piątek, 2 sierpnia 2013

Odkurzanie, czyli misz masz po raz kolejny

Blog się nieco przykurzył w ostatnich dniach. Nie ze złej woli lub chęci porzucenia- absolutnie nic z tych rzeczy. Nieco wyczerpałam się jeśli chodzi o wenę do pisania, jak również, nowe obowiązki w pracy narzuciły mi takie tempo i ilość spraw do załatwienia, że przyznaję bez bicia, czytam mniej. Ale czytam nadal, nadal podczytuję również moich ulubionych blogerów, ale cóż, czasu mam mniej by zostawiać po sobie ślady w postaci komentarzy, choć powoli sytuacja zaczyna się uspokajać, normować i mam nadzieję, że wkrótce wrócę w stały rytm częstszych wpisów i regularniejszych odwiedzin. Póki co, szaleję z zakupami, co nie ulega zmianie niezależnie od zawirowań zawodowych (które skądinąd są bardzo interesujące i naprawdę wciągają mnie swoją intensywnością i możliwościami nauki nowego). I tak oto oczekuję Esejów Camus znalezionych na Allegro za cenę.. powiedzmy, dopuszczalną. Również czekam aż moja ulubiona księgarnia zrealizuje najnowsze zamówienie i będę mogła (oby!) rzucić się na najnowszą powieść Cherezińskiej, czyli Legion. Co oprócz tego? Oprócz tego długo poszukiwane Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy Marylin Monroe również mają wkrótce do mnie dotrzeć. I parę innych tytułów znalezionych tu i ówdzie, (a niedostępnych w ulubionej księgarni), bo była okazja, bo przecena, bo nie można nie skorzystać. I teraz tylko znaleźć czas na ich lekturę..Jeśli aktualnie cierpię na jakieś deficyty to jest to zdecydowanie wolny czas, czas na leniwą lekturę i możliwość pisania o wrażeniach po zakończeniu. Trzymam się jednak mocno tej nadziei, że wkrótce to wróci.

A tymczasem nadrabiam małe zaległości.
Z nieopisanych lektur w tlipcu zostały mi dwa tytuły i ponieważ nie mam za wiele na ich temat do powiedzenia, będzie wyjątkowo krótko i bez przynudzania.

Gugara Andrzeja Dybczaka to pierwszy reportaż wydawnictwa Czarnego, który niestety nieco rozczarowuje. Co dziwne, jest naprawdę świetnie napisany! Nie mogę zarzucić autorowi braku talentu, powiedziałabym nawet więcej pisarskiego niż reporterskiego jeśli chodzi o język i stworzoną narrację. Pięknie, poetycko opisane lasy syberyjskie zapraszają wręcz do siebie zapachem i kolorami. Dałam się wciągnąć do środka czumu, czułam dym i zimno, byłam w środku syberyjskiego lasu. Opisy Dybczaka są tak plastyczne, że nie sposób się nie zachwycać nimi. Nie zachwycają jednak Ewenkowie, temat przewodni Gugary i główni bohaterowie. Paru Ewenków, ostatnich przedstawicieli tego koczowniczego plemienia poznajemy za pomocą pióra Dybczka. Spędza on z nimi czas w namiocie, w którym godzinami zabijają czas grami wszelkiego typu, albo chodzą po lesie by zbierać szyszki. Siedzi we wsi, w której się zaopatrują i czasami przeczekują jesień. Główna rodzina z jaką przebywa autor jest całkiem sympatyczna, klną znacznie mniej niż pozostali, psa nie zostawiają uwiązanego w lesie, gdy go opuszczają na jakiś czas. Cała reszta to jedna wielka chuliganeria, w moim odczuciu rzecz jasna, bo autor nie ocenia swoich bohaterów. Ta chuliganeria dużo pije, za alkohol wyrzyna stado reniferów, zostawia uwiązane w lesie psy na okrutną śmierć. Zabija ot tak, bo jest potrzeba zemsty za coś. Na przykład podpalając zamkniętych w chacie ludzi. Chyba ostatecznie trochę traci rozum na tym pustkowiu, co w tych okolicznościach nie powinno dziwić. Życie w czumie wymaga nie lada wytrwałości. Cisza lasu może prowokować psychikę, by wkraczała na manowce. I choć to wszystko rozumiem to jednak nie potrafiłam i nie potrafię zrozumieć upodobania autora do tych ludzi. I dlatego książka męczyła mnie momentami.. Ratowały ją opisy i ciekawe rozmowy z Tatianą. Ale tylko tyle. Czy to wystarczy, żeby polecać ten reportaż? Pozostawiam indywidualnej ocenie.

