuję :)

      Usuń
  8. świetna, szczera recenzja, na dodatek z humorem :) a ja skuszona pozytywnymi opiniami od razu kupiłam dwie części... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, że ja byłam o krok od kupna - przypadkiem zobaczyłam w bibliotece więc to mnie uratowało :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.