Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignacy Karpowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignacy Karpowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014

Szczękościsk, czyli o co nie zapytałam Karpowicza

 Najpierw ucieszyłam się. 
 Pomyślałam "oho, dobry moment, może reaktywuję pisanie na blogu, trochę go odkurzę, ruszę ponownie z pisaniem" (co jak widać zakończyło się tylko życzeniowo). Mina mi zrzedła, gdy pojawiło się to słowo nielubiane, obce, jakieś takie wstrętne i ogólnie zniechęcające: "spotkanie będzie nagrywane". Nagrywane. Aha.

  Kilka razy zbierałam się do tego, by napisać e-maila wyjaśniającego, że "przepraszam, ale nie mogę jednak przyjechać, bo..". Problematyczne okazało się to całe "bo", ponieważ w ściemnianiu zawsze byłam kiepska, na ściąganiu przyłapywana, toteż szybko zaprzestałam tego nieszczęsnego procederu całe wieki temu, a powiedzenie wprost, że nie znoszę kamer, robienia zdjęć i tym podobnych czynności, mających na celu rozreklamowanie spotkania, wydawało mi się co najmniej marudzeniem niegodnym wszak dzielnego mola książkowego. Bo przecież gdy przychodzi temat książek, to jakoś jednak się spinam, robię szaleństwo poszukiwań w szafie, biorę kilka książek na drogę, w ramach odruchu samoobrony (jak wiadomo dwojakiego znaczenia) i wsiadam w pociąg. Nic to, że potem się krzywię na wszystkie zdjęcia, na których wypadło mi pokazać swe paskudne oblicze, nawet gdy towarzystwo obok jest najzacniejsze na świecie. Skupiam się więc na towarzystwie, bo moje oblicze to naprawdę marginalna sprawa, a towarzystwo zdecydowanie warte uwagi i przełknięcia obaw związanych z owym paskudnym słowem "nagrywanie".

Blogerzy książkowi na spotkaniu w Agorze (fot. Ann RK)


  A mowa o wczorajszym spotkaniu w siedzibie Agory, spotkaniu, które w czasach bohaterów Wojny i pokoju Tołstoja zapewne by nazwano "na salonach", z całą śmietanką towarzyską. Oczywiście, z tą, która mogła porzucić swoje obowiązki, sprawy rodzinne i inne tematy i przybyć do Warszawy, by poznać innych blogerów książkowych, posłuchać redakcji magazynu "Książki", zadać pytania Ignacemu Karpowiczowi i wysłuchać Mariusza Szczygła, który nawet gdy mówił, jak uwieść czytelnika, uwodził jednocześnie swoją publiczność.  Zdradził nam przy tej okazji, jak wykorzystywać zebrany materiał, jak absolutnie nie pisać, jak najlepiej przyciągnąć uwagę czytelnika i jakie... Domyślam się, że jesteście ciekawi szczegółów, jednakże sami rozumiecie, sekrety warsztatu powinny zostać tylko między blogerami książkowymi. W końcu każdemu z nas zależy na tym, żeby uwieść swojego czytelnika.

  Redakcja magazynu "Książki", a przede wszystkim organizatorka całego zamieszania, Ela Zdanowska, spisali się na medal. Co prawda, trochę ciężko jest rozruszać mole książkowe, które nic, tylko spędzają czas z nosem w książce (byli tacy, którzy weszli do sali, usiedli, wyjęli książkę i czytali spokojnie dalej), niespecjalnie mający skłonności do gwiazdorzenia, a już tym bardziej, do występowania przed kamerą, nie mieli również za bardzo odwagi zadawać pytania autorowi, którego książki owszem znają, czytają, nawet może i chwalą (ganią), ale jakoś tak siedzą cicho i jedynie jedna, czy dwie osoby tę ciszę przerywają. A ja pytanie miałam, o tak!, pytanie nie padło ani z moich ust, ani z innych, bo być może tylko mnie interesowało, ile Ignacego Karpowicza jest w Igorze/Ignacym, bohaterze Sońki. Niestety, szczękościsk związany z zachwytem, że widzę ulubieńca na żywo kompletnie odebrał mi zdolność mowy. Moja nieśmiałość w kontakcie z ulubionymi autorami zakrawa na ponuractwo i niezdolność komunikacji jako takiej w ogóle. Bywa.

