Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Fabicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Fabicka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2013

Z drugiej ręki

Joanna Fabicka, przez serię o Rudolfie Gąbczaku, kojarzyła mi się jedynie z uśmiechem. Jednakże fabuła Second hand nie wywołuje uśmiechu, w każdym razie nie w ogólnym ujęciu. Bo jak owszem jest parę scen nieco komicznych, tak ogólny jej wydźwięk jest przerażająco smutny, tchnący beznadzieją powtarzanej w każdym pokoleniu kobiet, niczym mantry, ostatecznej przegranej na loterii życia. Czy taki los spotka również Femi, najmłodsze pokolenie?

Femi to dziwne dziecko. Rośnie jak nie przymierzając drożdże, szybko i na wyrost, przelewa się z miski swojego ciała, wystaje paluchami zza małych skarpetek. Dziwne dziecko i jeszcze to imię, jak skaranie boskie, kto je w ogóle wymyślił? Femi nie wie kim są jej rodzice, otoczona trzema ciotkami - nie ciotkami, które dźwigają bagaż własnych klęsk życiowych, przelewając frustrację na dziewczynkę. Celuje w tym przede wszystkim Celina, która nie oszczędza Femi, nie stosuje dyplomatycznych uników jak Edzia, czy Marlenka, ale wali z grubej rury, że takie dziecko to tylko w szafie zamknąć. Pewnie życie Femi byłoby jeszcze gorsze gdyby nie Jovanka, ukochana przyjaciółka, do której trzeba przez gęsie zasieki się przedostawać, walczyć z kuprami, dziobami i pierzem, ale ta przeprawa zawsze jest warta zachodu. Bo Jovanka pachnie placuszkami, jest przemiła i można jej mówić wszystko co tylko niesie ze sobą nieszczęśliwa mała dusza, wszystkie skrajne emocje, przelewające się jak w przepełnionej butli, która zdaje się, za chwilę uleje się, straci bezcenną zawartość.

Każda z ciotek ma swoje tajemnice i swoje przeżycia. Najmłodsza, Marlenka nieszczęsnego Bodzia, który kocha ją miłością zachłanną, ogromną i niemalże samobójczą. Najstarsza, Edzia, dźwigająca swój ciężar karlicy, którą wszyscy traktują jako podgatunek, istotę, która nie może uważać, że ma te same prawa co inni ludzie, starająca chować się sama w sobie, żeby jeszcze bardziej się zmniejszyć, skurczyć, zniknąć. Żeby już jej nie dostrzegano. I Celina, która młodość przehulała na estradzie, po ucieczce od męża, po której to młodości zostało jedyne dziecko Marii, Marlenka. Maria, siostra Edzi i Celiny, dawno temu zbiegła z kraju, by w Hiszpanii spróbować złamać ten przeklęty krąg nieszczęść. I udaje się jej to spektakularnie, gdy wreszcie podejmuje się powrotu do Polski.

Dziwne dziecko, dziwna książka, dziwne dziwy. Kalejdoskop obrazów i życiorysów. Pięknie napisana, piękne skonstruowana, choć momentami może wywierać wrażenie chaosu, szaleństwa, ale tak, to szaleństwo, o tak, ma metodę. Zgrabnie skonstruowana historia trzech pokoleń kobiet, trzech pokoleń smutku, biedy i niedoli na każdym kroku, chwilami przypominająca realizmem magicznym i sposobem nawarstwiania życiorysów Sto lat samotności Marqueza, jest nie tylko obrazkiem polskiej, podupadłej wsi w okresie zmierzchu PRLu ale również próbą zakończenia tego błędnego koła nieszczęść, które być może, zainauguruje ta mozolna wspinaczka Femi.  Choć smutna, to jednak piękna to opowieść. Trudno się od niej oderwać, trudno odłożyć choć na minutę. Skutkuje przegapieniem przystanku w pociągu, spóźnieniem się na tramwaj i zatraceniem w jej rzeczywistości. Nie muszę chyba dodawać, że gorąco polecam?


Second Hand, Joanna Fabicka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013


Czytaj więcej

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Joanna Fabicka, "Sylwester" czyli Szczęśliwego Nowego Roku!

