Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2014

Na "Jarmarku sensacji" Egona Erwina Kischa

   W oczywistościach znajdywał coś, czego nie widzieli inni* napisał Mariusz Szczygieł w swoim wstępie do tego tajemniczego dla mnie tomu, co przyjęłam jako swego rodzaju przesadę wobec ulubionego, ba pionierskiego w swoim rodzaju reportera, zwanego "szalejącym reporterem". Co absolutnie przesadą nie jest, a jedynie uczciwym stwierdzeniem faktu odnośnie osobowości Egona Erwina Kischa. Gdy wczytać się w treści jakie przekazuje książka Jarmark sensacji wyłania się quasi biografia kogoś niewątpliwie nietuzinkowego. Irytującego i wszędobylskiego z jednej strony, bystrego obserwatora, któremu nie umyka najdrobniejszy szczegół ze strony drugiej. Kogoś zapatrzonego w samego siebie po koniuszki wąsów i własny odbiór rzeczywistości, ale jednocześnie nie pozwalającego, by jego odczucia na ów odbiór wpłynęły. Egon Erwin Kisch miał tę niewątpliwą zaletę, że choć był egocentrykiem pełną gębą, to jednocześnie był człowiekiem, który posiadł zdolność odcinania się od tego, by bacznie przypatrywać się światu, czytać między wierszami, dopisywać ciąg dalszy niedopowiedzeń w sposób oryginalnie obiektywny mimo na wskroś ogromnej subiektywności ludzkiej natury. Był człowiekiem ciekawym świata, ludzi, choć w sposób stricte reporterski i obojętny wobec dalszych losów tych, którym zaglądał przez ramię by zobaczyć co czytają w tramwaju. Fascynująca postać!
 

  Nazwisko Kisch jak się okazuje mówi o najsłynniejszym reporterze pierwszej połowy XX wieku. Napisał ponad trzydzieści książek, inspirowali się nim najwięksi polscy i światowi reporterzy, ale mam wrażenie dopiero teraz dzięki tej publikacji stanie się trochę bardziej znanym współczesnemu polskiemu czytelnikowi. W tomie Jarmark sensacji poukładane chronologiczne, choć czasami przeskakujące okresami, gdy autor wybiega nadto do przyszłych zdarzeń, odnajdziemy opowieści z dzieciństwa, które przeplatają się z historią monarchii austro - węgierskiej i przemianami, jakie zachodziły w tym okresie, zarówno w jego ojczyźnie, jak i na świecie, początki jego kariery, gdy pracował nad skromnymi notatkami do rubryk kryminalnych praskich gazet, a następne o jego kolejnych życiowych i zawodowych potyczkach. Bo jedne z drugimi wiązały się na swój sposób. Jego upór i wścibstwo powodowało, że wchodził nieproszony do mieszkań, umiejętnie docierał do policyjnej kartoteki, doszukiwał się drugiego dna cesarskiego publicznego telegramu, by znaleźć w nim znacznie ważniejsze treści niż te, które odczytywała większość osób. Nie wystarczały mu proste wyjaśnienia, nie ufał powszechnym opiniom, wszystkie informacje musiał zbadać sam.

   Jarmark sensacji otwiera opowieść z dzieciństwa autora, o Ślepym Metodym, ostrzącym na podwórku noże, przy tej pracy odśpiewującym wszystkie miejskie ballady. Będzie on choć epizodyczną to jednak postacią stale przewijającą się przez całą książkę, podsumowującą jej ważniejsze wątki w śpiewanych historiach. Zatem wszystko to, o czym opowiada Kisch mogło się zdarzyć, a również mogło być po prostu wytworem ludzkiej wyobraźni, która później przetwarza wydarzenia w kolejnych pieśniach. Historia prawdziwa przeplata a się z tą przerobioną przez ludzkie języki, dramaty odnajdują się w kolejnych strofach, postaci męskie zamieniają się na żeńskie na skutek różnych splątań i muzycznych przetworzeń. Sam Kisch wymyślając historię wokół pożaru młynu (Debiut przy pożarze młynów) daje czytelnikowi jasno do zrozumienia, że lubi zmyślać. Proza Kicha kipi od ciekawych metafor i odwołań, wydaje się być znakomitą akrobatyką między językiem ulicy a językiem literackim. Zda się on częściowo być reporterem, częściowo bajarzem, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że opowiada to, co przeżył naprawdę bądź oddając głos swoim rozmówcom, czy bohaterom różnych historii to, co przeżyli inni. Zdecydowanie największe wrażenie zrobiła na mnie historia zatytułowana Matka mordercy, gdzie Kisch zupełnie przypadkiem wywoła w biednej kobiecie, którą chciał przepytać na okoliczność morderstwa, lawinę niełatwych wspomnień, zaś finał tej historii zaskoczy, jak się okaże na koniec, obydwoje jej uczestników.

