Gdy ostatnio opisywałam moje teatralne wrażenia, pisałam, że bardzo lubię Annę Dereszowską i że chciałabym więcej teatru i więcej Dereszowskiej. (Marcin owszem, zastosował się do tej prośby, ale połowicznie i zakupił bilety na Fredrę dla dorosłych mężów i żon (ach, to już w tę sobotę!), jednak bez Dereszowskiej w obsadzie). Pod tamtym wpisem odezwała się Wiki, która dała mi namiary na portal Wiadomości24, gdzie można dostać bilety w zamian za recenzję (Wiki, dziękuję!). I tak, zupełnym przypadkiem, ot zgłaszając swoje zainteresowanie spektaklem z Dereszowską (bo nawet nie spojrzałam na inne tytuły, skoro tylko zobaczyłam jej zdjęcie) zostałam bardzo mile zaskoczona i bilety trafiły w moje ręce. Wszystko odbyło się trochę na szybko - wiadomość o biletach dostałam po 11-tej, gdy w pracy jeszcze próbowałam jakoś ogarnąć bałagan powstały po majówce, stąd bałam się, że nie uda mi się wyjść wcześniej żeby bilety odebrać na czas (a odbiór tylko do 16-tej), potem szybka gonitwa do domu, żeby wyjść z Potworami na spacer, przebrać się i znowu szybkim krokiem na stację PKP, co by na czas dojechać z powrotem do Warszawy. Wpadliśmy do Teatru Capitol dosłownie na ostatnią minutę. I minutę później rozpoczął się spektakl o intrygującym tytule Bożyszcze kobiet.
Bożyszcze kobiet autorstwa Neila Simona zostało zaadaptowanie na polską scenę przez Cezarego Morawskiego, dzięki czemu bohaterowie w miarę możliwości funkcjonują w rzeczywistości uniwersalnej, niekoniecznie tej amerykańskiej, jaką zapewne dałoby się to odczuć oglądając ją w oryginale (np. Jenny bierze Deprim, a nie jego amerykański odpowiednik). Zresztą, genialnego tłumaczenia Miry Michałowskiej nie trzeba nikomu reklamować. Głównym bohaterem jest czterdziestosześcioletni Barney, od dwudziestu dwóch lat mąż tej samej żony, z raczej niedużym doświadczeniem związanym z innymi kobietami, choć zasadniczo też nie do końca dotąd w ogóle był zainteresowany tymi relacjami. Jednak z czasem zmienia się styl myślenia. Powoli dojrzewa myśl o romansie. O zakochaniu. O szaleństwie. W końcu taki szmat życia z jedną żoną! Toteż gdy nadarza się okazja, a piękna Helen wykazuje zainteresowanie to i trzeba tę okazję spróbować wykorzystać! I tak, gdy mamusia Barneya jest nieobecna w jej mieszkaniu dochodzi do schadzki.
Schadzka ma szanse na piękny finał - Helen nie tylko jest zainteresowana Barneyem, ale też daje mu bardzo odczuć, jak można spędzić to przyjemne popołudnie. Nieśmiały Barney nie umie skorzystać z sytuacji, krygując się, stosując uniki oraz wszelkie możliwe wymówki powodując, że Helen w końcu straci cierpliwość i jak nagle się pojawiła w życiu Barneya tak równie szybko z tego życia zniknęła. A tym samym niestety scenę opuściła Anna Dereszowska, a ja ciągle rozmyślałam o jej postaci. Bo w trakcie krótkiej rozmowy z Barneyem Helen zasugerowała, że każdy nie żyje, ona nie żyje od pół roku, tylko tak z przyzwyczajenia ciągnie. I tu cóż, psycholog puścił wodze fantazji na temat tego, co mogło być przyczyną owej śmierci duchowej Helen, kto ją skrzywdził, lub kogo ona skrzywdziła, co takiego się wydarzyło, że jej postać przemówiła tak melodramatycznie? Tym bardziej, że dotąd była przedstawiona jako kobieta raczej konkretna, zdecydowana, świadoma tego, co robi i tego co chce. Zresztą, bardzo też różna, od następnej kobiety jaka pojawiła się w życiu Barneya, czyli Bobby.
Bobby poznana w parku, aktorka amatorka, wiedzie interesujące życie z całą gamą przygód różnorodnych. A to żyje z reżyserem filmów pornograficznych (mówi ci coś tytuł "Wiśniowy wsad"? no to właśnie jego!), albo mieszka z Niemką, która ciągle uwielbia Hitlera. Lekkomyślna, głupiutka, wdaje się w związki bez przyszłości, i z Barneyem również nie nawiąże bliższej relacji, oprócz tej wynikającej ze wspólnego palenia trawki. I ciekawych wizji w trakcie owego palenia.
Trzecia próba Barneya, by ożywić swoje życie seksualne również spełznie na niczym.. Może dlatego, że Jenny jest najlepszą przyjaciółką jego żony, a może dlatego, że Jenny ma ogromne problemy i cóż, nie najlepsza z niej kandydatka na kochankę.
Salwy śmiechu, momenty pełne chichotu, przeplatały się z ogólną refleksją na temat małżeństwa (tyle lat z jedną kobietą? to jak kazirodztwo! jak to powiedziała Helen), życia, a nawet śmierci, bo i ten temat został poruszony na scenie. Psycholog też ma tu używanie - od nerwicy natręctw Barneya (nerwowe, ciągłe wąchanie palców i perfumowanie ich, by przestały śmierdzieć), przez nieszczęście Helen, po depresję Jenny, mamy tu całkiem niezły przekrój problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednak przede wszystkim jest to zabawna komedia, o pomysłowym, niedoszłym Casanovie, który usilnie próbując odmienić swoje życie, ostatecznie umawia się szczęśliwy na schadzkę.. z własną żoną. Polecam jako wyśmienitą rozrywkę. I już się nie mogę doczekać soboty!