  Dzień pełen wrażeń zakończyło spotkanie zupełnie niespodziewane (co zawdzięczamy temu, że chyba już każdy polski pisarz zna Agnieszkę Taterę), nieplanowane, odejmujące mi mowę zupełnie, potem ustawiające do pionu, by jednak się zmusić do mówienia... Dobrze się stało, że było w tak wąskim gronie, w związku z czym mniej osób widziało, jako wygląda prawdziwa psychofanka, gdy zobaczy obiekt swojego uwielbienia. A Elżbieta Cherezińska jest nie tylko świetną pisarką, ale i świetną osobą, która spokojnie i z wyrozumiałością zniosła moje akty uwielbienia.

 Dziękuję za ten wspaniały dzień! Takich integracji nigdy za wiele.

 Z Moniką jako Proustem i Karpowiczem, jako Olgą Tokarczuk (fot. Padma)


 
Czytaj więcej

sobota, 2 sierpnia 2014

Karpowicz i jego "Ości"

  Orientacja światopoglądowa: depresja.*

  Zwiódł mnie Karpowicz Sońką okrutnie. Zwiódł, uwiódł, namieszał w głowie, że będzie inaczej (niż w Balladynach i romansach). Toteż popędziłam zakupić i Cud i Ości i przeczytałam i zawiedziona przemilczałam nawet sama przed sobą, że nie, nic nie jest inaczej. Nadal marazm, stagnacja, depresja i nieumiejętność wchodzenia w głębsze relacje. Owszem, Karpowicz ma zdolność diagnozowania współczesności w sposób ironicznie wnikliwy i dogłębny, owszem, posiada dar pisania niesamowity, owszem, czyta się przyjemnie. Ale, ale! Ileż można o tym samym? I oczywiście nie chodzi o to, że Karpowicz pisze tę samą fabułę w Balladynach i romansach, Cudzie i Ościach, ale że pisze o dokładnie tym samym bohaterze zbiorowym. Z dokładnie takim samym zestawem cech, interpretacji rzeczywistości i życiowej indolencji. I gdy się czyta jedną powieść po drugiej to widać to jeszcze wyraźniej. A właśnie ten błąd popełniłam i zaraz po Cudzie przeczytałam Ości. I nie było olśnień. Dobra rada dla czytelników - czytajcie powieści Karpowicza w dużych odstępach czasowych. Ponieważ główny problem tkwi w tym, że Ości to naprawdę kawał dobrej prozy.

  Ości to historia bez historii. Nie ma tu konkretnej o(śc)i fabuły, jest zwykła, (nie)zwyczajna rzeczywistość kilkorga ludzi, których łączą ze sobą naprawdę delikatne powiązania. Ot jedno zna drugie skądś tam, jedno poznało drugie przez przypadek, inne było w jury konkursu w którym brał udział jego facet, a inną dwójkę łączy dziwna przyjaźń. Konstrukcja fabularna przypomina filmy typu Gra w serca, czy Magnolia, wydźwiękiem zaś jest bliższa temu drugiemu. W Ościach podobnie nie ma głównego bohatera, podobnie na początku jesteśmy zagubieni w ilości postaci i planów, ukazanych w jakiejś wyrwanej z kontekstu sytuacji, podobnie śledzimy losy wszystkich bohaterów i dostrzegamy nikłe bądź nieco bliższe powiązania między nimi. I podobnie, każdy czytelnik/widz znajduje swoje odbicia, swoje bolączki i w związku z tym bliższe sobie charaktery poszczególnych postaci, które śledzi najuważniej.

