środa, 20 listopada 2013

Niedoskonałość raju. "Eden" Stanisława Lema

  W obliczeniach był błąd. Nie przeszli nad atmosferą, ale zderzyli się z nią*. Potem katastrofa już tylko mogła nabrać rozpędu i feralnego lądowania, które wbiło statek mocno w planetarną glebę. Tak mocno, że sporo czasu zajęło im w ogóle sprawdzenie stanu maszyny (sporą część zalała radioaktywna woda, przez co nie udało się sprawdzić co się stało z Obrońcą) , a później odkopanie się. Oczywiście, wiedzieli, że trafili na Eden, o którym jednak nie wiedzieli tak poza tym już nic. Gdy w końcu wydostali się z rakiety ich oczom ukazała się widok na poły znajomy, na poły niezwykły. Dopiero jednak za dnia mogli przyjrzeć się temu bliżej. Zalana słońcem równina biegła we wszystkie strony jednakowo, gładka, płowa, daleko wznosiły się smukłe, dostrzeżone poprzedniego dnia sylwetki, ale w mocnym świetle widać było, że to nie są drzewa. Niebo nad głowami niebieskie jak na Ziemi, a u horyzontów nabierało zielonkawego odcienia. Nikłe pierzaste obłoczki sunęły prawie niedostrzegalnie na północ**. Ze zdumieniem odkryli, że na równinie nic nie rośnie i że brakuje im czegoś tak banalnego, jak trawy. I zaczęli powoli, ale systematycznie poszukiwać na planecie śladów życia, by kolejnymi posunięciami, rozmowami, oraz przedziwnymi, mocno zagadkowymi spotkaniami poznać nieco bardziej Eden i odrobinę jego zawiłej jak się okazało historii..

  Chemik, Cybernetyk, Doktor, Fizyk, Inżynier i Koordynator weszli w skład tej ekspedycji. Ich celem w ogóle nie był Eden, a pechowe lądowanie odbyło się niejako przez przypadek. Jednakże gdy się już odbyło próbowali za wszelką cenę najpierw naprawić rakietę, a następnie rozwikłać coraz bardziej zagadkowe spotkania z obcą cywilizacją. Bo, że mają do czynienia jednak z cywilizacją doszli już po paru dniach, a jej niezwykłe zachowania, opuszczoną fabrykę, napotykane przypadkowo na drodze martwe ciała, bądź w ogóle masowe groby, powodowały coraz większe i trudniejsze spekulacje. W nich są zwykłymi ludźmi i dlatego mają swoje przypuszczenia, swoje racje. Jeden Doktor próbuje im wskazać błąd w takiej dialektyce. Jesteśmy ludźmi, kojarzymy i rozumujemy po ziemsku, wskutek tego możemy popełnić ciężkie błędy, przyjmując obce pozory za naszą prawdę, to znaczy układając pewne fakty w schematy przywiezione z Ziemi. *** Wątpliwości odnośnie pewnych podejrzeń zaczyna rozwiewać masowy mord jakiego są przypadkowym świadkiem, a o mały włos również ofiarą. Co w takiej sytuacji? Interweniować, nie znając historii planety, nie rozumiejąc postępowania jej mieszkańców? Przecież to trochę tak, jakby jakaś inna rasa zastała Ziemię podczas wojen religijnych i chciała stanąć po stronie słabszych. W oparciu o swoją potęgę zakazuje palenia na stosie heretyków, prześladowania innowierców i tak dalej. Czy myślisz, że potrafiliby upowszechnić na Ziemi swój racjonalizm? Przecież prawie cała ludzkość była wtedy wierząca, musieliby stopniowo wytłuc ją do ostatniego człowieka i zostaliby sami ze swoimi racjonalnymi ideałami!****


