Pierwszy noworoczny spacer do lasu był przeprawą przez oblodzone drogi i ścieżki, które rzadko uczęszczane, nie leżą w zainteresowaniu osób odpowiedzialnych za posypywanie dróg piaskiem czy solą. I tak wycieczka, która na ogół zajmuje nam około kwadransa czasu, tym razem trwała ponad czterdzieści pięć minut. Utrzymanie równowagi, próba nie utracenia łączności między prawą i lewą nogą ponownie przywiodły mi na myśl to słowo - przeprawa. Jakież adekwatne, swoją drogą, pomyślałam, gdy w sposób zupełnie niezgrabny i absolutnie nie przywodzący łyżwiarskie figury, ratowałam się przed upadkiem.
Przeprawą było też uzyskanie dostępu do tej książki, bo choć, owszem, dostępna, zgodnie z wiedzą jaką zaczerpnęłam z bibliotecznego katalogu, to jednak na półkach była nieobecna. Po dłuższych poszukiwaniach, z pomocą przyjaznej pani bibliotekarki, dowiedziałam się, że książka jest w magazynku biblioteki, bowiem księgozbiór biblioteczny jest zbyt obszerny by go pomieścić na niedużej, bądź co bądź, powierzchni jaką zajmuje biblioteka. Dopiero po kilku dniach, po przeprawie w bibliotecznym magazynie, książka dotarła do moich rąk. Po takich przeprawach apetyt na książkę wzrastał wprost proporcjonalnie z trudnością jej zdobycia. Dlatego wcale mnie nie zdziwiło, że sama lektura zajęła mi niewiele czasu, choć niewątpliwie jej treść trochę zdziwiła.
Znana mi dotąd tylko w Wojny domowej Mira Michałowska kojarzyła mi się z żartobliwą, swobodną narracją, która działa odprężająco, a jednocześnie zabawia czytelnika ciekawymi anegdotkami z życia wziętymi. Powieść Przeprawa jest pod tym względem nieco inna, ponieważ utrzymana jest w tonie mniej żartobliwym, choć nadal swobodnym.
Akcja powieści przenosi nas w lata 60-te ubiegłego wieku. Główną bohaterką jest pisarka, Irena, która zmaga się z twórczą niemocą. Ma właśnie podpisany kontrakt na książkę, której zamysł powstał już w Polsce, a której fabułę ma tworzyć w spokojnym pensjonacie o nazwie "Pustelnia", znajdującym się w górach Catskillu, niedaleko Nowego Jorku. Jest w Stanach tymczasowo, ze względu na trzyletni kontrakt pracy przy ONZ jaki otrzymał jej mąż Henryk, przebywający w ich mieszkaniu w Nowym Jorku, a w zasadzie najczęściej w biurze. Pobyt w pensjonacie ma służyć spokojnemu procesowi twórczemu, który jednak jest zakłócany albo uczuciem niepokoju i chęcią powrotu do Nowego Jorku, albo ciekawością właścicielki pensjonatu czy współmieszkańców. W sposób zaś przypominający format powieści szkatułkowej przechodzimy z historii samej Ireny do powieści jaką pisze Irena, której jest również bohaterką, co czasami bardziej przypomina jej wspomnienia, niż powieść w powieści. Bohaterka - alter ego Ireny płynie na statku w rejsie z Ameryki do Francji i ma za współtowarzyszy tej podroży Dona, adwokata, płynącego wraz z synem, oraz przyjaciółką rodziny Helen, na podróż wspomnieniową do Paryża. Z kolei na statku Don przenosi nas w odleglejszą nieco historię z roku 1938 kiedy to poznał Tanię, matkę jego syna Walta, w której zakochał się bez pamięci od pierwszego wejrzenia. I tak "Przeprawa" mówi o przeprawie, jaką musi odbyć pisarka między pustymi stronami, a stronami zapisanymi fabułą powieści, przeprawą przez ocean do źródeł historii miłosnej i wreszcie przeprawą przez ową historię miłosną, która z banalnego początku przeradza się w pospolity dramat małżeński i ostatecznie fatalne rozstanie.
Te trzy opowieści są prowadzone konsekwentnie od początku do końca, przeplatając się nawzajem, najczęściej dlatego, że Irena zasiada do pisania, ale też w innych sytuacjach, jak wtedy gdy z powodu wypadku jakiemu uległa traci przytomność i wyobraźnią przenosi się na pokład wspomnianego statku. Narracja pierwszoosobowa najczęściej przemawiająca głosem Ireny, czasami przejmowanym przez Dona, prowadzona jest dość spokojnie, leniwie, niczym rejs na spokojnym morzu. Nie ma tu akcji zapierającej dech w piersi, historia miłosna nie porywa, a jej finał jest więcej niż do przewidzenia. A jednak jest coś ciekawego w tej książce. Mimo, że dość krótka, bo posiadająca zaledwie 244 strony, podejmuje się szerokiego wachlarza tematów, jakim jest sytuacja w Ameryce w okresie wojny w Wietnamie, podziałów w społeczeństwie, jakie ta wojna spowodowała, ruchów związanych z równouprawnieniem osób czarnoskórych, sytuacji Polaków, którzy wyemigrowali w czasie wojny do Stanów, a wreszcie różnic kulturowych między Europejczykami a Amerykanami. Całość zamyka ukończenie powieści pisanej przez Irenę.