Gugara, Andrzej Dybczak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012

Drugim pominiętym tytułem jest Wielki Gatsby, o której to powieści nie mogę powiedzieć ani że mnie rozczarowała, ani że zachwyciła. Ot historia niespełnionej miłości w otoczce dramatu z zarysem kryminalnym. Ciekawie napisana, ale przeczytanie jej nie wyjaśniło na czym polega fenomen ani tej powieści, ani pisarstwa Fitzgeralda (choć w tym celu muszę niewątpliwie poznać nieco więcej tytułów jego autorstwa). Jak każdy człowiek, któremu w życiu było dane zaznać biedy, tysiąca i jeden potraw z ziemniaków, lubię mieć pieniądze. Lubię wiedzieć, że mogę pozwolić sobie na szaleństwo w księgarni. Ale nigdy nie przemawiał do mnie blichtr, wystawne przyjęcia, opływanie w bogactwo. Źle się czuję na wszelkich bogato wyposażonych imprezach, nie lubię żerować na czyimś sukcesie, także nawet firmowe wyjazdy nie są dla mnie przyjemnością, choć doprawdy, nie muszę za uczestnictwo w nich wydawać nawet grosza. Może to zatem o to chodzi? Gatsby, wielki mitoman na temat swojego pochodzenia oraz źródła bogactwa nie fascynuje mnie zatem, wywołuje jedynie masę współczucia siłą namiętności jakiej uległ, a do której dotarcia środkiem uczynił pieniądze. Jedno jest niewątpliwe - Fitzgerald pisał ciekawie, książkę czytałam z dużym zainteresowaniem, choć sama nie mam pewności na ile wpłynęła na to jej fama, albo samo tłumaczenie Dehnela (do którego jak już wiadomo mam niczym nieuzasadnioną słabość). Dla mnie ogółem pozycja warta zainteresowania i na pewno warta poznania. Rozważam jeszcze przeczytanie wcześniejszego tłumaczenia, bo jestem ciekawa jego odbioru. I porównania.

Wielki Gatsby, Francis Scott Fitzgerald, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013

Teraz próbuję skończyć dawno porozpoczynane powieści, jak Dzwon Iris Murdoch, czy Zew natury Guya Grieve, a także moją ulubioną pozycję Zimbardo, czyli Efekt Lucyfera, czytany kilkakrotnie w języku polskim, więc teraz dla odmiany w języku angielskim (co mnie tylko przekonuje, że mamy dobrych tłumaczy w kwestii literatury psychologicznej), utrudniając sobie tradycyjnie życie. Ale jak to powiedziała Gabrysia Borejko, nie pamiętam w której części Jeżycjady, "a kto powiedział, że ma być lekko"? A może to była mama Borejko.. W każdym razie w moim życiu dzieje się coraz ciekawiej. Liczę jednak na powrót do normalności przynajmniej w zakresie czytania i pisania o tym, co przeczytałam.



Czytaj więcej

niedziela, 21 lipca 2013

Zawinił Francuz

Nie znam Francji. W Paryżu byłam tylko raz, na koncercie Emilie Simon. Przez trzy dni obejrzałyśmy z moją przyjaciółką ile się tylko udało na naszych krótkich nóżkach, a z koncertu wyszłam zakochana jeszcze bardziej w muzyce pięknej Francuzki.



