środa, 10 lipca 2013

Ten nieznajomy

Czasami uda mi się odkryć jeszcze coś nowego, coś mi nieznanego, zaskoczyć samą siebie. Nie to, żebym uważała, że jestem ekspertką i wiedziała o Jerzym Krzysztoniu wszystko. Bo nie wiem i prawdę mówiąc nie chcę wiedzieć. Chciałabym właśnie tak ciągle poznawać, ciągle odkrywać. Powoli jednak dociera do mnie brutalna prawda - lista kurczy się boleśnie do coraz mniejszych rozmiarów..

Ten nieznajomy był efektem moich dość częstych wizyt w antykwariatach internetowych i wrzucaniu tradycyjnego hasła: "Jerzy Krzysztoń". I proszę, nagle pojawił się tytuł zupełnie nowy! Absolutnie nie kojarzyłam, by w twórczości Krzysztonia była również sztuka! A jednak była. Krótka, w dwóch aktach zaledwie, ale z uwagami reżyserskimi (wypowiedział się Jan Bratkowski), które nie mniej interesująco uzupełniają sztukę o wizję przełożenia tego utworu na scenę.

Z informacji zaczerpniętych dzięki stronie e-teatr.pl wynika, że sztuka nie tylko zaistniała na papierze, ale także na deskach teatrów i nie zawsze pod tym samym tytułem:

Ten nieznajomy - wszystkie realizacje
Autor: Jerzy Krzysztoń

Ten nieznajomy
miejsce premiery:     Praski Teatr Ludowy  Warszawa
data premiery:     1965-06-12

Towarzysz N
miejsce premiery:     Teatr Telewizji
data premiery:     1971-04-02

Ten nieznajomy
miejsce premiery:     Teatr Dramatyczny  Gdynia
data premiery:     1983-12-10

Tow. N
miejsce premiery:     Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego
data premiery:     1986-03-22

Sama sztuka jest krótka. Jej treść zawarta jest na zaledwie 87 stronach, po których następują uwagi reżyserskie. Fabula też jest krótka i jak na Krzysztonia, nieco jakby zarysowana, niepełna, niewyczerpująca potencjału, jaki jest zawarty w temacie obcego, naruszającego spokój niewielkiego miasteczka. Bo właśnie nim jest ów nieznajomy, pojawiający się nagle w Miasteczku gość z Warszawy, znany ludziom tylko z imienia i nazwiska, ale w mniemaniu wszystkich, będący jakąś szychą, ważną postacią, kimś kto został nasłany na miasteczko by je.. zadenuncjować? skompromitować? Prześledzić, sprawdzić, pogrążyć Burmistrza? Tego nie wiadomo, dlatego ostrożne zachowania nie zawadzą, spełnianie ewentualnych zachcianek może pomóc, ogółem sytuacja urasta do jednego wielkiego koła podejrzeń i niczym niepotwierdzonych przypuszczeń, które podsyca postać widmowej Staruszki, pojawiającej się w różnych momentach akcji, z ostrzeżeniem o rychłej zgubie, jakiej zapowiedzią ma być pojawienie się owego nieznajomego.

Całość tak naprawdę staje się żywa dzięki uwagom reżyserskim, w których nie tylko następuje kolejno omówienie postaci występujących w sztuce, czy fabuły, ale również podpowiedzi dla aktorów, którzy mają odgrywać poszczególne sceny, trudności wynikających z pewnych momentów, wewnętrznych przeżyć postaci, sposobu oddania różnorodnych sprzeczności, czy wreszcie odpowiedniego zamknięcia całej fabuły. W efekcie jednak pozostaje wrażenie niespełnienia. Bo chciałoby się więcej, a tu za chwilę cały tekst się kończy. A za ostatnią stroną powinna być podnosząca się kurtyna i scena w Miasteczku i Staruszka wieszcząca nieszczęście.. I wtedy byłoby zapewne olśnienie. A tak pozostaje uczucie, że czegoś zabrakło. Aż przykro, bo to przecież Krzysztoń, który nigdy nie zawiódł mnie słowem pisanym. I nie, nie mogę powiedzieć, by zawiódł i w tym przypadku. Zabrakło mi po prostu olśnienia tym razem. Co może swoją drogą potwierdzać, że to wyjątek potwierdzający regułę odnośnie utworów Jerzego Krzysztonia.


