niedziela, 27 stycznia 2013

Jerzy Krzysztoń, "Mordercza próba nerwów"

Niedobry zmierzch. Śnieg  topnieje za oknem, brudnawe łachy, rozkisłe koleiny i furka się kolebie. Do swoich się kolebie. Chabeta do stajni, gospodarz do miski. A ja - do diabła!, morduję się w tym pociągu. Więc wymknęliśmy się jakoś z Podkarpacia, wkrótce Kraków, wielka niewiadoma... I zapalili światło! Podekscytowany tym, co się wokół mnie działo, umysł mój pracował sprawnie, ale z odrobiną gorączki. Fakty kojarzyłem prawidłowo, z obserwacji wyciągałem właściwe wnioski.

Zwłaszcza moja spostrzegawczość, którą długie lata ćwiczyłem, służyła mi wiernie w godzinie potrzeby, chwilach zagrożenia... Moja zimna krew, choć niebezpieczeństwo czai się tuż, tuż. Ano, proszę bardzo, panie i panowie! Proszę bardzo. Dziś mordercza próba nerwów, zgoda! Nikt nie może się domyślić, nikt z was, że ja wiem, co w trawie piszczy, panowie. Spokojny mój gest, pokerowe oblicze. Mam zamiar wynieść z tej gry skórę całą... I nie ośmieszyć się na waszych oczach, w tym przedziale nadzianym elitą tajniaków. Panie Buraczany Nos! o co udawać tę drzemkę? Z każdym słowem liczyć się muszę, zupełnie jak na publicznym wystąpieniu! Stronić od śliskich tematów (Słowacja!). Nie dać się wciągnąć w trefną dysputę polityczną. Dowcipów dwuznacznych nie opowiadać. Natomiast dozwolone rozmowy o pięknie życia etc. No, spróbujmy!

 Nachyliłem się do siwego emisariusza Stolicy Piotrowej i rzekłem na wskroś bezpośrednio, zazierając mu w oczy pod gęstymi brwiami: - "Bóg, który stworzył człowieka, aby ten Go znalazł... Bóg, którego szukamy po omacku w ciągu naszego życia - ten Bóg jest tak rozprzestrzeniony i dotykalny jak atmosfera, tak samo jak świat! Czegóż wam zatem brak, byście mogli Go ogarnąć? Tylko tego, by Go widzieć..." - tu urwałem cytat, cichutko włączając magnetofon wiszący na haku pod płaszczem.
 - Pytanie za sto tysięcy drachm. No?
 - Wygląda mi na świętego Pawła... - odrzekł po chwili namysłu.
 - Bravissimo! W rzeczy samej, to święty Paweł!
Uśmiechnął się delikatnie. I zatarł ręce całkiem jak chłopiec, który zbyt długo się nudził.
 - A teraz niech pan zgadnie. Zgoda?
 - Trudno. Zgoda.
 - Ale to będzie trochę dłuższe. Bo współczesne...
 - E, księże! Proszę mi nie podpowiadać!
- No dobrze! Więc tak... - i z dziwnym smutkiem zacierając mi w oczy mówił: - "Świat w ciągu całego mego życia..." Zaraz, tak? Hm, tak... "przez całe moje życie... powoli rozpalał się, rozpłomieniał w moich oczach, aż stał się wokół mnie całkowicie świetlisty od wewnątrz... Diafania Boża..." Pan wie? Tak? No dobrze. "Dziafania Boża w sercu wszechświata, ta, której doświadczyłem w kontakcie z Ziemią, rozjarzyła się... Chrystus, Serce wszechświata, Ogień zdolny wszystko przeniknąć, który powoli rozprzestrzeniał się wszędzie..." - On to mówił, a we mnie raptem serce skurczyło się, struchlało, ściśnięte jak drżąca piąstka! Uśmiechnął się złowróżbnie czy promiennie, nie wiem. - I to już wszystko... No, czyje to słowa?
 - Nie wiem... - szepnąłem zaschniętymi wargami.
 - Teilharda de Chardin.
- Ale panowie obkuci, kurcze! - zawołał wielkolud. Jakby sam chciał przystąpić do gry. Niechby i on się popisał... Już miałem go zachęcić, lecz siwy emisariusz łagodnym przymknięciem powiek poskromił moje zapały. Chrząknięciem zbył wielkoluda i natychmiast zwrócił się do mnie:
 - A którego z mistyków ceni pan najmocniej, proszę pana?
 - Tomasza !!a Kempis - odparłem. I rzeczywiście tak było.
 - Tomasza !!a Kempis!... Ho, to niespodzianka... - i spojrzał na mnie jakby z powątpiewaniem. - A zna pan świętego Jana od Krzyża? - i wbił we mnie gorejące oczy. - Czytał pan? Nie?... No, to serdecznie go panu polecam...