  I to by było na tyle jeśli chodzi o koneksje z Francją. A powinno być więcej biorąc pod uwagę skromny fakt, że dla Francji pracuję od ponad pięciu lat. Jednak nie, samo to nie miało dla mnie nigdy znaczenia. Dopóki ponownie (przestałam już liczyć który to raz) nie zmieniłam szefa. Który dużo mówi o Albercie Camus i cóż zrobić, bibliofil przecież nie może odmówić sobie przyjemności poznania nowego. Tym bardziej, gdy autora poznało się pobieżnie za pomocą jednej lektury obowiązkowej, a później pechowo, nigdy się do niego nie wracało. To trochę jak zapomnienie o czymś ważnym. Jak notatka mnemotechniczna o Obłędzie, która wróciła do mnie po latach. Wiedziałam, że chcę poznać bliżej Camus, ale zwyczajnie - zapomniałam o tym. W natłoku spraw codziennych, lektur jakie wpadają co chwila do głowy, coś umknęło i stało się stratą. Dobrze, że takie straty można zawsze nadrobić. I co odkryłam? Otóż nie pamiętałam zbyt wiele z Dżumy, choć pamiętam, oceniłam ją wysoko w latach młodzieńczych. Teraz zatem wróciłam do lektury niemalże łakomie, choć pierwsze sceny przywróciły pamięci większość wątków, co absolutnie nie umniejszyło przyjemności z lektury. Ale też przypomniało mi to co z uporem maniaka miałam w głowie już na zawsze, po tej pierwszej lekturze i nieświadomie, parafrazowałam przez całe życie, co znalazło również swój wydźwięk na blogu.

Zło na świecie płynie niemal zawsze z niewiedzy, dobra zaś wola może wyrządzić tyleż szkód co niegodziwość jeśli nie jest oświecona. Ludzie są raczej dobrzy niż źli, i w gruncie rzeczy nie o to chodzi. Ale nie wiedzą w mniejszym lub w większym stopniu; jeśli zaś mowa o tym, co nazywa się cnotą lub występkiem, najbardziej rozpaczliwym występkiem jest niewiedza, która mniema, że wie wszystko, i czuje się wówczas upoważniona do zabijania.*

 I wygląda na to, że dzięki Camus na moment oderwałam się od reportaży, choć przyznaję, że Dżuma pozostaje w tematyce tego, co dotąd czytałam, różniąc się tylko tym, że to fikcja, a nie opowieść o realnych przeżyciach danej społeczności. Inaczej ma się rzecz z Obcym, którego pochłonęłam w kilkadziesiąt minut, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę długość tej pozycji. Lektura tej krótkiej opowieści wprowadziła mnie w konsternację. Jak się doczytałam Camus uważa, że całość streszcza zdanie mówiące o tym, że człowiek, który nie płacze nad grobem matki jest z założenia obcym, którego społeczeństwo w końcu ukarze za brak trzymania się stosownych reguł jakie regulują życie wśród ludzi. Prawdopodobnie zgodziłabym się bez zastrzeżeń z tym stwierdzeniem, gdyby nie istotny fakt z tej powieści - morderstwo, jakiego dokonał ów tytułowy obcy, czyli Marsault. Morderstwo nie wynikające z obrony własnej, z nagłego zachwiania psychiki, ze wzburzenia, czy z innego rodzaju emocji, które choć trochę mogłyby uzasadnić taki czyn. A jednak jest to morderstwo zupełnie bez powodu. Zastrzelenie człowieka, za to, że być może, prawdopodobnie groził innemu człowiekowi, sąsiadowi naszego bohatera, człowiekowi raczej spod ciemniej gwiazdy, którego stwierdzenia o byciu kumplami w ogóle nie przeszkadzają Marsault. Wydaje się jakby główny bohater nie posiadał jednej ważnej ludzkiej cechy - emocji. I nie chodzi o ten brak żalu z powodu śmierci matki, a właśnie o to morderstwo, którego nie sposób zrozumieć. I co się dzieje ze mną, czytelnikiem? Chcę poznać więcej. Wiedzieć więcej. Jak Marsault nie osądzam. Odpowiedziałem, że nic nie sądzę, ale że to jest ciekawa historia.** Bo to jest ciekawa historia, nawet gdy główny bohater sprawia, że ma się ochotę rzucić książką o ścianę. A ja chcę więcej przeczytać. I muszę przyznać, że lubię, gdy ktoś mnie naprowadza na interesujące tytuły. Teraz szukam Esejów Camus przerażona ich ceną w antykwariatach. Ale kto wie, może znajdę jakąś perełkę za rozsądną cenę.