Ten nieznajomy, Jerzy Krzysztoń, Wydawnictwo Związkowe CRZZ, Warszawa 1967
Czytaj więcej

sobota, 6 lipca 2013

Z węża zawsze narodzi się wąż




autor zdjęcia: Greg Marinovich, żródło




Ciotka Aarona Mathope odprawia żałobę przy dziewięciomiesięcznym dziecku zarąbanym na śmierć przez napastników z Inkathy, wspieranych przez policję w townshipie Boipatong 18 czerwca 1992 roku. Zginęło wtedy czterdzieści pięć osób. Jeden z przywódców Inkathy tak wytłumaczył zabicie Aarona: "Trzeba pamiętać, że z węża zawsze narodzi się wąż". (Greg Marinovich)


Zdjęcie i opis znajdują się w części albumowej książki Bractwo Bang Bang, Grega Marinovicha, Joao Silva, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012
Czytaj więcej

piątek, 5 lipca 2013

Migawki z ukrytej wojny


Patrzyliśmy jak umierają na naszych oczach i robiliśmy zdjęcia.*

-----------

Wzięłam udział w tym konkursie (Okiem fotografa) na portalu lubimyczytac.pl na przekór samej sobie - bo wtedy książka Bractwo Bang Bang w ogóle do mnie nie przemawiała. Zaś temat konkursu jak najbardziej. Tamto zdjęcie, które zgłosiłam właśnie do konkursu chodziło za mną przez ponad dwa lata. Często pojawiało się w mojej głowie w najmniej spodziewanym momencie. Przypominało mi, że to moje biadolenie z różnych błahych powodów jest żałosne. Ustawiało do pionu. Teraz myślę, że to był ledwie przedsionek piekła. Zdjęcia fotografów wojennych z bractwa Bang Bang są pełne grozy i okrucieństwa, udowadniając, że żaden żywioł nie jest w stanie dokonać tylu spustoszeń, tyle bezsensownej śmierci, co człowiek.

------------
Bractwo Bang Bang.

Ken Oosterbroek:

Źródło zdjęcia
  Teraz mogę iść na całość. Bardzo proszę, niech ktoś da mi taką szansę, żebym mógł pójść na całość. (..) ALE niech to będzie coś rzeczywistego. Prawdziwego, dziejącego się tu i teraz, żywego. Praca mająca znaczenie. Coś co sprawi, że podskoczy mi adrenalina, a o czy wyjdą z orbit, mózg się zlasuje od nadmiaru możliwości i odjazdowych zdjęć. Jestem fotografem. Dajcie mi pracować!**

Fragment dziennika Kena Oosterbroek'a umieszczony w książce Bractwo Bang Bang.

Ken zginął 18 kwietnia 1994 roku podczas fotografowania ostrzeliwanego hotelu w townshipie Thokoza.


Kevin Carter:

Źródło zdjęcia

Byłem zbulwersowany tym co oni robią. Byłem zbulwersowany tym, co ja robię. Ale potem ludzie zaczęli mówić o tych zdjęciach, narobiły trochę szumu. I wtedy poczułem, że może moje postępowanie nie było tak całkiem złe. Bycie świadkiem czegoś tak potwornego niekoniecznie musi być czymś złym. ***

Kevin zmarł 27 lipca 1994 roku.

Greg Marinovich i Joao Silva

Źródło zdjęcia
Jedyni żyjący fotoreporterzy z grupy czwórki zwanej Bractwem Bang Bang. Obaj przetrwali zarówno Wojny Hotelowe, jak i inne konflikty zbrojne, w których ryzykowali życiem i zdrowiem, płacąc za ujęcia fotograficzne i filmowe wysoką cenę. Greg był wielokrotnie ranny. Joao stracił nogi. Wspólnie pracowali nad książką Bractwo Bang Bang.