W milczeniu skinąłem głową, właściwie gotów na ścięcie. Ten Juan, święty Jan od Krzyża, hiszpański zakonnik i poeta, późniejszy święty, prześladowany był i przez przełożonych, i przez Inkwizycję! Zatem Watykan ustami swojego emisariusza daje mi dyskretnie do zrozumienia, z czym to powinienem się liczyć... Wokół mnie tężeje atmosfera! Błyskawicznie wypiłem łyk koniaku. A oni wszyscy przyglądali się, jak odkręcałem flaszkę i z lekka drżącą ręką napełniam kusztyczek. Musieli obserwować mnie tak nachalnie? I śledzić każdy mój ruch? Jakże w takich okolicznościach zachować swobodę! Czekają, sępy, aż zacznę kruszeć...


Obłęd, Jerzy Krzysztoń, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, str. 19-21


Jerzy Krzysztoń


--------------

Jerzy Krzysztoń to z pewnością jedna z najbardziej tragicznych postaci naszej powojennej literatury.
Powieściopisarz, dramatopisarz, tłumacz. Po wybuchu II wojny wraz z matką i bratem został wywieziony do Kazachstanu. W 1942 r. udało mu się dotrzeć wraz z rodziną do polskiego wojska, z którym został ewakuowany do Persji, a potem do Indii i Ugandy. Pod koniec lat 40. wrócił do kraju.
– Był jednym z najbardziej niedocenianych pisarzy polskich – mówi „Magazynowi TV” Joanna Siedlecka. – Jako jeden z pierwszych wydał oficjalnie powieść o gehennie Polaków na Wschodzie „Wielbłąd na stepie”. Książka przeleżała w PIW całe pięć lat. Pogrążyła ją recenzja wewnętrzna pułkownika Zbigniewa Załuskiego. Oddano ją do Czytelnika, a tam prezes Stanisław Bębenek jakoś przepchał.
Jej pojawienie się na rynku wywołało „burzę z piorunami”. Protestowała ambasada radziecka. Bębenek wzywany był na dywanik i nakazano wycofanie z księgarń 10-tysięcznego nakładu. To było niemożliwe, bo natychmiast się rozszedł. Żona pisarza Halina mówiła mi, że kiedy chodziła po księgarniach i pytała, czy jest „Wielbłąd na stepie”, jeden z pracowników odpowiedział: „Na stepie to może on jest, ale w księgarniach to z pewnością nie”.
W najwybitniejszych dziełach Krzysztoń nawiązywał do swojej biografii, zwłaszcza w powieści „Krzyż Południa” i wspomnianym „Wielbłądzie na stepie”. W ostatnich latach życia leczył się w szpitalach psychiatrycznych.
– Wystarczy wziąć do ręki „Wielbłąda na stepie” czy „Krzyż Południa”, by uzyskać klucz do zrozumienia jego rany. Fizycznej, jak utrata ręki, i psychicznego okaleczenia, które właściwie nigdy go nie opuściło – mówi Siedlecka. – Po amputacji ręki Krzysztoń porównywał siebie do Łazarza, który wstaje z martwych. Z niechęcią, ale jednak próbuje wrócić do życia. Zawładnęła nim ciężka choroba psychiczna, która trwała latami. Z okresami gorszymi i lepszymi. Próbował się leczyć, trafił do szpitala. Zaczął pisać „Obłęd”, mając nadzieję, że ta powieść stanie się lekiem, terapią. Niestety, ta terapia nie okazała się skuteczna.