  W całej tej smutnej i jakże wymownej historii tylko dziwne piękno opisów Edenu jest tym, o którym warto mówić całymi zdaniami. Zapadł zmierzch. Ominęli wielkim łukiem pochylnię - nie była, jak sądzili, tworem architektonicznym, ale najdalszym rozpłaszczonym na równinie wybiegiem rzeki magnetycznej, której całość ogarnęli dopiero teraz. Schodziła po zboczach z górnego piętra doliny, zakrzepła w dziesiątki potrzaskanych zerw i kaskad. Pełną garbów powłoką jakby metalicznego żużlu okrywała niższe połacie stoku, tylko w górze, gdzie stromizna stawała się gwałtowna, wysterczały z tego martwego potopu nagie skalne żebra.
   Z przeciwnej strony zaciskał kilkusetmetrowy przesmyk o wyschłym, gliniastym dnie pokrytym zygzakami pęknięć, wał górskiego łańcucha uchodzący w chmury. Okrywał go, o ile można to było dostrzec poprzez okna obłoków, czarniawy kożuch roślinności. W ołowianym świetle wieczoru skrzepła rzeka, zapewne pozostałość wulkanicznej erupcji, z lśniącymi czołami znieruchomiałych fal wyglądała jak wielki lodowiec.*****

  Eden to powieść, którą Lem ukończył w 1958 roku. Podaję tę datę, bo mnie samą zdumiewa jego zdolność do opisów czegoś niemalże niewyobrażalnego, zdolność do stworzenia obcej cywilizacji tak fascynującej, szczególnie podczas odsłaniania kolejnych zagadkowych zachowań i zdarzeń, że lekturę pochłania się dosłownie w tempie zastraszającym, zdolność wreszcie do budowania takich konstrukcji  różnorodnych maszynerii, rozwiązań gdy w jego rzeczywistości nie tylko nie było czegoś takiego jak telefon komórkowy i internet, ale również kolorowa telewizja była ciągle świeżym wynalazkiem, a w Polsce jeszcze nie było możliwości jej oglądania. Choć nie da się ukryć, że w powieści fantastycznej Lem przemycił również krytykę ówczesnego ustroju, w posłowiu porównywaną stylem do Orwellowskiej powieści Rok 1984. Jednak Antyutopia Lema sięga nieco dalej niż dyskurs z ustrojem politycznym. Rozważając losy mieszkańców Edenu Lem przy okazji pochyla się nad istotą, której za bardzo nie lubił, ale która go mocno fascynowała - nad człowiekiem. I jest tym człowiekiem głęboko zainteresowany, daje mu rozsądne cechy, pozwala na własne dochodzenie, daje możliwość uczenia się i szybkiego kojarzenia faktów. Nie buduje wśród członków ekspedycji skrajnie złego charakteru, choć niewątpliwie najwięcej empatii wlał w postać Doktora, który umiejętnie i rzeczowo skłania załogę do bardziej abstrakcyjnego myślenia, do odsuwania ziemskich schematów, do prób ujrzenia planety oczami jej mieszkańców.  I wreszcie pozwala by to mieszkańcy Edenu podjęli ostateczną, choć dramatyczną decyzję. Pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań w głowie, pytań, których nie ma komu już zadać, nad którymi można wiele rozmyślać i ponownie kartkować strony jego niezwykłej powieści.



Eden, Stanisław Lem, Agora SA, Warszawa 2008
* str. 5
** str. 25
*** str. 84
**** str. 201
***** str. 107
Czytaj więcej

poniedziałek, 18 listopada 2013

"Awantury na tle powszechnego ciążenia", czyli nie tylko dla lemofili

   Czytanie prozy Stanisława Lema to niewątpliwie kwestia gustu czytelniczego* i to tak naprawdę związana aż z trzema wymiarami. Pierwszy to gatunek, jaki uprawiał, który ma swoich fanów, ale i wielu czytelników omijających szerokim łukiem. Drugi dotyczy specyficznego języka, jakiego używał pisarz - admiratorzy będą zgodnie potakiwać głową, że nie masz nic cenniejszego nad prozę Lema, przeciwnicy, że nadto karkołomna. Trzecim jest niewątpliwie ta warstwa między wierszami, w której Lem przemycał swoją życiową filozofię, pesymizm i ateizm. Dlatego czytanie Lema nie każdego musi interesować. Ale czytanie o Lemie, na dodatek czytanie o nim z perspektywy jego syna, zaufajcie mi, może zainteresować każdego, czy jest lemofilem, czy też nie. Tomasz Lem napisał o swoim ojcu książkę piękną, subtelną, zabawną, taktowną i po prostu - ciekawą! Mówi ona o nietypowym człowieku, jego nietypowych relacjach z ludźmi, rodziną a także z tym najważniejszym w końcu - z synem.