 --------

     Bractwo Bang Bang trudno jednoznacznie określić reportażem, choć jest świadectwem faktycznych zdarzeń, które obserwowali i fotografowali członkowie znanej grupy Bang Bang. Jest tu trochę swoistego pamiętnika, związanego ze wspomnieniami z okresu dorastania w RPA, poznawania kolejnych fotoreporterów, z którymi przyjdzie im utworzyć w przyszłości tę niespotykaną grupę i relacja z ostatnich chwil życia Kena i Kevina. A przede wszystkim żywa, ilustrowana fotografiami, relacja z Wojen Hotelowych, najgorszych z możliwych rodzajów wojen, bo wojny domowej.
 
Ken, Kevin, Greg i Joao. I wielu innych, bo umowna nazwa określająca reporterów jako tych Bang Bang dotyczyła wielu fotoreporterów wojennych. Ale książka jest głównie o tej czwórce, bowiem to im przyszło pracować razem przez przypadek, a potem przyjaźnić się już z wyboru. Każdy z nich zaczynał solo, każdy miał innych charakter i trochę inaczej odbierali wszystko to, co obserwowali i zapisywali na kolejnych kliszach. Łączyło ich na pewno to, że w sytuacjach, które przyszło im przeżyć, wyciągali aparat. Przez kamerę aparatu byli świadkami strzelanin, pościgów za ofiarą, bezrozumnego zabijania wprost na ulicy, wielu, wielu śmierci. Także w swoim, reporterskim gronie.

autor: Greg Marinovich, źródło zdjęcia
Pokazali światu Wojny Hotelowe z końcowego okresu apartheidu, z bardzo bliska. Udokumentowali te śmierci wielu ludzi, które obserwowali okiem reportera, zasłaniając się aparatem niczym tarczą, będąc niemymi świadkami tego potwornego spektaklu - od pościgu, przez lincz do podpalenia lub innej metody uśmiercenia. Wszystko to przeraża ogromem bólu jaki zadawano ofiarom przed śmiercią, ogromem strat jakie ponieśli niewinni ludzie, ogromem szaleństwa, ogromem wydawałoby się beznamiętnej obserwacji reporterskiej, która po prostu wywoływała konieczność strzelania kolejnych ujęć. Jednak nie była to wcale beznamiętna obserwacja, a fotografie jakie obiegły świat kosztowały fotoreporterów dużo zdrowia i negatywnych emocji. Odbijały się na ich codzienności i relacjach z ludźmi. Spowodowały, że tylko w swoim towarzystwie mogli czuć się tak naprawdę i do końca rozumiani, ponieważ nikt, nawet najbliższe im osoby nie były w stanie pojąć wielkości wewnętrznej walki, jaka się w nich rozgrywała, sensu snów, jakie mieli, a także znaczenia tej pracy, jaką wykonywali. A dość szybko okazało się, że ta praca uzależnia. Adrenalina jaką odczuwali dawała mocnego kopa, takiego, że późniejsze próby, by wykonywać zdjęcia w jakichś łagodniejszych okolicznościach spełzały na niczym. Wojna, walka, bycie w centrum tworzenia się historii, w centrum ważnych wydarzeń, to powodowało, że chwytali za sprzęt i biegli w samo piekło, tak jakby tylko tam mogli zaznać spokoju. Nie nauczyli się respektu dla własnego życia pomimo odniesionych ran. Za każdym razem wracali na pole bitwy. Tak przynajmniej najczęściej robił Greg i Joao. Ten ostatni zapłacił za to ceną własnych nóg. Albo popadali w chaos własnych emocji. Sięgali po narkotyki i alkohol by je zagłuszyć. Jak Kevin, który w końcu nie zniósł już samego siebie i zamknął się w samochodzie z wężem ogrodowym, którego drugi koniec był przymocowany do rury wydechowej..