Wtorek, 31 grudnia

    Sylwester. Pełen goryczy czas filozoficznych podsumowań. Oto moje: jestem życiowym bankrutem, wypalonym wewnętrznie frustratem z krzywym zgryzem.
    Ponieważ znowu samotność złapała mnie w swoje kleszcze, postanowiłem powrócić do mojego pamiętnika. Tym bardziej że pijackie śpiewy na dole umilkły i rodzice wytoczyli się z domu wężykiem, odziani w zwoje serpentyn i confetti. Pojechali do babci do szpitala świętować ten wyjątkowy i jedyny dzień w roku.
     Pewnie jutro będę musiał odebrać ich z izby wytrzeźwień.

  Taa... od czego by tu zacząć? Tyle się wydarzyło.
  Ojciec znowu jest bezrobotny. Po tym jak zatrudnił w naszej szkole mamę (na stanowisku pedagoga), kompletnie przestał panować nad sytuacją: w pokoju nauczycielskim zawiązały się dwie opozycyjne frakcje, wzmogły się kontrole kuratorium i sanepidu, no i ojciec wymiękł. Jako wolny ptak nie znosi żadnej presji. Mama z kolei, skłócona z ciałem pedagogicznym, na zebraniu rady stwierdziła, że mogą ją pocałować w dupę. Mamy więc nowego dyrektora i nowego pedagoga.
   A teraz najgorsze. Moja wyśniona sarenka... puściła mnie kantem. Co tu dużo mówić, jak tylko wyprostowała sobie zgryz, zaczęła prowadzać się z hip-hopowym guru, BB Blachą 450.
    Najgorsze jest to, że... nadal jestem prawiczkiem. W tym wieku! O mój Boże!

Godzina 20.00

    Za cztery godziny wybije północ i jak nie zdarzy się cud, to wejdę w Nowy Rok samotnie z bagażem doświadczeń i Oponą na plecach. Zestarzała się przez te trzy miesiące, o mnie nie wspominając (to w końcu szmat czasu). Wyłysiała. Zgubiła zęby. Oślepła. I zwariowała.

    Mój zgryz bez zmian. Może to dlatego, że nie noszę aparatu. Ciągle robią mi się jakieś odciski na dziąsłach.
    Mam dziwne wrażenie, że moje życie stoi w miejscu. Co najwyżej posuwa się świńskim truchtem. Nie dla mnie dostojny galop czy ekstatyczny cwał!
     Założyłem marynarkę ojca. Jestem w permanentnym stanie gotowości na wypadek, gdyby jednak ktoś zaprosił mnie na sylwestrowy bal.
    Zjadłem chińskie ciasteczko z wróżbą w środku, które zostało jeszcze po Hee Jong. Oto, co wylosowałem: „Kiedy pokonasz wreszcie górę, jaka jest przed tobą, zobaczysz cztery następne na horyzoncie”.

Północ, Nowy Rok

     No i cud się nie zdarzył, co było do przewidzenia. Nie będę płakał. Jestem już mężczyzną. No... prawie. Wzniosłem toast noworoczny szampanem bezalkoholowym (wszystko, co ma procenty, znika w tym domu w okamgnieniu) i poszedłem odebrać Gonzo z jakiegoś kinderbalu. Nawet on szaleje tej nocy. Gdybym był małostkowy i zawistny, żółć zalałaby mnie od stóp do głów. Tak, jak w tej chwili.

Nad ranem

    No i ekstra. Na dole w przedpokoju leży pijany ojciec, pijana matka, pijany Gonzo i pijana Opona. Chyba im wszystkim wszyję esperal! Co do Opony to nie jestem pewien. Chyba jest tylko zamroczona racą odpaloną przez ojca. Jak zwykle, strzelił nie tam, gdzie trzeba. Dla pewności zalałem ją wodą, bo jeszcze tliły jej się resztki ogona, i poszedłem spać.


Świńskim truchtem, Joanna Fabicka, W.A.B.,Warszawa 2004, str. 5-7


--------------------------

  A tak już zupełnie abstrahując od literatury.. 
Wszystkim zaglądającym tu częściej, rzadziej, z nawyku, z przypadku..
   Wszystkim Wam życzę udanego Sylwestra, takiego, jak lubicie - czy to w spokojnym, domowym zaciszu, czy to na jakimś balu, czy na imprezie wśród znajomych. Niech będzie tak jak lubicie!
   Tylko może nie strzelajcie za dużo petardami.. Z myślą o moich Potworach i innych domowych, czy to bezdomnych  czworonogach, które to przyprawia o ogromną dawkę strachu (przepraszam za prywatną propagandę :D).