   I nie chodzi o to, że jest to kolejna biografia, którą być może drodzy czytelnicy już z miejsca zaklasyfikujecie zgodnie ze sztampowym schematem "urodził się, był, stworzył bądź przyczynił się, zmarł", a w związku z tym kojarzycie z nudą, a o to, że to zwyczajnie wyśmienita książka, dzięki której można choć trochę poznać tego fascynującego człowieka. Bo czy jest się gorącym zwolennikiem literatury jaką się parał, czy też nie, nikt nie zaprzeczy, że była to bujna, niezwykła i fascynująca osobowość.

   Od samego początku Tomasz Lem nie ukrywa, dość wiedzieć że z ponurym przymrużeniem oka, że Hitler i Stalin byli istotną przyczyną poznania się jego rodziców. Gdyby nie konieczność opuszczenia rodzinnego Lwowa zapewne spotkanie z ukochaną Basią, o którą Stanisław, bo już nie Staszek z racji sporej różnicy wieku między tą dwójką, musiał się długo starać i długo do siebie przekonywać, nigdy nie doszłoby do skutku. Do spotkanie jednak doszło i do przekonania wybranki serca również. Jak mu się to udało pozostaje zagadką, jednak ostatecznie Basia powiedziała "tak", a potem była największym autorytetem w życiu Lema, najważniejszą osobą, łącznikiem ze światem zewnętrznym, ba, nawet z rodziną. Choć niejednokrotnie zdarzało mu się ten autorytet nie zauważać..

   Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku. Jak co dzień ojciec zawozi matkę do pracy; zostawia samochód na parkingu i wyrusza do delikatesów uzbrojony w awośkę - torbę na zakupy, którą nosiło się na wszelki wypadek.
   Tymczasem z powodu awarii sprzętu lekarzy odsyłają do domów. Matka odnajduje samochód na parkingu i siada na przednim siedzeniu.
   Ojciec wkłada zakupy do bagażnika i, nie zauważając żony, zasiada za kierownicą.
   Basia, początkowo oburzona, siedzi cicho. Wyjeżdżają z parkingu - Basia czuje narastające zaniepokojenie. Gdyby się znienacka odezwała, Staszek mógłby się przestraszyć i spowodować wypadek.
   Samochód zatrzymuje się na światłach. Zamyślony mąż z nudów myje spryskiwaczem szybę, rutynowo oblewając czekających na tramwaj. Zaczyna się rozglądać. Jego wzrok zatrzymuje się na wykładzinie podłogowej po stronie pasażera. Dostrzega tam czyjeś nogi. W damskich butach i rajstopach.
   Z oczami wielkimi jak spodki:
   - Basiu, co ty tu robisz? Przecież jesteś w pracy!**

  Tego typu ciekawymi, zabawnymi, czasami, jak to w życiu, również przykrymi historiami przepełniona jest ta niezwykła książka. Czytanie Awantur na tle powszechnego ciążenia to przyjemność niezwyczajna, bo powoduje uśmiech, wybuchy śmiechu głośnego i w związku z tym przyciąganie uwagi mojego osobistego ochroniarza, czyli Bruna (choć tak poza tym pierwszego tchórza RP) zainteresowanego moim głośnym zachowaniem i patrzącego na mnie z wyrzutem, bo on też by tak chciał. A właśnie czytałam o relacjach domowych z innymi członkami rodziny, jakimi były zwierzaki, łudząco podobne do naszej trójki i wielkiej męczarni, wydatków i zmilczenia jak ta menażeria śmierdzi, bo przecież miłość, buddyzm, ZEN i ogólny humanitaryzm zakazują mordowancji. ***

