piątek, 30 sierpnia 2013

"Słów twoich słucham z ogromną radością".. "Hamlet" w Teatrze Współczesnym

Trochę zbyt długi wstęp i dywagacje różniste, czyli część, którą można pominąć i przejść od razu do części zasadniczej..

Zakochuję się powoli w Teatrze Współczesnym. Jak przy spotkaniu z ukochanym, już od przekroczenia jego progów czuję przyjemny dreszcz oczekiwania. I jak to z ukochanym bywa, potrafi mnie zaskoczyć zarówno pozytywnie, jak czasami trochę mniej. Nigdy jednak nie mogę powiedzieć, by pozostawiał mnie obojętną. I to jest chyba siła jego uroku.

O moją edukację w zakresie wiedzy z Hamleta (i nie tylko!) zadbała Małgorzata Musierowicz (także sarkania jaka to jestem bezmyślna czytając jej książki naprawdę mam kompletnie gdzieś). Bardzo dokładnie i skrupulatnie, że chwilami monologi księcia duńskiego same wyrywały mi się z ust. Niebywałe! Minęło tyle lat, a ja ciągle pamiętam próby Anieli, zagadki jakie rozwiązywali Munio i Tunio, ba nawet przekłady.. Gdyby nie moja wrodzona nieśmiałość zapewne już dawno pukałabym do poznańskich drzwi z bukietem kwiatów i listem dziękczynnym. Zamiast tego kupuję wszystkie książki, czytam, zachwycam się, kocham niezmienną miłością dozgonną i mam nadzieję, że to mówi wszystko. Bo tak poza tym, po hamletowsku mogę powiedzieć, że taki ze mnie nędzarz, żem nawet w podzięki ubog(a)*

Biedny, szarpany skrajnymi emocjami książę Hamlet był dla mnie zawsze postacią fascynującą, a jednocześnie budzącą litość. Choć skłamałabym mówiąc, że to on powodował największe emocje podczas lektury najsłynniejszego szekspirowskiego dramatu. Oczywiście, największe emocje zawsze, ale to zawsze budziła postać biednej, oszalałej z rozpaczy Ofelii.. Chwilami, w amoku różnych skrajnych emocji można by nazwać każdą z nas, kobiet, Ofelią. Targane nimi robimy dziwne, niewytłumaczalne rzeczy. Lubię jednak jedynie literacką Ofelię, te prawdziwe są dla mnie zbyt już straszne. Jej nieśmiały urok i rozdawanie rozmarynu i stokrotek, choć w dłoniach same badyle.. I zawsze gdy docieram do tego opisu czuję żal.

John Everett Millais, Ophelia, 1851-2., źródło


Nie dość ostrożnie wspięła się na drzewo.
Złośliwa gałąź złamała się pod nią.
I z kwiecistymi trofeami swymi
Wpadło w toń biedne dziewczę. Przez czas jakiś
Wzdęta sukienka niosła ją po wierzchu
Jak nimfę wodną i wtedy, nieboga,
Jakby nie znając swego położenia
Lub jakby czuła się w swoim żywiole,
Śpiewała starych piosenek urywki (..)**


Kamila Kuboth (Ofelia), Wojciech Zieliński (Laertes)
fot. Magda Hueckel (źródło)

Hamlet w Teatrze Współczesnym

Ad rem, jak mawiają niespokojni, niecierpliwi, ci którym Poloniusza język jest nadto rozwlekłym, a meritum zbyt upragnione. Ach, słowa, słowa, słowa..

Fabułę Hamleta jak mniemam znają wszyscy, choć założenie to może być nieco niebezpieczne. Wszak czytanie scenopisów sztuk teatralnych, gdzie tak naprawdę potrzeba ogromu wyobraźni reżyserskiej podczas czytania niemal "nagich" dialogów, może okazać się ostatecznie trudne, nudne i żmudne. Zachowując zatem pewną ostrożność we własnych domniemywaniach pozwolę sobie w skrócie ją nieco przytoczyć. Hamlet, książę duński, syn niedawno zmarłego króla, przeżywa prawdziwe rozterki gdy jego matka, tak niedawno owdowiała, szybko ponownie wyszła za mąż, co więcej za brata swego dotychczasowego małżonka. Czy można krócej przeżywać żałobę po ponoć ukochanym mężu? Rozterki te jednak zostaną wkrótce zwiększone przez ukazanie się ducha zmarłego i opowieść o mordercy, którym według ducha miał być właśnie brat króla. Hamlet nie do końca zawierza tej rewelacji i sprawdza swego stryja podstępnie przygotowaną sztuką, podczas której Klaudiusz gwałtownymi emocjami potwierdza podejrzenia. Co zatem może zrobić syn swego ojca wobec jego mordercy? Mścić się? Wybaczyć? Jak dalej żyć z taką wiedzą? Hamlet to dramat niesamowicie uniwersalny, bo wciąż i od nowa pytający o sens życia w świecie, w którym ciągle jest tyle zła, hipokryzji i intryg. A reszta, cóż, chyba zawsze będzie milczeniem.