* str. 84 z Dżuma, Albert Camus, Państwowy Instytyu Wydawniczy, Warszawa 2010
** str. 20 z Obcy,  Albert Camus, Zielona Sowa, Warszawa 2003
Czytaj więcej

poniedziałek, 15 lipca 2013

Spustoszenie w sercu

Tutaj może się doszczętnie spalić dziesięciotysięczne miasto, ale nikt się nigdy o tym nie dowie.*

--------

 Mjanma albo Birma (także: Myanmar, Mianma; Republika Związku Mjanmy) – państwo położone w Azji Południowo-Wschodniej nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim. Większymi miastami są Rangun, Mandalaj i Basejn. Graniczy z Chinami, Tajlandią, Indiami, Laosem oraz Bangladeszem. (źródło)

Dopóki generałowie pozostaną u władzy (..) nie zostaną upamiętnione ofiary cyklonu Nargis. Na tym właśnie, w moim odczuciu, polega jedna z wielkich tragedii Birmy (..) birmańska historia ginie połykana w bezwzględnie wymuszanej zbiorowej niepamięci.**


Nargis – wielki cyklon, który na początku maja 2008 roku nawiedził Mjanmę.Cyklon uformował się 27 kwietnia 2008 roku nad Zatoką Bengalską. Nad Mjanmą prędkość wiatru osiągała 190-240 km/h. W wyniku niszczycielskiego żywiołu zginęło ponad 138 tys. osób, a ponad 33 tys. uznano za zaginione. W najbardziej dotkniętym przez żywioł mieście Bogalay zginęło około 15 tys. osób. (źródło) Pozbawionych domu i rodziny zostało kolejnych dwa miliony osób.

-------

Nie jestem wrażliwa. Nie płakałam nad losem Romea i Julii jak moja siostra. Nie bałam się chodzić po cmentarzu po północy gdy byłam dzieckiem. Nie wierzę w przypadki. Nie znoszę patetycznych scen zarówno w filmach, jak i w literaturze, bo mnie złoszczą, swoją tandetną koniecznością do wyciskania łez. Mam w sobie więcej praktycyzmu niż romantyzmu. Płakałam nad reportażem Emmy Larkin.
-------