Bawcie się dobrze i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Niech 2013 będzie spokojnym, dobrym rokiem z tylko i wyłącznie przyjemnymi niespodziankami! I bardzo, bardzo owocnym czytelniczo! :D



Czytaj więcej

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Joanna Fabicka, "Święto Kobiet"


8 marca

Spałem sobie niespokojnym snem winowajcy, gdy do pokoju wdarła się Adela w peniuarze i zmusiła mnie do dykcyjnych rymowanek:
– Pracowitość i systematyczność to podstawa sukcesu – grzmiała, próbując równocześnie umocować w ustach sztuczną szczękę. Zawsze jak ma kaca, to robi się nagle bardzo pracowita. Usiadłem na łóżku półprzytomny i mechanicznie powtarzając „złorzeczył zrzęda na grzędzie”, zastanawiałem się, czy ja jednak aby nie gram od urodzenia w jakimś komediowym serialu, tylko nikt mi o tym nie powiedział? Już dochodziłem do końcowych wniosków, gdy zadzwonił telefon.

– Dzisiaj Święto Kobiet, nie zapomnij...
– Wszystkiego najlepszego mamo...
– Cicho, durniu, nie o to mi chodzi. Idziemy wszystkie na manifę. Zbiórka o jedenastej przed pomnikiem Kopernika.
– Ale ja nie jestem kobietą!
– To nie ma najmniejszego znaczenia – przerwała mi brutalnie mama. – Chodzi o sprawę.
Aha. Powlokłem się do łazienki, gdzie odkryłem, że znowu ktoś mi podbiera moją piankę do golenia. To znak, że Adela przyjmuje potajemnie jakichś mężczyzn. Przysiadłem na muszli i pomyślałem, że jestem już tak zmęczony życiem, że właściwie to mi wszystko jedno i mogę iść na tę manifestację. To będzie mój prezent dla wszystkich zdradzanych, oszukiwanych, dyskryminowanych, gwałconych, źle wynagradzanych, zmuszanych do prostytucji kobiet na świecie. Dla wszystkich ofiar kłamliwych, egoistycznych jajozwisłych samców!

Pod pomnikiem

Tak musiała zaczynać się rewolucja październikowa! Jeszcze pochód nie ruszył na dobre, a już policyjne sikawki do tłumienia nielegalnych demonstracji stały w pogotowiu. Tłum z minuty na minutę pomrukiwał coraz drapieżniej. Powoli zaczyna mi się kręcić w głowie od nadmiaru wrażeń. To było skrzyżowanie Parady Miłości z karnawałem w Rio de Janeiro. Z trudem wypatrzyłem moje kobitki. Stawiły się w komplecie: mama, Hela, Adela, babcia i Gonzo. Wszystkie miały bojowe miny i silne przekonanie, że oto nadszedł kres dla męskiej odmiany gatunku ludzkiego. Gonzo paradował w babcinym fioletowym boa i staniku w tygrysie wzory, niczym jakiś karłowaty transwestyta. Co prawda, pętało się tam całkiem sporo facetów, ale na twarzy mieli wypisane histeryczne pytanie: co ja tu robię? Niektórzy nadrabiali miną, ale i tak rzucali trwożne spojrzenia na boki i obmyślali skrycie plan ewakuacji. Elka przybyła razem z Ozyrysem. Dźwigali wielki transparent MĘSKIM DZIWOLĄGOM – RADOSNE NIE. Pojawienie się Oziego wzbudziło nienaturalne podekscytowanie mediów. Co chwila ktoś podbiegał z kamerą, celował mu w nos mikrofonem i zadawał pytania. Jazgot był jednak tak wielki, że nic nie było słychać. Wreszcie na mównicę zaczęły wdzierać się kolejno gwiazdy polskiej myśli feministycznej i zaczął się meksyk.
– Czy chcesz, aby mężczyzna decydował o twoim życiu?
– NIE! – zagrzmiał tłum.
– Czy chcesz być tylko robotem kuchennym?
– NIE!
– Czy jesteś dmuchaną sexy doll?
– NIE!!!