Obraz Stanisława Lema w oczach Tomasza Lema nie jest wcale jakimś zachwyconym, i w związku z tym idealistycznym, oddaniem charakteru ojca. Z taktem, czułością i miłością mówi też o jego trudnym temperamencie i częstych pogadankach pedagogicznych, jakie musiała uprawiać żona Lema, żeby mąż odnosił się nieco dyplomatyczniej do gości. Mówi zarówno o tym, że dzieci mieć nie chciał, bo uważał świat za zbyt podłe miejsce by sprowadzać na nie życie, jak i o tym, że gdy już tym ojcem został wcale nie potrafił tak do końca zrezygnować z siebie i swojej cukierkowej pasji, na przykład częstując syna jedną porcją a samemu pałaszując całość torebki. Niemniej był też ojcem troskliwym i nieskończenie cierpliwym:

- Co robi tata?
- Tata siedzi na schodach i wkłada buty.
- A Tomeciek?
- Tomeciek siedzi obok taty i pyta co robi tata.
- A tata?
- Tata odpowiada, że wkłada buty
- A Tomeciek?*****

Miał dla syna czas i starał się nim interesować, na tyle na ile to było dla niego możliwe. A jak się pięknie uśmiechał gdy później trzymał w ramionach wnuczkę! Bowiem Awantury na tle powszechnego ciążenia, to nie tylko anegdoty o śpiewaniu podczas golenia, tworzeniu kolejnych ciekawych konstrukcji domowego, powiedzmy, użytku, czy wreszcie wojaży po świecie, ale również piękny album rodzinny. Do którego nie tylko warto, ale trzeba zajrzeć.



Awantury na tle powszechnego ciążenia, Tomasz Lem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009
** str. 60-61
*** str. 101
**** str. 112


* próbuję być dyplomatyczna, grzeczna i wyrozumiała, choć oczywiście jako lemofil sama bym siebie za to zdanie chętnie skarciła, bo przecież jest jeden tylko rozsądny gust w tej materii
Czytaj więcej

sobota, 16 listopada 2013

Odczynianie zła? "Wakacje nad Adriatykiem" Zofii Posmysz

 (..) jak niewiele trzeba, żeby człowiek był człowiekiem, czy tyle samo wystarczy, żeby przestał nim być, mniej trzeba dla dokonania się tej przemiany, czy więcej, gdyby znaleźć na to odpowiedź, może znalazłaby się recepta na człowieczeństwo.*

Wakacje nad Adriatykiem to powieść ze zwodniczym tytułem, który nieostrożnego czytelnika mógłby zwieść na manowce. Jeśli wskazuje on na lekką, letnią lekturę o przyjemnym spędzaniu wakacji na plaży, to muszę od razu sprostować, że niestety nie jest to lektura ani lekka, ani przyjemna w odbiorze z racji tematu jakiego się podejmuje, choć jest naprawdę świetnie napisana, ciekawie skonstruowana i gdyby nie temat, mogłabym powiedzieć, że na swój sposób pasjonująca. Autorka zwodzi czytelnika, snuje historię bez specjalnych przerw w jednej chwili z rajskiej otoczki plażowej przerzucając czytelnika do obozowej rzeczywistości Oświęcimia w drugiej. Ze zdania w zdanie. Z chwili pod błękitem i (pozorną, to fakt) radością do chwili w zimnie i w obliczu śmierci.


