Kapsztad nocą |
Widok na Kapsztad z Gór Stołowych |
W drodze na Przylądek Dobrej Nadziei |
Moje ulubione zdjęcie, w drodze powrotnej zajechaliśmy do winiarni, a tam cudne Potwory :) |
Czerwiec i lipiec przysporzyły nam zmartwień, sporo wizyt w szpitalu i walkę z upałem. Ale to co najważniejsze, to że udało się, że Ala, moja przyszywana młodsza siostra, wróciła do domu bezpieczna, choć perturbacje pooperacyjne dają znać o sobie do dziś..;/ Jednak, jak wiesz kochana, jestem niebezpieczną optymistką i będę Cię dalej ciągnąć za uszy :P
Ostatnie miesiące to wspaniałe znajomości internetowe. Mimo, że spotyka mnie to nie po raz pierwszy, to nieodmiennie zachwyca jednakowo. Cieszę się, że dzięki internetowi ten świat jest naprawdę, naprawdę mały :)
Czytelniczo.. Było sporo fantastycznych odkryć, zarówno w zakresie zaległości w literaturze starszej, jak i współczesnej. No i bolesne odkrycie, że niestety nieświadomie wypisałam się z klubu książek o miłości. Nie tylko nie podchodzą mi współczesne romanse, co wiedziałam od dawna, ale jak się okazuje, kompletnie wyrosłam z książek Jane Austen czy sióstr Bronte. Kolokwialnie rzecz ujmując, nie ruszają mnie porywy serca, wielkie miłości i namiętności, ani losy biednych guwernantek... Mam tylko cichą nadzieję, że Wichrowe wzgórza pozostają wyjątkiem, choć naprawdę boję się po nie sięgnąć ponownie, żeby nie odkryć, że ta powieść również już mnie nie porusza..
A moje odkrycia to..:
W styczniu - Wodospad Joyce Carol Oates (moja recenzja tutaj). W lutym za ciosem, kolejna książka Joyce Carol Oates Blondynka, niestety bez recenzji, siła rażenia była zbyt ogromna ;) To książka, która obok Mojej siostry, mojej miłości należy do dwóch ulubionych książek Oates.
Marzec był skromniejszy w odkrycia, ale niewątpliwie zrobiła na mnie ogromne wrażenie Możliwość wyspy Houellebecqa
Kwiecień był nerwowy, ale za to maj nadrobił trzema odkryciami:
Zniknięcia Esme Lennox Maggie O'Farrel (recenzja tutaj)
Gwiazdy nad Afryką Ilony Hilliges (recenzja tutaj) I oczywiście trylogia Suzanne Collins, która mnie wcześniej ominęła ;) (recenzja tutaj)
W czerwcu dominowały odkrycia w zakresie zaległości w klasyce.. I tak oto przeczytałam nareszcie Doktora Żywago Borysa Pasternaka (recenzja tutaj) oraz Lot nad kukułczym gniazdem Kena Keseya (recenzja tutaj)
Lipiec to już miesiąc pod znakiem Krzysztonia..
Obłęd zdetronizował nawet cudowną powieść Cherezińskiej, Korona śniegu i krwi
Krzysztonia, który nadal dominował w sierpniu Wielbłądem na stepie i Krzyżem Południa ( o których można poczytać tu i tu)
Wrzesień to ponownie nadrabianie zaległości w klasyce, dzięki czemu odkryłam Szklany klosz Sylvii Plath (tu recenzja):
ale też ciekawe odkrycia w zakresie nowości, jak w przypadku Tygrysów w porze czerwieni Lisy Klaussmann (tu o niej piszę) oraz Strasznie głośno, niesamowicie blisko Jonathana Safrana Foera (recenzja tu). Nie można też zapomnieć o Amerykańskim derwiszu Ayada Akhtara, o którym piszę tu.
Październik to miesiąc, który zdecydowanie należał do Oriany Fallaci (o której piszę tu)
Listopad w większości był nadrabianiem zaległości i w związku z tym był bez mała miesiącem bez nowości ;) Ponownie króluje Jerzy Krzysztoń, z ostatnią powieścią jaką napisał (to znaczy ostatnią, jaką miałam jeszcze do przeczytania), oraz pierwszym tomem opowiadań, czyli Cyrografem dojrzałości ale też pojawia się Stasiuk i ponownie Hłasko.
Grudniową rewelacją był Trafny wybór J.K. Rowling, o czy można poczytać tutaj.