Większość osób zna książkę Orwella, jeśli nie z samodzielnej lektury, to bodaj ze słyszenia o tej słynnej antyutopii, której fabuła, nawet po tylu latach, powoduje ciągle całą masę emocji. Życie w świecie, w którym historia jest aktualizowana na bieżąco, a do wiadomości publicznej podawane są zakłamane dane, w którym każdy może w każdej chwili zostać wydany przez własne dziecko, dla wielu z nas jest jedynie fikcją, w której owszem, pojawia się wiele znanych z historii elementów, ale nadal pozostaje fikcją. Życie w Birmie, takie codzienne, zwyczajne, jest istną realizacją Orwellowskiego scenariusza. Pod dyktando wojskowej junty realizowane są wszystkie działania państwowe. Od spraw związanych z wszelkimi decyzjami politycznymi po wyznanie religijne. Mówienie o historii jest zagrażające życiu, toteż historia ta ma charakter mocno indywidualny. Każdy może poznać tylko to, co przeżył. Nie ma większych szans na poznanie historii własnego kraju z jakiegoś miarodajnego źródła.  Podawana jest jedna wersja prawdy: ta w wydaniu dyktatury. I tak wydarzenia historii najnowszej - nawet te najbardziej bulwersujące czy burzliwe - pozostają jedynie w pamięci prywatnej. *** Pogrążanie się w ekonomicznym kryzysie to jedno z konsekwencji, Głód, psychiczne zmęczenie i zniechęcanie to te idące dalej za tą pierwszą. I teraz taki kraj dopada cyklon, niszcząc setki tysięcy ludzkich istnień, siedzib i pól uprawnych. Gdy wszystkie światowe organizacje pomocowe ruszają z natychmiastową akcją ratunkową, Birma po prostu odmawia przyjęcia wyciągniętej w ich kierunku dłoni. Samoloty nie mogą lądować. Statki nie mogą cumować. Ludzie pracujący dla tych organizacji nie mają wstępu do kraju w żaden sposób. Ziszczony koszmar. Bo wiele ofiar cyklonu przeżyło i miałoby szansę na ratunek, gdyby w porę opatrzyć rany, dać im pożywienie i dach nad głową. Birma odmówiła pomocy, sama jej nie dostarczając, pozwalając tym samym na śmierć kolejnych tysięcy ludzi. I na traumę tych, którzy musieli patrzeć na leżące tygodniami, miesiącami, nieuprzątnięte, niszczejące zwłoki.


Tego reportażu nie sposób czytać bez emocji. Trzeba by być kompletnie pozbawionym ośrodkowego układu nerwowego. Być robotem. Pisanie wrażeń z tego, co dziennikarka zobaczyła na miejscu na pewno wymagało od niej, przynajmniej chwilowego, odcięcia się od własnych przeżyć. To co, zobaczyła i przeżyła, choć już po kataklizmie i po pierwszych próbach wsparcia ze strony światowych organizacji, przekracza najśmielsze wyobrażenia, czy najbujniejszą wyobraźnię. Tego nie da się wymyślić, nie da się stworzyć bez ujrzenia na własne oczy. Żadna fikcja nie ma szans.
Pewna kobieta opowiadała mi, że gdy schroniła się przed powodzią na drzewie, fala rzuciła jej w ramiona płaczące niemowlę, Więc jedną ręką chwytała się gałęzi, drugą próbowała utrzymać dziecko, lecz porwały je fale. Nie znała go i nigdy się nie dowie, czyje to było dziecko, ale obraz porywanego od niej przez wodę niemowlaka wciąż ją prześladuje. ****  A tych historii jest w tym krótkim tomie bez liku. Tysiące nieszczęść, załamani ludzie, pozostawieni sami sobie po tak ogromnej traumie, zaginione rodziny, niegojące się rany na ciele i duszy, to zaledwie ułamek tego wszystkiego, co wydarzyło się w Birmie zaraz po spustoszeniach, jakich dokonał cyklon. Jak się jednak okazuje, te spustoszenia są niczym wobec spustoszeń jakich dokonał wojskowy reżim, od lat trzymający mieszkańców Birmy twardą, niczym niewzruszoną ręką, która z metody kija i marchewki pamiętała tylko o kiju, na dodatek uposażonym w wiele dodatkowych elementów do torturowania. Głód, ubóstwo, brak możliwości celebrowania ważnych wydarzeń, wywieranie nacisku na pamiętanie wydarzeń spreparowanych, zwątpienie we własne wspomnienia, brak możliwości głosu przeciwko niesprawiedliwości, a wreszcie, po uderzeniu żywiołu, brak pomocy i wsparcia, by dalej żyć. Czy można wyobrazić sobie współcześnie większe piekło?