   Córko, wyrzygaj owoc, proszę.**

źródło zdjęcia
  Maja i Szymon to klasyka polskiego małżeństwa. Pobrali się, bo ciąża, mieszkanie zafundowali rodzice, żyją, pracują, oddalają się od siebie. Andrzej i Krzyś żyją w przekonaniu, że jest dobrze między nimi. A jak nie jest dobrze, to można udawać nadal, że jest. Norbert ogólnie rzecz biorąc nie cierpi pedziów i ma bezrefleksyjne nacjonalistyczne poglądy. To, że jego chłopak jest Azjatą, że po godzinach jest Kim Lee w pięknej sukience, wyglądającej jak ogon syreny, nie ma żadnego związku. Ninel i jej matka to z kolei klasyczny obrazek napiętych relacji między matką i córką; Ninel nie może wybaczyć matce, że w dzieciństwie nazywała ją Kubą, i że po śmierci ojca ponownie zaczęła to robić, zaś jej matka, choć widzi nadwrażliwość córki próbuje łagodzić wszystko przemilczaniem i dostosowywaniem się do jej dziwnej gry. Maria zaś stara się udawać, że wcale nie widziała pomalowanego paznokcia, czy cienia na powiekach męża, ani nietypowej relacji z Norbertem, bo co powie jej katolicka rodzina na takie dziwne ekstrawagancje? Gdyby Kuan zdradził ją po chrześcijańsku, z inną kobietą, miałaby gotowy wzorzec do działań, a tak?

  Ścieżki przecinają się krzyżowo. Maja przyjaźni się z Andrzejem, Szymon przypadkiem pomoże Ninel gdy jej kot się rozchoruje, Norbert spędzi z Ninel noc i nie wiadomo kiedy połączy tę dziwną dwójkę coś więcej, choć nadal, mocno powierzchownie, cieleśnie. Maja zakocha się we Franku i tak pozna jego matkę. Ninel. Maria będzie dobrą opiekunką dla chorego Norberta, w końcu są prawie jak rodzina. Spotkania, rozmowy, spędzanie ze sobą czasu, niby robi się tłumnie w Ościach, quasi rodzinnie, ale to wszystko nadal tylko szkielet, ości relacji, które nie są w stanie przeniknąć przez barierę dziwnych przekonań, nawyków, przyzwyczajeń i strachu. Strachu do przyznania, że matka Ninel to zwykła osoba, która ma prawdo do popełniania błędów. Strachu do przyznania, że mąż Marii ją zdradza, choć nie po katolicku, bo przecież z innym mężczyzną. Strachu do przyznania, że Maja i Szymon nie są dla siebie stworzeni, choć wydaje im się, że nie potrafią bez siebie żyć. Łatwiej więc ten niepokój, te lęki zakopać pod nowymi nawykami i udawać, że przechodzi się nad tym do porządku dziennego.

  Jednakże to nie Maja, Szymon, Andrzej, Norbert czy Ninel są tu bohaterami. Głównym bohaterem jest polska codzienność, a główną osią fabularną jej analiza. Większość i mniejszość, depresja i brak perspektyw, uprzedzenia i hipokryzja, ateizm w kontraście z katolicyzmem, papierowe małżeństwo i związek homoseksualny, to są jej cechy reprezentatywne. Karpowicz tylko nadał im imiona i rysy charakterystyczne, ale tak naprawdę to każdy może być Norbertem czy Marią. Pod tą warstwą zaś jest nieustanna potrzeba by być szczęśliwym. Tylko gdzieś zaginęła recepta na to, gdzieś tam po drodze najważniejsze wartości jak lojalność, wierność, miłość, zostały stłamszone, zakrzyczane przez nowoczesność, otwarte związki, milczącą zgodę na zdradę. I ogólną rezygnację, że w zasadzie nie da się już inaczej.

  Nie da się? Nie da się. Da się. Może. Karpowicz w jednym ma rację. Mamy coraz większy problem z budowaniem więzi i z rozmawianiem ze sobą otwarcie. Obserwuje rzeczywistość przez krzywe zwierciadło, jednak z kolei nie lukruje jej. Widzi może pewne zjawiska w sposób przerysowany, ale nie udaje, że czegoś nie ma. Jest i coraz bardziej wchodzi nam w nawyki. A to wcale nie ma optymistycznego wydźwięku.