Gdy na scenie robi się ciemno, gdy oświetlenie pada tylko na wzniesioną na lewej górnej partii sceny wieżę wartowniczą, widz jest momentalnie przenoszony do Danii, na zamek w Elsynorze, późną porą nocną. Działa magia. Oświetlenie, muzyka, słowa aktorów i nagle pojawiają się dreszcze, oto bowiem przybywa Duch. Choć nie widać żadnej postaci, a jedynie jej złudzenie, jej zarys poprzez słowa rozmówców, muzykę i to światło niczym zaświatów, bujna wyobraźnia podpowiada obraz Ducha. Jestem w Danii, znalazłam się w Elsynorze, nie ma mnie. Podobnie jak Horacy nie dowierzam w istnienie ducha, a potem wierzę, bo widzę. Dalej już mogę tylko starać się nie oddychać za głośno. Dobrze, że przyspieszony oddech zagłusza muzyka..

Hamlet w wykonaniu Borysa Szyca chwilami zdumiewa, chwilami śmieszy, chwilami zadziwia błazenadą, ale czyż w tym szaleństwie nie tkwi właśnie metoda? Szyc włożył w tę rolę naprawdę ogromny wysiłek i dużo pracy, widać po zakończeniu spektaklu wycieńczenie na jego twarzy i niemą prośbę o zakończenie burzy oklasków, jaka rozpętała się chwilę po opadnięciu kurtyny, która choć widocznie go cieszy, to też nie pozwala w końcu na zasłużony odpoczynek. Szyc okazuje się być naprawdę niezwykłym aktorem dramatycznym. Zatrważające są sceny gwałtownych emocji, których w końcu w przedstawieniu nie brakuje. Gdy Hamlet prowadzi najsłynniejszą z rozmów z matką, podczas której niemalże ją dusi, Szyc odgrywa tę scenę całym sobą. Deski sceny drżą od jego gwałtownych uczuć, a Gertruda naprawdę umiera ze strachu. Walka jest zawsze na śmierć i życie, nie ma markowanych ciosów. A monologi? Tu nie mam do końca przekonania.. Był i nie był Szyc dobry. Był, bo nie podłożył się patetyczności jaka aż wyziera z tych wszystkich słów, które wydobywa z siebie Hamlet w chwilach przemyśleń. Nie był, bo czasami emocje nie szły w tym kierunku jaki wyznaczał sens słów. Może to jeszcze kwestia nawyku, że Hamlet jest poważnym, targanym emocjami człowiekiem, który cierpi prawdziwe, egzystencjalne rozterki i mają one jak najbardziej realne podłoże. Może to moja wina, że odebrałam Hamletowi zdolność do uśmiechu, do dystansu do samego siebie. Nie zmienia jednak wcale to faktu, że nie mogłam oderwać oczu od Szyca, cała uwaga, cała sala była skupiona na jego Hamlecie i był to Hamlet bardzo ludzki i bardzo miotany emocjami. Mogę wiele nieprzychylnego powiedzieć o kreacjach filmowych Borysa Szyca, ale ta jedna dotąd mi znana, teatralna, mocno zweryfikowała moje zdanie na temat jego pracy aktorskiej. Bardzo pozytywnie muszę dodać.

