niedziela, 29 września 2013

"Mewa" w Teatrze Narodowym

 Życie trzeba przedstawiać nie takie, jakie jest i nie takie, jakie powinno być, ale takie, jak się widzi w marzeniach.*

Mewa Czechowa to utwór nierówny. Sam Czechow uparł się nazywać swój dramat komedią, choć jeden z głównych bohaterów na koniec odbiera sobie życie, a część z bohaterów pozostaje nieszczęśliwa z powodu obranych ścieżek życiowych. Trudno więc widzieć w Mewie komedię, choć tak, są zabawne momenty i śmieszne dialogi. Summa summarum jednak jest to dramat i mimo, że powstały w 1896 roku nadal bardzo czytelny w percepcji współczesnego widza/czytelnika.
 

"Napiszę coś dziwnego" - wspominał Czechow w okresie poprzedzającym powstanie dramatu. W listach do krytyka i wydawcy Aleksieja Suworina dopowiadał: [..] komedia, trzy role żeńskie, sześć męskich, cztery akty, pejzaż (widok na jezioro); dużo rozmów o literaturze, mało akcji, pięć pudów miłości", a także uprzedzał, że komedia zostanie napisana "wbrew wszelkim regułom sztuki dramatycznej".** Mewa zatem wbrew wszelkim regułom dramatycznym napisana, mówi o życiu we wszystkich tego życia przejawach i w związku z tym o różnych charakterach ludzkich i reakcjach. Nie ma tu bohatera głównego, choć uwaga widza skupiona jest częściowo na młodej postaci literata, dramaturga, początkującego artysty, którego główną rywalką, przynajmniej w jego mniemaniu, jest jego własna matka, aktorka, skostniała, stara forma, która nie chce zrobić miejsca formie nowej i zmienionej. Zacznijmy jednak od początku.

Rzecz się dzieje w majątku wiejskim niejakiego Piotra Sorina, którego to majątku zarządcą jest Szamrajew, ojciec Maszy, nieszczęśliwej dziewczyny, wiecznie ubierającej się na czarno, jakoby po żałobie własnego życia, choć o jej uczucia wytrwale zabiega ubogi nauczyciel Siemion Miedwiedienko. Żona Szamrajewa, Polina, romansuje z wiejskim lekarzem Jewgienijem Dornem, mimo nieskrywanej sympatii, romans odbywa się w ukryciu przed mężem. Do majątku przyjeżdża słynna, choć już podstarzała aktorka, Irina Arkadina, siostra Sorina, wraz z synem Konstantinem Trieplewem, oraz partnerem życiowym, znanym i cenionym pisarzem, Borisem Trigorinem. Fabuła rozpoczyna się od przedstawienia, jakie przygotował Konstantin wraz z Niną, młodą, wiejską dziewczyną, która jak się okazuje ma niebywały aktorski talent i mimo braku zrozumienia sztuki Konstantina odgrywa ją całą sobą. Spektakl przerywają złośliwe komentarze matki Konstantina, który nie może ich znieść i przerywa grę Niny.

Bardzo szybko ukazują się skrywane emocje bohaterów. Masza jest nieszczęśliwa bowiem kocha Konstantina bez wzajemności. Konstantina unieszczęśliwia matka, która podchodzi do działań syna bardzo krytycznie. Ninę unieszczęśliwia życie na wsi i brak majątku, żeby mieć szansę na rozpoczęcie kariery aktorskiej. Miedwiedienko jest rozżalony brakiem wzajemności, ze strony Maszy. Irina najwyraźniej nie może przyjąć do wiadomości, że niestety jest coraz starsza i raczej nie mogłaby zagrać już nastolatki. Każdy z bohaterów szuka remedium na swoje nieszczęście. Konstantin próbuje się zabić. Nina wdaje się w romans z Trigorinem. Masza wychodzi za mąż za Miedwiedienko, żeby w ten sposób zabić w sobie niespełnioną miłość do Konstantina. Istna lawina ludzkich dramatów..

Jak to przedstawiła Agnieszka Glińska, reżyserka spektaklu w Teatrze Narodowym?

