środa, 18 września 2013

"Tartuffe" w Teatrze Narodowym

Tęsknota za klasyką, za starym, dobrym, tradycyjnym teatrem spowodowała, że na chwilę opuściłam widownię Teatru Współczesnego na rzecz Teatru Narodowego. Zresztą, w Teatrze Współczesnym zostały mi już tylko dwa spektakle z repertuaru aktualnego plus ten planowany na listopad, toteż teraz muszę nieco wolniej dawkować jego przedstawienia. Zostawiam je zatem na później, bo wiem, że tęsknota mnie w końcu zaciągnie niemalże siłą do ulubionego miejsca.

Teatr Narodowy to klasa sama w sobie. Nie wymaga reklamy, długich opisów, nie ma potrzeby by zachwalać. Tam jest po prostu pięknie, a do tego repertuar zacny. Wybrałam spektakl "Tartuffe albo Szalbierz", czyli Molier i tradycyjna metoda inscenizacji, bo na "Tango" biletów już nie udało mi się zdobyć...


Jak to mawiają, co się odwlecze, to nie.. ucieknie, a w październiku będę próbować ponownie. Jednak wczorajsza przygoda z Molierem, z piękną Stenką, genialnym Malajkatem i cudownym Radziwiłowiczem była tak znakomita, że żal za utraconą okazją zobaczenia" Tanga" po prostu minął. Wczoraj poczułam, że właśnie tego mi brakowało. Budowania mrocznej atmosfery wokół dość tajemniczego, choć omawianego przez wszystkich Tartuffe, świetnej interpretacji zachowań Elmiry w wykonaniu Danuty Stenki, niezwykłej gry świateł na scenie, które samym zaciemnieniem, bądź delikatną odsłoną sugerowały dzień, lub noc, poranek lub zmierzch. Kostiumy. Epoka. Wrażenie cofnięcia się w czasie. To wszystko było zwyczajnie magicznie.

scena zbiorowa ze spektaklu, fot. Stefan Okołowicz źródło zdjęcia
A przy tym jaka to ciągle aktualna fabuła! Utyskiwania teściowej na samym wstępie na pewno spowodowały uśmiech na twarzy niejednej z pań (ja co najwyżej mogłam się śmiać z samego monologu Pani Pernelle, bo sam w sobie był zabawny). Wychwalanie Tartuffe zaczyna się od wprowadzenia, choć pomiędzy wierszami pani Pernelle sprzedaje też własne poglądy na małżeństwo, jak to przekonanie, że żonie powinien wystarczyć już tylko mąż, więc po co te stroje, te ozdóbki, koronki i inne bezeceństwa. Łajanie towarzystwa widać, jest jej w smak, a Anna Chodakowska pięknie oddaje świętoszkowaty upór swojej postaci. Potem zaś wcale nie jest lepiej, gdy na scenie kolejne osoby próbują wypowiedzieć się jednak negatywnie o tym dziwnym nędzarzu, którego pan domu, Orgon, przyjął pod swój dach i uczynił z niego swego pupilka. W uwielbieniu do Tarttufe jest tak zaślepiony, że nie słucha rodziny, która próbuje mu powiedzieć prawdę o oszuście.

Orgon (Jerzy Radziwiłowidz) i Tortuffe (Wojciech Malajkat), fot. Stefan Okołowicz (źródło)
Fabułę znanego już z liceum Świętoszka nie ma potrzeby tutaj streszczać. Jednak jest to fabuła mocno interesująca. Na ogół w literaturze to kobiety mają skłonność do silnych emocji, które nie tylko są wyniszczające, ale i zaślepiające na wszelkie obiektywne osądy i opinie. U Moliera to jednak mężczyzna traci głowę i zdrowy rozsądek. W zasadzie jest w stanie upojenia, zakochania, ślepej wiary w tego nieboraka, jak często mówi o Tartuffe. W tym wszystkim jest jakaś ogromna dwuznaczność, bo uczucia Orgona nie do końca wydają się li i jedynie przyjacielskie, związane z podziwem rzekomej duchowości tytułowego świętoszka, a zakrawają na prawdziwe, żywe zakochanie w tym dla niego nadzwyczajnym mężczyźnie. Dopiero konfrontacja z prawdziwą naturą spowoduje, że Orgon zrozumie, że jego rodzina przez cały czas miała rację.