Borys Szyc (Hamlet, syn poprzedniego, a synowiec teraźniejszego króla)
fot. Magda Hueckel (źródło)

Artur Kruczek (Gildenstern), Borys Szyc (Hamlet), Kamil Przystał (Rozenkranc)
fot. Magda Hueckel (źródło)

   Siłą spektaklu zdecydowanie są role męskie. Na uwagę oprócz Hamleta zasługuje Wojciech Zieliński, niezwykły jako Laertes. Przemawia za tym wyrazistość odgrywanej przez niego postaci. Choć Laertes pojawia się na początku sztuki, a potem długi czas przebywa poza jej kulisami, trudno zapomnieć o Wojciechu Zielińskim i jego krótkim pobycie na scenie. Wyraźna zmiana też jaka zachodzi w Laertesie, od tego początkowego, gdy łagodnie żegnał się z siostrą i upominał ją odnośnie uczuć wobec Hamleta, po tego końcowego, gdy wzburzony najpierw śmiercią ojca pragnie się mścić, a później śmiercią siostry jest już przepełniony żalem i wściekłością, sprawia, że trudno zapomnieć tego aktora i zostaje jakiś powidok jego emocji pod powiekami..
    Horacy w wykonaniu Michała Mikołajczaka to wierny i prawdziwie oddany druh Hamleta, zaangażowany w jego sprawy, bacznie śledzący Klaudiusza podczas przedstawienia. Jego emocje prawdziwe i pełne oddania sprawie przyjaciela  powodują, że zapominam o poprzedniej roli tego sympatycznego aktora (Sieka w Zabójcy), jest on dla mnie Horacym z krwi i kości. Podobnie z Klaudiuszem, zakłamanym królobójcą, który tak szybko wdarł się na tron swego brata i w łoże jego żony. Andrzej Zieliński w tej roli jest równie wiarygodny jak w roli Pignon, nijakiego człowieka, a teraz możnego władcy, którego własne żądze przytłumiają wyrzuty sumienia. Role kobiece są jednak już trochę słabiej dobrane i tu głównie kuleje postać Gertrudy. Jakkolwiek Katarzyna Dąbrowska stara się odtworzyć rolę matki Hamleta bardzo dobrze tak jednak kontrast jej młodej twarzy z twarzą starszego od niej syna budzi drobny sprzeciw. Między aktorami jest sześć lat różnicy i niestety, tę różnicę widać. Uderzająco wygląda młoda kobieta, która ma odgrywać rolę matki w kontraście ze starszym od siebie aktorem, który wcielił się w rolę jej syna. Być może zabrakło jakichś elementów charakteryzacji, które mogłyby tę różnicę choć trochę zmniejszyć, bowiem sama, trochę dodająca wieku, fryzura nie wystarczyła.
   W rolę Ofelii wcieliła się Kamila Kuboth, znana już z Zabójcy jako Oksana. Ofelia, ta najważniejsza kobieca postać sztuki zawsze budzi największą ciekawość, a co za tym idzie, ogromną uwagę widza.

Wojciech Zieliński (Laertes), Kamila Kuboth (Ofelia), na drugim planie Sławomir Orzechowski (Poloniusz)
fot. Magda Hueckel (źródło)
Na początku przyznaję, patrzyłam na aktorkę bez przekonania. Dotąd Ofelia kojarzyła mi się z pewną dziewczęcą zwiewnością, tu zaś zabrakło tego trochę, choć Kamili Kuboth nie można odmówić ani uroku, ani urody. Jest coś w głosie tej aktorki co chwilami odbiera mu dziewczęcą nośność i być może sprawia ów efekt braku zwiewności. Jednak scena obłąkania, gdy Ofelia rozdaje wszystkim obecnym kwiaty, śpiewając stare piosenki, zmienia bardzo wiele w percepcji tej roli i robi spore wrażenie, które zaciera wcześniejsze wątpliwości. A przecież było nie było to właśnie ta scena jest najbardziej wymagająca, a zatem najlepiej świadczy o roli Kamili Kuboth.

W Teatrze Współczesnym zajęto się tą sztuką z dbałością o wszystkie szczegóły, stąd może zadziwiać imponująca długość trwania spektaklu - ponad trzy i pół godziny! Tekst według tłumaczenia Józefa Paszkowskiego przygotował i wyreżyserował Maciej Englert, zaś świetną scenografię wykonał Marcin Stajewski. Przygotowania do wystawienia całej sztuki trwały dość długo, bowiem były bardzo skrupulatne, ale nie mniej czasu poświęcono na jedną z najważniejszych scen - sceny pojedynku między Laertesem a Hamletem, którą to scenę obaj zarówno Borys Szyc odgrywający Hamleta, jak i Wojciech Zieliński w roli Laertesa przygotowali długimi treningami z fechtunku.

