piątek, 11 stycznia 2013

Jerzy Krzysztoń, "Stu kobziarzy"

  W Comrie, małym miasteczku szkockim, popasaliśmy dwa dni i dwie noce. Przygarnął nas schludny pensjonacik, którego okna z jednej strony wychodziły na kamienne murki i wrzosowe wzgórza, a z drugiej - na stary cmentarzyk z kamiennym kościółkiem. Kiedy pod wieczór zalęgły się tam mgły, widok był jak z "Psa Baskerville'ów"- niesamowite opary wśród nagrobków i celtyckich krzyżów. W Szkocji zresztą odwiedzaliśmy groby, gdyż na cmentarzu w Perth spoczywał ojciec Leszka, pułkownik wojska polskiego.
  Zastanowiło nas, dlaczego gospodarz dopytywał się trzykrotnie, czy rzeczywiście chcemy u niego zamieszkać, gdy Leszek telefonicznie zamawiał dla nas pokoje. W Comrie wyszło na jaw, że akurat kupił ten pensjonat i jesteśmy jego pierwszymi gośćmi. Postanowił to uczcić. Poczęstował nas kolacją, rozpalił kominek i wydobył flaszkę scotcha pod nazwą "Hundred Pipers", "Stu kobziarzy". Na kolację był rostbef na zimno, kipers, sery i wino. Od tamtej pory wszelkie przypowiastki o szkockim skąpstwie między bajki kładę.
  Nasz gospodarz, siwy dżentelmen o pociągłym, ujmującym obliczu, zasiadł z nami przed kominkiem ze szklaneczką whisky w ręce. Musiałem słuchać go uważnie, gdyż mówił ze szkockim akcentem, do którego nie byłem przyzwyczajony. Dowiedzieliśmy się, że był inżynierem górnikiem i całe życie spędził w Grenlandii, w tamtejszych kopalniach. Na starość wrócił w rodzinne strony, żeby prowadzić pensjonat i kształcić syna na uniwersytecie w Edynburgu.
  - Niech pan coś opowie o swoim życiu wśród Eskimosów - poprosiłem.
  - Obraziliby się śmiertelnie. Nie cierpią, kiedy ich nazywać Eskimosami - wyjaśnił. -  Uważają się za Grenlandczyków. Nie wiadomo, jak ich nazywał Eryk Rudy, który, wygnany z Islandii za morderstwo, odkrył Grenlandię pod koniec dziesiątego wieku... W każdym razie już wtedy znali harpun, oszczep i łuk. Już wtedy towarzyszył im pies eskimoski, pomagał nie tylko w polowaniach, ale i w najgorszą zadymkę potrafił zaprowadzić do osady. To są odważni ludzie. Tamtejszy klimat, samo polowanie na foki czy na niedźwiedzia polarnego, wymaga odwagi. I przeraźliwie boją się duchów... Kiedyś w kopalni zwracam się do jednego z nich: "Skoczcie no, sztygarze, na sąsiedni chodnik..." Przestąpił z nogi na nogę: " A może poszlibyśmy razem, panie inżynierze?" Tam wszyscy boją się złych duchów, a cóż dopiero w kopalni. Wiechy strzegą domostw przed urokiem. I są to wszystko dobrzy chrześcijanie... - uśmiechnął się nasz gospodarz i zapalił fajkę.
   - Gdybym miał żyć wśród lodowców, wśród gór lodowych znoszonych przez prądy morskie, wsród zamieci i burz śnieżnych.. sam bym się bał - powiedziałem.
   - U nas nie było tak źle - zaśmiał się inżynier. - Akurat w tych stronach gdzie pracowałem, rozpościerała się tundra. Kwitły zioła i mak polarny.
   - A w kopalniach nie było karzełków?
   - Nie przypominam sobie, abym miał zaszczyt któregoś spotkać.
   - To niedobrze, bo u nas na Śląsku są. Ale ogrzał się pan przynajmniej pod ziemią?
   - Tak, tam zdarzał się upał tropikalny. Pamiątka z tych czasów, kiedy na Grenlandii kwitły pomarańcze.
 Przed kominkiem leżała skóra białego niedźwiedzia, w której nurzaliśmy stopy. Ogień trzeszczał na kominku, wciąż się obawiałem, że grudka żaru spadnie na niedźwiedzie futro.
   - Piękny niedźwiedź - powiedziałem.
   - Owszem.
   - Może to ten sam, którego widziałem na dryfującej górze lodowej w pobliżu Labradoru.
   - Nie sądzę. Pochodzi z północnej Grenlandii.
   - Ta góra zjawiła się na kursie naszego statku. Nie była duża, ale bardzo piękna. I ten samotny niedźwiedź na niej.
   - Widocznie mizantrop - powiedział nasz gospodarz. - Bo niedźwiedzie podróżują przeważnie parami, w stadzie...
   - Tak jak my - powiedziałem uśmiechając się do żony.
   - To bardzo ładnie z państwa strony, że chcieliście zatrzymać się pod moim dachem. Ledwie otworzyłem interes, a już mam gości! - rozpromienił się i zatarł ręce.
   - Nasz przyjaciel, Leszek, spędził w tym miasteczku kilka lat młodości. Chciał je nam pokazać, wędrujemy z nim razem po Szkocji. Cóż za urok ma ten kraj.
   - Tak - rzekł gospodarz. - Wiedziałem, że mam dokąd wracać... - potrząsnął siwą czupryną. - No, napijmy się za mój szczęśliwy powrót.
   - A ten pensjonat kto panu naraił?
   - Właściciel zmarł. Spadkobiercy chcieli się go pozbyć.
   - Właściciela?
   - Nie, pensjonatu.
   - Powiedział pan tak, jakby chcieli się pozbyć właściciela.
   - Przejęzyczyłem się. O kropelkę whisky za wiele.
   - I pochowano go po sąsiedzku, na tym cmentarzu?
   - Tego nie wiem. Ale to taki stary cmentarz, że nikogo się na nim nie grzebie.
   - Zabytek?
   - Można i tak powiedzieć. Tam są nagrobki z osiemnastego wieku. I nastrojowy widoczek, prawda?
   - Żaden Grenlandczyk by tu nie zamieszkał.
   - Dlaczego?
   - Bałby się duchów.
Gospodarz uśmiechnął się kwaśno.
   - A jeśli w pensjonacie straszy? - powiedziałem.
   - No, to pora sprawdzić - rzekł gospodarz- Dobranoc.
 I rozeszliśmy się. Akurat byłem w łazience, kiedy usłyszałem pisk żony. Oho - pomyślałem sobie - wcześnie zaczyna! I pobiegłem z pomocą. Lecz okazało się, że to butelka z gorącą wodą wsunięta pod kołdrę napędziła jej strachu. Zapobiegliwy gospodarz włożył nam ją do łóżka.
 Wyjrzałem przez okno. Spośród mgieł wyłaniały się kamienne nagrobki porośnięte mchem. Zacząłem je liczyć. Nie wiem, dlaczego byłem przekonany, że spoczywa tu stu szkockich kobziarzy . Każdy pod starym kamieniem. Zza mgły przeświecał księżyc, cmentarz spowiły półcienie. Na murku cmentarnym sterczał kot wygięty w pałąk i prychał na zmarłych. Doliczyłem się stu nagrobków. I wreszcie ukołysała mnie do snu niesamowita muzyka stu kobziarzy. Miałem pełne uszy tej niesamowitej muzyki, wygrywanej na kobzach, które nie zbutwiały mimo stuleci. Najgłośniej grali ci spod nagrobków z osiemnastego wieku. Obudziłem się jakbym okrągłą noc maszerował pod dźwięk piszczałek. Nogi miałem spuchnięte, a najgorzej bolało mnie prawe ramię, jakbym nim całą noc dyrygował.
   - Rozmasuj mi prawą rękę - poprosiłem żonę.
   - A co ci się stało?
   - Byłem szkockim tamburmajorem. A tobie dobrze się spało?
   - Tak - odparła niepewnie. - Tylko ktoś grał na kobzie...
   - Aha! No to wszystko w porządku. Teraz nasza kolej. Poczęstuję gospodarza flaszką żubrówki. I zobaczymy! Zobaczymy, co jemu się przyśni!



