wtorek, 11 czerwca 2013

List do nienarodzonego dziecka

Tym, które nie lękają się wątpić
Które pytają bez ustanku o przyczyny
Nawet za cenę cierpienia i śmierci
Tym, które się wahają
Czy obdarować życiem, czy je odebrać
Książkę tę dedykuje
Kobieta
Wszystkim kobietom*




Mogę nie zgadzać się w wielu kwestiach, w wielu zdaniach podkreślać, że nie, nie, nie. Bo to nie jest kwestia ogółu,  a kwestia jednostki. Bo to decyzja dla czyjegoś życia, czyjejś zmiany, czyjejś odpowiedzialności i kosztów - zarówno tych emocjonalnych jak i nakładów finansowych. Nie! Nie wolno powiedzieć kobiecie: musisz urodzić i koniec. Tak samo, jak nie wolno jej powiedzieć, że nie może urodzić. Oriana Fallaci przedstawia kilka punktów widzenia w swoim liście, nie - liście, który jest jednocześnie historią poglądową na kwestię podejmowania się odpowiedzialności za przypadek. Jej uniwersalna bohaterka raz mówi "tak", żeby po chwili zmienić to na "nie". Przedstawia kilkutygodniowe życie jako istotę ludzką, po czym odbiera jej tę postać nazywając rybką. Miota się i walczy ze sobą. Chce dawać miłość, choć w miłość nie wierzy. Chce nauczyć walki o siebie i życie, choć to życie przedstawia w bardzo ciemnych barwach. A potem sama nakłada na siebie karę i chce wykonać wyrok.

Przypadek. Chwila nieuwagi. I już jest, tych dwoje zadziałało. Komórka jajowa i wielki wygrany w wyścigu. Komórki dzielą się w nieskończoność. I oto kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży. W sytuacji gdy jest to ciąża oczekiwana, albo przynajmniej, uznawana, za coś co prędzej czy później powinno nastąpić w życiu każdego człowieka, można zareagować jedynie z radością. Jednak inaczej jest gdy to niekoniecznie coś oczekiwanego, kobieta wcale nie widziała siebie w roli matki, co więcej, potencjalny ojciec nieszczególnie nadaje się na partnera i żywiciela rodziny. Bohaterka Fallaci jednak nie ma wątpliwości. Ta przypadkowa, niechciana ciąża, zaowocuje dzieckiem. Przekonywanie jej do aborcji przez niedoszłego partnera, czy przyjaciółkę, spełzną na niczym. Ona podjęła już decyzję i wie, że słuszną. Bo wierzy w jej wartość. Jednakże ciąża okazuje się skomplikowana i wymaga dłuższego pobytu w łóżku. W bezruchu. W rezygnacji z kariery zawodowej. I powstaje wewnętrzny konflikt. I jest źle. Gdy w końcu łamie zasady nałożone przez lekarza ponosi ich nieszczęśliwe konsekwencje. I zostaje osądzona. A sąd ten jest szczególny. Przedstawia punkty widzenia zarówno od strony nauki jak i serca, rozumu i emocji. Wiary w życie poczęte i wiary w życie w ogóle. I wtedy przemówi dziecko. Przemawiając głosami swoich sędziów kobieta odbywa proces nas sobą we własnej duszy, w swoim sumieniu. Tylko czy zawziętą dyskusją, osądem: winna /niewinna, można osiągnąć jakiś konsensus?.. Jak gdyby dylemat być albo nie być mógł zostać rozstrzygnięty za pomocą takiego lub innego wyroku, takiego lub innego prawa, jak gdyby każdy nie musiał samodzielnie podjąć decyzji. Jak gdyby przeuczcie pewnej prawdy nie skłaniało do stawiania pytań na temat prawdy przeciwstawnej, jak gdyby obie były równoprawne. Jaki jest cel ich procesów, ich kłótni? Ustalenie tego co jest dopuszczalne, a co nie?** Jakże to wszystko ciągle jest bez rozstrzygnięcia, pomimo, że od powstania Listu do nienarodzonego dziecka minęło prawie 40 lat..