Borys Szyc (Hamlet), Wojciech Zieliński (Laertes)
fot. Magda Hueckel (źródło)
Po wyjściu z teatru trudno pozbyć się ochoty zawrócenia, by przeżyć to raz jeszcze. Gdyby nie późna pora, o której kończy się seans miałabym naprawdę ogromną ochotę na powtórkę. Właściwie.. to nadal ją mam.



Hamlet, Teatr Współczesny, William Shakespeare
Przekład: Józef Paszkowski
Opracowanie tekstu i reżyseria: Maciej Englert
Scenografia: Marcin Stajewski
Choreografia scen fechtunkowych: Janusz Sieniawski

Obsada (najważniejsze postaci)
Klaudiusz, król duński: Andrzej Zieliński
Hamlet, syn poprzedniego, a synowiec teraźniejszego króla: Borys Szyc
Gertruda, królowa duńska, matka Hamleta: Katarzyna Dąbrowska
Poloniusz, szambelan: Sławomir Orzechowski
Ofelia, córka Poloniusza: Kamila Kuboth
Laertes, syn Poloniusza: Wojciech Zieliński
Horacy, przyjaciel Hamleta: Michał Mikołajczak



* Hamlet, akt II, scena 2, przekład Józefa Paszkowskiego; a na przykład Iwaszkiewicz przetłumaczył to tak: Taki żebrak jak ja ubogi jest nawet w podziękowania.
**Hamlet, akt IV, scena 7, przekład Józefa Paszkowskiego

22 komentarze:

  1. Cieszę się, że Tobie również podobał się spektakl. Ja byłam pod wielkim wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam i jestem nadal. Co więcej powoduje to ciąg myśli wokół tematów teatralnych, ale jakoś tak wracam uporczywie do "Hamleta".. :D

      Usuń
    2. A ja ostatnio zrobiłam taki miks książkowo-teatralny o "Hamlecie". Na podstawie recenzji z W24 :P

      Usuń
    3. I bardzo mi się spodobał ten wpis! :-)

      Usuń
  2. Kasiu, jeśli kiedyś postanowisz zrealizować ten plan z "z bukietem kwiatów i listem dziękczynnym", wchodzę w to! :) Zdecydowanie wyruszam z Tobą do Poznania.
    Fantastyczna recenzja, poczułam dotkliwy żal, że do Warszawy jest kawałek drogi.
    Przyznam, że nie wierzyłam własnym oczom, widząc na zdjęciach B. Szyca w roli Hamleta. Byłby chyba jednym z ostatnich aktorów, których obsadziłabym w tej roli, a tu proszę, jaka niespodzianka. :) Widzę, że naprawdę pozytywnie Cię zaskoczył.
    Napisałaś tak o "Hamlecie", że poczułam natychmiastową potrzebę przeczytania go kolejny raz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z Tobą nabrałabym odwagi do takiego śmiałego czynu :) Nawet wymyśliłam, że bukiet będzie cały z margerytek :)
      Dziękuję Ci, nawet nie wiesz jakie to miłe dla mnie słowa! Ja z kolei w tym roku jakoś zaczęłam doceniać wartość stolicy.. Co ten teatr robi z człowieka :) Do Szyca również miałam pewne obiekcje i też tak nie dowierzałam pozytywnym recenzjom. ale cóż, byłam, biłam głośno brawo, dłonie bolą nadal...;)
      I wyobraź sobie, że też chodzę z Szekspirem pod pachą i podczytuję co i rusz.. Jakby mi było mało :)

      Usuń
  3. Primo, nie sądziłam, że ktoś mógłby mnie zachęcić do dobrowolnego obejrzenia sztuki Szekspira, która nie jest komedią ;-)
    Secundo, nie sądziłam, że mogłabym zechcieć zobaczyć Borys Szyca w jakiejkolwiek roli, bo generalnie ciężko znoszę jego widok...
    Ale powiem szczerze, że Twoja recenzja spektaklu nie pozostawia wyboru - to naprawdę trzeba zobaczyć :-) I właśnie owego głównego bohatera najbardziej jestem ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, ależ mi miło! Szekspira polecam w całej rozciągłości. Kiedyś miałam fazę, że do teatru to tylko na Szekspira, nieważne komedia, czy dramat :) A w domu było mi pusto dopóki nie zebrałam kompletu dramatów. Komedii zaś nie mam wszystkich, o zgrozo.. ;)
      Też generalnie słabo reagowałam na Szyca. W zasadzie, nie mogę powiedzieć, by olśnił jakąś rolą filmową. Tu mi zaimponował ogromną pracą, jaką włożył w Hamleta i wieloma scenami dramatycznymi. Niemniej jednak będę ciekawa Twojej opinii gdy już się zdecydujesz wybrać :)