O rany! Tłum falował coraz bardziej i przyparł mnie do barierki oddzielającej taras dla VIP-ów. Czułem się jak na koncercie punkrockowym. Jeszcze chwilę, a zaczną tańczyć pogo, aby znaleźć ujście dla wszechogarniającej agresji. Trochę się bałem, że je poniesie, ale zaraz przypomniałem sobie, że kobiety, jako ten wyższy stopień na drabinie ewolucyjnej, są uosobieniem spokoju i łagodności. Muszę przyznać, że te wszystkie feministki prezentują się na żywo dużo lepiej niż w telewizji. A ta, co ją wywalili z „Pegaza”, ma zniewalające spojrzenie sarny. Hm... i całkiem niezłą figurę. Może jednak ten cały feminizm wyjdzie mamie na dobre i nabierze trochę kobiecości? Zresztą jak stała teraz z tymi swoimi oczami rozświetlonymi nienawiścią, to wyglądała bardzo ładnie. Tymczasem nastąpiła bezwzględna demitologizacja męskiej andropauzy. Podobno to tylko kłamstwo wymyślone przez mężczyzn zazdrosnych o menopauzę. Nauka dowiodła, że samcy, jako mniej rozwinięte stworzenia, nie przechodzą burzy hormonalnej, tylko hodują brzuchy z lenistwa. Jakiś okularnik w kapeluszu dopadł do mikrofonu, krzycząc, że to nieprawda, ale i tak nikt nic nie słyszał, bo straż miejska odłączyła nagłośnienie. Pochód ruszył w stronę dworca, paraliżując stolicę. Kierowcy wysiadali ze swoich samochodów i klnąc na czym świat stoi, kopali z wściekłością koła. Mieli czerwone twarze i sapali z bezsilności. Patrząc na nich, naprawdę uwierzyłem w teorię Darwina. Nie wiem, jak kobieta, ale facet to na pewno pochodzi od małpy. No i Kasica Łasica. Ona to w prostej drodze od pawiana z tym swoim gościnnym dupskiem. Patrzyłem na Helę z rozwianymi włosami i zastanawiałem się, czy wie, jakiego barana ma za męża. Przed dworcem nastąpił przełom dramaturgiczny i pierwszy punkt zwrotny. Nasza pokojowa manifestacja stanęła oko w oko z Frakcją Rodzin Polskich i z jej młodzieżowym odłamem: Rewolucyjną Frakcją Dzieci Rodzin Polskich. Tu proporcje były odwrotne. Więcej było mężczyzn w średnim wieku o wykształceniu rolniczym, którzy trzymali za rękę swoje wystraszone żony. Co jakiś czas rozlegała się komenda
– Zocha, protestuj, do pioruna!
I wtedy Zocha nieśmiało wznosiła okrzyk:
– Jestem szczęśliwą żoną i matką!
A jej małżonek dodawał:
– Śmierć pedałom!
I tak sobie wszyscy wesoło wymieniali poglądy, aż podjechały trzy wozy strażackie, błyskawicznie wzniesiono zaimprowizowaną estradę i na deski wskoczył... jakiś latynoski kochaś z rozkołysanymi biodrami. Uważam, że Urząd Miasta Stołecznego Warszawy spisał się na medal. Żeby tak spacyfikować imprezę, no, no! Feministki zapomniały, po co tu przyszły i piszczały w ekstazie, Dzieci Rodzin Polskich prosiły je do samby i poczułem się jak idiota, bo byłem jedynym, który krzyczał: „Precz z sondą waginalną!”

Poniedziałek

Co za wstyd! Jestem pośmiewiskiem całej szkoły. Wczoraj we wszystkich wydaniach „Wiadomości” pokazywali materiał z manify, w którym stoję na barykadzie i wrzeszczę falsetem: „Moja wagina należy do mnie!” W tle Gonzo udaje, że wiesza się na fioletowym boa babci. Najgorszy był komentarz.
„Zacietrzewienie polskich feministek sięga tak daleko, że w swej nienawiści nie widzą już, że zamiast pozostać kobietami, zamieniają się w pokracznych nastolatków wrzeszczących, jakby przechodzili nieudaną mutację”.
Nikt, nikt mi nie pogratulował sławy. Najłatwiej krytykować, typowo polska przypadłość.
Ozyrysa też było widać w TV. Wszyscy mówią, że świetnie wypadł. Potnę się pod
kolankami z zazdrości.