W moim skromnym odczuciu to jest najważniejsza pozycja tego roku. Jest przytłaczająca ogromem opisywanych nieszczęść, jest trudna w odbiorze, zmuszając czytelnika do częstego odkładania lektury na bok, tak boli każdy opis. Nie wyobrażam sobie jednak przemilczenia tego wszystkiego. Nie wyobrażam sobie, żeby świat miał się o tym nie dowiedzieć. To powinno iść dalej i głębiej przez naszą planetę. A wreszcie to powinno ostatecznie pozwolić Birmie wyzwolić się z piekła wojskowego reżimu. Mam nadzieję, że wybory, jakie odbyły się zaledwie dwa lata temu dają temu prawdziwy początek.. choć wiem, że ta nadzieja, to tak naiwnie niewiele.



Spustoszenie. Nieopowiedziana historia katastrofy i dyktatury wojskowej w Birmie, Emma Larkin, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013  

* str. 234 
** str. 196  
*** str. 194  
**** str. 208
Czytaj więcej

sobota, 13 lipca 2013

"Diuna" Franka Herberta

(..) Maud'Dib uczył się prędko, ponieważ najpierw przeszedł szkolenie, jak się uczyć. A najpierwszą ze wszystkich otrzymał lekcję podstawową, że może się nauczyć. Szokuje odkrycie, jak wielu ludzi nie wierzy, że mogą się nauczyć, a ile więcej uważa, że nauka jest trudna. *


Marcin kupił ją jeszcze w zeszłym roku, w ramach domowej akcji wspólnego czytania. Ponieważ ja raczej fantastyki nie czytam, Marcin zaś a i owszem, Herberta dotąd nie znałam, a Marcin czytał dość dawno, więc chciał sobie przypomnieć, toteż idea miała swoje uzasadnienie. Idea ideą, jednak lekturowy dobór u nas obydwojga rządzi się swoimi kaprysami, toteż chwilę trwało zanim wzięłam się do czytania. Herbert był remedium na przejedzenie się literaturą lekką, łatwą i przyjemną, która odegrała swoją rolę i zaczynała powoli męczyć.

Na Arrakis, jedyne źródło melanżu, zwaną Diuną, ród Atrydów przeniósł się po otrzymaniu przez Imperatora Szaddama IV lenna, odebranego wcześniej Harkonnenom. Paul miał wtedy piętnaście lat i choć nie urodził się na Arrakis, przeczuwał swoje życie na niej od dość dawna. Książę Leto, jego ojciec, przejął więc władzę i rozpoczął żmudny proces poznawania planety, jej mieszkańców, a co najważniejsze warunków życia, które utrudniał wszechobecny pustynny piasek i brak naturalnych źródeł wody. Nie wiedział jednak, że w jego gronie jest zdrajca, którego do zdrady zresztą pcha nienawiść do Harkonnenów, od których wierzył w to z nadzieją, odzyska to, co mu odebrano. Zdrada odniosła pełen sukces, na Arrakis ponownie zapanował chaos, ale zdrajca musiał przypłacić to życiem. Na co w sumie był poniekąd przygotowany. Marzenia marzeniami, ale człowiek jest częściej realistą niż o tym sądzi. I tak oto Paul i jego matka Jessica, zostają postawieni przed ogromną próbą - zostają sami na pustynnej Diunie, o której rdzennych mieszkańcach, Fremenach jest więcej plotek niż potwierdzonych faktów. Na pustyni pełnej nie tylko niebezpieczeństw związanych z burzami piaskowymi i odwodnieniem, ale również z potęgą stworzeń zwanych czerwiami. Na pustyni, na której władzę ponownie przejął Harkonnen. Jednak Paul nie jest zwykłym piętnastolatkiem, bowiem jego narodziny były efektem swoistej eugeniki, jaką prowadziły czarownice Bene Gesserit, a Jessica wszak była jedną z nich. Stworzony z jedynej w swoim rodzaju puli genetycznej, choć zrodzony wbrew woli Bene Gesserit, Paul ma zdolności przekraczające wyobrażenia na ten temat. Już pierwsza próba jakiej został poddany, gom dżabbar, udowodniła, że ma w sobie niezwykłą siłę znosząc tak potężny ból.