List jest piękny. Jest pełen sprzeczności, ale i oczekiwania, nawet gdy to oczekiwanie wiąże się z trudnościami. Mówieniem do dziecka, które jeszcze jest zaledwie tego dziecka zalążkiem. Opowiadaniem bajek, choć z cierpkim akcentem. Myśleniem na głos. Biciem się z myślami. Jednakże tak pięknie, tak z emocjami napisany, że znowu dałam się ponieść słowom Oriany Fallaci i wniknąć w ten świat zupełnie mi obcy, tak, jakby był mi znany. To jest ważna książka. Bardzo ważna. Niezależnie od światopoglądu, bo broni przede wszystkim życia. Ponieważ życie nie umiera.***


List do nienarodzonego dziecka, Oriana Fallaci, Świat Książki, Warszawa 2013
* dedykacja z książki
** str. 132
*** str. 144

Czytaj więcej

niedziela, 9 czerwca 2013

Jerzy Krzysztoń "Rześkim porankiem..."


Źródło zdjęcia
 Powietrze rześkie, zawieja ucichła nad ranem, lekki trzymał mróz, śnieg chrzęścił pod butami. Zadarłem głowę w niebo, słońce podświetlało unoszące się mgły nad Mokotowem. Zapowiadał się pogodny dzień. Żona i córka wstały. Wycałowałem je na powitanie, Jo spieszyła się do liceum, pochwaliłem się, co im przywiozłem z podróży: świeży góralski chleb i oscypkę. A kożuchy trzeba zamawiać latem, żeby były gotowe na zimę! Rad bym opowiedzieć żonie o przygodach w pociągu, ale nie było sposobności. Zostawiłem obie przy porannej kawie i w samą porę wróciłem do gabinetu. Akurat radio nadawało piosenkę, a słowa jej przyprawiały mnie o dreszcz. "... I shall see you walking... In the sunshine, in the storm... The bravest of them all... Ujrzę cię, gdy idziesz?... W słońcu, w burzy?... Najdzielniejszy spośród nich?... Natychmiast przypomniały mi się brzemienne słowa mojego Dostojnego Rozmówcy: "Idź ty jutro przez miasto..." Abym nie miał cienia wątpliwości, trzykrotnie powtórzył się refren: "I shall see you walking..." Więc zaszyfrowany rozkaz wymarszu! Z pięknym apelem do mojej odwagi... Udaję się w ciężkiej misji, którą życiem przypłacić można. Szybko, szybko, zwłoka może okazać się fatalna. Jeślibym działał opieszale, a wskutek mojej powolności sytuacja uległaby niekorzystnej zmianie, to kto wie, czy sam na siebie nie wydałbym wyroku? W pośpiechu narzuciłem palto, włożyłem beret, zdumionej żonie wyjaśniłem, że muszę być wcześniej w Radiu! Chwyciłem magnetofon, mój stary Uher ze świeżo wymienioną taśmą, i - wybiegłem z domu.

Była ósma. Krajobraz mokotowski zmienił się nie do poznania, od samego progu. Ulica była ta i nie ta, ludzie byli ci i nie ci, wszędzie to i nie to... Przede wszystkim wyczuwało się atmosferę napięcia, powagi i grozy. Większość przechodniów na ulicy to nie zwykli przechodnie, tylko współuczestnicy tego, co się wokół mnie rozgrywało, moi skryci towarzysze albo przewodnicy. Wpierw na Madalińskiego, tuż za furtką, z najwyższym zdumieniem spostrzegłem ekipę w pomarańczowych kubrakach, która dla pozoru kładła asfalt na jezdni. Dawnej nawierzchni nic nie brakowało! Ujrzawszy ich, krzątających się w ochronnej odzieży, pojmuję, że pozorując remont jezdni przyszli z pomocą w ciężkiej dla mnie chwili! Nie musimy nawet mrugać do siebie,
gdy tak stoję nieporuszony w sinawym swędzie płynnego asfaltu, który bucha parą i dymem, możemy obejść się bez słów, gdyż więź między nami jest tak silna. Podnoszę tylko na znak szacunku dłoń do beretu. Wiem, cokolwiek się zdarzy, klasa robotnicza będzie ze mną! Zaczerpnąłem otuchy przed długą drogą, rozumiejąc, że nie będzie to droga ani łatwa, ani prosta. Na mój ukłon maszynista kierujący ugniataczem odpowiedział przeciągłym gwizdkiem, zahuczało jak syrena okrętowa. Przypomniał mi się Gdańsk, nasze nieszczęście narodowe, niedawne wypadki. Czarna Wigilia, tak czarna, że płakałem. A oni pracowali ze spokojną rozwagą po drugiej stronie jezdni, której połowę zostawili dla ruchu. Czekałem, kiedy dadzą mi znak, że mogę iść dalej, droga wolna! Zachowywali się wobec mnie cudownie... "Udawajmy, Antoś, że się nic nie stało". Walec pyrkotał, swąd świerzbił w nosie, dym w oczy szczypał, smoła wrzała w piecu na czterech
kołach. A może chcą wystawić na próbę moją odwagę, przekonać się, jak ten reporter poradzi sobie? Czy długo będzie stał wyprężony na baczność, salutując do beretu, wyróżniając się spośród gapiów i gawiedzi? Owszem, stoję, gdyż wśród tych robociarzy w pomarańczowych kubrakach czułem się naprawdę bezpieczny.