Świńskim truchtem, Joanna Fabicka, W.A.B.,Warszawa 2004, str. 82-86.

Czytaj więcej

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Joanna Fabicka, "Przygoda z showbiznesem"

Sobota, 22 kwietnia

Od samego rana jestem niezwykle podekscytowany! W nocy trzy razy musiałem zmieniać prześcieradło. O czternastej rozpoczyna się w wytwórni filmowej „Wytwórnia” casting do reklamy szybko schnącej pasty mocującej protezy zębowe. To może być przełom w moim życiu! Goliłem się pięciokrotnie. Gonzo na mój widok wrzasnął falsetem jak z Blaszanego bębenka i razem z Oponą schował się do bieliźniarki. Starłem z twarzy grudki krwi i wróciłem do łazienki, żeby wydepilować sobie pachy. Z rozpędu ogoliłem i nogi. Przynajmniej włosy nie będą mi wystawały z getrów, czyniąc ze mnie jakiegoś nieokrzesanego neandertalczyka. Właśnie zeskrobywałem w łazience kamień z zębów, kiedy wpadła mama i zaczęła wywalać brudy z kosza:
 – Gdzie, u diabła, podział się mój pilnik do paznokci?
Jak zobaczyła, że trzymam go w ręce, wpadła w furię. Szarpała się ze mną jak szalona, a mnie została do wyczyszczenia tylko górna trójka i nie chciałem go oddać. Wreszcie udało się jej go złamać. Całe szczęście, że nie razem z moim zębem. Ale tak sobie przejechałem po dziąśle, że zalałem się krwią. Mama sięgnęła błyskawicznym ruchem do apteczki i wyjęła z niej spirytus. Chlusnęła obficie na to, co zostało z pilnika, i syknęła: „Jesteś nienormalny!” Teraz dostanę zakażenia, wypadną mi wszystkie zęby i umrę ze zgryzoty. Zareagowała z matczyną troską: „Przynajmniej nie będziesz już potrzebował aparatu ortodontycznego”. Odmówiła też wezwania Gruczoła. Nie ma co! Świetnie się zaczęła przygoda z showbiznesem.
  
W metrze

Dziąsła ciągle krwawią. Zabrudzę na planie protezy zębowe i będę musiał zapłacić wielomilionowe odszkodowanie! A w ogóle, to czy mogę się tam pokazać z takimi dłońmi? Jakby je odrąbano Frankensteinowi. Na pewno urodziłem się bez rąk i w szpitalu pijany chirurg przyszył mi łapy jakiegoś kulomiota, który zginął na zawodach trafiony własnym pociskiem. W dodatku mama w ataku szału pocięła na kawałki moją kolekcję koronkowych rękawiczek, a potem długo konsultowała się z jakimś profesorem od zaburzeń.


Kilka godzin później

Jestem na granicy histerii, niczym kobiety na krawędzi załamania nerwowego. Od dwóch godzin tkwię unieruchomiony w windzie, w wytwórni. Guzik z napisem „Alarm” wciskałem tak nerwowo, że wypadł, a ja mam na palcu bąbel wielkości truskawki po napromieniowaniu. Tak się spociłem, że zaczynam mieć dosyć swojego zapachu. Zamknięta wraz ze mną młoda dziewczyna zanosi się w rogu od płaczu. Nienormalna czy co?
Oho! Idzie ekipa techniczna!

