Nurt w jaki wpływa czytelnik zaraz po otwarciu pierwszej strony powieści Joanny Bator jest silny. Porywa on go ze sobą i w zasadzie nie pozostawia mu wyboru. Książkę pochłania się, przyjmuje niczym daninę, niczym mannę z nieba, dar. Nawet gdy to takie słodko - gorzkie, pełne bezmyślnej przemocy, bólu, krzywd zadawanych własnym dzieciom, wyzysku człowieka przez człowieka, śmierci. To i tak ciężko odłożyć na bok. I ciężko czytać. Wszystko ciężko. Ojciezkoojciezko. I człowiek tak czyta te fiksum - dyrdum i tylko myśli, jakie to wszystko w tej całej grotesce cholernie prawdziwe, jakie polskie, jakie realne. I odechciewa się, a potem się chce więcej. Ot i zagadka pani Bator. Mistrzyni tej dziwnej, niezwykłej narracji.
Piaskowa góra to powieść strumień. Wylewają się z niej kolejne nurty słów i historii poszczególnych postaci; jego odnogi rozrastają się niebotycznie. Dominika jest chuda i te jej włosy, istna buszmenka, jak powiada jej matka, Jadzia, kobieta zawsze pełna kształtów i ciała. Zupełne przeciwieństwa. Droga do zaistnienia Dominiki wiedzie przez wędrówkę do Wałbrzycha Jadzi, kosza pełnego jaj i pośliźnięcia się na schodach. I upadku wprost w ramiona Stefana Chmury, dzięki czemu Jadzia uniknie egzaminowania przez Halinę, przyszłą teściową. A Halina miała wymagania wobec przyszłej synowej, musiała być najlepsza. Ech ta Jadzia, udało się jej uprzedzić Halinę i jej ewentualny wywiad. I było za późno, Stefan zdecydował, do ślubu Jadzia poszła w sukni uszytej z firanki, bo ta szyta na miarę tuż przed ślubem okazała się za mała na Jadzine obfitości. Zanim Jadzia przyjdzie na świat będzie wojna i podczas tej wojny zginie wielu Żydów. Jednego z nich los poprowadził pod drzwi matki Jadzi, Zofii, tym samym zostawiając trwały ślad w sercach obydwojga. Jak to mawia Zofia, co komu pisane, temu w wodę kamień, dlatego nie zastanawia się długo nad nieprzytomnym, wycieńczonym Ignacym. I tak można bez końca, bo te historie są jak matrioszka bez dna, co otwierasz jedną to za nią siedzi kolejna. Wszystkie jednak prowadzą do Dominiki, jej nielekkiego dzieciństwa z magister Demon w tle i wredną Jagienką. I Piaskowej Góry, tego szczęścia i nieszczęścia osiedlowego, wyczekanego, w końcu z centralnym, jedynego, tylko dla ich rodziny, mieszkania państwa Chmury..
Gorzka ironia, groteska z jaką opisuje Bator przeszłość zarówno Jadzi, jak i Zofii, a wcześniej Jadwigi, matki Zofii, jak i przeszłość wielu Polaków, przeszłość, której autorka nie ocenia, tylko pokazuje, taką jaka była, wydaje się jakimś złym snem. Gorzkie czasy wojenne, gdy nawet na ściganym i umierającym z głodu i wycieńczenia Żydzie próbowano zarobić, żeby potem zostawić na pastwę losu, ciężkie czasy dźwigania się z powojennej rzeczywistości w normalność, stereotypy rządzące ludzką wyobraźnią, a wreszcie wytykanie wszelkiej anomalii, która jeśli nie katolicka, zwykła, rodzinna, gdzie dziecko matkę i ojca ma, a do tego babcia, żeby pomagać, to nienormalna, jakieś homoniewiadomo o co chodzi. Więc jak homoniewiadomo to można tych zboczeńców stłuc niemalże na śmierć, psu kark przekręcić i zostawić na powolne umieranie.. Nie ma chwili oddechu w tej rzeczywistości. A jednak wciąga, wsysa w nią to jak autorka prowadzi narrację. Polecam!
Czytaj więcej
Piaskowa góra to powieść strumień. Wylewają się z niej kolejne nurty słów i historii poszczególnych postaci; jego odnogi rozrastają się niebotycznie. Dominika jest chuda i te jej włosy, istna buszmenka, jak powiada jej matka, Jadzia, kobieta zawsze pełna kształtów i ciała. Zupełne przeciwieństwa. Droga do zaistnienia Dominiki wiedzie przez wędrówkę do Wałbrzycha Jadzi, kosza pełnego jaj i pośliźnięcia się na schodach. I upadku wprost w ramiona Stefana Chmury, dzięki czemu Jadzia uniknie egzaminowania przez Halinę, przyszłą teściową. A Halina miała wymagania wobec przyszłej synowej, musiała być najlepsza. Ech ta Jadzia, udało się jej uprzedzić Halinę i jej ewentualny wywiad. I było za późno, Stefan zdecydował, do ślubu Jadzia poszła w sukni uszytej z firanki, bo ta szyta na miarę tuż przed ślubem okazała się za mała na Jadzine obfitości. Zanim Jadzia przyjdzie na świat będzie wojna i podczas tej wojny zginie wielu Żydów. Jednego z nich los poprowadził pod drzwi matki Jadzi, Zofii, tym samym zostawiając trwały ślad w sercach obydwojga. Jak to mawia Zofia, co komu pisane, temu w wodę kamień, dlatego nie zastanawia się długo nad nieprzytomnym, wycieńczonym Ignacym. I tak można bez końca, bo te historie są jak matrioszka bez dna, co otwierasz jedną to za nią siedzi kolejna. Wszystkie jednak prowadzą do Dominiki, jej nielekkiego dzieciństwa z magister Demon w tle i wredną Jagienką. I Piaskowej Góry, tego szczęścia i nieszczęścia osiedlowego, wyczekanego, w końcu z centralnym, jedynego, tylko dla ich rodziny, mieszkania państwa Chmury..
Gorzka ironia, groteska z jaką opisuje Bator przeszłość zarówno Jadzi, jak i Zofii, a wcześniej Jadwigi, matki Zofii, jak i przeszłość wielu Polaków, przeszłość, której autorka nie ocenia, tylko pokazuje, taką jaka była, wydaje się jakimś złym snem. Gorzkie czasy wojenne, gdy nawet na ściganym i umierającym z głodu i wycieńczenia Żydzie próbowano zarobić, żeby potem zostawić na pastwę losu, ciężkie czasy dźwigania się z powojennej rzeczywistości w normalność, stereotypy rządzące ludzką wyobraźnią, a wreszcie wytykanie wszelkiej anomalii, która jeśli nie katolicka, zwykła, rodzinna, gdzie dziecko matkę i ojca ma, a do tego babcia, żeby pomagać, to nienormalna, jakieś homoniewiadomo o co chodzi. Więc jak homoniewiadomo to można tych zboczeńców stłuc niemalże na śmierć, psu kark przekręcić i zostawić na powolne umieranie.. Nie ma chwili oddechu w tej rzeczywistości. A jednak wciąga, wsysa w nią to jak autorka prowadzi narrację. Polecam!
Piaskowa góra, Joanna Bator, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009


