środa, 29 maja 2013

W nieco odmiennym stylu. O "Pninie" Nabokova.

Marność nad marnościami. Grafomania.
Tak sobie myślę, śledząc swoje wpisy. Jak dobrze, że nigdy nie miałam ambicji by pisać coś więcej, że już nie wspomnę, o próbach wydawania tego. Blog jest o tyle elastycznym kanałem pisarskim, że zaglądają tu tylko ci czytelnicy, którym się to faktycznie, albo spodoba, albo ich zainteresuje z jakiegoś powodu.
W każdym razie uzmysłowiłam sobie jedną ważną rzecz. Pisanie bloga daje upust emocjom związanym z lekturą. Piszę głównie o tym, co mi się spodobało, co zachwyciło, co zainspirowało. Przemilczam słabizny narracyjne, autorów czytanych tylko rano do kawy, bo wtedy nie trzeba się mocno wysilać z myśleniem, a o piątej rano to myślenie jest istotnie spowolnione i ciągle zaspane. Bo co można napisać o takich pozycjach? Owszem, czytało się to miło (tak miło jak czasami jest miło u cioci na imieninach), ale obiektywnie rzecz biorąc pewne zgrzyty są nie do przemilczenia, więc cóż, wolę przemilczeć, niż krytykować. Oczywiście, konstruktywna krytyka jest w cenie, a jakże, ale ja się nie poczuwam do bycia krytykiem literackim. Nie mam ani przygotowania do tak ambitnych działań, ani chęci. Jestem czytelnikiem, że powtórzę za Jackiem Dehnelem.

Co sobie uzmysłowiłam? Że to wszystko co piszę jest potwornie wtórne. Powtarzam się jak zdarta katarynka. Fenomenalna narracja, genialna pisarka/pisarz, polecam. I na co to komuś jest potrzebne? Jak to mawiał mój dziadek - psu na budę (choć swoją drogą zimą, lub bodaj podczas ogromnej ulewy, taka buda może się okazać wiejskiemu psu niezbędna). A jednak terapeutyczna moc pisania sprawia, że ciągnie mnie do tego w sposób nieodparcie kuszący. Szczególnie, gdy książka zachwyci, gdy chcę się podzielić z przemyśleniami jakie wywołała. Tym razem mam jednak problem. Bowiem Pnin Nabokova, powieść o podstarzałym profesorze, emigrancie rosyjskim, który wchodzi w amerykańską codzienność z typową dla siebie pninowatością, jest tak dobrze napisana, że w zasadzie odbiera mi wszelką argumentację, by o tym napisać. Bo co mogę nowego powiedzieć w kwestii świetnie napisanej książki? Że takiej zdolności tworzenia opisów mógłby pozazdrościć Nabokovowi niejeden pisarz i pisarka? Że choć historie same w sobie nie są może jakoś fenomenalnie skonstruowane, to jednak tak poprowadzone zgrabną pisarską wirtuozerią, że można tylko powtarzać: "niesamowite!"? Ponownie: wtórność.


A Pnin, jakkolwiek by nie odebrać tę krótką powieść (kompilację z opowiadań?) nie jest ani wtórny, ani banalny. A w każdym razie na pewno nie jest tak napisany. Odkrywam, że z wiekiem (czy to oznacza, że się starzeję?) większe znaczenie ma to jak pisarz posługuje się swoim piórem, jaki ma warsztat, niż to o czym pisze. Bo znam pisarzy (no dobrze, znacznie więcej pań tu celuje, a więc pisarek) piszących historie niebanalne w swej treści, ale napisane tak fatalnie, że czytanie idzie po grudzie. Znam powieści nie wnoszące swoją fabułą zbyt wiele akcji, a jednak czytam jak urzeczona. Tonę w takiej prozie. Zatapiam się w dobrze skonstruowanej powieści. Zarówno pod kątem narracji, jak i pod kątem fabuły. Najchętniej rzecz jasna, gdy powieść spełnia obydwa te wymogi. I takich poszukuję bezustannie. Dybię na nie w antykwariatach. Poszukuję w nowościach, gdzie niestety, są już większą rzadkością. I dlatego pewnie tak chętnie podążam za polecanymi książkami, szczególnie polecanymi przez szczególnie ważne dla mnie postacie. A że Pnina polecał Jacek Dehnel to już czułam, że to będzie coś interesującego. I było! Tylko jak Wam o tym opowiedzieć tak by zachęcić do lektury, by pokazać skąd we mnie zachwyt?

Powiem więc krótko, bo już przynudzam.

Jestem pod wrażeniem.


Pnin, Vladimir Nabokov, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987



28 komentarzy:

  1. Też mam czasem wrażenie takiej wtórności, kiedy piszę kolejną recenzję. Ale czasem brakuje słów, żeby wypowiedzieć zachwyt, a nie mówić wcale o tym, co robi wrażenie - szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że szkoda! Dlatego próbowałam.. trochę inaczej ;) choć nie można tego nazwać recenzją sensu stricte, chyba trochę oddaje jednak mój zachwyt.