Fremeni, ludzie pustyni, ukrywający swoje istnienie w bezpiecznych siczach, opanowali życie na planecie do perfekcji. Jednak marzą o raju - prawdziwej zieleni, wodzie lejącej się z nieba, możliwości chodzenia bez filtraka i swobodnego oddychania. Ten raj obiecano im ale dopiero za kilka pokoleń. Wierzą jednak, że wspólna praca, wysiłek i ofiary jakie składają temu przyszłemu szczęściu są tego warte, nawet jeśli sami nie mają szansy by dożyć do spełnienia obietnicy. Są pełni wiary w różne przepowiednie, których częścią jak się okaże jest również Paul i jego matka. Spotkanie więc tej bezbronnej dwójki i grupy Fremenów doprowadzi do nietypowych zachowań, złamania kilku zasad, a wreszcie wiary, że to Paul jest legendarnym prorokiem. Chłopiec zresztą ma niezwykłą intuicję, dar uczenia się błyskawicznego i równie szybkiego wyciągania wniosków. A także możliwość przewidywania przyszłości, co jest bardzo cenne, gdy ma się ambicje by tę przyszłość zmieniać.

Najpierw zachwyciłam się zdolnością do uczenia, jaką posiadał Paul. Sama ciągle żądna wiedzy, pochłaniająca ją w tempie zastraszającym, aktualnie ucząca się wielu nowych rzeczy, byłam przez chwilę zauroczona tą postacią. Błyskawiczny refleks, zdolność do szybkiego analizowania faktów i wyciągania z nich wniosków, to było piękne. Gdy jednak zaczął w to wchodzić swoisty mistycyzm, wiara w przeznaczenie, którego Paul chciał uniknąć, a które w konsekwencji prowadził do spełnienia, sprawiło, że mój zachwyt nieco ostygł. Wszystko na Arrakis zostało wyśmienicie wyważone, pięknie opisane i skomponowane niemalże idealnie. Nie mam nawet argumentów na to, dlaczego książka mnie nie zachwyciła, na co miałam nadzieję. Podobała mi się, owszem, szczególnie sam pomysł Diuny, czerwie, dumni Fremeni, samo życie na planecie tak trudnej i męczącej swoim środowiskiem naturalnym, czarownice Bene Gesserit i dryfty na których poruszał się gruby baron. I do tego te piękne ilustracje Wojciecha Siudmaka! Wszystko to, wszystko zgrane wyśmienicie. Tylko zachwytu mi zabrakło.. Często musiałam siebie upominać, że początki książki to rok 1963. Co oznacza, że Herbert miał naprawdę niesamowitą wyobraźnię kreując tak złożony świat, jego religię i charaktery rdzennych mieszkańców na długo przed współczesnymi grami komputerowymi, rozwojem powieści fantastycznych i internetem. Sama budowa czerwia, jego opisy i sposób funkcjonowania zasługują na uznanie! Dlatego miesza się we mnie masa sprzecznych odczuć. Z jednej strony autentyczny podziw dla autora, bo napisał genialną historię. Z drugiej rozczarowanie, bo pomijając świat fantastyczny, po raz kolejny czytałam o walce o władzę, którego to tematu literatura podejmuje się od dawna, niezależnie od gatunku. A jednak gdzieś tam we mnie rodzi się coś w rodzaju oddania dla autora. I chęć sięgnięcia po kontynuację kronik Diuny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że książka działa jak przyprawa zwana na Arrakis melanżem, od której człowiek nawet nie wie kiedy, powoli się uzależnia na zawsze. Najpierw, niczym przy mżawce, nie czuje się nic. A po chwili człowiek jest już cały mokry. A czytelniczka szuka kolejnych tomów, choć chwilę wcześniej zarzekała się, że nie czuje zachwytu,..


Diuna, Frank Herbert, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012
*str. 92

Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.