Napisana prostym, przystępnym językiem, może nie jest typem powieści, które czyta się jednym tchem, ale też nie irytuje, by ją porzucić w połowie czytania. Polecam jednak raczej wielbicielom autorki.
Przeprawa, Mira Michałowska, Czytelnik Warszawa 1971
Czytaj więcej
Przeprawą było też uzyskanie dostępu do tej książki, bo choć, owszem, dostępna, zgodnie z wiedzą jaką zaczerpnęłam z bibliotecznego katalogu, to jednak na półkach była nieobecna. Po dłuższych poszukiwaniach, z pomocą przyjaznej pani bibliotekarki, dowiedziałam się, że książka jest w magazynku biblioteki, bowiem księgozbiór biblioteczny jest zbyt obszerny by go pomieścić na niedużej, bądź co bądź, powierzchni jaką zajmuje biblioteka. Dopiero po kilku dniach, po przeprawie w bibliotecznym magazynie, książka dotarła do moich rąk. Po takich przeprawach apetyt na książkę wzrastał wprost proporcjonalnie z trudnością jej zdobycia. Dlatego wcale mnie nie zdziwiło, że sama lektura zajęła mi niewiele czasu, choć niewątpliwie jej treść trochę zdziwiła.
Znana mi dotąd tylko w Wojny domowej Mira Michałowska kojarzyła mi się z żartobliwą, swobodną narracją, która działa odprężająco, a jednocześnie zabawia czytelnika ciekawymi anegdotkami z życia wziętymi. Powieść Przeprawa jest pod tym względem nieco inna, ponieważ utrzymana jest w tonie mniej żartobliwym, choć nadal swobodnym.
Akcja powieści przenosi nas w lata 60-te ubiegłego wieku. Główną bohaterką jest pisarka, Irena, która zmaga się z twórczą niemocą. Ma właśnie podpisany kontrakt na książkę, której zamysł powstał już w Polsce, a której fabułę ma tworzyć w spokojnym pensjonacie o nazwie "Pustelnia", znajdującym się w górach Catskillu, niedaleko Nowego Jorku. Jest w Stanach tymczasowo, ze względu na trzyletni kontrakt pracy przy ONZ jaki otrzymał jej mąż Henryk, przebywający w ich mieszkaniu w Nowym Jorku, a w zasadzie najczęściej w biurze. Pobyt w pensjonacie ma służyć spokojnemu procesowi twórczemu, który jednak jest zakłócany albo uczuciem niepokoju i chęcią powrotu do Nowego Jorku, albo ciekawością właścicielki pensjonatu czy współmieszkańców. W sposób zaś przypominający format powieści szkatułkowej przechodzimy z historii samej Ireny do powieści jaką pisze Irena, której jest również bohaterką, co czasami bardziej przypomina jej wspomnienia, niż powieść w powieści. Bohaterka - alter ego Ireny płynie na statku w rejsie z Ameryki do Francji i ma za współtowarzyszy tej podroży Dona, adwokata, płynącego wraz z synem, oraz przyjaciółką rodziny Helen, na podróż wspomnieniową do Paryża. Z kolei na statku Don przenosi nas w odleglejszą nieco historię z roku 1938 kiedy to poznał Tanię, matkę jego syna Walta, w której zakochał się bez pamięci od pierwszego wejrzenia. I tak "Przeprawa" mówi o przeprawie, jaką musi odbyć pisarka między pustymi stronami, a stronami zapisanymi fabułą powieści, przeprawą przez ocean do źródeł historii miłosnej i wreszcie przeprawą przez ową historię miłosną, która z banalnego początku przeradza się w pospolity dramat małżeński i ostatecznie fatalne rozstanie.
Te trzy opowieści są prowadzone konsekwentnie od początku do końca, przeplatając się nawzajem, najczęściej dlatego, że Irena zasiada do pisania, ale też w innych sytuacjach, jak wtedy gdy z powodu wypadku jakiemu uległa traci przytomność i wyobraźnią przenosi się na pokład wspomnianego statku. Narracja pierwszoosobowa najczęściej przemawiająca głosem Ireny, czasami przejmowanym przez Dona, prowadzona jest dość spokojnie, leniwie, niczym rejs na spokojnym morzu. Nie ma tu akcji zapierającej dech w piersi, historia miłosna nie porywa, a jej finał jest więcej niż do przewidzenia. A jednak jest coś ciekawego w tej książce. Mimo, że dość krótka, bo posiadająca zaledwie 244 strony, podejmuje się szerokiego wachlarza tematów, jakim jest sytuacja w Ameryce w okresie wojny w Wietnamie, podziałów w społeczeństwie, jakie ta wojna spowodowała, ruchów związanych z równouprawnieniem osób czarnoskórych, sytuacji Polaków, którzy wyemigrowali w czasie wojny do Stanów, a wreszcie różnic kulturowych między Europejczykami a Amerykanami. Całość zamyka ukończenie powieści pisanej przez Irenę.
Napisana prostym, przystępnym językiem, może nie jest typem powieści, które czyta się jednym tchem, ale też nie irytuje, by ją porzucić w połowie czytania. Polecam jednak raczej wielbicielom autorki.
Przeprawa, Mira Michałowska, Czytelnik Warszawa 1971