  Nie powiem, żeby cała ta książka była pasjonująca, albo każde z przytoczonych wydarzeń równie interesujące. Sama otoczka historyczna, carska Praga, należąca wówczas do monarchii austro - węgierskiej, oraz postać Kischa, który nie potrafi nie pisać o sobie, to największe atuty Jarmarku sensacji. Są tu i historie rodem z brukowca i ważne wydarzenia polityczne, historyczne, czy społeczne. Są tu także ciekawe wspomnienia Kischa i opowieści, które nie kończą swojego życia, pozostając w obiegu w postaci opiewających je pieśni. Wreszcie są historie smutne, życiowe i tragiczne, choć przeplatane sporą dozą komizmu i nietypowego poczucia humoru autora. Prawdziwie intrygująca i ciekawa mieszanka. Nie polecam tej książki - ja namawiam by po nią sięgnąć. Zapewniam, że warto!




Jarmark sensacji, Egon Erwin Kisch,  Narodowe Centrum Kultury, Agora SA, Warszawa 2014
* str. 5

Czytaj więcej

sobota, 21 września 2013

"Dni płynęły cienką strużką".. o listach Franza Kafki

 Pisanie listów, dawna już tradycja i przebrzmiała, to taki niezwykły ślad po myślach i doznaniach z konkretnego momentu w życiu człowieka. Często zupełnie ulotny, ginący w natłoku codziennych czynności. Dla Kafki, który sporą część swojego życia spędził w różnorodnych sanatoriach na leczeniu swoich chorych płuc i próbach przybrania masy ciała miały one wartość dodatkową - zastępowały mu bezpośredni kontakt z bliskimi i ze znajomymi, z którymi siłą rzeczy nie mógł spędzać tyle czasu, ile by sobie życzył. Nasza korespondencja może być bardzo prosta; ja piszę o swoich sprawach, Ty o swoich i to już jest odpowiedź, osąd, pociecha, rozpacz. *


Franz Kafka w swoich listach jest szczery i bezpośredni, choć mając ich taką kompilację w jednej książce, łatwo można rozróżnić osoby, którym ufał najbardziej i wobec których był bezpardonowo szczery (jak wobec przyjaciół Maksa Broda, Oskara Bauma, czy siostry Ottli), od tych, które lubił i szanował, ale w pisaniu do nich był nieco bardziej powściągliwy, a w związku z tym mniej skupiony na doznaniach wewnętrznych, a więcej na podziwie warunków zewnętrznych w jakich przyszło mu przebywać (jak w listach do nowo poznanych osób w sanatoriach, z którymi jednak z czasem znajomości też nabierały znamion przyjaźni). Czytając też te listy od czasów jego młodości, gdy w stylu przeważały kwieciste metafory, do czasów nieco dojrzalszych, a oprócz tego bardziej skupionych na leczeniu, dbaniu o zdrowie, a co za tym idzie, częściej stykających się z tematyką śmierci, można zauważyć niezwykły rozwój zarówno pisarski jak i osobisty. Przychodzą większe momenty refleksji nad własnymi wyborami i związkami z kobietami. Refleksje osobiste, ale i te trochę bardziej ogólne. Pierwsze (..) błędy życiowe są tak godne uwagi. Prawdopodobnie nie powinno się ich badać oddzielnie ponieważ mają wyższy i szerszy sens, ale czasem trzeba to zrobić; przychodzą mi na myśl wyścigi, w których, co też jest słuszne, każdy uczestnik jest przekonany, że wygra, a przy bogactwie życia byłoby to nawet możliwe. Dlaczego tak się nie dzieje, choć niby każdy ma tę wiarę? Ponieważ niewiara nie wyraża się w "wierze", lecz w zastosowanej "metodzie wyścigu".**

Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców to pozycja zawierająca listy Franza Kafki z lat 1900 -1924 a więc obejmujące okres ponad połowy jego życia. Te początkowe są skupione na życiu codziennym, na emocjach związanych z pisaniem, z kobietami, z nowymi utworami, czy przeczytanymi książkami, które zrobiły na nim największe wrażenie. Od momentu, gdy jego zdrowie, które w sumie od lat dziecięcych nie należało do najlepszych, zaczęło niestety być coraz słabsze (problemy z płucami, kaszlem, temperaturą, a w końcu diagnoza gruźlicy) i zmuszało go do częstego przedłużania urlopu zdrowotnego, listy coraz częściej oswajają tematykę związaną z bezruchem, słabością ciała, upływem czasu, oraz strachem. Strachem związanym już niemalże z każdą zmianą. (..) szczerze mówiąc, straszliwie boję się podróży, oczywiście nie akurat tej podróży i w ogóle nie tylko podróży, lecz każdej zmiany; im większa jest zmiana, tym większy wprawdzie strach. (..) *** Jednak to nie jedyny temat, jaki najczęściej jest poruszany przez Franza Kafkę w listach. Najważniejsze jest dla niego pisarstwo, któremu poświęca najwięcej wolnego czasu, choć, jak sam zaczyna podejrzewać, być może to to ono podtrzymuje właśnie taki, a nie inny jego styl bycia. Pisanie mnie trzyma, ale czy nie słuszniej będzie powiedzieć, że utrzymuje ono taki rodzaj życia? Nie mówię tym samym, że moje życie jest lepsze, gdy nie piszę. Jest wtedy raczej o wiele gorsze i absolutnie nie do zniesienia, i musi się skończyć obłędem. Ale to zapewne tylko pod warunkiem, że - co faktycznie ma miejsce - także gdy nie piszę, jestem pisarzem, a niepiszący pisarz jest jednak dziwolągiem, który rzuca wyzwanie obłędowi. Ale jak to jest z samym byciem pisarzem? Pisanie to słodka zapłata, lecz za co? Nocą stało się to dla mnie jasne, że to zapłata za usługi diabła.****

Z listów tych, czytanych nieśpiesznie, smakowanych przez dłuższy czas, wyłania się wiele ciekawych informacji o Kafce. Listy do rodziców i do siostry mówią o trudnej relacji z ojcem, o braku porozumienia, o braku wiary w to, że ojciec akceptuje syna takim, jaki on jest. Wydaje się, że Kafka ma ogromny kompleks ojca, choć z drugiej strony, zdaje się starać przechodzić nad tym do porządku dziennego. Jednocześnie ma sam dla siebie bardzo wiele zarzutów. W kolejnym liście do Maksa Broda tak opisuje zresztą sam siebie - ze sporą dozą goryczy, ostrej samokrytyki, podważania własnej wartości: Syn niezdolny do ożenku, niedostarczający nazwisku przedstawicieli; na rencie w wieku trzydziestu dziewięciu lat; zajęty tylko ekscentrycznym pisaniem niezmierzającym do niczego prócz zbawienia lub nieszczęścia własnej duszy; nieczuły; obcy wierze; chory na płuca, nabawił się zresztą tej choroby zgodnie z absolutnie słusznym z pozoru zapatrywaniem ojca, gdy po raz pierwszy wypuszczony na jakiś czas z dziecinnego pokoju, niezdolny do jakiejkolwiek samodzielności, wyszukał sobie niezdrowy pokój w Schonborn. Oto wymarzony syn.***** Najbliższe zaś relacje rodzinne są z siostrą. Wyraźnie jest on dla niej mentorem i wzorem do naśladowania. Za jego przykładem Ottla również przejdzie na wegetarianizm, będzie mu służyła pomocą w każdej możliwej sytuacji, od załatwiania przedłużenia urlopu po przysyłanie różnych rzeczy, których bratu brakowało w kolejnych miejscach pobytu. Więź między tą dwójką jest ogromna i widać z listów, że z nikim ze swojej rodziny Kafka nie zaznał takiej bliskości.