Siemion Miedwiedienko (Grzegorz Kwiecień), Jewgienij Dorn (Paweł Wawrzecki), Nina Zarieczna (Dominika Kluźniak) i Irina Arkadina (Joanna Szczepkowska); fot. Robert Jaworski, źródło
Postawiła na minimalizm. Na scenie widz znajduje niewiele elementów. Parę krzeseł, jakiś taboret, szafka. Zaimprowizowana scena do przedstawienia. I duże pole do wyobraźni. Jezioro i jego obecność podkreślają jedynie słowa i dźwięki. Widz tak naprawdę ma możliwość oddać się własnym wyobrażeniom, nie dostaje ostatecznych, gotowych obrazów. Za to ma szansę zetknąć się z bardzo bliska z emocjami bohaterów Czechowa. Jest w nich ogrom ekspresji, są wyzwolone gdy już odchodzą do głosu. I stają się dla nich coraz bardziej niebezpiecznie, zwodzą ich z prostych ścieżek, jakimi mogliby podążyć, gdyby nie one.

Nina (Dominika Kluźniak) i Konstantin (Modest Ruciński), fot. Bartosz Bobkowski (źródło)
 Jestem pod wrażeniem. Pod naprawdę dużym wrażeniem. Zacna obsada, fenomenalnie odegrane emocje, poczucie wręcz uczestniczenia w wydarzeniach, obsada dobrana idealnie pod kątem roli. Joanna Szczepkowska staje się wyrodną matką, która wdaje się w przepychanki z synem i autentycznie, nie da się jej lubić. Modest Ruciński jest świetny jako rozdarty wewnętrznymi konfliktami niedoszły dramaturg. Dominika Kluźniak zachwyca swoją rolą - co za lekkość sceniczna! Mogłabym tak bez końca. Paweł Wawrzecki - aż ciężko uwierzyć, że to ten sam Paweł Wawrzecki z komedii w Teatrze Komedia, z której, zaledwie przed kilkoma dniami wyszłam z mieszanymi uczuciami (o czym piszę tu). Co warto odnotować, bardzo mi się spodobało uczestniczenie w zmianie dekoracji. Scena przy Wierzbowej jest znacznie mniejsza od sceny przy Placu Teatralnym. Nie ma tu kurtyny, scena jest bardzo blisko widowni, wszystko, co trzeba zmienić w trakcie spektaklu dzieje się na oczach widza. Ba, aktorzy wychodzą z widowni, wprost na scenę, mijając tym samym swoich widzów z bardzo bliska. Jako maniaczka teatralna, która najchętniej by sobie przycupnęła gdzieś w rogu sceny, by być jak najbliżej, byłam wniebowzięta!

Boris (Krzysztof Stelmaszyk) i Masza (Patrycja Soliman), fot. Robert Jaworski, źródło
 Polecam. I spektakl i lekturę sztuki Czechowa. Czy to w tym nowym, proponowanym prze Teatr Narodowy tłumaczeniu (Agnieszki Lubomira Piotrowskiej), czy w innym.

Mewa, Anton Czechow, reżyseria: Agnieszka Glińska; scenografia: Magdalena Maciejewska

Obsada
Irina Arkadina: Joanna Szczepkowska (gościnnie)
Konstantin Trieplew: Modest Ruciński
Piotr Sorin: Włodzimierz Press (gościnnie)
Nina Zarieczna: Dominika Kluźniak
Ilja Szamrajew: Krzysztof Stroiński (gościnnie)
Polina: Dorota Landowska
Masza: Patrycja Soliman
Boris Trigorin: Krzysztof Stelmaszyk
Jewgienij Dorn: Paweł Wawrzecki (gościnnie)
Siemion Miedwiedienko: Grzegorz Kwiecień
Jakow: Karol Pocheć


Mewa, Antoni Czechow, program Teatru Narodowego 18.11.2010
* str. 56
** str. 9 (Katarzyna Osińska, Mewa jest Mewą, Mewa jest Mewą)

Czytaj więcej

czwartek, 26 września 2013

"Musicie wiedzieć, że jest tu pięknie" pierwsze reportaże Ryszarda Kapuścińskiego