Godzinę później

Ciągle w windzie! Ci robole nie mogą sobie poradzić z najprostszym problemem. Ponieważ winda zatrzymała się tak, że była mała szczelina na górze, postanowili, że mamy się przez nią przecisnąć. Uwięzionej ze mną anorektyczce to się udało. Zostałem w środku sam, ale jakoś nie potrafiłem się cieszyć, że mam dla siebie więcej miejsca. Podczas gdy technicy usiłowali podciągnąć trochę windę, ja obliczałem w panice, na ile starczy mi tlenu. Byłem jednak zbyt zdenerwowany. Wreszcie zapadła decyzja: mam wyłazić szczeliną, bo windy nie da się ruszyć. Robotnicy tak mnie poganiali, że nie zdążyłem nawet zrobić kilku ćwiczeń rozluźniających tai-chi. Kiedy byłem już w połowie, winda nagle ruszyła! Naprawdę nie wiem, co w tym takiego śmiesznego. Mogłem zostać zmasakrowany niczym bohaterowie filmów „gore” klasy C! Napisałbym skargę, gdyby dla ukojenia nerwów robotnicy nie przynieśli mi dużego kubka mocnej kawy.

Na wolności

Teraz pędem na casting. Opatrzność nade mną czuwa. Przed drzwiami kłębił się tłum bezzębnych emerytów, a więc nie mają jeszcze pełnej obsady. Zapytałem na wszelki wypadek jakiegoś faceta z ekipy, jakie role już są obsadzone. Spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem technika rentgenologa i powiedział:
– Dla ciebie najlepsza byłaby rola papy uszczelniającej albo Domestosa.
Co za dowcip! Kiedyś oni wszyscy będą mi się kłaniać w pas! Po regularnej bitwie z bandą rozwydrzonych staruszków jestem wreszcie w środku. Ten koleś, którego zaczepiłem na korytarzu, okazał się drugim reżyserem. Od razu wyłowił mnie z tłumu i kazał się przejść pod ścianą w tę i z powrotem. Wskazówki reżyserskie:
 – Zagraj mi to pięknie. Szybszy uśmiech. Pokochaj ten produkt!
Wykonałem to najlepiej, jak umiałem, stosując metodę Stanisławskiego. Na koniec zaprezentowałem jeszcze dwa razy hulance.

Wieczór

Siedzę w domu i nie mogę ruszyć szczęką! Włożyli mi między zęby jakieś świństwo, które natychmiast stwardniało. Mama dzwoni po prywatnych pogotowiach pediatrycznych. O wstydzie! O hańbo!

Szalone życie Rudolfa, Joanna Fabicka, W.A.B.,Warszawa 2004, str. 28-32.
Czytaj więcej

piątek, 7 grudnia 2012

Niezawodnie na chandrę (nie tylko zimową) ;D

Jesienią i zimą jakąś łatwiej o to. O obniżony nastrój - brak słońca, senność pospolita, która sprawia, że człowiek poważnie rozważa swoją przynależność gatunkową (ja ciągle mam ochotę pójść śladem niedźwiedzi i oddać się w długi sen zimowy; do maja najchętniej), krótki dzień, kiepska pogoda.. I niech do tego przytrafi się bodaj drobny problem - i nietrudno o chandrę pospolitą. Czyli nawet telenowela nie pociesza mnie ;) 

 Każdy ma jakiś swój, sprawdzony sposób. A to na przykład jakaś fajna komedia. Coś słodkiego. Upichcenie fajnej potrawy. Albo zakupy. Co jest sposobem dla mola książkowego? Lat 30+? Otóż ten konkretny egzemplarz znajduję uciechę, pociechę i uśmiech w literaturze tak zwanej dziecięco-młodzieżowej. I kicham wtedy na przynależność wiekową czy na prawdopodobną śmieszność w oczach rówieśników. To jest proszę państwa mój sposób na chandrę i działa zawsze niezawodnie.

Na mojej liście polepszaczy humoru jest sporo pozycji. Na pewno cały cykl o Harrym Potterze. Dynastia Miziołków Joanny Olech, która rzadko opuszcza sypialnię. Jeżycjada. Cykl o Flawii, czy o Felixie, Necie i Nice. Książki Makuszyńskiego czy Lucy Maud Montgomery. Mam w związku z tym osobne półki w bibliotece poświęcone właśnie tym książkom. Niewątpliwie króluje na nich niejaki Rudolf Gąbczak. I niech Wam nie przyjdzie do głowy pomylić go z Valentino, choć uwierzcie, coś z nim wspólnego mój ulubieniec miał. Niewątpliwie łatwo się domyślić po kim nosi swoje piękne imię. Jakże pasujące do nazwiska...