Tartuffe (Wojciech Malajkat) i Elmira (Danuta Stenka), for. Stefan Okołowicz, (źródło)
Czy jednak Orgon tak do końca straci wszystkie uczucia dla Tartuffe? Jerzy Radziwiłowicz pięknie oddał wewnętrzne rozdarcie Orgona pomiędzy tym, jak powinien się zachować, a tym do czego pchało go serce, gdy Tartuffe w scenie końcowej jest nareszcie zdemaskowany i aresztowany. Jednak najsilniejsze wrażenie pozostawia po sobie Danuta Stenka, która wyraźnie oddaje wszystkie emocje kobiety, która pozwoliła, może nie do końca, ale jednak, zbrukać swoje ciało i której mąż nie zareagował na czas. Jest zawstydzona, zasmucona, zrezygnowana.

To miała być komedia i istotnie śmiałam się w wielu momentach. Ale to też sztuka wywołująca nadal masę refleksji. Bo pomiędzy tym co zabawne, a ostateczną szczęśliwą sceną końcową, dzieją się tu prawdziwe, ludzkie dramaty. Zbrukana godność, złamane serca, stracony majątek tylko dlatego, że ojciec rodziny nie chciał uwierzyć swoim bliskim i próbował usynowić obcego człowieka za wszelką cenę, oddając mu rodzoną córkę, majątek, wyrzucając z domu syna, gdy ten wyznał mu o przybłędzie prawdę.

I gdy wracałam do domu zajrzałam jeszcze raz do tekstu, który Teatr Narodowy umieścił również w programie spektaklu. I magia zadziałała ponownie..


Tartuffe albo szalbierz, Tetar Narodowy, reżyseria: Jacques Lassalle, współpraca reżyserska: Edward Wojtaszek, scenografia: Dorota Kołodyńska
muzyka: Jacek Ostaszewski
światło: Mirosław Poznański

Obsada (główni bohaterowie):
Pani  Pernell, matka Orgona: Anna Chodakowska
Orgon, mąż Elmiry: Jerzy Radziwiłowicz
Elmira żona Orgona: Danuta Stenka
Damis, syn Orgona :Marcin Przybylski
Marianna, córka Orgona i ukochana Walerego: Milena Suszyńska
Walery, ukochany Marianny: Przemysław Stippa


30 komentarzy:

  1. Nie możesz zdobyć biletów na "Tango"? Czyżby wszystkie były wykupione? Dziwne, ja wchodzę zawsze na wejściówki, w piątek byłam na "Nosferatu". Co do "Tanga" może pocieszy Cię fakt, że słyszałam negatywną opinię o tej inscenizacji. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłam - na wrześniowy spektakl nie udało mi się. Niestety pracuję i nie mam tak szansy często jeździć do kasy teatru. A gdy dzwoniłam to na sobotę i niedzielę biletów już nie było. Polowanie zaś na wtorkowe się nie powiodło, bo nie mogłam się urwać z pracy. Ale będę teraz próbować na spektakl październikowy ;) Choć po zapoznaniu się z repertuarem to mam ochotę na parę innych, więc może znowu nie wyjdzie mi z "Tangiem" ;)

      Usuń
  2. Tartuffe, czyli Szalbierz? Rozumiem, że to nowy przekład? Czyjego autorstwa? I jak się sprawdził na scenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jerzy Radziwiłowicz przekładał, że się tak po chamsku wtrącę.