  Są tu cytaty z klasyków, są kpiarskie tonacje, spaczenia w kierunku mitologii i jest Sławoj. Ze Sławojem można porozmawiać o ile ma się dla niego jakieś resztki. Co do pozostałych postaci, cóż, trudno dociec, czy udałoby się z nimi porozmawiać w sposób powszechnie uznawany za normalny. Jest też śmierć, która jest bardzo cicha i bardzo trudna. Nie umiałabym mimo wszystkich wypaczeń jakie można znaleźć w tej powieści widzieć tu tylko ironię lub formę alegorii. Ignacy Karpowicz to cynik i satyryk w jednym. Wdawanie się z nim w polemikę może się skończyć całodobową dyskusją bez dna. Piekielnie inteligentny, niesamowicie oczytany, świetnie operujący polszczyzną kpiarz i mistrz sarkazmu. W diagnozie rzeczywistości ma sporo racji, ale też, na szczęście!, sporo wyolbrzymia. Pokazuje również, że pomimo zaniku rodziny, relacji, więzi, możemy ciągle trwać. Pytanie tylko, czy na pewno chcemy trwać właśnie w taki sposób? Czytajcie Karpowicza z przerwami między jego powieściami. Nie sięgajcie zachłannie po więcej. Dajcie sobie czas. A wtedy dopiero, tak myślę, uznacie Ości za świetną powieść.

źródło zdjęcia


Ości, Ignacy Karpowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014
* str. 7
** str. 142
Czytaj więcej

niedziela, 1 czerwca 2014

Każdy akapit to poezja. "Sońka" Ignacego Karpowicza

  Może w starciu opowieści z historią to prawda zawsze wychodzi poturbowana?*

Motyw spotkania jest czymś elementarnym zarówno w literaturze, jak i dramaturgii teatralnej. To spotkanie, rozmowa i przenikanie się dwóch różnych światów człowieczej wyobraźni jest tym istotnym doświadczeniem, które potrafi odmienić myślenie, zmienić coś w codzienności, a nawet wpłynąć na resztę życia. Wykorzystywany w różnych konfiguracjach może przynieść ciekawe i wzbogacające wyobraźnię opowieści. Podobnie rzecz się ma z teatrem. Jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia, przyjmujemy w codzienności swoiste maski zachowań, stylów, autokreacji. Literatura, teatr i życie splatają się w transparentnym uścisku. Jak to mądrze napisał Szekspir, człowiek jest aktorem na scenie życia. Każdy z nas odgrywa swoją rolę. Czasami cienka granica pomiędzy prawdą, a kreacją wydaje się być niedostrzegalna, płynna, zanikać i już nie wiadomo, gdzie jest autokreacja, a gdzie to autentyczne oblicze ludzkiego aktora. A wreszcie, gdzie kończy się autobiograficzna ingerencja narracyjna autora, a zaczyna fikcyjna postać, którą stworzył.

źródło zdjęcia
 "Taki wariant mnie samego, który się nie wydarzył."**

 Jestem Ignacy, występuję w trzeciej osobie. Występuję przypadkowo, występuję przed samym sobą. Siedzę teraz w ostatnim rzędzie, a może leżę w łóżku. To zależy od nocy. Jestem strażnikiem tej bajki. Jej ryzykownym redaktorem i przygodnym bohaterem. Reżyserem i historykiem. ***


  Miłość to kolejny ważny motyw. Jest ona motorem działań, dodaje sił, nawet, gdy człowiek jest już pozbawiony wszelkiej energii życiowej, wzrusza, porusza, inspiruje poetów. I jeszcze jest wielka historia. Jej rozmach, działania inwazyjne, niszczenie wszystkiego, co staje na jej drodze. I oto jest. Najważniejsze składniki, a jednocześnie wątki, którymi można stworzyć albo zepsuć nawet arcydzieło. Ignacy Karpowicz zebrał je w całość, gdzie trzeba był łagodny, gdzie trzeba było pokazać świat jakim on jest, był cyniczny, gdy już było zbyt wiele tej nieznośnej prozy życia dodał czystość poezji. I splótł iluzję z prawdą, teatr z życiem.I stworzył coś niesamowitego. Coś pięknego. Coś niepowtarzalnego, choć czerpiącego pełnymi garściami z wszystkich banalnych motywów literackich.