Jerzy Krzysztoń, źródło zdjęcia






Noweletki, Jerzy Krzysztoń, Iskry, Warszawa 1980, str. 105-109

13 komentarzy:

  1. Świetna noweletka...muszę poznać twórczość pana Krzysztonia, bez dwóch zdań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę dać na to tylko jedną odpowiedź:

      :))))

      Usuń
  2. Znam Krzysztonia tylko z Obłędu. Piękne to jego zdjęcie, na tle własnej biblioteki - uwielbiam takie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Obłęd" jest moim numerem jeden :) Też lubię takie zdjęcia :)

      Usuń
  3. No ja nie mogę. Nie, nie, nie. Drugie zdanie mnie - prawdopodobnie niestety - załamało, wykończyło i założyło blokadę na na resztę ;)
    Pensjonacik, murki, cmentarzyk i kościółek... jak można tyle zdrobnień w jednym zdaniu, grrrr... :D
    (dobrze, że jeszcze nie "okienka" i "wrzosowe wzgórki", ale i tak zbyt wiele)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, "żałuj synu, żałuj" ;) bo zakończenie jest całkiem zabawne. Ale masz prawo do swojej opinii i blokady :D nic na siłę :)

      Usuń
    2. Już taki jestem zimny drań :P

      Usuń
    3. Hm..coś bym powiedziała, ale się powstrzymam.. .

      Usuń
  4. :) Kurczę, chyba muszę zmienić nieco swoje plany i zrobić nalot na bibliotekę, mimo, że na półce wciąż mam długą kolejkę do przeczytania. Osz ty kusicielko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrobnień nienawidzę, ale tu nie brzmiały (nazbyt) infantylnie. Natomiast całość - oj, klimatyczna. Zdecydowanie niecna z Ciebie kusicielka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię zdrobnień, a tu, przyznaję bez bicia nawet ich nie zauważyłam :) ot, wyszedł brak obiektywizmu ;) Cieszę się, że Ciebie nie zraziły :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.