Oprócz własnych odkryć pojawiły się też odkrycia inspirowane lekturą innych blogów książkowych. Koczowniczka motywuje mnie do czytania książek, które czekają na półce. Honorata inspiruje do nadrabiania zaległości w starszych pozycjach, szczególnie książek Bahdaja. Zacofany w lekturze zaraził mnie Wiechem i Mirą Michałowską, Patrycja z blogu Bezszmer z kolei powieściami Iris Murdoch, a Paula z Zasiedziska zainspirowała pisarstwem Wita Szostaka. Oprócz tego warto dodać, że dzięki Oli widzę jakie mam zaległości w reportażu (do nadrobienia koniecznie) a blog Marlowa muszę wymienić, bo coś czuję, że tu też będą inspiracje :) Poza tym ciągle jestem wdzięczna za Berenta! I to jest również godne odnotowania :) No i na koniec, niczym wisienkę na torcie, zostawiłam Ultramarynę, której bloga zwyczajnie, bezczelnie, bez cienia udawania, uwielbiam.
Przepraszam, że nie wymieniam Was wszystkich - gdybym to zrobiła ten wpis nie miałby końca. Bardzo lubię blogi książkowe, wszystkie, które znajdują się w moich zakładkach i te które pewnie kiedyś też tam się znajdą. Cenię sobie to, że świat moli książkowych jest tak rozległy, tak różnorodny tematycznie i zaprzeczający obiegowej opinii, że czytelnictwo w Polsce podupada. Dziękuję, że mnie przyjęliście do swojego grona. Codziennie odkrywam wiele inspiracji czytelniczych, za które jestem Wam ogromnie wdzięczna. Czytajcie, piszcie i inspirujcie dalej!
2012.. To był naprawdę świetny rok. Mam nadzieję, że 2013 będzie równie sprzyjający lekturze :)
A z życzeniami wstrzymuję się do jutra!
Co do inspiracji - to w styczniu ma ich nie być, a potem się zobaczy:))
OdpowiedzUsuńMoże dzięki temu nadrobię chociaż część zaległości z własnych półek..;)
UsuńZawsze się znajdzie jakiś złośliwiec, który człowieka zainspiruje, więc się za bardzo nie nastawiaj:P
UsuńW to nie wątpię.. Może powinnam rozważyć miesiąc blogowej abstynencji..;P
UsuńMoim zdaniem niemożliwe, ale próbuj, próbuj...
UsuńZawsze musisz mnie ściągać na ziemię..;P
UsuńJuż taki przyziemny płaz ze mnie:)
UsuńMasz szczęście że lubię płazy :)
UsuńMiło z Twojej strony:P
UsuńNo bywam czasami miła ;P
UsuńNajlepsze życzenia :)
OdpowiedzUsuńFajnie, ze nie czytasz tylko nowości, ale sięgasz po starsze książki, dzięki temu można się dowiedzieć o interesujących ksiażkach :)
Dziękuję i wzajemnie :)
UsuńPróbuję zachować równowagę, co czasami bywa trudne..;)
Oj bywa... ja muszę zacząć wracać do lektur,m które pokochałam, bo mi życia braknie i Starzy Przyjaciele sie obrażą
UsuńA wiesz co, ostatnio pomyślałam sobie dokładnie to samo - coraz więcej czasu poświęcam na nowe odkrycia, a mniej na starych przyjaciół.. Popieram - trzeba to zmienić :)
UsuńPrzeczytalam Twoje podsumowanie z wypiekami na twarzy. Pamietam wiele z woich tekstow, bo tez staly sie przyczyna do kolejnych zakupow. Niektore ksiazki, ktore wyroznilas czytalam, inne wciaz oczekuja:). Nabylam Krzysztonia:), ktory bardzo mnie zainteresowal:)
OdpowiedzUsuńDziękuję! :D ale mi się miło zrobiło :D mam nadzieję, że Krzysztoń Cię nie rozczaruje :)
Usuń"Lot" zrobił na mnie duże wrażenie - i książka, i film; "Szklany klosz" też, choć w inny sposób - i ucieszyłam się, gdy zdobyłam tę książkę w antykwariacie. Dobrze widzieć kolejny pozytywny sygnał o "Trafnym wyborze", coraz bardziej się cieszę, że podjęłam ryzyko kupienia Rowling.
OdpowiedzUsuńGratuluję roku udanego i czytelniczo, i pozaczytelniczo :)
Na mnie "Lot.." również zrobił wrażenie, ale filmu nie widziałam, przyznaję, że jestem na bakier z ekranizacjami ;)
UsuńDziękuję i pozdrawiam :)
Ekranizacja "Lotu" jest świetna, więc jeśli będziesz miała okazję ją obejrzeć, to szczerze polecam :)
UsuńNa marginesie, choć całym sercem ;popieram żeńskie formy/końcówki, o samej sobie też nie potrafię powiedzieć "filolożka" (choć "staropolanka" używam radośnie).
Może w takim razie się skuszę :) Zajrzałam na Twojego bloga i tak jakoś poczułam, że w pewnych kwestiach możemy się zgadzać :) a staropolanka brzmi bardzo radośnie :)
UsuńSkuś się, ja tego filmu do dziś nie potrafię obejrzeć od początku do końca (co wydaje mi się niezłą rekomendacją).