      Usuń
    2. Szekspira mam w sporej części - że tak się brzydko wyrażę - 'zaliczonego'. Teatralnie natomiast - braki okrutne...
      A swojej własnej opinii też będę ciekawa :-) Kusi mnie też, żeby spisywać na blogu swoje teatralne impresje. Swego czasu nawet co nieco napisałam po wizycie w mojej ulubionej Syrenie, ale później zapał się rozmył. Może do tego wrócę, bo widzę, że to super móc się wymienić opiniami i na ten temat :-)

      Usuń
    3. Daj się skusić, to fajna sprawa dzielić się swoimi wrażeniami :) Ja jakoś od początku czułam, że będę tu pisać nie tylko o książkach, choć wiedziałam, że książki będą motywem przewodnim. Przyznaję jednak, że o teatrze nie planowałam.. :) Tylko to jak z dobrą książką - pozostawia takie wrażenia, że czuję potrzebę podzielenia się nimi :)

      Usuń
    4. To prawda, że tymi dobrymi wrażeniami aż się chce dzielić ;-) A ponadto te zapisane wrażenia tak szybko nie ulatują. To zupełnie tak samo jak z książkami ;-)

      Usuń
    5. Tak, tak! Właśnie tymi dobrymi :) Od jakiegoś czasu stosuję taką zasadę, że piszę tylko o tych pozytywnych wrażeniach. Książki, które z jakiegoś powodu mi się nie podobały raczej przemilczam, albo krótko piszę o nich w tak zwanym misz-maszowym wpisie. Niektórzy mają mi to za złe, argumentując, że dobrze wiedzieć czego unikać. Ale ja myślę, że te oceny są nadto subiektywne i co czytelnik to inna opinia, więc szkoda zniechęcić do czegoś co dla innej osoby będzie wartościowe i ciekawe ;)

      Usuń
    6. Zgadzam się z tym, że to, co jednym nie pasuje, niekoniecznie będzie negatywnie odebrane przez innych. Lubię jednak czytać i negatywne opinie - wtedy jeszcze bardziej niż przy neutralnych chcę sięgnąć po książkę i mieć własne zdanie ;-) Tak więc często negatywne opinie działają na mnie zachęcająco :-) Sama nie stronię od wyrażania negatywneych opinii, choć staram się zawsze znaleźć coś dobrego :-)

      Usuń
    7. Masz rację, coś w tym jest, że negatywna opinia wbrew pozorom też może zachęcić :-) Inna sprawa, że we mnie czasami odzywa się takie odczucie, że krytyk literacki to jakiś podlejszy gatunek.. Ot, kwestia stereotypów chyba się odzywa ;) Z drugiej strony coraz rzadziej czytam coś co faktycznie warto skrytykować. Co najwyżej książka do mnie nie przemawia, ale to jeszcze nie jest powód by pisać negatywną opinię...;)

      Usuń
    8. Pewnie, że krytykowanie dla samego krytykowania to totalny bezsens. Nie miałoby też sensu wyciąganie negatywnych rzeczy tylko po to, by wzbudzić zainteresowanie :-) I faktem jest też to, że chyba każdy czytelnik chciałby jednak czytać to, co naprawdę mu się spodoba. Dlatego jeśli coś mi się nie podoba, to staram się to jakoś określić (choć nie zawsze dobrze to potrafię), a nie pisać tylko, żeby nie czytać, "bo nie" ;-)))
      Ale nam się zrobił temacik ;-)))