Małżeństwo, raczej niemłode i ich młoda przyjaciółka, spędzają wakacje nad Adriatykiem. Gdzie dokładnie? Chorwacja? Włochy? Trudno powiedzieć; plaża na której spędzają czas jest dokładnie taka sama jak wszędzie - piach, woda, ludzie gromadnie leżący na kocach, ręcznikach, bądź zażywających kąpieli. Ot zwykła plażowa rzeczywistość, o tyle egzotyczna, że słońce świeci tu codziennie, można w tym miejscu się opalić i wziąć kąpiel w przeciwieństwie do ponuro - szarych okoliczności tego typu wakacji nad morzem w Polsce. W to zdawałoby się przyjemne spędzanie czasu wdziera się głos ludzi spoczywających w sąsiedztwie naszych bohaterów. Ludzie ci mówią po niemiecku, ale głos mężczyzny, on przede wszystkim, wywołuje powódź wspomnień u głównej bohaterki/narratorki tej podróży w przeszłość. I tę podróż musimy odbyć wspólnie z nią, przez gąszcz myśli, odczuć, obrazów, które przewijają się jak w nieco źle zmontowanym filmie, zrywają się w jednym momencie by zrobić uskok w inny. I tak fabuła przenosi nas do Oświęcimia, do roku 1943 i codziennej kolonijnej walki o przeżycie każdego następnego kwadransa, potem godziny, a potem dnia. Gdy już człowiek nauczy się obozowej codzienności, wie jak sobie radzić, to może nawet miesięcy?

Przeplatanie rzeczywistości współczesnej głównej bohaterki, tej plażowej z intrygującymi niemieckimi sąsiadami z przeszłością obozową jest powodowane nagłymi nawrotami pamięci. Ta ostatnia reaguje na dźwięk języka, na imię brzmiące dokładnie jak tamto obozowe, na zapach. I przewrotnie wciąga narratorkę w tamte wydarzenia, czasami skąpo, ledwie na chwilę, czasami w pełnym obrazie tamtej rzeczywistości. Przeskoki nie są chronologiczne, czasami cofają się w czasie głębiej, żeby wyjaśnić genezę wcześniejszego wspomnienia. Całość składa się na historię walki o przetrwanie własne i jednej, dziwnej, a w związku z tym w jakiś sposób przyciągającej uwagę naszej bohaterki, kobiety, którą poznajemy jako Ptaszkę. To ona wywoła masę sprzecznych zachowań Sekretarki, bowiem taką funkcję nosiła w obozie narratorka, to ona spowoduje że Sekretarka dokona czynu niemalże nierealnego dla samej siebie, a przynajmniej dotąd dla samej siebie niewyobrażalnego. A po drodze sama stanie w pozycji silniejszego..

Coś się stało przed chwilą nieobliczalnego, zwinęłam rękę i uderzyłam z własnej woli czy popędu podniosłam ramię na człowieka. Więc tak to jest, nietrudno, a nawet wręcz niezwykle łatwo to przychodzi, wystarczy pomyśleć "ślepnę", "głuchnę", a następnym razem nawet i tego nie trzeba. **

Powroty na plażę w związku z tym wydają się jakieś odrealnione. Plaża? Po zimnej wodzie, po półce pełnej wszy, po tyfusie, po śmierci? Plaża? Kontrast jest ogromny, tym ogromniejszy, ze narracyjne skoki wprowadzają w ten spokój plaży niespodziewanie, w jednym momencie trwa dramatyczna sytuacja w obozie, w drugim słychać, że plażowi sąsiedzi przynieśli dziś na plażę tranzystor i grają muzykę zdecydowanie za głośno. Mały, narracyjny szok wobec czytelnika. Taki niepozorny, a jednak zostawiający ślad, bo powstaje w głowie wrażenie, że zgubiło się akapit, zdanie, cokolwiek, co by wprowadzało w nową sytuację. Zabieg tak niesamowity, jak i podkreślający wyjątkowość tej powieści.