Kolor skóry to tylko kolor skóry. Jak kolor oczu, człowiek sobie sam nie wybiera. A jednak ciągle człowiek człowieka segreguje na kolory. Czarny, biały, żółty, ba nawet czerwony. Paleta rozmaitości. Potem dodaje epitety. A końcu stwierdza, że jest najlepszy, bo jest..? biały? A jaka w tym jego zasługa? A czym mu zawinił ten z innym kolorem skóry? Odpowiedzi brak. Podoba mi się to jak o tym wspomina Kapuściński, w swoich pierwszych, pierwszych relacjach z Afryki, jeszcze gdy sam był młody i niedoświadczony w ogóle na afrykańskiej ziemi i popełniał masę błędów merytorycznych. Jednak to spostrzeżenie nie ma związku ani z jego wiedzą, ani z doświadczeniem, ani młodym wiekiem. Dawniej złościły mnie książki o Afryce: tyle w nich o białym i czarnym. Kolor taki i siaki we wszystkich odmianach. Aż wreszcie pojechałem sam. I wtedy zrozumiałem. Od razu dostaję swój przydział, swój tor. Od razu ta skóra swędzi. Albo razi, albo wywyższa. Człowiek nie może z niej wyskoczyć, ale przeszkadza mu ona żyć. * Mimo, że jestem dość pokojowo nastawiona do świata i ludzi, to jednak relacje z Afryki za czasów kolonizacji, potem dekolonizacji,  z momentów walki o własną suwerenność, sprawiają, że budzi się we mnie gniew.


Czarne gwiazdy to zbiór pierwszych, czasami pisanych na kolanie, reportaży z Ghany, Konga i z Sudanu, będących zupełnie subiektywnym zapisem i relacją z wrażeń z podróży, pobytu, znajomości z tubylcami oraz opowieścią, o pierwszych ważnych postaciach rodzącej się wówczas afrykańskiej areny politycznej. A mowa o okresie już dość zamierzchłym, bowiem późnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i początku lat sześćdziesiątych (pierwsze wydanie Czytelnika miało miejsce w 1963 roku). Jak to podsumował sam Kapuściński**, artykuły te, mające być zalążkiem książki o okresie dekolonizacji w Afryce zostały wydane w takiej właśnie niedokończonej formie, ponieważ został on ponownie wysłany do Afryki i prace nad zbiorem zostały przerwane. Praca ta podzielona na trzy części (Kolon, Kwame, Patrice) jest żywym świadectwem doświadczeń i rozmów, jakie przeprowadził Kapuściński, który wyraźnie zaangażowany emocjonalnie w afrykańskie sprawy często stapia się ze swoim bohaterem zbiorowym, mówiąc o przeżyciach w liczbie mnogiej. Chce iść z żołnierzami gdy trwa ofensywa, nie chce siedzieć bezczynnie. Wchodzi na wiec, pełen rozgorączkowanych ludzi, choć jego kolor skóry zdradza go i wzbudza podejrzenia odnośnie jego pochodzenia. Razem z nimi jednak wrzuca papier do ognia i razem słucha przemówień. Podoba mi się ten Kapuściński, choć często coś myli, nie zna dokładnie dat, czy nazw strojów ludowych. Ale jest pełen zapału, energii i zainteresowania Czarnym Lądem i jego bolączkami. Angażuje się w to całym sobą i daje to odczuć w opisywanych wydarzeniach. Absolutnie nie jest bezstronny i nie udaje obiektywizmu. Wyraźnie widać, że jest przede wszystkim po stronie człowieka.

Wspaniałym dodatkiem do książki są zamieszczone w niej zdjęcia zrobione przez Kapuścińskiego w tym okresie, oraz co najważniejsze w moim odczuciu - posłowie Bogumiła Jewsiewieckiego, który w bardzo prosty i niczego nie ujmujący Kapuścińskiemu sposób uporządkował wszystkie nieścisłości, jakie pojawiły się w zbiorze, a także uzasadnił interesująco, dlaczego czytanie tych reportaży, choć już z pewnej perspektywy archaicznych, nadal ma duży sens. Czytanie Czarnych gwiazd to czytanie relacji z wydarzeń dekolonizacyjnych z najważniejszej perspektywy - z perspektywy mieszkańców Afryki, nie ich kolonizatorów. Bohaterem jest tu rdzenny mieszkaniec Afryki, nie uzurpator. I ten punkt widzenia nadal ma ogromne znaczenie, biorąc pod uwagę dalsze losy Ghany czy Konga (przekształconego niewiele później w Zair, by dopiero w 1997 stać się Demokratyczną Republiką Konga), dalszy rozlew krwi i walkę o niepodległość. Wielka zaleta reportaży Kapuścińskiego polega na tym, że interesując się konkretnymi jednostkami, czasem politykami na szczycie, a czasem prostymi ludźmi, których spotykał, przedstawia obraz znacznie lepiej odzwierciedlający ludzkie doświadczenia i przeżycia.***

Lektura Czarnych gwiazd to naprawdę ogromna przyjemność, która tylko zwiększa apetyt na więcej reportaży Kapuścińskiego.