      Usuń
  2. "Marność nad marnościami. Grafomania."?!?! Bardzo proszę nie obrażać autorki jednego z moich najulubieńszych blogów! :)
    Ostatnio mam często takie samo uczucie jak Ty. Przy tylu książkach wydaje mi się, że powtórki są nieuniknione, ale szczerze mówiąc podczas lektury Twoich tekstów nigdy nie miałam takiego wrażenia.
    Przeczytałam kilka książek Nabokova, w tym "Pnina", ale niestety, nie zaiskrzyło, choć akurat opowieść o profesorze wspominam chyba najcieplej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że to nie była kokieteria, tylko czyste oddanie samokrytycznej myśli :) Jednak po tak miłych słowach.. zrobiło mi się przemiło i nieco odmieniło obraz myśli własnych. Dziękuję!
      W "Pninie" podoba mi się to, że można czytać tę książkę po kilka razy i za każdym razem odkryć coś nowego. W tym jednak tkwi jakaś moc pióra :) ale wiadomo, nie z każdym pisarzem przecież musi zaiskrzyć :)

      Usuń
  3. Myślę, że wszystko zależy od celu pisania. To jak z mówieniem - inaczej zamawiamy kawę, inaczej opowiadamy o książce.
    Co do Pnina, to był moje pierwsze spotkanie z Nabokovem. Okazało się bardzo udane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zdecydowanie! Intencja potrafi wiele zmienić :)
      Cieszę się, że i Tobie "Pnin" się spodobał :)

      Usuń
  4. Kasiu, prosze Cie, nie pisz o wtornosci itp.
    Uwielbiam tutaj zagladac i uwielbiam Twoje ramotki i ksiazkowe wykopaliska.

    Pnin musze koniecznie nabyc. Natychmiast :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imani, dziękuję, i obiecuję, że więcej nie będę taka krytyczna :) Jesteś kochana! :*

      Usuń
  5. Pisz, pisz koniecznie. Nie ma to jak osobista refleksja poparta dobrym, wyrobionym gustem i licznymi lekturami. Nawet nie wiesz, ile razy zwróciłaś mi uwagę na coś nowego i ważnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tylu ciepłych i miłych komentarzach zaczyna mi być trochę głupio za ten wpis :) Ale mam nadzieję, że on też zwraca uwagę na "Pnina".
      Dziękuję! Nawet nie wiesz jak miło mi się to czyta. Niechcący spowodowałam lawinę przemiłych komentarzy ;)

      Usuń
  6. Myślę, że doskonale cię rozumiem. Od dość już długiego czasu zastanawiam się, czy pisać o książkach, czy pisać o każdej przeczytanej. Miotam się z myślami, może odpuścić sobie te, które choć niezłe, ale nie wprawiły w zachwyt. Jeśli Ty masz wątpliwości co do swojego warsztatu pisarskiego, to co dopiero mam powiedzieć ja (swój poprzedni blog nazwałam z dziennika grafomanki w średnim wieku- i nie była to z mojej strony kokieteria a świadomość własnych ograniczeń). Ale w końcu dochodzę do wniosku, że dzielę się nie umiejętnościami, nie o moje pióro tu idzie, a wrażeniami i emocjami (i tu jak najbardziej idzie o relację książka-ja) I jak napisała kiedyś jedna z blogerek dopóki ktoś do nas zagląda, dopóki licznik się kręci znaczy że naszej potrzebie pisania odpowiada czyjaś potrzeba czytania. Więc piszemy :) A ja bardzo się cieszę, że odkryłam Twojego bloga, bo widzę tu i emocje i pewną zbieżność gustów (i poglądów) :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, czy pisać o każdej, czy coś pomijać.. Też o tym myślałam. Pamiętam jak na początku pisania próbowałam pisać o każdej przeczytanej książce, ale z czasem okazało się, że nie każda inspiruje do pisania. A tworzenie krótkich notek o tym dlaczego mi się coś nie podobało, albo podobało, ale ma sporo mankamentów, wydawało mi się jakieś takie.. no trochę bez sensu, trochę może nawet niepotrzebnie zaśmiecające blogosferę.
      Przyznaję Ci rację, chodzi w końcu o podzielenie się wrażeniami i emocjami :) i będę pisać dalej. Dziękuję! I dodam od razu: i wzajemnie :)

      Usuń
  7. Psu na budę? No wiesz! Przecież to Ty sprawiłaś, że mol książkowy, we mnie ukryty ujrzał światło dzienne. To dzięki Tobie sięgnęłam po książki, na które kiedyś nie zwróciłabym najmniejszej uwagi. to Ty przyczyniłaś się do tego, że czytam 3, albo nawet 4 razy więcej niż kiedyś. Jak katarynka dobrze gra, to można jej słuchać bez końca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba powinnam usunąć ten wpis ;/ No już, już się nie gniewaj. Miałam dzień ogromnej samokrytyki i tak wyszło. Kochany mój molu książkowy :**

      Usuń
    2. Ale ja się nie gniewam, ja tu próbuję sprawić by Ci się miło zrobiło i byś zrozumiała jak wartościowa z Ciebie katarynka :D