Bożyszcze Kobiet, Teatr Capitol, reżyseria: Cezary Morawski
przekład: Mira Michałowska
scenografia: Ewa i Andrzej Przybyłowie
OBSADA:
Piotr Gąsowski
Hanna Śleszyńska
Anna Dereszowska
Anna Modrzejewska
Czytaj więcej
Bożyszcze kobiet autorstwa Neila Simona zostało zaadaptowanie na polską scenę przez Cezarego Morawskiego, dzięki czemu bohaterowie w miarę możliwości funkcjonują w rzeczywistości uniwersalnej, niekoniecznie tej amerykańskiej, jaką zapewne dałoby się to odczuć oglądając ją w oryginale (np. Jenny bierze Deprim, a nie jego amerykański odpowiednik). Zresztą, genialnego tłumaczenia Miry Michałowskiej nie trzeba nikomu reklamować. Głównym bohaterem jest czterdziestosześcioletni Barney, od dwudziestu dwóch lat mąż tej samej żony, z raczej niedużym doświadczeniem związanym z innymi kobietami, choć zasadniczo też nie do końca dotąd w ogóle był zainteresowany tymi relacjami. Jednak z czasem zmienia się styl myślenia. Powoli dojrzewa myśl o romansie. O zakochaniu. O szaleństwie. W końcu taki szmat życia z jedną żoną! Toteż gdy nadarza się okazja, a piękna Helen wykazuje zainteresowanie to i trzeba tę okazję spróbować wykorzystać! I tak, gdy mamusia Barneya jest nieobecna w jej mieszkaniu dochodzi do schadzki.
![]() |
| Źródło zdjęcia |
Schadzka ma szanse na piękny finał - Helen nie tylko jest zainteresowana Barneyem, ale też daje mu bardzo odczuć, jak można spędzić to przyjemne popołudnie. Nieśmiały Barney nie umie skorzystać z sytuacji, krygując się, stosując uniki oraz wszelkie możliwe wymówki powodując, że Helen w końcu straci cierpliwość i jak nagle się pojawiła w życiu Barneya tak równie szybko z tego życia zniknęła. A tym samym niestety scenę opuściła Anna Dereszowska, a ja ciągle rozmyślałam o jej postaci. Bo w trakcie krótkiej rozmowy z Barneyem Helen zasugerowała, że każdy nie żyje, ona nie żyje od pół roku, tylko tak z przyzwyczajenia ciągnie. I tu cóż, psycholog puścił wodze fantazji na temat tego, co mogło być przyczyną owej śmierci duchowej Helen, kto ją skrzywdził, lub kogo ona skrzywdziła, co takiego się wydarzyło, że jej postać przemówiła tak melodramatycznie? Tym bardziej, że dotąd była przedstawiona jako kobieta raczej konkretna, zdecydowana, świadoma tego, co robi i tego co chce. Zresztą, bardzo też różna, od następnej kobiety jaka pojawiła się w życiu Barneya, czyli Bobby.
![]() |
| Źródło zdjęcia |
Bobby poznana w parku, aktorka amatorka, wiedzie interesujące życie z całą gamą przygód różnorodnych. A to żyje z reżyserem filmów pornograficznych (mówi ci coś tytuł "Wiśniowy wsad"? no to właśnie jego!), albo mieszka z Niemką, która ciągle uwielbia Hitlera. Lekkomyślna, głupiutka, wdaje się w związki bez przyszłości, i z Barneyem również nie nawiąże bliższej relacji, oprócz tej wynikającej ze wspólnego palenia trawki. I ciekawych wizji w trakcie owego palenia.
Trzecia próba Barneya, by ożywić swoje życie seksualne również spełznie na niczym.. Może dlatego, że Jenny jest najlepszą przyjaciółką jego żony, a może dlatego, że Jenny ma ogromne problemy i cóż, nie najlepsza z niej kandydatka na kochankę.
![]() |
| Źródło zdjęcia |
Salwy śmiechu, momenty pełne chichotu, przeplatały się z ogólną refleksją na temat małżeństwa (tyle lat z jedną kobietą? to jak kazirodztwo! jak to powiedziała Helen), życia, a nawet śmierci, bo i ten temat został poruszony na scenie. Psycholog też ma tu używanie - od nerwicy natręctw Barneya (nerwowe, ciągłe wąchanie palców i perfumowanie ich, by przestały śmierdzieć), przez nieszczęście Helen, po depresję Jenny, mamy tu całkiem niezły przekrój problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednak przede wszystkim jest to zabawna komedia, o pomysłowym, niedoszłym Casanovie, który usilnie próbując odmienić swoje życie, ostatecznie umawia się szczęśliwy na schadzkę.. z własną żoną. Polecam jako wyśmienitą rozrywkę. I już się nie mogę doczekać soboty!
Bożyszcze Kobiet, Teatr Capitol, reżyseria: Cezary Morawski
przekład: Mira Michałowska
scenografia: Ewa i Andrzej Przybyłowie
OBSADA:
Piotr Gąsowski
Hanna Śleszyńska
Anna Dereszowska
Anna Modrzejewska