Raptem coś zatrąbiło! Przemknął autobus, mignął czerwienią w oczy, smugą czerwieni. Coś niesamowicie pięknego... Komunikacja miejska została włączona do rozgrywających się wokół mnie wydarzeń! Muszę iść tropem czerwieni, pod jej sztandarem dojdę, gdzie trzeba. Ruszyłem w stronę Puławskiej, aby przekonać się natychmiast, że mam przewodniczkę! Doścignąwszy mnie, wyminąwszy, szła przede mną, ponaglając mnie torebką: pospiesz się, pospiesz się! Młoda, zgrabna. I przeświadczona, że posłusznie idę za nią, nawet się nie oglądała, aż dopiero przed sklepem warzywniczym zerknęła wymownie przez ramię, zanim weszła do środka. Czekałem, co dalej? Patrzyłem na wystawioną beczkę z kapustą, beczkę z kiszonymi ogórkami i puste skrzynki po jabłkach. Przypomniał mi się jeden z naszych uczonych, który marzył, żeby zostać badylarzem, i gromadził w tym celu kapitały, wątpliwe kapitały. Lecz cały czas rzucałem wokół bystre spojrzenia, by nie dać się zaskoczyć. Wtem z zieleniaka wyszła staruszka, poprowadziła mnie dalej. Niosła w siatce główkę czarnej kapusty. Czyżby to już taki był nóż na gardle, że trzeba mobilizować staruszki? Ale cóż za cudowna organizacja! Co za wspaniałe zgranie! Oto z naprzeciwka idzie młody człowiek, wymownie trzyma gazetę, a mijając mnie przeciera ręką twarz. Oto, co mi komunikuje: nie miej łusek na oczach, nie trać twarzy i niechaj nic z dzisiejszych wydarzeń nie przedostanie się do gazet... Tak! Wzmógł moją czujność, postanowiłem mieć oczy otwarte na wszystko. Z rozczuleniem myślę o drepczącej starowince - mimo tak sędziwego wieku bierze udział w akcji. Ach, polskie kobiety, żony powstańców i zesłańców. Zostaje to we krwi na całe pokolenia! Raptem zdębiałem. Z przeciwka szedł oficer w mundurze z beretkami, bardzo postawny, solenny... Ten minął mnie godnie, bez zbytecznego gestu, starczy, aby dać do zrozumienia, że w ostateczności wojsko też mnie nie zawiedzie! Był w randze pułkownika, doceniłem wiec powagę sytuacji. Staruszka miała wytarty paltocik z wyliniałym kołnierzem, niemodny kapelusik, na chudych nogach pończochy w obwarzanki. Ot, taka sobie staruszka. Jakie to chytre, z jakim wyczuciem konspiracji! Ten naród ma dobrą szkołę...




Obłęd, Jerzy Krzysztoń, Świat Książki, Warszawa 2005, strony 79-81
Czytaj więcej

sobota, 8 czerwca 2013

Chwalę z ogromną przyjemnością!