      Usuń
    9. A to tak bywa, że jeden temat prowadzi do drugiego :-) Fajnie, bo to prowadzi do ciekawych rozmów, a potem ciekawych wniosków :) Można też się lepiej poznać :)
      Czytanie tego co nie do końca do mnie przemawia ciągle mi się jeszcze zdarza, więc nie jest tak, że zawsze trafię dobrze. Czasami okazuje się też, że książka trafiła do mnie w złym momencie. Np. mam jakiś gorszy okres, książka do mnie w ogóle nie przemówiła, ba, może nawet skreśliłam autora na wieczne nigdy, po czym jakiś czas później okazuje się, że właśnie tego autora wliczam w poczet ulubionych ;) Tak na przykład miałam z Markiem Hłasko :) albo ze Stasiukiem :) i pewnie jeszcze jest więcej takich nazwisk tylko akurat nie przychodzą mi do głowy.. Dlatego wiesz, czasami jeszcze wolę nie dawać negatywnej opinii tak od razu po lekturze. Bo też może przyjść moment, że coś tam zmieni moje spojrzenie na książkę, czy autora. Poza tym mam wielką wadę - patrzę na wszystko z kilku perspektyw. I to mnie trochę uziemia w kwestii wydawania jednoznacznie negatywnych osądów.
      To teraz się rozgadałam..;)

      Usuń
    10. Masz rację - można trafić na niewłaściwy moment z jakąś książką. Znam to uczucie ;-) Bywa też odwrotnie - bierze się człowiek za książkę autora, którego się zna i lubi, i okazuje się, że akurat ta książka to dla nas niewypał :-) I też już się nauczyłam, że po jednym razie nie ma co przekreślać autora, więc staram się stosować zasadę 'do trzech razy szuka' :-)

      Usuń
    11. Ba, mi się zdarzyło dać nawet cztery razy.. Dlatego w tym konkretnym przypadku wiem już na pewno, że jestem na "nie" ;)

      Usuń
    12. No tak, wtedy już jest pewność :-)
      Dobrze, Kasiu, zmykam. Miło się z Tobą gawędziło :-)

      Usuń
  4. Cieszę się, że Teatr Współczesny zyskuje Twoje uznanie :) Ja go bardzo lubię. Nie mam obecnie możliwości wieczornego wyjścia do teatru, ale sądzę, że w ciągu najbliższego roku sytuacja się pod tym względem poprawi i chętnie obejrzę parę spektakli. Hamleta niewątpliwie też wezmę pod uwagę, choć te 3,5 godziny nieco przerażają :) A Borysa Szyca widziałam na scenie w innej sztuce w Teatrze Współczesnym i musze przyznać, że świetnie grał, a wtedy - przynajmniej takie mam wrażenie - był mniej zmanierowany niż obecnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zyskuje.. Dziś byłam na "Ludziach i aniołach" (właśnie przyszła mi do głowy taka myśl, czy teatr można przedawkować.. bo mi ciągle mało..;D) i jak tak dalej pójdzie, to cały repertuar będę miała za chwilę obejrzany.. Oj ;/ Dobrze, że stolica oferuje tyle świetnych miejsc! :)
      Ha, ten Szyc to trochę biedny jest tak patrzę. Zewsząd słabe oceny. Ba, sama oceniam nadal słabo (bo filmów jednak widziałam sporo więcej, a w teatrze zaledwie raz). Może Szycowi potrzebny jest taki zimny prysznic, żeby tej maniery się pozbyć? ;) nie wiem, ale warto te 3,5 godz poświęcić na "Hamleta" ;) Ciekawa jestem zaś Szyca w innej roli teatralnej..

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, cenię sobie każdą uwagę odnośnie wpisu i jego zawartości.

Uprzejmie proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, ponieważ ich nie obchodzę.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