 Rudolf Gąbczak to gimnazjalista, chudzielec, z krzywym zgryzem, ambicjami gwiazdorskimi, szaloną rodzinką i przewrażliwieniem na swoim punkcie. A przynajmniej takim go właśnie poznajemy w pierwszej części cyklu - Szalone życie Rudolfa.  I w sumie trudno powiedzieć, by coś się zmieniło przez następne trzy, no oprócz kwestii zgryzu. Bo Rudolf niezmiennie jest zabawny. Choć sam postrzega to niewątpliwe inaczej.

Rudolf, który spisuje w dzienniku swoje przeżycia, emocje i wszystkie zdarzenia, jakie go spotykają, jest w o tyle dobrej sytuacji, że już wie kim zostanie w przyszłości. Zazdroszczę, bo ja w jego wieku nie wiedziałam. W zasadzie nadal nie wiem. Ciągle jestem na etapie "kim będę kiedy dorosnę?". Na szczęście Rudolf już wie. Zostanie aktorem, amantem filmowym, będzie uwielbiany przez tłum (kobiecy najchętniej). Na razie jednak jest niedocenianym nastolatkiem - przez rodzinę, nauczycieli, dziewczyny no i chłopaków. W zasadzie cały świat kładzie mu kłody pod nogi w dążeniu do celu. Ale on się nie poddaje, chodzi na lekcje dykcji u niejakiej pani H., za które płaci w naturze (prasowaniem koronek, czesaniem peruk, naprawianiem sztucznej szczęki..), bo go na nie tak naprawdę nie stać, ma codziennie ćwiczenia z aktorstwa, gdy szalona Babcia znowu pomyli go z kimś innym, a on, jak na wytrawnego aktora przystało, szybko przystępuje do roli, a oprócz tego wszystkiego jest oczywiście intelektualistą, co powinno zamykać problem w kwestii aparycji.

Jednak tych problemów jest znacznie więcej. Mama, pani psycholog, zatem wydawałoby się, przynajmniej teoretycznie, kobieta rzetelnie podchodząca do obowiązków macierzyńskich, zaniedbuje syna, poświęcając swój wolny czas na spotkania feministek. Ojciec, wdaje się w romans z Koreanką. A starszy brat wyemigrował wraz żoną, zostawiając rodzinie swojego małoletniego syna, zwanego pieszczotliwie Gonzo, który zdaje się, zawarł pakt z samym Szatanem. Na dodatek nikt nie kwapi się do wyrzucenia śmieci, które powoli zarastają cały przedpokój. I jak tu żyć w takiej rodzinie?

Każda kolejna część przygód Rudolfa to fenomenalna historia, utrzymana w kolejności chronologicznej, opowiadająca o kolejnych etapach dojrzewania. Pierwsze zauroczenie, pierwsze poważniejsze problemy niż pryszcz na brodzie, pierwsze próby profesjonalnych zdjęć aktorskich i nareszcie pierwszą, prawdziwą i jak na Rudolfa przystało, odpowiednio egzaltowaną miłość. Ale żeby nie wydać Rudolfowi fałszywego świadectwa - ma w sobie on również sporo życiowej zaradności, pomysłowości i nie brakuje mu wyczucia w ważnych sytuacjach. Wbrew opinii mazgaja jaką niechcący mogłam tu wykreować, jest to również mądry chłopak, który gdy trzeba, potrafi nawet odpowiedzialnie i fajnie zaopiekować się dzieckiem.

Nie miał jednak łatwo biedny, uczuciowy Rudolf. Gdy jeszcze wziąć pod uwagę jego ogromną wrażliwość, czułość na własnym w końcu najważniejszym punkcie, można od razu dostrzec, dlaczego lektura o Rudolfie i jego życiowych perypetiach jest niczym zastrzyk pozytywnej energii. Który można aplikować niezależnie od pory roku, dnia oraz konieczności wynikającej ze stopnia natężenia chandry. Profilaktycznie zalecam wszystkie cztery tomy.



Szalone życie Rudolfa;  Świńskim truchtem;  Seks i inne przykrości;  Tango ortodonto, Joanna Fabicka, W.A.B. 2004- 2006


A za inspirację (i poprawę nastroju, bo samo sięgnięcie po książki o Rudolfie już ma na to duży wpływ) dziękuję Beznadziejnie zacofanemu w lekturze :)


Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.