Od razu mówię na wstępie - nie lubię blogowych łańcuszków. Nie wiem do końca dlaczego, ale nurzanie się w tym co lubię, czego nie, co mi się podoba, a co nie, wydaje mi się nieco bez sensu, skoro ciągle o tym piszę przy okazji opisywania różnych wrażeń z lektur. To przecież naturalnie się pojawia między wierszami. Oczywiście, jest ułatwieniem, gdy człowiek pisze, że lubi kolor niebieski i nie cierpi wtorków w jednym, krótkim wpisie pod tytułem "100 pytań do.." niż szukanie takich informacji w kilkuset wpisach, pomiędzy jakimiś innymi opisami. Wychodzę jednak z dość banalnego założenia, że ktoś, kto tu zagląda częściej, zdążył już się zorientować, że nie lubię romansów i mam słabość do Jerzego Krzysztonia. Nie czuję więc potrzeby pisać o tym w jakimś odrębnym wpisie.

Aktualny Liebster Blog to coś zupełnie innego! I dlatego z przyjemnością przyjęłam nominację Imani (Imani, przepraszam, chwilę mi zajmie oswajanie nowego nicka) i z przyjemnością biorę udział w tej edycji. Bowiem nie dotyczy mnie, a innych blogów! a chwalić blogi o książkach mogę w nieskończoność.

Źródło zdjęcia
Zacznę jednak od Imani, która podobnie zaczęła najpierw od osoby, która ją nominowała.
Nie będzie to ani przekłamaniem, ani mówieniem na wyrost, jeśli powiem, że Imani jest jedną z moich ulubionych blogowych koleżanek. Czuję tu nie tylko podobną zachłanność czytelniczą, jaką sama posiadam, ale również podobne upodobania, a coś takiego zawsze powoduje pewne odczucie bliskości. Oprócz tego Imani pisze naprawdę pięknie o przeczytanych książkach, potrafi mnie zaczarować jednym tylko zdaniem i ja cóż, tracę głowy dla książki, o której napisała, ślepo wierząc, że mnie również tak zachwyci. Dlatego jej blog to jedna z moich wielu blogowych inspiracji do lektur, które wiem, że mnie nie zawiodą. Dobrze, że często Imani czyta to co już albo mam na półkach, albo jestem w trakcie lektury inaczej z pewnością miałabym już znacznie powiększony księgozbiór. Polecam Waszej uwadze blog Myśli Czytelnika bo jest naprawdę świetnie prowadzony i wzbudza zainteresowania wartościowymi lekturami i przesympatyczną autorką.

Razem ze mną Imani nominowała następujące blogi, o których chciałabym zgodnie z zasadami, opowiedzieć parę miłych słów. Co będzie łatwe, bo Imani wybrała same przyjemne blogi.

1. Mowa liter - już sama nazwa mnie przyciągnęła, gdy tylko znalazłam ten blog w sieci, a potem okazało się, że wsiąknęłam na całego i dość szybko umieściłam na swojej liście blogów ulubionych. Mowa liter podoba mi się z wielu powodów - przejrzyste i bardzo dobrze prowadzone wpisy, kojarzące się nieco ze szpaltą z jakiegoś czasopisma, co zwyczajnie, przyciąga oko każdego mola. Sam wygląd bloga zasługuje na zwrócenie uwagi - spójrzcie proszę, jaki klarowany! Nie ma typowego, przepraszam za to określenie, blogowego śmiecia (którego zresztą wcale się nie wypieram, bo i u mnie jest tego trochę) w postaci miliona linków odsyłających do.., wklejek na różne molowe spisy, wyzwania, konkursy. Jest czysto, pięknie, przyjemnie! Mowę liter czytam z przyjemnością, nie tylko dlatego, że autorka świetnie pisze, ale też dlatego, że sama nie oglądam zbyt wielu filmów i u niej mogę znaleźć inspirację do tego co warto obejrzeć.

2. Kika i jej blog Moje pierwsze 100 lat. Zajrzałam na początku na chwilę. Przejrzałam jeden post, potem drugi. Chciałam poznać nieznane sobie blogi bliżej, ale też chciałam wczytywanie się zostawić na później, gdy już skończę wpis o Liebster Award. Nie udało się. I od razu uprzedzam lojalnie każdego, kto zechce Kikę odwiedzić. Proponuję duży kubek z herbatą/kawą/ ulubionym napojem, paczką jakichś łakoci, bo po paru godzinach możecie potrzebować kalorii i spory zapas czasu na czytanie. Bez tego możecie się spóźnić z różnymi czynnościami, czy przegapić jakieś ważne wydarzenia. Kika bowiem pisze fenomenalnie i szczerze mówiąc jest to blog, który chciałabym mieć w wersji papierowej i delektować się nim codziennie. Charakter wspomnieniowy tych wpisów, bogactwo przeżyć jakie doświadczyła Kika w swoim ciekawym życiu, ilość zmian ustrojowych jakie przeżyła, emigracja, a później powrót z niej, po czterdziestu latach, stanowią niezwykłą siłę przekazu i tworzą magiczne wrażenie, że czyta się powieść. To nie jest blog, to jest piękna książka o życiu, życiu naprawdę pięknej i wspaniałej osoby. Takie miejsca w sieci są szczególne. Dziękuję Imani, że zwróciłaś moją, naszą blogową uwagę na to miejsce i cieszę się, że mogę dołączyć do grona stałych czytelników.