Jan Bończa-Szabłowski 23-09-2010
Jerzy Krzysztoń sylwetka tragicznej postaci literatury PRL | rp.pl

22 komentarze:

  1. Pod wpływem twoich wspomnień kupiłam już "Obłęd". Pyszni się na półce i czeka ze mną na wakacje. Czuję, że autor stanie mi się bliski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu, dziękuję za ten piękny komentarz! :) Nawet nie wiesz, jak mnie ucieszyłaś! :) :-)

      Usuń
    2. Kasiu, ja myślę, że dobre słowa to dopiero napiszę po przeczytaniu;) Lektura czeka ze względów czasowych (trzy tomy!), ale swoim zwyczajem podczytuję i widzę, że będzie dobrze. Tak sobie równolegle myślę o Tymoteuszu Karpowiczu. Co ich łączy? Nadwrażliwość wobec świata. No i ten brak ręki, który nie pozostał bez wpływu na codzienny ogląd świata, ale też musieli sobie i innym wciąż coś udowadniać. Uwielbiam taką osobistą twórczość! Serdeczności na niedzielę:)

      Usuń
    3. Wiesz, cieszy mnie bardzo, że pojawia się zainteresowanie Krzysztoniem, jakbym co najmniej cieszyła się zainteresowaniem kimś mi bliskim ;) Dlatego tak się ucieszyłam samym tym, że czeka u Ciebie na półce :) Zaintrygowałaś mnie Tymoteuszem Karpowiczem, muszę poczytać więcej.

      Wzajemnie, serdeczności :)

      Usuń
  2. Ja bardzo przepraszam za takie bezceremonialne pytanie, ale jakiej dokładnie natury był 'obłęd' Krzysztonia? Depresja, czy coś innego? Intryguje mnie to 'psychiczne okaleczenie'...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według samego "Obłędu" zespół lękowo - urojeniowy, nie wiem jaka klasyfikacja byłaby dzisiaj, biorąc pod uwagę zmiany w IDC 10..

      Usuń
    2. ps. Okaleczenie psychiczne miało również związek z utratą ręki. Był zaledwie chłopcem, gdy miał wypadek, ręka była do uratowania, ale zawinił lekarz konował.. Więc utrata była znacząca i dla psychiki. A dziś znając skłonność polskich psychiatrów do orzekania o schizofrenii z byle powodu to pewnie by się okazało, że właśnie na to cierpiał Krzysztoń.

      Usuń
    3. Dzięki bardzo. Mnie takie rzeczy pomagają w lekturze.

      Usuń
    4. A wiesz, tutaj ta wiedza.. nie wiem czy jest potrzebna. Ale to ocenisz po lekturze, jeśli już się zdecydujesz :)

      Usuń
  3. Czytałam już o tej książce, ale jak czytam to i wspomnienia są interesujace więc warto ich poszukać.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnień jest niewiele, przynajmniej w sieci, ale polecam film o Krzysztoniu, niedługi, 25 minut, właśnie o charakterze wspomnieniowym:

      http://www.youtube.com/watch?v=f1wNafFSQZU&feature=player_embedded

      Usuń
    2. Widzę, że na youtubie już zablokowany, dostępny jest tutaj:

      http://chomikuj.pl/teoria-literatury/filmy+dokumentalne/Errata+do+biografii+-+Krzyszto*c5*84+Jerzy,1903095114.avi%28video%29

      Usuń
    3. Niestety filmy były niepoprawne polityczne najwyraźniej, gdyż już i są puste.)

      Usuń
    4. Jest na chomiku, drugi link :)

      Usuń
    5. Obydwa są już puste.)

      Usuń
    6. O, a to dziwne, bo właśnie go sobie ściągam.. Zapisuję na dysku, co by już więcej nie zaginął.

      Usuń
  4. Widzę, że kusisz Krzysztoniem, ile się da :) Ja się czuję wstępnie skuszona, będę pamiętać, żeby się z nim zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się kusić ;) i się uśmiecham czytając tak miłe komentarze :)

      Usuń
  5. Jerzy Krzysztoń kojarzy mi się z Twoim blogiem tak silnie, że śmiało można Cię uznać za ambasadorkę jego twórczości :)). No i obiecałam sobie, że przy kolejnej wizycie w bibliotece wypożyczę jedną z jego książek. Tylko od czego zacząć??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieśmiało powiem, że takie było moje małe zamierzenie..;) Fajnie, że jest tak właśnie odbierane.
      A zacząć najlepiej od "Wielbłąda na stepie" :) Nie jest długa, jest dość optymistyczna w wydźwięku (mimo trudów emigracji) i przy tym naprawdę pięknie napisana :) Jak spodoba Ci się "Wielbłąd.." to już pewnie sama poszukasz co dalej czytać ;)

      Usuń
    2. Dzięki :)) W takim razie rozpoczynam poszukiwania "Wielbłąda na stepie" :)

      Usuń
    3. Jakby nie było w bibliotece to na Allegro jest dostępny za dosłownie parę złotych..;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.