Czarne gwiazdy, Ryszard Kapuściński, Agora SA, Warszawa 2013
*str. 148
** str. 4
*** str. 189

Czytaj więcej

wtorek, 24 września 2013

Osiemdziesiąt jeden do jednego

Każdy, kto został przemocą wyrwany z błogostanu czytelniczego ostatnią stroną czytanej pozycji wie, jakie rozczarowanie właśnie przeżywam. Ostatnia strona książki, w której czytelnik się zadomowił jest jak ostry klif zamiast pięknego i wygodnego brzegu morza. Jak napotkane w Cape Town skałki, choć obiecywano piaszczystą plażę. Jak..  Dobra, starczy. Wiecie o czym mówię. Szczerze mówiąc mam ochotę napisać zażalenie do obydwu autorów. Bo mi nawet nie została nagroda pocieszenia w postaci książki telefonicznej. I co z tego, że Opowieści z Wysp Owczych liczą pond 300 stron?


Nie wiem, którego z autorów styl w tej książce był dominujący. Solidarnie piszą o sobie M., więc zgaduj zgadula. Jednemu Maciej, drugiemu Marcin, toteż książka wydaje się być w całości wspólnego autorstwa. Moja wyobraźnia w kwestii wspólnego pisania jest dość płytka. Nie widzę tego do końca, bo nie wiem jak to działa. Ty napiszesz ten rozdział, a ja drugi? Czy dzielimy się akapitami? Czy może ty podrzucisz pomysł, ja rozwinę? Nie wiem. Wiem, że dużo tu Wasielewskiego poznanego wcześniej w poprzednim reportażu, też o wyspie, choć zdecydowanie mniej przyjaznej. I cieszę się, że poznałam je właśnie w takiej kolejności. Pitcairn wolałabym nie poznawać, na Wyspy Owcze, chciałabym powiedzieć, że już się pakuję..

Uciekam do krainy baśni, do świata ogrodowych elfów, w poszukiwaniu tego, co zwykliśmy nazywać prawdziwością. I nie w tym mesjanistyczno - propagandowym znaczeniu - uciekam szukać samoorganizujących się społeczności, atmosfery familijnych rautów, gdzie senior rodziny, kochany, niedołężny dziadunio, chrypliwym głosem opowiada domownikom sagi po zmroku. Uciekam szukać wesołych pisuardes, prostolinijnych ludzi, szczerych pochwał i tej cichej dumy, kiedy ktoś chwali twój wysiłek.*

 Zastanawiam się ilu polskich uczniów na lekcjach geografii byłoby w stanie podejść w każdej chwili do mapy i wskazać na niej Wyspy Owcze. Nie zastanawiam się złośliwie, bowiem sama mam spore braki z geografii i długo mi zajęło nauczenie się najprostszych reguł odnośnie rozpoznawania stron świata (inna sprawa, że mam na to dość ważkie usprawiedliwienie, a nie fakt, że jestem kobietą, jak zapewne złośliwie mogliby podsumować panowie). Zaimponowało mi to, że farerskie dzieciaki wiedzą gdzie jest Polska bez długiego i żmudnego przeszukiwania mapy Europy. Że Polska jako kraj jest kojarzona, nie tylko dlatego, że znana jest mieszkańcom Wysp Owczych szerokość geograficzna pod jaką leży na mapie. Że jest im znana muzyka, czy nazwiska sportowe. Że Polak mimo, że każdy złodziej, to jednak całkiem fajny człowiek...

- Skąd jesteś? - pyta Bogi.
- Z Polski - odpowiadam.
- Z Polski?!? W 2006 roku spędziłem w Polsce wakacje! Piękny kraj, doświadczony przez los. Co prawda przed hotelem w Krakowie skradziono mi nowy samochód, ale to nie jest jeszcze powód, by źle myśleć o całym społeczeństwie, prawda? Ach, co to był za samochód...**