3. U Nutinki - U Nutinki spodobał mi się najpierw podpis do komentarzy i obawiam się, że jak już dojdę jak taki zrobić u siebie, to bezczelnie splagiatuję, dzięki czemu uniknę w przyszłości niepotrzebnych życzeń świątecznych. W ogóle podoba mi się Nutinka, z jej podejściem do wyróżnień i wyboru lektur. Jest tu sporo książek historycznych, ale również, choć to dość nietypowe połączenie, powieści fantastycznych. Nutinka pisze naprawdę fajnie o swoich wrażeniach z lektur  myślę, że wkrótce zagoszczę u niej na stałe. Oprócz tego może wrócę do mojej niegdysiejszej ulubionej rozrywki jesienno - zimowej, czyli dziergania na drutach i szydełku, bo Nutinka do tego zachęca bardzo fajnymi wytworami rękodzieła własnego, przez co ponownie mam potrzebę, by sięgnąć po włóczkę i druty i tworzyć ciekawe rzeczy.

4. Fragmentownik to blog mojej ulubionej, zabieganej i zapracowanej Bibliopatki, u której ostatnio posty pojawiają się rzadziej, ale są wyczekiwane przeze mnie, tak jak kania wyczekuje dźdżu. Jej wpisy są wymagające, bo za każdym razem są długie i obfite w szczegóły związane nie tylko z lekturą, ale również oscylujące na tematach okołelekturowych, związanych z ambitną pracą Bibliopatki, jak również z jej psem, Bosmanem, którym możemy się zachwycać w zakładce Pies miesiąca. Bibliopatka nie tylko, że fajnie i ciekawie pisze, ale również daje się odczuć, że jest fajną osobą, którą byłoby mi bardzo miło poznać kiedyś osobiście.

5. Notatki Coolturalne czyli blog Kasi, którą mam wrażenie każdy już w sieci zna, bo jak nie znać Kasi? Kasia pisze soczyście, trzeźwo i jest bardzo szczerą blogerką. Podoba mi się u niej to, z jaką zadziornością czasami krytykuje, nie tylko książki, ale również pewne zjawiska czytelnicze. Rzekłabym blogerka z przytupem, ale również szalenie sympatyczna postać, której nie sposób nie polubić od pierwszego wejrzenia, znaczy przeczytania. Wciąga jak nałóg, a przy okazji, odsyła do bardzo ciekawych blogów książkowych. Kasia w zasadzie podsunęła mi większość blogerów, których aktualnie namiętnie podczytuję i to zresztą Kasia dodała mu sporo odwagi, gdy na początku dość nieśmiało zaczynałam komentować Wasze wpisy.

6. 52 tygodnie czytania i znowu wspaniały blog książkowy, który już kiedyś udało mi się odwiedzić, a potem zniknął mi przez moje gapiostwo. Monotema to naprawdę ciekawa postać. Gdy kiedyś zostawiła swój ślad u mnie i szukałam jej bloga, okazało się, że prowadzi ich aż kilka, z czego każdy jest tematyczny i równie interesujący. Zaś 52 tygodnie czytania, oprócz ciekawych lektur, proponuje również spotkania z kotami Monotemy, a jak wiadomo, koty to są ważne stworzenia, o których pisać i czytać można bez końca.Chyba coś w nas molach książkowych jest takiego, że nie tylko książki, ale i zwierzaki są ważną częścią naszego życia. Bardzo lubię odkrywać takie blogi, które potwierdzają to nasze molowe pokrewieństwo dusz, a blog Monotemy jest zdecydowanie jednym z ciekawszych miejsc w sieci, które warto odwiedzać, nie raz i nie dwa, tylko stale.