Jest w tej książce ważna część poświęcona historii RPA, świata, wydawałoby się tak odległego, że aż nierealnego, a jednak, proszę, spójrzcie na te zdjęcia - bardzo, bardzo realnego. Ta historia, choć może nie jest przedstawiona tak drobiazgowo jak popełniłby to kronikarz, wprowadza w świat wielkiego rasizmu, wojny domowej i głodu, który ona spowodowała. Gdzie tak zwany Biały wysiedla Czarnego ze "swoich" miast. Najpierw wysiedla z miast, a potem daje skrawki ziemi, gdzie można zbudować jakąś chałupkę, jeśli ma się szczęścia, bądź wysiedlają ich do mieszkań w hotelach robotniczych, w których warunki przypominają te z łagrów. Kilka, lub kilkanaście osób na pokój, warunki sanitarne wołające o pomstę do nieba, rozdzielanie małżeństw, bo takie jest administracyjne widzimisię.. Co tylko potęgowało ten wewnętrzny konflikt, który nie poprzestawał na pojedynczych morderstwach, ale wyzwalał eskalację agresji. Zabicie więc niewłaściwej osoby można było skwitować "ach, to Pondo? on zasłużył na śmierć". Nieważne, że nie był tym, za kogo go uważano. I tak zasłużył na śmierć. A wszystko to to zwykła rozgrywka polityczna, którą u nas co najwyżej by poprowadzono wysokimi nakładami finansowymi z pieniędzy podatników. Tam płacono ludzkim życiem. I choć chwilami wydaje się, że takim anonimowym, bo nawet tłum ścigający ofiarę nie zawsze był pewien kogo ściga, a jednak te ofiary nie były anonimowe, a ich rodziny cierpiały i nawet po wielu latach wspomnienia nękały ich jak żywe.. Rodzina Rapoo nadal nie czuje się w kuchni bezpiecznie, biedna Joyce ciągle wierzy, że jej wnuczka Mimi, jest zombie.. Bo dzięki temu wciąż ma nadzieję na powrót dziecka.

Próba opowiedzenia sobie nawzajem tej historii sprowokowała też wiele pytań o własny charakter, własną naturę, a wreszcie, pytań o człowieczeństwo. Kiedy człowiek naciska spust migawki, a kiedy przestaje być fotografem? Odkryliśmy, że aparat fotograficzny nigdy nie był dla nas filtrem, za pomocą którego broniliśmy się przed tym, czego byliśmy świadkami i co fotografowaliśmy. Było dokładnie na odwrót - wydawało się nam, że sceny, które utrwalaliśmy na filmach, wypalały się także w naszych umysłach. ****

Te pytania, o własne człowieczeństwo, o sens ich zawodu, powtarzały się przez wiele momentów w ich życiu. Nie znajdują oni jednoznacznej odpowiedzi. Ale też widać, że jednego są pewni. To jest ważne, żeby świat zobaczył historię, o której być może przeczytano by jakąś prasową wzmiankę i za chwilę zapomniano. Wobec ich zdjęć zaś trudno było przejść obojętnie. Wobec tej książki również nie można.


Bractwo Bang Bang, Greg Marinovich, Joao Silva, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012
* str. 175
** str. 45
*** str. 46
**** Prolog, str. XXII

Czytaj więcej

środa, 3 lipca 2013

Bo życie pisze ciekawsze scenariusze..

Za dużo fikcji ostatnio. Wszystko zaczęło wydawać mi się wtórne, zdawało powtarzać się w schemacie. Zatęskniłam za życiem. Za jego prawdziwym obliczem, bez dodatków narracyjnych. Na tyle, na ile to możliwe właśnie to dają mi w ostatnich dniach reportaże. Wydawnictwo Czarne zaczyna plasować się powoli na drugie miejsce w moim prywatnym rankingu wydawnictw (na pierwszym bez zmian, Wydawnictwo Czytelnik) , co do których nie muszę mieć wątpliwości, czy dana pozycja będzie dobra i mnie zainteresuje.

Reportaże Mariusza Szczygła stały sobie jakiś czas na półce, pożyczone od przyjaciółki. Która wie, że oddam, więc nie było pośpiechu. I proszę, jak piękne się wpisały w aktualne potrzeby.

------------

Uświadomiłam sobie, że szpital dla psychicznie chorych jest w Czechosłowacji jedynym normalnym miejscem, bo wszyscy mogą tam bezkarnie mówić, co naprawdę myślą.*



Dokształcam się dzięki reportażom. Obserwuję w sobie ponownie chęć do poznawania świata i ludzi, co ostatnio było we mnie nieco uśpione. Nawet, gdy ci ludzie jawią się jako osoby mocno zakłamane, albo ciut zbyt dziwaczne, nawet jak na moje tolerancyjne podejście do sprawy. Bo sama nie wiem czy chciałabym poznać mieszkańców Pitcairn. Natomiast Czechów? Bardzo chętnie! W ogóle, chciałabym wybrać się do Pragi i chodzić ulicami Franza K. Popytać o kafkarnę. I zrozumieć z kontekstu, co to znaczy.