Mieszkańcy Wysp Owczych opisani w tym reportażu kojarzą mi się z czymś mitycznym, nieistniejącym, nierealnym. Aż trudno uwierzyć, że gdzieś na świecie są ludzie, którzy nie zamykają domów, którzy proponują nocleg u siebie nowo poznanej osobie, którzy podejmują rozmowę z obcym niczym kontynuację przerwanego dialogu. Chciałoby się podjąć wszelkie ryzyko związane z podróżą, byle tylko tam dotrzeć. I wtedy nawet dla kogoś takiego jak jak, bojącego się latać, nie przerażają trudy lotu i ryzyko lądowania. I sama nie wiem kogo w pierwszej kolejności chciałabym poznać.. Agnieszkę Johannesen, zadomowioną już na Wyspach, wspaniałą osobę, która znajdzie czas dla każdego potrzebującego, choć w domu ma własną rodzinę, ciągle potrzebującą jej obecności? Listonosza Karla, żywego wcielenia bajkowego listonosza Pata? Miejscowego Dżepetto? Czy może muzyka, Hanusa G. Johansena, którego jedynym marzeniem jest by już umrzeć? Chciałoby się po prostu spędzić tam choć chwilę i poczuć tę prawdziwą przytulność, jakiej nie da się poczuć nigdzie. Choć tak, tam też powoli świat wirtualny wkracza i niegdysiejsze częste spotkania z ludźmi zastąpiły fejsbukowe rozmowy. Nic to, wierzę, że spora część z opisanych zachowań mieszkańców Wysp jeszcze istnieje i może kiedyś..

Może.

W tej skondensowanej (bo cóż to jest 318 stron..) opowieści o ludziach, historii i krajobrazie Wysp Owczych można znaleźć wszystko. Świat baśni i dziwów. Historię i fakty sportowe. Mity i opowieści o samym sobie. Wycinki z literatury o samotności i o samotności refleksje własne i Farerów. Rzeczywistość niczym fragment z telenoweli, tyle że tej ładniejszej, bez udawania i oszustw. Tak, są fragmenty do ominięcia. Tak, nie zaliczyłabym zabijania grindwali do 101 rzeczy, które warto zrobić przed śmiercią; tak, nie rozumiem tej tradycji i nie będę udawać, że jest inaczej. To jednak potwierdza, że Farerowie jak każdy naród, mają przywary. Nie zniechęca na tyle, by zrezygnować z chęci poznania tej intrygującej, fascynującej nacji. Nie zmienia to wcale bardzo ciepłych i bardzo pozytywnych odczuć na temat całej lektury.


81:1. Opowieści z Wysp Owczych, Marcin Michalski, Maciej Wasielewski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011
*str. 264
** str. 57
Czytaj więcej

sobota, 21 września 2013

"Dni płynęły cienką strużką".. o listach Franza Kafki

 Pisanie listów, dawna już tradycja i przebrzmiała, to taki niezwykły ślad po myślach i doznaniach z konkretnego momentu w życiu człowieka. Często zupełnie ulotny, ginący w natłoku codziennych czynności. Dla Kafki, który sporą część swojego życia spędził w różnorodnych sanatoriach na leczeniu swoich chorych płuc i próbach przybrania masy ciała miały one wartość dodatkową - zastępowały mu bezpośredni kontakt z bliskimi i ze znajomymi, z którymi siłą rzeczy nie mógł spędzać tyle czasu, ile by sobie życzył. Nasza korespondencja może być bardzo prosta; ja piszę o swoich sprawach, Ty o swoich i to już jest odpowiedź, osąd, pociecha, rozpacz. *


Franz Kafka w swoich listach jest szczery i bezpośredni, choć mając ich taką kompilację w jednej książce, łatwo można rozróżnić osoby, którym ufał najbardziej i wobec których był bezpardonowo szczery (jak wobec przyjaciół Maksa Broda, Oskara Bauma, czy siostry Ottli), od tych, które lubił i szanował, ale w pisaniu do nich był nieco bardziej powściągliwy, a w związku z tym mniej skupiony na doznaniach wewnętrznych, a więcej na podziwie warunków zewnętrznych w jakich przyszło mu przebywać (jak w listach do nowo poznanych osób w sanatoriach, z którymi jednak z czasem znajomości też nabierały znamion przyjaźni). Czytając też te listy od czasów jego młodości, gdy w stylu przeważały kwieciste metafory, do czasów nieco dojrzalszych, a oprócz tego bardziej skupionych na leczeniu, dbaniu o zdrowie, a co za tym idzie, częściej stykających się z tematyką śmierci, można zauważyć niezwykły rozwój zarówno pisarski jak i osobisty. Przychodzą większe momenty refleksji nad własnymi wyborami i związkami z kobietami. Refleksje osobiste, ale i te trochę bardziej ogólne. Pierwsze (..) błędy życiowe są tak godne uwagi. Prawdopodobnie nie powinno się ich badać oddzielnie ponieważ mają wyższy i szerszy sens, ale czasem trzeba to zrobić; przychodzą mi na myśl wyścigi, w których, co też jest słuszne, każdy uczestnik jest przekonany, że wygra, a przy bogactwie życia byłoby to nawet możliwe. Dlaczego tak się nie dzieje, choć niby każdy ma tę wiarę? Ponieważ niewiara nie wyraża się w "wierze", lecz w zastosowanej "metodzie wyścigu".**

Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców to pozycja zawierająca listy Franza Kafki z lat 1900 -1924 a więc obejmujące okres ponad połowy jego życia. Te początkowe są skupione na życiu codziennym, na emocjach związanych z pisaniem, z kobietami, z nowymi utworami, czy przeczytanymi książkami, które zrobiły na nim największe wrażenie. Od momentu, gdy jego zdrowie, które w sumie od lat dziecięcych nie należało do najlepszych, zaczęło niestety być coraz słabsze (problemy z płucami, kaszlem, temperaturą, a w końcu diagnoza gruźlicy) i zmuszało go do częstego przedłużania urlopu zdrowotnego, listy coraz częściej oswajają tematykę związaną z bezruchem, słabością ciała, upływem czasu, oraz strachem. Strachem związanym już niemalże z każdą zmianą. (..) szczerze mówiąc, straszliwie boję się podróży, oczywiście nie akurat tej podróży i w ogóle nie tylko podróży, lecz każdej zmiany; im większa jest zmiana, tym większy wprawdzie strach. (..) *** Jednak to nie jedyny temat, jaki najczęściej jest poruszany przez Franza Kafkę w listach. Najważniejsze jest dla niego pisarstwo, któremu poświęca najwięcej wolnego czasu, choć, jak sam zaczyna podejrzewać, być może to to ono podtrzymuje właśnie taki, a nie inny jego styl bycia. Pisanie mnie trzyma, ale czy nie słuszniej będzie powiedzieć, że utrzymuje ono taki rodzaj życia? Nie mówię tym samym, że moje życie jest lepsze, gdy nie piszę. Jest wtedy raczej o wiele gorsze i absolutnie nie do zniesienia, i musi się skończyć obłędem. Ale to zapewne tylko pod warunkiem, że - co faktycznie ma miejsce - także gdy nie piszę, jestem pisarzem, a niepiszący pisarz jest jednak dziwolągiem, który rzuca wyzwanie obłędowi. Ale jak to jest z samym byciem pisarzem? Pisanie to słodka zapłata, lecz za co? Nocą stało się to dla mnie jasne, że to zapłata za usługi diabła.****

Z listów tych, czytanych nieśpiesznie, smakowanych przez dłuższy czas, wyłania się wiele ciekawych informacji o Kafce. Listy do rodziców i do siostry mówią o trudnej relacji z ojcem, o braku porozumienia, o braku wiary w to, że ojciec akceptuje syna takim, jaki on jest. Wydaje się, że Kafka ma ogromny kompleks ojca, choć z drugiej strony, zdaje się starać przechodzić nad tym do porządku dziennego. Jednocześnie ma sam dla siebie bardzo wiele zarzutów. W kolejnym liście do Maksa Broda tak opisuje zresztą sam siebie - ze sporą dozą goryczy, ostrej samokrytyki, podważania własnej wartości: Syn niezdolny do ożenku, niedostarczający nazwisku przedstawicieli; na rencie w wieku trzydziestu dziewięciu lat; zajęty tylko ekscentrycznym pisaniem niezmierzającym do niczego prócz zbawienia lub nieszczęścia własnej duszy; nieczuły; obcy wierze; chory na płuca, nabawił się zresztą tej choroby zgodnie z absolutnie słusznym z pozoru zapatrywaniem ojca, gdy po raz pierwszy wypuszczony na jakiś czas z dziecinnego pokoju, niezdolny do jakiejkolwiek samodzielności, wyszukał sobie niezdrowy pokój w Schonborn. Oto wymarzony syn.***** Najbliższe zaś relacje rodzinne są z siostrą. Wyraźnie jest on dla niej mentorem i wzorem do naśladowania. Za jego przykładem Ottla również przejdzie na wegetarianizm, będzie mu służyła pomocą w każdej możliwej sytuacji, od załatwiania przedłużenia urlopu po przysyłanie różnych rzeczy, których bratu brakowało w kolejnych miejscach pobytu. Więź między tą dwójką jest ogromna i widać z listów, że z nikim ze swojej rodziny Kafka nie zaznał takiej bliskości.