Czytanie listów czasami przypomina oglądanie drugiego człowieka w całkowitym obnażeniu. Może nie tyle cielesnym, co tym związanym z najgłębszymi przemyśleniami, lękami, wrażeniami. Czasami pojawia się odczucie, że zobaczyło się w tym obnażeniu zbyt wiele. Z drugiej strony, jakiż obraz drugiego człowieka może się wyłonić z takiej lektury! Być może nie zawsze najszczerszy, bo czasami wykreowany na potrzeby uzyskania aprobaty adresata listu. Jednak w większości przypadków daje to obraz czyjejś wrażliwości, stylu widzenia świata i ludzi. W przypadku Kafki pokazuje dużą samotność, smutek i niską samoocenę. Tak niską, że z listów wydaje się, że Kafka nie tylko ciągle jest na zwolnieniu, ale tak poza tym jest naprawdę kiepskim pracownikiem. Podczas gdy skądinąd wiem, że był bardzo ceniony. Z drugiej strony zaś widać, że miewa niskie mniemanie o kobietach, pisząc często o "ich gierkach", konieczności ładnego wyglądu i bezmyślności, a jednocześnie jest ogromnym admiratorem kobiecej obecności. Gdy pisze listy do kobiet jest w nich niesamowicie ciepły i wrażliwy. Bywa też, że zaprzecza sam sobie. Z jednej strony pisze długie, obfite w szczegóły listy, a z drugiej strony nie ufa pisaniu listów. Jest w tym jednak prawdziwie ludzki, zmienny, nastrojowy, ale piszący z listu na list coraz lepiej, zgrabniej, wyraziściej.

Oczywiście są listy, które można było spokojnie wyrzucić z tego zbioru. Listy do wydawcy, w których ustala szczegóły kolejnych wydań opowiadań, ich kolejność, okładkę myślę, że można było spokojnie opuścić, w to miejsce zostawiając pominięte przez tłumaczy fragmenty listów, w których Kafka omawia szczegółowo utwory nieznane polskiemu czytelnikowi. Cóż, wiele omawianych tytułów też nie znałam, a mimo to czytałam  ich opisy z ogromną przyjemnością. Fragmenty zaś z listą ubrań i bielizny, o jaką prosi Franz Ottlę można zaś było spokojnie opuścić. Nie umniejsza to jednak wartości całego zbioru. Właściwie całość jest po prostu ogromną przyjemnością czytelniczą, wymuszającą bardzo częste zaznaczanie kolejnych ustępów. Bo tak są ciekawe, tak refleksyjne, tak zgrabnie skomponowane. Jednak pytanie o takie wchodzenie w cudzą intymność nie dawało mi spokoju przez cały czas..

Listy są na pewno dla cierpliwego czytelnika. Nie tylko dlatego, że sama książka to kilkaset stron, ale też dlatego, że Kafka nie pisał łatwych, lekkich listów. Omawia w nich szeroki przekrój własnych refleksji od osobistych, po te polityczne, związane z aktualnymi wydarzeniami, a również z byciem Żydem w tamtych niespokojnych już czasach. Polecam wytrwałym. Wielbicielom prozy Kafki. I tym, którzy po prostu lubią smakować lekturę listów.



Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców, Franz Kafka, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2012
* str. 164, fragment listu do Maksa Broda
** str. 255-256, fragment listu do Maksa Broda
*** str. 420, fragment listu do Oskara Bauma
**** str. 423,  fragment listu do Maksa Broda
***** str. 438,  fragment listu do Maksa Broda
Czytaj więcej

niedziela, 10 czerwca 2012

Wilk stepowy

Czyli słów kilka o rozczarowaniu. Albo mówiąc ładniej - o ambiwalencji uczuć..
Dawno się tak nie zmęczyłam nad drobną formatem książeczką (zaledwie 160 stron) jak w przypadku tego słynnego skądinąd utworu Hermanna Hesse.
Dwoistość ludzkiej natury, którą rządzi zarówno kultura jak i natura jest jakby tematem przewodnim historii Harry'ego Hallera, który chyba nie bez powodu nosi imię i nazwisko łudząco podobne do autora. Harry noszący w sobie tę dwoistość, czując się zarówno na wskroś człowiekiem, jak i równie dzikim jak wilk stepowy, pogrążony jest w marazmie i pseudofilozoficznych rozważaniach. Gardzi prymitywną rozrywką jaka bawi zwykłego człowieka, czuje się inny i jest inny dążąc przede wszystkim do samotności i ulubionej lektury. I tu Harry podoba mi się  bardzo! Mimo tego całego marazmu i napuszenia. Ale przynajmniej ma jakieś swoje poglądy, których się trzyma. Gdy na jego drodze staje Hermina i wciąga go w gardzone dotąd przez wilka stepowego rozrywki cała historia przestaje mnie już bawić. Jak zwykle kobieta musiała wszystko zepsuć. I nawet jej intrygujące zadanie główne dla Harry'ego, wizyta w teatrze tylko dla obłąkanych nie poprawiły już całej sytuacji. Zblazowany Harry, który sprzeciwia się otaczającej go rzeczywistości w przededniu kolejnej wojny jest mi bliższy, niż Harry uczący się tańca i mamiony blichtrem i zabawą. Zatem mam w sobie w tej chwili rozdrażnioną dwoistość. Jednej podoba się język jakim pisze Hesse, sam pomysł na wilka stepowego w ludzkim ciele, jego wyobcowanie i sprzeciw współczesności w jakiej przyszło mu żyć, a druga zgrzyta zębami na Harry'ego tańczącego fokstrota i podążającego za Herminą jak piesek salonowy. Dojrzałam do decyzji, że muszę poczekać aż mi przejdzie i pewnego dnia przeczytać to jeszcze raz :)


I małe PS. ;)
Euro mnie nie interesuje w ogóle, ale jak się okazuje mam w domu poważnego kibica! A ponieważ szanuję upodobania każdego z członków naszej rodziny, z przyjemnością się chwalę, jaki strój sobie kupił na czas trwania Euro:

;)

Czytaj więcej

piątek, 18 maja 2012

Gwiazdy nad Afryką

To trzeba powiedzieć otwarcie - nie chciałam jechać. Każdy z moich bliskich wiedział jak się miotam przed tym wyjazdem. W noc przed wylotem do Kapsztadu tłukłam się po mieszkaniu głównie wściekła, w poszukiwaniu rzeczy, które powinnam spakować. Wściekła na siebie, na cały świat. Afryka Afryką, ale co to za wyjazd bez męża? Było nam ciężko i cieszę się, że mamy to za sobą.
Ale był taki wieczór, zdaje się ze nasz przedostatni już w Afryce, który spędzaliśmy w rezerwacie Sanbona. Nasi strażnicy (których ulubiony kolega uparł się nazywać randżersami ;D) tego wieczora w drodze powrotnej z safari zatrzymali się i kazali nam wysiąść. Światła samochodów zostały zgaszone, a my mielismy spojrzeć w niebo. I ten zapierający dech w piersi widok chyba zrekompensował wszystko co czułam przed wyjazdem. Diamenty usiane na aksamicie nieba. Mleczna Droga. Krzyż Południa. Pas Oriona. Mars i Wenus. I opowiadana kobiecym głosem piękna legenda o tym jak powstałą Mleczna Droga. Coś niezapomnianego.
Dlatego gdy przeglądając ofertę wydawniczą Świata Książki zobaczyłam Gwiazdy nad Afryką wiedziałam, że muszę to przeczytać :)