Reportaże Mariusza Szczygła to niezwykłe świadectwo czasów, jakby się zdawało bardzo odległych, ale ciągle żywych w sercach i umysłach ludzi, o których pisze. Taki Bata (Ani kroku bez Baty), prekursor orwellowskiego świata z Wielkim Bratem w roli głównej, którego buty są znane dużo bardziej, niż idąca za nimi historia, wciąż jest legendą, nawet jeśli ta legenda ma negatywny odcień. Pozostawione dziedzictwo i wspomnienia pracowników świadczą o pełnym, niczym nieskrępowanym inwigilowaniu pracowników- od ilości przepracowywanych godzin, poprzez miejsce zamieszkania, z metrażem stosownym dla jego rodziny i kuchnią tak małą, że niewiele się w niej mieści, ale za to blisko sąsiada, którego się mimowolnie szpieguje, po zakończenie "współpracy" na warunkach pracodawcy.

Lida Baarova, źródło zdjęcia
O, albo piękna aktorka Lida Baarova. Była taka głupia, czy tak bardzo chciała po prostu grać, co ułatwiały jej przez pewien czas hitlerowskie Niemcy? Obraz jaki się wyłania z reportażu Tylko kobieta nie jest jednoznaczny. Z jednej strony widać w nim młodą kobietę, która chciała zostać aktorką, z drugiej, istotę zagubioną w tyglu historii, gdy zainteresował się nią zarówno Hitler, jak i Goebbels, a poza tym osóbkę płochą i nieco trzpiotowatą, nie do końca świadomą powagi wojennej sytuacji i oceny społeczeństwa, dla którego była zwykłą zdrajczynią. Jakby na to wszystko nie patrzeć, Lida była intrygującą postacią z bujnym zapleczem historii własnej, na tle burzliwej historii własnego kraju i całej Europy. A jej własne słowa, że była tylko kobietą? Szczygieł nie ocenia swoich bohaterów. Pozostawia to bez komentarza czytelnikowi.

Źródło zdjęcia
Takich historii w Gottlandzie jest mnóstwo. Największe wrażenie robi opowieść o nieszczęsnym rzeźbiarzu Otokarze Svecu, któremu przypadło do wykonania nieszczególne zadanie, jakim był projekt i wykonanie ogromnego pomnika wielkiego wodza, Stalina (Dowód miłości). Biedakowi, nie było dane dotrwać do odsłony swojego dzieła. Długość przygotowań, ciągłe podleganie ocenie, presja jaką na niego wywierano przechyliły czarę goryczy. I jeszcze reżyser, Jan Prochazka, który miał tego pecha, że podpadł władzom i z kochaneczka ludu został szybko przemieniony we wroga. Jedenaście miesięcy.. jego organizm nie wytrzymał nagłej odmiany losu. A najgorzej było wtedy z pogrzebami.. stały się nagle mocno kłopotliwe (Kochaneczek ludu). I tylko w szpitalach psychiatrycznych można było mówić to, co człowiek naprawdę myśli. Bo gdzie indziej może by cię jeszcze nagrali i przetworzyli to na swój sposób, taki, by człowieka pogrążyć.

Całość jest świetne skomponowana i zgrana w tym jednym tomie. Mimo tego, że historie często dotyczą innych ludzi i nieco innych czasów, mają ze sobą wspólne mianowniki. Jak niektóre miejsca, czy podobne osoby w kręgu znajomych, bądź wrogów. Wszystko to czyta się diablo dobrze, nawet gdy pewne opowieści wydają się niewiarygodne, mrożą krew w żyłach lub po prostu, zasmucają i wywołują masę refleksji. Człowiek człowiekowi.. Mogę tylko powiedzieć, że taki cykl absolutnie nie zaspokaja głodu i po lekturze ma się tylko ochotę na więcej. I więcej.



Gottland, Mariusz Szczygieł, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006
* str.149
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.