7. W moim świecie książek - czyż to nie brzmi ładnie? Czemu wcześniej nie znałam tego bloga? Co za niedopatrzenie! Oto Szamanka wprowadza nas w świat swoich książek, robiąc to bardzo przyjemny sposób. Ale nie tylko! Są i wpisy okolicznościowe, wpisy historyczne, ujmujące zdjęcia, dzięki czemu można również bliżej poznać autorkę. A daje się poznać jako naprawdę sympatyczna postać, która czyta niebanalne książki. Nic, tylko wsiąkać!

8. Od deski do deski - Clevera  Gdy zaczęłam czytać blog Clevery miałam wrażenie, że czytam czyjś osobisty notatnik z lektur, tak to ciekawie wygląda i jest zapisywane. Żywe, niebanalne wpisy, pozwalające albo na nowo odkryć jakąś powieść, albo zachęcające naprawdę interesująco do tych nieznanych. Do tego Clevera jest świetną obserwatorką codzienności, podobają mi się jej wpisy związane z tematami okołolekturowymi. Szczerze mówiąc, spojrzałam nieco inaczej na odbiór powszechnie tępionego Greya. I bardzo mi się podoba, że Clevera pokazuję drugą stronę medalu.

9. To przeczytałam jest blogiem, który obserwuję od dawna z ogromnym podziwem dla doboru lektur i recenzji, które są bogato ozdabiane zdjęciami, fragmentami książek, okładek. Blog, który darzę ogromnym szacunkiem, bowiem dobór lektur jest tutaj niezwykle dojrzały, a również dotyka moich ulubionych staroci, inspirując bezustannie kolejnym odkryciami. Pięknie pisane, przemyślane wrażenia z lektur są tak interesujące, że staram się walczyć z moimi oczami (mam problem z czytaniem tekstu na czarnym tle - w pewnym momencie litery zlewają mi się w jeden kleks..) i czytać je w całości. Mam tyle szacunku dla autorki, że nie potrafię ich sobie po prostu skopiować do przeczytania wygodniej na przykład w wordzie. Powiem tylko, że chciałabym pisać właśnie w ten sposób o moich lekturach.

Muszę tutaj dodać, że wszystkie te blogi, które poznałam dzięki Imani, dopisuję do listy ulubionych i naprawdę bardzo się cieszę, że dzięki tej zabawie miałam przyjemność je poznać, a teraz śledzić wpisy na bieżąco.



 Korzystając z okazji, że mogę wskazać (choć szkoda, że tylko dziesięć..) kilka innych blogów i poprosić autorów o udział (o ile oczywiście będziecie mieli ochotę) chciałabym wymienić, alfabetycznie, żeby nikogo nie wyróżniać, bo wszystkie bardzo lubię, następujące blogi:

A jak 

Andrew. Andrew Vysotsky, którego blog jest dla mnie nieustanną kopalnią. Ciągle przeszukuję, doczytuję, smakuję. Jego wpisy są niesamowicie trafne, osądy o lekturach bardzo trzeźwe i mądre, należy do moich ulubionych blogów.

Ale wkoło jest wesoło, czyli blog codzienny  o sprawach mało poważnych, ale ważnych, życiowy, ale zabawny. Gdy mam czasami chandrę to wiem, że wpisy hergon zadziałają niezawodnie. 

B jak

Bezszmer. Najpierw przyciągnęła moją uwagę nazwa, bo jest chyba najpiękniejszą ze znanych mi nazw blogów książkowych. Potem strasznie polubiłam autorkę, Patrycję, która stała się bezpośrednią przyczyną mojej miłości do powieści Iris Murdoch. Uwielbiam Bezszmer. To jest miejsce w sieci, które odwiedzam regularnie, zachłannie czekając na kolejne wpisy.

Beznadziejnie zacofany w lekturze. W zasadzie to powinnam Zacofanemu wystawić laurkę, kupić bukiet kwiatów i szampana.  A potem uzupełnić wpis w księdze zażaleń, bo nawet nie zliczę ile książek mi przez niego przybyło..