Czytanie listów czasami przypomina oglądanie drugiego człowieka w całkowitym obnażeniu. Może nie tyle cielesnym, co tym związanym z najgłębszymi przemyśleniami, lękami, wrażeniami. Czasami pojawia się odczucie, że zobaczyło się w tym obnażeniu zbyt wiele. Z drugiej strony, jakiż obraz drugiego człowieka może się wyłonić z takiej lektury! Być może nie zawsze najszczerszy, bo czasami wykreowany na potrzeby uzyskania aprobaty adresata listu. Jednak w większości przypadków daje to obraz czyjejś wrażliwości, stylu widzenia świata i ludzi. W przypadku Kafki pokazuje dużą samotność, smutek i niską samoocenę. Tak niską, że z listów wydaje się, że Kafka nie tylko ciągle jest na zwolnieniu, ale tak poza tym jest naprawdę kiepskim pracownikiem. Podczas gdy skądinąd wiem, że był bardzo ceniony. Z drugiej strony zaś widać, że miewa niskie mniemanie o kobietach, pisząc często o "ich gierkach", konieczności ładnego wyglądu i bezmyślności, a jednocześnie jest ogromnym admiratorem kobiecej obecności. Gdy pisze listy do kobiet jest w nich niesamowicie ciepły i wrażliwy. Bywa też, że zaprzecza sam sobie. Z jednej strony pisze długie, obfite w szczegóły listy, a z drugiej strony nie ufa pisaniu listów. Jest w tym jednak prawdziwie ludzki, zmienny, nastrojowy, ale piszący z listu na list coraz lepiej, zgrabniej, wyraziściej.

Oczywiście są listy, które można było spokojnie wyrzucić z tego zbioru. Listy do wydawcy, w których ustala szczegóły kolejnych wydań opowiadań, ich kolejność, okładkę myślę, że można było spokojnie opuścić, w to miejsce zostawiając pominięte przez tłumaczy fragmenty listów, w których Kafka omawia szczegółowo utwory nieznane polskiemu czytelnikowi. Cóż, wiele omawianych tytułów też nie znałam, a mimo to czytałam  ich opisy z ogromną przyjemnością. Fragmenty zaś z listą ubrań i bielizny, o jaką prosi Franz Ottlę można zaś było spokojnie opuścić. Nie umniejsza to jednak wartości całego zbioru. Właściwie całość jest po prostu ogromną przyjemnością czytelniczą, wymuszającą bardzo częste zaznaczanie kolejnych ustępów. Bo tak są ciekawe, tak refleksyjne, tak zgrabnie skomponowane. Jednak pytanie o takie wchodzenie w cudzą intymność nie dawało mi spokoju przez cały czas..

Listy są na pewno dla cierpliwego czytelnika. Nie tylko dlatego, że sama książka to kilkaset stron, ale też dlatego, że Kafka nie pisał łatwych, lekkich listów. Omawia w nich szeroki przekrój własnych refleksji od osobistych, po te polityczne, związane z aktualnymi wydarzeniami, a również z byciem Żydem w tamtych niespokojnych już czasach. Polecam wytrwałym. Wielbicielom prozy Kafki. I tym, którzy po prostu lubią smakować lekturę listów.



Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców, Franz Kafka, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2012
* str. 164, fragment listu do Maksa Broda
** str. 255-256, fragment listu do Maksa Broda
*** str. 420, fragment listu do Oskara Bauma
**** str. 423,  fragment listu do Maksa Broda
***** str. 438,  fragment listu do Maksa Broda
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Aldona Bognar Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrew Mayne; tajemnica Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Gaja Grzegorzewska Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Marat Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanna Łańcucka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Sławomir Mrożek Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Nie lubię kawy na wynos: zawsze się oparzę i obleję. Maniakalnie oglądam "Ranczo" i jeszcze "Brzydulę".Uwielbiam zimę. I wiosnę. I jesień. I deszcz. Lubię ludzi. Kocham zwierzęta. Czytam, więc wmawiam sobie, że myślę.