Jest rok 1906. Kobiety nie mają prawa do głosowania, ich jedyną rolą w społeczeństwie jest być czyjąś matką i żoną. I nikim więcej. Możliwości zawodowe są mocno ograniczone, kobietom niezamężnym pozostaje do wyboru bycie guwernantką czy służącą. Wiele kobiet przyjmuje tak ustanowione przez mężczyzn zasady jako coś naturalnego i cieszy się z bycia np. panią doktorową. Ale są też takie, którym taka rola nie wystarcza. Chcą się kształcić, zdobywać doświadczenie zawodowe. Taką kobietą jest właśnie Amelia von Freyer, która postanawia zostać lekarką. Trzeba naprawdę sporej odwagi i determinacji, by w świecie zdominowanym przez mężczyzn robić karierę lekarki. Niestety mimo tych imponujących cech charakteru Amelia nie może wpłynąć na mentalność mężczyzn, którzy traktują kobiety jako osoby nadto uczuciowe, by mogły kierować się rozsądkiem, którym brakuje logiki w sposobie myślenia i które częściej kierują się emocjami niż wiedzą czy doświadczeniem. Dlatego gdy zostaje wyśmiana podczas przedstawiania wyników swojej pracy podczas konferencji w Berlinie, gdy jej propozycja by uczestniczyć w wyprawie profosora Kocha została przyjęta z pobłazliwością, Amelia postanawia wrócić tam, gdzie się wychowywała - do Niemieckiej Afryki Wschodniej.

W długiej podrózy na statku Amelia poznaje kilka nowych osób z otoczenia kapitana, prowadzi towarzyskie konwersacje, opowiada historię z dzieciństwa, gdy zupełnym przypadkiem udało jej się poskromić lamparta  i uratować małego chłopca, Davida. Podczas właśnie takiej rozmowy pojawia się mała dziewczynka, Marie, która zaprowadzi panią doktor do umierającej matki i w ten oto sposób w zyciu Amelii pojawi się jej siostra krwi, Hermina, która jak się okaże odegra w zyciu lekarki ciekawą rolę..

Pierwotny plan podróży, by zostać w Salamie, zbudować razem z bratem szpital, zmienia oszałamiająca dla kobiety lekarki propozycja poznanego na statku kupca by wzięła udział w naukowej ekspedycji, której zadaniem będzie badanie działania leku o nazwie atoksyl na chorobę zwaną śpiączką afrykańską...

Długie safari przez busz, sawannę, niespodziewane wydarzenia, oraz charakter pani doktor, sprawiły, że na chwilę ponownie znalazłam się w Afryce i ponownie zobaczyłam te wszystkie gwiazdy. Ale też przeżyłam przygodę, zobaczyłam Afrykę nowym spojrzeniem. Czas kolonizacji nie był dla niej najlepszym okresem. Autochtonów traktowano jako podgatunek, nie liczono się z ich wierzeniami, ani z ich życiem. Pacjenci byli dla niektórych lekarzy raczej przedmiotami do eksperymentowania z nowym lekiem i jego właściwościami. Ludzie słabego charakteru zaczęli upatrywać przyjemność w zabijaniu. Ci którzy chcieli naprawdę pomagać i leczyć musieli walczyć ze swoimi rodakami, uczestnikami ekspedycji, o możliwość leczenia.

Podoba mi się jak pisarka wprowadza w tło historyczno-społeczne, podoba mi się też postać Amelii, choć czasami wydawało mi się, że jest zbyt bierna w swoich zachowaniach, bo jednak ciężko było mi się oswoić z jej sytuacją - ze to mężczyźni decydowali o jej zawodowym być albo nie być. Ale gdy weźmie się na to poprawkę, trzeba jej przyznać, że zachowała dużo zimnej krwi. Jest tez parę romantycznych wątków, ale podoba mi się, że ksiązka nie została nimi przytłoczona, ani, że nie okazały się watkiem najważniejszym.

Polecam goraco!
:)


Gwiazdy nad Afryką, Ilona Maria Hilliges, Świat Książki, Warszawa 2011


Mała aktualizacja dla niewtajemniczonych - wyjazd do Afryki był niestety wyjazdem służbowym z klientami.
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.