C jak 

Czytam, bo.. czyli blog Agnieszki, bardzo mądrej i dojrzałej lekturowo czytelniczki. Agnieszka inspiruje, poddaje w wątpliwość moją wiedzę i prowokuje, do kolejnych wyzwań czytelniczych. Jeden z najlepszych blogów jakie znam!

Czytanie w wannie. Niedawno odkryty blog, który bardzo mi się spodobał. Wpisy niecodziennie, nieco awangardowe, inne. Jest naprawdę świetny!

E jak

Eviva l'arte! czyli blog częściowo książkowy, częściowo artystyczny, a częściowo osobisty. Magda jest sympatyczną postacią, którą bardzo polubiłam śledzę jej wpisy od dość dawna, nawet gdy nie pod każdym się odzywam.

K jak

Kochajmy książki to blog Ultramaryny, w którym jestem po prostu zwyczajnie, od dawna zakochana.

Kraina Andersena i moja ulubiona Mery. Mery dałam się nabrać, bo pisze tak ślicznie i dojrzale, że gdy okazało się ile ma lat to przez chwilę nie mogłam tej informacji w ogóle przyswoić.

 Z jak

Zasiedzisko. Nie sposób się nie zasiedzieć u Pauli. Ona również spowodowała wiele lektur, które mnie zachwyciły i podejrzewam, ze jeszcze niejeden tytuł wyniknie z lektury jej kolejnego wpisu.


A zabawa polega na tym, żebyście zajrzeli na blogi współnominowane i opowiedzieli kilka miłych zdań na ich temat u siebie na blogu. Oczywiście, jest nieobowiązkowa.

Czytaj więcej

sobota, 1 czerwca 2013

W "Sklepach cynamonowych"..

Wpadłam w odwiedziny do Sklepów cynamonowych. Choć dawno ich nie odwiedzałam przyjęły mnie gościnnością rozlewającą się szeroką ścieżką, za którą podążając, łatwo zgubić drogę, żeby znaleźć się w ciemnym lesie, pełnym grudniowej wiosny. Droga ta zawsze poprowadzi do meandrów pięknej narracyjnej poetyki. I śniłam ulice miasteczka, bezksiężycowe ciemne noce, pokryte perłami gwiazd, ślepo mrugającymi zza chmur, dorożki bez dorożkarza i ulicę Krokodyli. Nemrod znowu wszedł wszystkimi czterami odnóżami do miski, a wicher wracał dymem do pieca. I ponownie wszystko pokryła sadza, kurz, który Adela próbowała sprzątać, walcząc z nimi jak z wiatrakami. A manekiny głuche słuchały, wypchane zwierzęta ożywały, ogród ogromniał i wybujał pięknem..

 Splątany gąszcz traw, chwastów, zielska i bodiaków buzuje w ogniu popołudnia. Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu. Złote ściernisko krzyczy w słońcu, jak ruda szarańcza; w rzęsistym deszczu ognia wrzeszczą świerszcze; strąki nasion eksplodują cicho, jak koniki polne.

A ku parkanowi kożuch traw podnosi się wypukłym garbem-pagórem, jak gdyby ogród obrócił się we śnie na drugą stronę i grube jego, chłopskie bary oddychają ciszą ziemi. Na tych barach ogrodu niechlujna, babska bujność sierpnia wyolbrzymiała w głuche zapadliska ogromnych łopuchów, rozpanoszyła się płatami włochatych blach listnych, wybujałymi ozorami mięsistej zieleni. Tam te wyłupiaste pałuby łopuchów wybałuszyły się jak babska szeroko rozsiadłe, na wpół pożarte przez własne oszalałe spódnice. Tam sprzedawał ogród za darmo najtańsze krupy dzikiego bzu, śmierdzącą mydłem, grubą kaszę babek, dziką okowitę mięty i wszelką najgorszą tandetę sierpniową.*



Źródło zdjęcia

Materia ożyła i ciągle nieumarła od nowa opowiedziała o swoim nieistnieniu. Traktat o manekinach nabrał nowego wymiaru i zostałam demiurgiem słowa...
Wszystkie sprzeczności nabrały sensu, a potem zgubiły wątek. Kot mył się w słońcu.** A moja wyobraźnia, dotąd zaśniedziała, wybuchła kolorami.


Sklepy cynamonowe, Bruno Schulz, Wydawnictwo mg, Kraków 2013
*str. 16
** str. 252
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.