W Wakacjach nad Adriatykiem punktem wyjścia jest plaża i pozór sielanki, ale ten pozór szybko zostaje zdemaskowany przez postaci niemieckich turystów. Ich język, reakcja mężczyzny z tej grupy na zawołanie bohaterki, snucie wspomnień i wreszcie pozorowana rozmowa z nim samym powodują, że wakacje tracą swoją lekkość, plaża i słońce nie są w stanie uchronić przed wspomnieniami,  zaś te wspomnienia odkrywają, jak ciężki i trudny jest powrót do normalnego życia po nienormalności obozowej, nawet gdy minęło tyle lat. Można by się wdać w dyskusje na temat kondycji ludzkiej moralności w świecie obozowym, oddać dywagacjom na temat natury zła, ale.. co można powiedzieć komuś, kto po odzyskaniu wolności musi wrócić pod bramę ze słynnymi napisem i naprawdę ciężko przyjmuje konieczność odejścia? Czy można odczynić zło, jak zły urok? Czy Sekretarka pragnęła powrotu bo cierpi na coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego, czy może próbuje jakoś zapanować nad swoim życiem, w którym wszystko się wywróciło do góry nogami, a obóz to jedyna jej znajoma rzeczywistość? Po lekturze zostaje masa pytań, ale warto przeczytać tę powieść, bo pozornie ma ona tylko dwa, może trzy wymiary, ale tu pozory mylą, bo w efekcie jest wielowymiarowa i nie do końca jednoznaczna.

---------

źródło zdjęcia
Zofia Posmysz  (ur. 23 sierpnia 1923 w Krakowie) pisarka i autorka scenariuszy, również słuchowiska radiowego Pasażerka z kabiny numer 45, na podstawie którego powstało opowiadanie Pasażerka, a później głośny film w reżyserii Andrzeja Munka. Podczas II wojny światowej została uwięziona w Auschwitz. Po wojnie przeniosła się do Warszawy, gdzie ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim.

 ---------

Pasażerka. Wakacje nad Adriatykiem, Zofia Posmysz, Czytelnik, Warszawa 1980
* str 465
** str. 456


Czytaj więcej

poniedziałek, 4 listopada 2013

"Mrożek. Striptiz neurotyka" Małgorzata Niemczyńska

Wszyscy chcemy być lubiani i aprobowani, ale u osób neurotycznych zależność od uczuć lub aprobaty jest nieproporcjonalna w stosunku do rzeczywistej wagi, jaką inni przywiązują do tego w życiu. Chociaż wszyscy chcemy być lubiani przez osoby, które sami darzymy sympatią, to u neurotyków występuje niezróżnicowane pragnienie aprobaty lub uczucia, niezależnie od tego, czy lubią daną osobę i czy jej ocena ma dla nich jakiekolwiek znaczenie. *

Neurotyk często przyjmuje jako mechanizm obronny zachowanie "nie zależy mi". Chowanie się w siebie, ucieczkę mentalną. Często ma niską samoocenę i jest bardzo przewrażliwiony na swoim punkcie. Podłoże tego typu osobowości ma swoje źródła w kulturze, w wychowaniu, w podatnym na nerwice charakterze. Być może u Mrożka zawiniła wojna, rozłąka z matką, której szukali wraz z ojcem, milcząca wędrówka z tym ostatnim, która wpłynęła na styl myślenia? I tę odwieczną postawę milczącego, trudnego we współżyciu człowieka? Być może.

Małgorzata Niemczyńska zaczyna swoją opowieść o Mrożku i jego striptizie w dość niekonwencjonalny sposób, bowiem od udaru jaki przeżył dramaturg w 2002 roku, którego skutkiem była afazja, czyli dosłownie, utrata zdolności mówienia. Terapia jaką wtedy odbył zaowocowała napisaną z trudem autobiografią Baltazar, w której jednak autor myli parę istotnych faktów, miesza daty. Ważność tej pozycji zasadza się wszak na tym, że jest owocem niezwykłego wysiłku, dowodem skuteczności terapii, swoistym sukcesem, jaki wtedy odniósł Mrożek. Jednakże cóż, właśnie wtedy Mrożek tak naprawdę przestaje już pisać. Zaczyna zatem swoisty striptiz mentalny - odsłanianie kolejnych kart ze swojego życiorysu poprzez publikacje listów, oraz decydując się na wydanie dzienników. Po raz pierwszy tak naprawdę Mrożek odsłania się niemalże całkowicie.