      Usuń
    2. A czemu po chamsku? Dzięki. No no, rodzą się niespodziewane talenty translatorskie:)

      Usuń
    3. O widzisz, niedopatrzenie, że nie napisałam :D Zgadza się Radziwiłowicz, a na scenie według mnie sprawdził się dobrze, choć porównania ze starym przekładem nie mam, więc trudno mi ocenić, czy lepiej, czy gorzej

      Usuń
    4. Bo któż docenia tłumacza? Nikt :) Przekład Boya swoje lata ma, potem przekładał Moliera ktoś jeszcze, ale mnie niezbyt zachwycił.

      Usuń
    5. Oj, nie mów tak, aż tak źle to nie jest. Doceniam, doceniam. Tylko na scenie to jest za dużo bodźców, serio. Teraz jak zapytałeś o tłumaczenie to sobie dodatkowo uświadomiłam, że nie wspomniałam nic o Beacie Ścibakównie, a jej Doryna to była świetna rola! I z postaci kobiecych najbardziej charyzmatyczna, choć to Stenka przykuwa uwagę. Za dużo bodźców! Że się powtórzę ;)

      Usuń
    6. O widzisz, jak to miło podyskutować, tyle rzeczy się przypomina:) Świetna Ścibakówna? Ona mi się dość mizernie kojarzy. A Stenka potrafi ukraść całe przedstawienie, w Poskromieniu złośnicy w Dramatycznym dawno temu była rewelacyjna, może tylko trochę zakończenie miała źle ustawione.

      Usuń
    7. Jak się nie przypomni, to Ty zawsze chętnie wypomnisz ;P jakby coś :D Wiesz, naprawdę była świetna! Pełna tupetu, taka jaką Dorynę sobie wyobrażałam. Z kolei Stenka.. no ona ma to coś, co przyciąga uwagę widza. Nie da się ukryć. Z tym zakończeniem to coś jest na rzeczy. Obserwowałam ją uważnie na zakończenie spektaklu. Miałam wrażenie, że trochę zaczynała popadać w Ofelię ze sceną z obłędem..;) Gdy tak chodziła oszołomiona po scenie zrozpaczona po zdemaskowaniu Tartuffe (czyli, gdy ją poobściskiwał..). Ale to też miało swój urok! Albo wychodzi na to, że za bardzo ją lubię i jestem nieobiektywna ;P

      Usuń
    8. E, to wychodzi, że Stenka końcówki grywa podobnie, bo w finale Poskromienia wypisz wymaluj Ofelia, na skraju łez i histerii, z żartobliwego w sumie monologu zrobiła krwawy dramat. Strasznie mnie to raziło, bo w gruncie rzeczy Poskromienie to takie bardziej farsowe jest i dopisywanie do tego ideologii przeszkadza.

      Usuń
    9. Oooo to mnie zmartwiłeś; pierwszy raz widziałam ją na żywo, więc nie miałam żadnego porównania.. Ech, no i ideał sięgnął.. Ofelii ;) A może to jakiś jej kompleks? Może jej tej Ofelii zabrakło gdzieś w doświadczeniu zawodowym? ;) No nic, jak zobaczę w jakimś innym spektaklu podobną "sztuczkę" to chyba odpuszczę sobie.. no, przynajmniej tak wnikliwe obserwowanie jej podczas spektaklu ;)

      Usuń
    10. Ja też nie mam porównania. Natomiast nie podoba mi się robienie dramatów z komedii. A teraz masz pretekst, żeby chodzić na wszystkie spektakle ze Stenką:D

      Usuń
    11. O, nie, nie, nie ;P Aż tak źle ze mną nie jest. Też nie lubię robienia dramatów z komedii, a "Tartuffe" jest bliższy dramatowi niż komedii ( i nie mówię wcale, że akurat przez Stenkę). Generalnie z repertuaru Narodowego zainteresowały mnie inscenizacje Czechowa i o nich myślę intensywnie, jako następnych ewentualnie (tak na marginesie, skrobie mi się tekst o uzależnieniach, bo jestem podatna i teatr jest kolejnym.. stąd ostatnio tak dużo, bo wpadłam w tzw. ciąg nałogowca ;D), a dokładnie o "Mewie" i "Iwanowie"