A.S.Byatt Adam Bahdaj Adriana Szymańska Agata Tuszyńska Agatha Christie Agnieszka Jucewicz Agnieszka Topornicka Agnieszka Wolny-Hamkało Alan Bradley Albert Camus Alice Hoffman Alice Munro Alice Walker Alona Kimchi Andrzej Dybczak Andrzej Markowski Andrzej Stasiuk Ann Patchett Anna Fryczkowska Anna Janko Anna Kamińska Anna Klejznerowicz Anne Applebaum Anne B. Ragde Anton Czechow Antoni Libera Asa Larsson Augusten Burroughs Ayad Akhtar Barbara Kosmowska Bob Woodward Boel Westin Borys Pasternak Bruno Schulz Carl Bernstein Carol Rifka Brunt Carolyn Jess- Cooke Charlotte Rogan Christopher Wilson Colette Dariusz Kortko David Nicholls Diane Chamberlain Dmitrij Bogosławski Dorota Masłowska Edgar Laurence Doctorow Eduardo Mendoza Egon Erwin Kisch Eleanor Catton Elif Shafak Elżbieta Cherezińska Emma Larkin Eshkol Nevo Ewa Formella Ewa Lach Francis Scott Fitzgerald Frank Herbert Franz Kafka Gabriel Garcia Marquez Greg Marinovich Grzegorz Sroczyński Guillaume Musso Gunnar Brandell Haruki Murakami Henry James Hermann Hesse Hiromi Kawakami Honore de Balzac Ignacy Karpowicz Igor Ostachowicz Ilona Maria Hilliges Ireneusz Iredyński Iris Murdoch Irvin Yalom Isaac Bashevis Singer Ivy Compton - Burnett Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Jan Balabán Jan Miodek Jan Parandowski Jerome K. Jerome Jerzy Bralczyk Jerzy Krzysztoń Jerzy Pilch Jerzy Sosnowski Jerzy Stypułkowski Jerzy Szczygieł Joanna Bator Joanna Fabicka Joanna Jagiełło Joanna Łańcucka Joanna Olczak - Ronikier Joanna Olech Joanna Sałyga Joanna Siedlecka Joanne K. Rowling Joao Silva Jodi Picoult John Flanagan John Green John Irving John R.R. Tolkien Jonathan Carroll Jonathan Safran Foer Joseph Conrad Joyce Carol Oates Judyta Watoła Juliusz Słowacki Jun'ichirō Tanizaki Karl Ove Knausgård Katarzyna Boni Katarzyna Grochola Katarzyna Michalak Katarzyna Pisarzewska Kawabata Yasunari Kazuo Ishiguro Kelle Hampton Ken Kesey Kornel Makuszyński Krystian Głuszko Kurt Vonnnegut Larry McMurtry Lars Saabye Christensen Lauren DeStefano Lauren Oliver Lew Tołstoj Lisa See Liza Klaussmann Maciej Wasielewski Maciej Wojtyszko Magda Szabo Magdalena Tulli Maggie O'Farrel Majgull Axelsson Małgorzata Gutowska - Adamczyk Małgorzata Musierowicz Małgorzata Niemczyńska Małgorzata Warda Marcin Michalski Marcin Szczygielski Marcin Wroński Marek Harny Marek Hłasko Maria Ulatowska Marika Cobbold Mariusz Szczygieł Mariusz Ziomecki Mark Haddon Marta Kisiel Mathias Malzieu Mats Strandberg Matthew Quick Melchior Wańkowicz Michaił Bułhakow Milan Kundera Mira Michałowska (Maria Zientarowa) Natalia Rolleczek Nicholas Evans Olga Tokarczuk Olgierd Świerzewski Oriana Fallaci Patti Smith Paulina Wilk Paullina Simons Pavol Rankov Pierre Lemaitre Piotr Adamczyk Rafał Kosik Richard Lourie Rosamund Lupton Roy Jacobsen Ryszard Kapuściński Sabina Czupryńska Sara Bergmark Elfgren Sarah Lotz Serhij Żadan Siergiej Łukjanienko Sławomir Mrożek Stanisław Dygat Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Lem Sue Monk Kidd Suzanne Collins Sylvia Plath Szczepan Twardoch Tadeusz Konwicki Terry Pratchett Tomasz Lem Tore Renberg Tove Jansson Trygve Gulbranssen Umberto Eco Vanessa Diffenbaugh Virginia C. Andrews Vladimir Nabokov Wiech William Shakespeare William Styron Wioletta Grzegorzewska Wit Szostak Witold Gombrowicz Wladimir Sorokin Wojciech Tochman Zofia Chądzyńska Zofia Lorentz Zofia Posmysz

Popularne posty

O mnie

Moje zdjęcie
Lubię rocznik 1980. Nie lubię gdy ktoś dmucha mi w twarz dymem papierosowym. Kocham język polski. Czytam więc jestem. Piszę subiektywnie, zawsze możemy podyskutować. Lubię ludzi choć momentami bywam aspołeczna. Szczególnie, gdy przeszkadzają mi czytać.