W książce Niemczyńskiej poznajemy biografię autora słynnego Tanga poprzez miejsca i ludzi, z jakimi był związany. Miejsca to Kraina dzieciństwa, czyli rodzinny Borzęcin, w którym Mrożek przyszedł na świat i gdzie odkrył bogactwo książek, gdy na początku okupacji został siłą rzeczy zamknięty w czterech ścianach domu. To Kraków, czyli Dom Literatów, gdzie Mrożek żył dość biednie, skąpo, ale niewątpliwie wesoło biorąc pod uwagę świetne towarzystwo w jakim przyszło mu wtedy koegzystować i słynne anegdoty o pilnowaniu toalety, czy nałogu Gałczyńskiego. To Chiavari, czyli pierwsze emigracyjne przypadki na Riwierze Włoskiej i najbardziej płodny twórczo okres, bo w końcu to właśnie wtedy powstało Tango i inne najbardziej rozpoznawalne utwory. To wreszcie Paryż, Meksyk i nareszcie Nowa Polska, gdy po latach Mrożek wróci do kraju wraz z drugą żoną i odkryje w sobie po raz kolejny obcość wobec miejsca, które obcym teoretycznie być nie powinno. Ludźmi są przyjaciele i rodzina, wszyscy, którzy mieli bodaj drobny wpływ na jego życie, jak poeta i mentor Adam Włodek, czy podziwiany i nienawidzony jednocześnie, bo ciągle lepszy Witold Gombrowicz, ale także ci, którzy stali mu się bliscy i ważni, jak pierwsza żona Mara, druga żona Susana, czy najbliższy mu kolega (bo przyjaciel, to chyba zbyt duże słowo) Stanisław Lem, z którym w korespondencji dawał upust swojemu pesymizmowi i złośliwości wobec innych kolegów literatów.

Z tych obrazów, fragmentów, listów wyłania się naprawdę trudna postać. Mrożek to człowiek milczący. Nie odzywa się, nie komentuje, nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Czasem skomentuje coś gestem. Jest trudnym mężem. Wymaga by to nim się zajmowano, jemu poświęcano czas, w zamian dając raczej niewiele. Opisując śmierć Mary skupia się na otoczeniu, detalach jej wyglądu, dopiero potem znajduje w sobie emocje związane z żalem. Jest zamknięty w sobie, skupiony na sobie. Właściwie jest wrażenie, że jemu wystarczy on sam. Mrożek Sławomir dla Sławomira Mrożka to postać kluczowa. Nie da się polubić Mrożka tak jak można polubić książkę o Mrożku, czy książki Mrożka. Ot, niezwykła zagadka, którą z przyjemnością chciałoby się rozwiązywać nieco dłużej, niż opowieść zawarta w tej publikacji.

Mrożek. Striptiz neurotyka to naprawdę ciekawa pozycja, choć nie pozbawiona wad. Chwilami wydaje się, że została przygotowana w pośpiechu, miejscami zapisana zbyt drobiazgowo jeśli chodzi o pewne postaci z kręgu znajomych Mrożka, z kolei zostawiając niewiele miejsca dla samego Mrożka. A przecież dla neurotyka to niezwykłe uchybienie. Powinno być więcej Mrożka w Mrożku. Striptizie neurotyka. Ważne jest jednak to, że to lektura również w przystępny sposób przybliżająca sylwetkę pisarza, było nie było, trudnego i mrukliwego w obyciu człowieka. Pokazuje co i jak wpływało na jego osobowość, jak pierwsze doświadczenia mogły wpłynąć na taki styl postrzegania świata, jak emigracja zmieniała w nim poczucie wyobcowania, poczucia przepaści, którą nabył podczas wojny, którego to uczucia nie pozbył się do końca. Przy tym autorka ma lekkość pióra, która sprawia, że nawet przy paru zastrzeżeniach warto polecać tę lekturę. Szczególnie, że całości dopełnia ciekawy wywiad z bohaterem powieści, w którym można się jeszcze dopatrzyć śladów przebytej afazji, ale również niezłomności, by z nią wygrać.


Mrożek. Striptiz neurotyka, Małgorzata I. Niemczyńska, Agora SA, Warszawa 2013

* str. 35, z: Neurotyczna osobowość naszych czasów, Karen Horney, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.