  To nieprawda, że zakochanym czas mija w okamgnieniu. (..) Każda wspólnie spędzona minuta wydaje się dłuższa, większa i głębsza niż rok spędzony samotnie. O tak, każdą naszą minutę dokładnie pamiętam, mogłabym opowiadać godzinami, co wtedy czułam, co się stawało, co pachniało, co pohukiwało, który pies w której zagrodzie zaszczekał i w które miejsce łaskotały mnie źdźbła.****

  Słuczanka to mała wieś położona w województwie podlaskim. Przysłowiowe miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc. Parę domów, pola, lasy, dla miastowego istna pustynia. To właśnie tu mieszka Sońka. To tutaj samochód Igora odmówił posłuszeństwa i zatrzymał się na dobre. To tutaj na wiejskiej drodze dochodzi do przypadkowego spotkania tych dwojga. Ona, mająca większość życia już za sobą; on, który wyparł się samego siebie i przeszłości, ciągle jeszcze ma wiele do zrobienia. Spędzą wspólnie wiele godzin, noc, pełną dziwów i opowieści Sońki. Sońki, która Niemca pokochała miłością absolutną, ostateczną, jedyną, przekraczającą barierę języka, historii, powikłań, mordu. Sońki samotnej, dawno owdowiałej i opuszczonej przez najbliższych. Sońki z gwardią przyboczną składającą się z krowy, kota i psa. I to spotkanie, nieco odrealnione, trochę teatralne, jakieś takie magiczne i absurdalne, przyniesie Sońce ulgę, wyzwolenie. Bowiem Sońka nie potrzebuje rozgrzeszenia, ani wybaczenia. Ona tylko chce przekazać całą opowieść właśnie jemu, Igorowi, aniołowi, który przybył niczym posłaniec niebios. Igor zaś poniekąd nieświadomie przywróci Ignacego, dawnego siebie i przejdzie przemianę, prześwit własnej krwi i ciała i odniesie spektakularny sukces, gdy przełoży to wyjątkowe przeżycie na język teatralny. Opowieść Sońki, prawdziwa-nieprawdziwa splecie się ze swoją sceniczną wersją. Życie przeniknie teatr. Teatr będzie życiem.
rys. LUaRI, źródło
   I machnął różdżką: słońce wygasło, na widowni ucichły szmery, zaraz premiera, punktowy reflektor wydobywa z mroku zgarbioną postać. - Dawno, dawno temu - mówi Sonia, a zgromadzeni poddają się jej głosowi, wpatrują w twarz, historia Sonii wyrzuca ich poza nawias czasu, a potem owacja na stojąco. (..) Sukces. *****

  Dotąd nie można mnie było zaliczyć do wielbicielek prozy Ignacego Karpowicza. Czytałam niegdyś z dużym zainteresowaniem jego teksty jeszcze w Bluszczu, ale gdy pojawił się tam artykuł dla mnie nie do zaakceptowania, gdy przestałam miesięcznik kupować i zaczęłam cichy bojkot, przestałam siłą rzeczy czytać również felietony Karpowicza. Czego żałowałam trochę, bo je właśnie najbardziej lubiłam. Lubię słuchać tego człowieka, nie wiem dlaczego. Po prostu lubię. Przeczytałam Balladyny i romanse. Podobało mi się (część pierwsza) i nie podobało mi się (część druga). Ale na tyle było dobre, że książka na półkach stoi nadal. Bowiem są książki, które idą w świat, bo są słabe i nie powinny zajmować miejsca, i są książki, które zostają na dobre, bo są właśnie dobre. Karpowicz został. Ale nie, nie byłam admiratorką jego twórczości.
   Dziś powiem, że dawno tak nie było, że książka mnie pochłonęła doszczętnie, że każdy akapit wzbudzał zachwyt, że wszystko zdawało się odpowiednio skomponowane, że coś mną wstrząsnęło, zostało ze mną, coś nieodwracalnego się stało.
  Dziś chętnie założę klub wielbicieli Ignacego Karpowicza, będę głosić, ba, będę wykrzykiwać pochwały i namawiać. Głośno i wyraźnie namawiać: czytajcie Karpowicza. Czytajcie Sońkę!



O Sońce z innej perspektywy poczytacie jeszcze na blogu Krytycznym okiem. Gorąco polecam.

Sońka, Ignacy Karpowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014
* str. 59
** fragment wypowiedzi Karpowicza podczas wywiadu w programie „Xięgarnia” w TVN24, link: http://xiegarnia.pl/wideo/ignacy-karpowicz-wywiad/
*** Sońka, str. 129
**** tamże, str. 49
***** tamże, str. 18

Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.