      Usuń
    12. Ale T jest bliższy dramatowi niż komedii w tej konkretnej inscenizacji czy w Twoim odbiorze? Też jestem podatny na uzależnienia, ale staram się hamować, więc jestem ciekaw, co napiszesz. Akurat uzależnienie od teatru nie jest szczególnie groźne:)

      Usuń
    13. Mam wrażenie, że w tej inscenizacji, ale przecież mój odbiór może rzutować, więc trudno mi to obiektywnie ocenić..
      No widzisz, starasz się chociaż hamować, a ja to niestety mam z tym problem ;)

      Usuń
    14. Świętoszka bez trudu da się przerobić na dramat, kwestia rozłożenia akcentów, tyle że to wbrew zamiarowi Moliera i dlatego nie lubię takich manipulacji.
      Nie sądzę, żeby mogła Ci się stać krzywda od pójścia do teatru nawet trzy razy na tydzień, co najwyżej talerze będą niepozmywane i skarpetki niepocerowane:) A co skorzystasz, to Twoje.

      Usuń
    15. Innymi słowy, wyszła mi niechcący antyreklama spektaklu..;)
      Właśnie też tak sobie samej próbuję usprawiedliwić to chodzenie do teatru.. ;)

      Usuń
    16. Bez przesady, niektórzy lubią takie przeróbki i dorabianie trzeciego i czwartego dna :)) Biegaj do teatru, póki masz możliwość, nie stresuj się.

      Usuń
    17. I Ofelię na koniec ;-) nie wiem czy tu nie za dużo tego wszystkiego na raz ;)
      To już się cieszę na niedzielę . Tym razem Powszechny i Witkacy. "Wariat i zakonnica".

      Usuń
    18. Niezły rozrzut repertuarowy:)) W Witkacym Stenka nie gra?

      Usuń
    19. Rozrzut typowy dla nałogowca ;) Stenka w Powszechnym chyba nie gra..

      Usuń
    20. Nie "rozrzut typowy dla nałogowca", ale szerokie horyzonty i pogłębianie zainteresowań :P

      Usuń
    21. Tak, tak, właśnie to miałam na myśli! :P :D

      Usuń
  3. Och, jak ja dawno temu już byłam w teatrze w Warszawie... Ostatnio odwiedziłam Teatr Muzyczny w Gliwicach, trochę mam daleko, ale warto było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka wycieczka ma wtedy jeszcze lepszy smaczek ;)

      Usuń
  4. dobra to ja czysto techniczne pytanie: gdzie bić się o miejsca - jaki rząd żeby mieć jak najlepszy widok na tą, która kradnie spektakle czyli Danutę S.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedziałam w rzędzie VII i miałam niezły widok na scenę, ale gdybym mogła powalczyć o rzędy jeszcze bliżej sceny to na pewno bym kupiła bilet w którymś z nich ;)

      Usuń
  5. Aha, dzięki :) Szczerze chciałabym być jak najblizej, w marcu byłam na Przebudzeniu ze Stenką. Miejsca w pierwszym rzędzie, lekko z boku,a w efekcie pół spektaklu byliśmy prawie oko w oko z nia, bo większość jej scen była realizowana z lewej strony (patrząc od widowni)
    Jeszcze raz dzięki, fajny blog, cenne uwagi szczególnie w zachowaniu ludzi w teatrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, polecam się :) Sama bardzo cenię miejsca tuż przy scenie (na ogół takie właśnie wybieram, ale na ten spektakl były już wykupione..;/), bo wtedy mniej odczuwam tych dziwnych widzów, którzy lubią przeszkadzać..
      Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.