      Usuń
    3. Uff, uff :D
      Dziękuję!! :D :*

      Usuń
  8. I co w kontekście Twojego wpisu mogę ja napisać. Powinnam jedynie ucichnąć.
    Ale piszemy po to by może ktoś kto się o książce dowie ją przeczytał. Czy w tej sytuacji istotne jest aż tak, jak to napiszemy.
    A książkę miałam w zasięgu reki z złocisz w antykwariacie, gdzie sie ostatnio obkupiłam i nie kupiłam, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, przecież to tylko moja "surowizna" na mnie samą, na moje pisanie :) nie odbieraj tego w ten sposób. Już wiem, że wpis był zbyt surowy i że nie powinnam tak myśleć. I masz rację, ważne jest przekazanie emocji i informacji o książce, o której ktoś być może w ogóle by się nie dowiedział bez któregoś z wpisów. Dlatego wiem: warto :) Piszmy więc dalej! :)
      A wiesz, jak raz miałaś w zasięgu ręki to może jeszcze trafi się i drugi raz ;)

      Usuń
  9. chyba wszyscy piszemy, bo to nam po prostu sprawia przyjemność, prawda? mimo, że nie jesteśmy drugimi Nobokovami. cóż, nie każdy może ;)
    a Pnin i mnie się bardzo podobał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak :) chodzi o przyjemność czytania a potem przyjemność dzielenia się tym :) już dojrzałam do zrozumienia tej prostej prawdy :)
      Jakoś mnie to nie dziwi, że i Tobie się podobał :)

      Usuń
  10. Czytając o tym jak ważny jest dla Ciebie język powieści i jej konstrukcja czułam się jakbym czytała siebie:) Dla mnie też jest to bardzo ważne. Gdybym miała kierować się tylko fabułą, to w pierwszym zdaniu (takim na stronę całą niemalże-uwielbiam!) odrzuciłabym takie perełki jak na przykład dwa tytuły Davida Albahari. Zarówno "Mamidło" jak i "Ludwig" mają dość ograniczoną i raczej umowną fabułę, do tego nie ma w książce żadnych dialogów i akapitów. Strona po stronie gęstego druku. Ale jak to się czyta! Jakim językiem ten facet operuje (i tłumacz!!). Podobnie miałabym z "Fugą" Szostaka albo z wczesnym Klimko-Dobrzanieckim. U nich też fabuła jest na drugim planie. Z najnowszych tytułów wciągnęła mnie swym językiem i czarnym poczuciem humoru Patrycja Pustkowiak i jej "Nocne zwierzęta". No umie ona pisać. Oj umie:) Czasem rzecz jasna zdarzają się takie książki gdzie i fabuła jest porywająca i język wybitny. O taki na przykład "Widnokrąg" Myśliwskiego. O tak to jest mistrz prozy. Po prostu mistrz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Język bywa istotniejszy od fabuły, dokładnie tak! :-) Choć tu trzeba przyznać, że i sam Pnin jest nietuzinkowy, jak na postać wykreowaną przez Nabokova. No udał mu się z każdej strony w zasadzie, choć fabuła pozornie nudna i o niczym! :-)
      Dziękuję za wskazanie nowych autorów, ponieważ nie znam w ogóle Davida Abahari ani Patrycji Pustkowiak! Niedopatrzenie ;) W każdym razie język u Szostaka też mi się podobał, ale Dumanowskim mnie do siebie trochę zraził. Fuga czeka, pewnie teraz chętniej sięgnę po Twoich zachwytach (bo zachwyt nad książką zawsze zaraża i zawsze mam nadzieję, że i mnie dopadnie podobny!). A "Widnokrąg".. jedna z ulubionych książek.. :D :F

      Usuń
    2. No właśnie rzuciłam okiem na Twój tekst o Dumanowskim i że Fuga czeka (zmartwiłam się, że ojej jak to). "Fuga" to moje pierwsze i jedyne póki co spotkanie z Szostakiem więc nie mam porównania.

      Usuń
    3. Czekaj, znaczy zaczęłaś od końca? ;-) Bo nie wiem czy wiesz, że "Fuga" to trzeci tom trylogii krakowskiej. Co prawda Dumanowski niewiele ma wspólnego z tomem pierwszym (oprócz miejsca akcji czyli Krakowa), czyli "Chochołami", ale już "Fuga" ma sporo :)
      Podoba mi się Kraków Szostaka - szalenie lubię to miasto. Podobało mi się dużo w "Chochołach", ale pod koniec zaczął coś gubić, coś się za dużo plątaniny w to wszystko wdarło i to zepsuło dla mnie całość. A szkoda!

      Usuń
  11. A aaa i piszesz fantastycznie. Fakt, że nie jestem na bieżąco (jak widać nadrabiam hihi). A Pnin. Piękne wspomnienie. Czas wrócić do Nabokova po latach. Jego "Lolita" to było objawienie! A potem tylko ściągałam z półki tatowej kolejne Nabokovy. On go uwielbia i ja się wcale a wcale nie dziwie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :-)
      Polecam Ci "Przezroczyste przedmioty", fabuła nieco intrygująca, choć nie powiedziałabym, że fascynująca, ale język, jak zwykle, piękny!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.