UsuńO, to brzmi ciekawie, chętnie sprawdzę, pod jakimi względami się zgodzimy :)
(Dla studentów to słowo jest pewnie paskudne, ale mnie tam staropole raduje, więc nie będę sobie żałować).
Niech pomyślę.. literatura.. pies miesiąca.. podobnie oceniamy pewne książki..;D wymieniać dalej? ;) u mnie co jakiś czas pojawiają się zdjęcia moich psów i kota ;) miesiąca ;) hi hi co prawda, nie nazywam tego w ten sposób, ale uwielbiam fotografować nasze Potwory ;) i też mam postanowienie czytać więcej z moich półek i mniej kupować..
UsuńTo już się cieszę na najbliższe dni, gdy przeczytam sobie cały Twój blog i znajdę kocie i psie zdjęcia oraz opisy różnych książek :) Wspaniale widzieć tyle wspólnych cech!
UsuńUkochane zwierzęta są niesamowicie fotogeniczne - ja za swoim psem biegam z komórką niemal nałogowo :)
Bardzo dziękuję za wymienienie mnie jako "wisienki na torcie", to było strasznie miłe ;) Też bardzo lubię Twojego bloga i życzę Ci, żeby rok 2013 był dla Ciebie pełen świetnych książek, nowych znajomości blogowych i wielu innych, dobrych rzeczy :)
OdpowiedzUsuńNa mojej liście książkowych hitów tego roku też na pewno znalazłyby się "Blondynka" i "Igrzyska śmierci" :)
Polecam się :) i dziękuję za wzajemność :) i za życzenia - wzajemnie!! samych fenomenalnych książek i interesujących znajomości :D
UsuńWiesz, nieświadomie poprawiłaś mi humor :*
OdpowiedzUsuńświadomie też próbuję.. ;) :*
Usuńzdjęcia z RPA zapierały dech... razem z Wami modliłam się o Alę... (tak Zołziu, ja też ;)) i nie od dziś twierdzę, że internet bardziej łączy niż dzieli (o ile się nim prawidłowo posługiwać). A z Twojego bloga przybywa mi coraz więcej do czytania... Na razie jednak coś, czego u Ciebie nie widziałam: Last Minute - Hołowni.
OdpowiedzUsuńO tak, wrażenia zarówno z kwietnia, jak i z czerwca zapierały dech (co widać po zestawieniu, te miesiące najbardziej utkwiły mi w pamięci). Fajnie, że przybywa ode mnie, ale też fajnie, że czytasz coś innego ;) Jakby u mnie kiedykolwiek Hołownia się pojawił to byłoby wydarzenie nie roku, a co najmniej dziesięciolecia ;)
Usuńnastępny w kolejce jest nowy Wołoszański :) i kurs fotografowania - postanowienie noworoczne. A co do Hołowni - nigdy nie mów nigdy ;)
UsuńO, Wołoszańskiego ciągle mam w planach ;)
Usuńmasz rację! kto wie, może Hołownia nawróci się na islam albo judaizm? ;)
on jest chyba jeszcze większą konserwą niż ja, więc pewnie nie tak prędko - ale kropla drąży kamień ;)
UsuńBardzo dobrze, że pokazałaś swoje zdjęcia z RPA. Kapsztad jest cudowny :)
OdpowiedzUsuńKrzysztoń zapadł mi w pamięć dzięki Twoim wpisom i zapewne w Nowym Roku pożyczę coś jego autorstwa z biblioteki, to moja metoda na w miarę szybkie przeczytanie książki :)
O tak, Kapsztad zostaje w pamięci na długo.. co więcej, byłam tam tak krótko, a rozpoznam to miasto wszędzie - czy to na fotografiach, czy w filmach, zanim jeszcze pojawi się o tym informacja ;)
UsuńTeż tak robię, najszybciej jest poszukać w bibliotece, bo potem to łatwo zapomnieć. Szczególnie, jak już coś nie jest dostępne w księgarniach.
I życzę przyjemnej lektury! :D
Piękne podsumowanie :)
OdpowiedzUsuńOby nowy rok był obfity w ciekawą literaturę i wydarzenia :*
Dzięki! i wzajemnie - spełnienia wszystkich planów i marzeń :*
UsuńSporo książek spisałam od Ciebie, ale jeśli chodzi o Krzysztonia to po prostu zapisałam nazwisko i mam zamiar brać wszystko jak leci. A jak mi się nie spodoba to wiesz czyja to będzie wina???? ;)
OdpowiedzUsuńAle spokojnie, czuję że mi się spodoba :))
Szczęścia w 2013 roku :))
Ależ czuję odpowiedzialność.. Stres! :D Mam nadzieję, że Ci się spodoba! :D
UsuńDziękuję i Tobie również - szczęścia! :))